Wychowuję córkę bezstresowo

Jej córka ma pełną swobodę działania. Także w kwestii używek, nauki i seksu...
Wychowuję córkę bezstresowo
12.07.2015

Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot. Wychowanie nastolatka – zazwyczaj ogromne wyzwanie, z którym nie radzą sobie nawet najbardziej cierpliwi i wyrozumiali rodzice. Młodzieńczy bunt sprawia, że dogadanie się z gimnazjalistą lub licealistą jest niemal niemożliwe. Coraz częściej pojawiają się głosy, że wynika to ze zbyt małej dyscypliny. Młodzież należy „trzymać krótko”, aby znała swoje miejsce i potrafiła się zachować.

Nasza bohaterka jest temu absolutnie przeciwna. Jej zdaniem najlepszym sposobem na zdrową relację jest w tym przypadku jak największa swoboda. Ewa, matka 16-letniej córki, postanowiła nie ingerować w jej życie. Dziewczyna może robić niemal wszystko, jeśli tylko nie czyni tym krzywdy innym. W ten sposób ma się nauczyć, że to ona sama musi brać za siebie odpowiedzialność i ponosić konsekwencje swoich działań.

Jak wygląda łącząca ich więź i czy dzięki nietypowej metodzie wychowawczej udało się zapanować nad temperamentem nastolatki? Oto relacja jej matki...

 

nastoletnia córka

16-letnia Agata ukończyła właśnie naukę w gimnazjum. Od września rozpocznie kolejny etap w swoim życiu – liceum. Chociaż wciąż jest niepełnoletnia, nigdy nie usłyszała z ust swojej mamy, że jest na coś za młoda. Dziewczyna ma pełną swobodę działania. Warunek jest jeden – nie może się to odbywać kosztem innych.

- Widzę, jak wychowują moje koleżanki i zazwyczaj niewiele dobrego z tego wynika. Chodzą znerwicowane, wszystkim się martwią i zrzędzą. Wątpię, żeby to cokolwiek dawało, a na pewno niszczy więź między rodzicem i dzieckiem. Wychodzę z założenia, że jeśli ma błądzić, to i tak to zrobi. Czy będę ją kontrolować i marudzić, czy nie. Ktoś powie, że sobie odpuściłam, ale nie o to w tym chodzi. Pozwalam jej na wiele, ale wciąż mam nad nią kontrolę – twierdzi Ewa.

Kobieta nie nazywa tego bezstresowym wychowaniem. Według niej to kształtowanie młodego człowieka poprzez jego własne próby i ewentualne błędy. Nastolatek to niemal dorosła osoba, na którą nie da się wpłynąć krzykiem czy zakazami.

nastoletnia córka

Specyficzny model wychowania znajduje swoje odzwierciedlenie w wielu kwestiach. Nastoletnia córka Ewy musi sama oceniać, czy coś jest dla niej dobre, a od czego lepiej trzymać się z daleka. W tym trudnym wieku i tak nie posłuchałaby swojej mamy. Im większy sprzeciw rodziców, tym większa chęć dziecka, aby zagrać im na nosie. Kobieta wierzy, że kiedy nie obowiązują twarde zakazy, maleje także potrzeba buntu.

ALKOHOL

- Wiem dobrze, że młodzież w wieku mojej córki eksperymentuje z różnymi substancjami. Alkohol jest powszechnie dostępny, a impreza gimnazjalistów, a już zwłaszcza licealistów, nie może się bez niego obyć. Co mogę z tym zrobić? Wciąż ostrzegać córkę lub zakazywać jej kontaktu z rówieśnikami? Zrobiłam coś innego. Przeprowadziłam z nią poważną rozmowę na ten temat, a ona i tak zrobiła swoje. Kilka razy przyłapałam ją na tym, że była wstawiona. Nie zrobiłam jej awantury. Raz upiła się do nieprzytomności i musiałam ją w środku nocy odbierać z drugiego końca miasta. Problem się skończył. Było jej tak wstyd, że od tego czasu sytuacja się nie powtórzyła – twierdzi Ewa.

nastoletnia córka

PAPIEROSY

- Scenariusz jest zawsze taki sam. Rodzice przestrzegają i straszą, a nastolatek i tak prędzej czy później chwyci za papierosa. Okazji jest całe mnóstwo – impreza, przerwa w szkole, wypad do kina, a nawet spacer z koleżanką. Gdybym miała o tym ciągle myśleć, to bym wreszcie zwariowała. Tu też postawiłam na pełną swobodę. Ja cię córko ostrzegam, mówię ci, czym to się może skończyć, ale i tak zrobisz, co chcesz. Nie mogę cię prowadzić za rączkę przez całe życie. Po ubiegłorocznej kolonii sama do mnie przyszła i opowiedziała o tym, że spróbowała. I sama stwierdziła, że to coś obrzydliwego i nigdy już tego nie zrobi – wspomina matka nastolatki.

SEKS

- Uważam, że rozmowa na ten temat z nastoletnim dzieckiem, a zwłaszcza córką, jest po prostu konieczna. Rok temu, przed wspomnianym wyjazdem, wyłożyłam kawę na ławę. Okazało się, że Agata już sporo wie, ale dla pewności opowiedziałam jej o seksie szczerze i otwarcie. Zadawała mi pytania i niespecjalnie się krępowała. Umówiłyśmy się, że kiedy przyjdzie na to pora, pójdziemy razem do ginekologa. Córka bywa roztrzepana, ale nie jest nieodpowiedzialna. Wierzę w to, że zawczasu przyjdzie do mnie z tą sprawą. Taka otwartość jest na pewno lepsza od udawania, że ten temat nastolatków nie dotyczy – twierdzi Ewa.

nastoletnia córka

NAUKA

- Zależy mi na tym, aby moja córka dobrze się uczyła, zdała do świetnego liceum, potem studia, kariera i tak dalej. Stwarzam jej do tego warunki i to jest chyba najważniejsze. Ma mnóstwo czasu na naukę i jeśli tego nie wykorzystuje, to jest wyłącznie jej wina. Rodzic nie może stać nad dzieckiem z batem. Agata ma się kiedy i gdzie uczyć, nie odrywam jej od tego w żaden sposób. Myślę, że zrozumiała, że od tego, jak bardzo się przyłoży, zależy jej przyszłość. Nie moja, ani mojego męża, ale jej samej. Na początku efekty były takie sobie. Była trójkową uczennicą, która poczuła, że może robić co chce, bo matka się nie czepia. W ostatniej klasie gimnazjum coś w nią wstąpiło i szkołę skończyła ze średnią 4,5. Egzamin zdany przyzwoicie i od września liceum. Moje koleżanki nadal trzymają swoje dzieci krótko i zrzędzą, ale nic z tego nie wynika – uważa Ewa.

POWRÓT DO DOMU

- Kiedyś była zasada, że co by się nie działo, godzina 20-21 i córka musi być w domu. Jeśli się nie dostosuje, następnym razem po prostu nigdzie nie wyjdzie. Byłam w tym konsekwentna i metoda zdała egzamin. Od roku, może półtora, ma większą swobodę. Może wracać, kiedy uzna za stosowne. Kilka razy zarwała noc, potemmęczyła się niewyspana w szkole i sama zrozumiała, że tak się nie da. Dzisiaj już tak nie przegina, zawsze informuje gdzie idzie i jeśli już koniecznie musi zostać gdzieś dłużej, to wraca do domu taksówką. Ja śpię spokojnie – twierdzi.

nastoletnia córka

Ewa jest przeciwniczką rodzicielskiego terroru. Nie akceptuje traktowania własnych dzieci jak więźniów, którzy mają prawo jedynie do snu, jedzenia, chodzenia do szkoły i odrabiania lekcji. Uważa, że to je nie tylko unieszczęśliwia, ale zazwyczaj przynosi także odwrotny efekt. Dziecko kojarzy rodzica z zakazami, więc nie ma ochoty z nim rozmawiać.

- Słyszę, jak to wygląda u moich koleżanek i jestem załamana. One tylko wrzeszczą i wymagają, a nastoletnie dzieci w takich warunkach nigdy się nie otworzą. Nie mają ze sobą dobrego kontaktu, nie ma tam miejsca na szczerość i przyznawanie się do błędów. Jest tylko wzajemna złość i podejrzenia. Agata nie jest potulnym dzieckiem, ale specyfikowałam ją jej własną metodą - „olać wszystko”. Sprawdzam, przyglądam się i dbam o nią, ale nie mam zamiaru jej ubezwłasnowalniać. To się sprawdza – twierdzi.

Co myślicie o jej metodzie?

Komentarze (91)

Ocena: 4.93 / 5
gość (Ocena: 5) 08.09.2018 18:20
Zakazy i nakazy to rzeczy które i tak większość łamie, a na pewno nastolatek, w którym wszystko buzuje, poznaje świat, zaczyna sie powoli uczyć dorosłości i próbować nowych rzeczy. Sama zgadzam sie z tym postem z doświadczenia. Gdy moja matka dawała mi swobode, ja wiedziałam że mogę to robić ale jakoś nie ciągło. Wtedy byłam chyba najgrzeczniejsza gdy była swoboda, byłam odpowiedzialna i o wszystkim ona wiedziała. Probowałam wielu rzeczy, w tym używek ale tylko próbowałam, jakos nie pociagała mnie ich kontynuacja. Problem sie zaczął gdy zaczęła mi zabraniać wychodzenia z domu itp. Inne problemy tez sie przyczyniły i z nerwów popadłam w nałogi właśnie typu papierosy i alkohol. Przy okazji depresja też dała swoje. Kłotnie w domu wszystko nasilały, im mniej mogłam robić, im wiecej było zakazów tym na więcej sobie pozwalałam. Do tej pory nie wiem dlaczego tak sie działo. Ale sie działo. Więc myśle że rozmowa jest najważniejsza. Popieram autorke tego tekstu.
odpowiedz
Anna (Ocena: 5) 31.07.2015 12:54
Ja miałam tylko 2 prawa - słuchać i oddychać... Nakazy i rozkazy to była metoda wychowawcza moich rodziców - totalna porażka, choć oni są innego zdania... Kiedyś powiedziałam, że nasze rodzinne relacje to patologia, to dostałam w twarz... z resztą nie pierwszy raz! Każda forma buntu ( czy słowami czy czynem) była rozwiązywana przemocą... Dzisiaj sama jestem mamą i wiem, że powielenie modelu wychowawczego byłoby najłatwiejszą metodą... Ale wiem, że byłaby to moja porażka i moja przegrana!!! Moja córka może przyjść do mnie z każdym, nawet błahym dla mnie, problemem i zawsze mam dla niej czas... Sugeruję pewne granice, rozmawiam o konsekwencjach i wiem, że to daje zamierzony efekt... Ale ona i tak nie byłaby sobą gdyby nie spróbowała. Jak się sparzyć to trudno... kiedy ma nauczyć się ponosić konsekwencje swoich decyzji??
odpowiedz
Mała Mi (Ocena: 5) 15.07.2015 09:40
Moja mama wychowywała mnie w podobny sposób. Z małymi różnicami, np. po pierwszej poważniejszej rozmowie o seksie (po tym jak minęło 2 lata od pierwszej miesiączki, czyli miałam 14/15 lat), powiedziała, że jak znajdę odpowiednią osobę z którą będę chciała mieć swój pierwszy raz, to prosi mnie, bym np. zaproponowała jej by poszła do kina lub coś w tym stylu, bo ona nie chciałaby, bym przeżywała swój pierwszy raz w stresie i byle gdzie - wolała udostępnić mi dom w całości, bym nie bała się, że ktoś nas nakryje, bym zrobiła to w miejscu, gdzie czuję się bezpiecznie i wiem, że jeśli coś mi się nie spodoba, to delikwenta mogę wyrzucić za drzwi - w końcu to mój rodzinny dom. Jestem jej za to wdzięczna, bo stwarzała mi bezpieczne warunki w kwestii np. pierwszego alkoholu - był to "szampan" na Sylwestra, po prostu chciała mieć kontrolę w razie, gdyby alkohol mi zaszkodził - w dzieciństwie byłam bardzo chora (epilepsja, do 3 roku życia), więc moja mama miała powody by być nadopiekuńcza, ale przezwyciężyła sama siebie i dawała mi mnóstwo swobody. Teraz mam od 3 dni 18 lat, pomysł na swoją przyszłość (i jeszcze ze 3 wyjścia awaryjne, w razie gdyby "główny" plan nie wypalił), nie piję - nie potrzebuję tego, nie biorę narkotyków ani nie palę marihuany, jedyne co- palę papierosy - ale biernym palaczem jestem od zawsze, bo mój "ojciec" nie raczył wychodzić z pokoju gdy palił, poza tym, nic by to nie dało, w poniemieckim domu, w którym przy drzwiach i w drzwiach są wielkie paronasto centymetrowe rysy i przerwy. Seks uprawiam od 1,5 roku, ze stałym partnerem, regularnie odwiedzam ginekologa, mieszkam z moim partnerem, moja mama jest za granicą. Nie odbiła mi palma po "18", dlatego, że wcześniej nie miałam nakazów i zakazów, a od wieku nastoletniego uczyłam się odpowiedzialności za samą siebie i "nabywałam" doświadczenia w rozsądnym rozumowaniu. Uczę się dobrze, pomimo tego że jestem nieco chorowita i łącznie około 3-4 miesięcy szkolnych spędzam w domu albo szpitalach, przez co nauczyciele obniżają oceny "za frekwencję", ogółem uczę się na 4-5-6 (zależy od przedmiotu), ale za to, że zaliczam "w drugim terminie" nauczyciele obniżają mi zwykle oceny o jeden w dół - zamiast 5 - 4, zamiast 6-5 itd. Aktualnie po 2 klasie technikum hotelarskiego mam średnią 4,2, z czego na świadectwie była jedna trójka - z matematyki, która zawsze była moją piętą achillesową - jestem typowym językowcem, reszta to właśnie 4,5,6. Uważam, że moja mama wychowała mnie na mądrego (od dziecka zachęcała mnie do czytania książek, pobudzała moją ciekawość świata i stawała na głowie, by znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania!), i inteligentnego (poprzez np. spokojne i dostosowane do mojego wieku rozmowy, na najróżniejsze tematy, dawała mi rady, mówiła, jak ona by rozwiązała problem, ale że to moje życie i sama mam decydować, ona może tylko przedstawić swój punkt widzenia, gdyby była w mojej sytuacji - nigdy nic mi nie narzucała, problemy rozwiązywałam głównie sama, z jej drobną pomocą - zawsze byłam dość samodzielna) człowieka.
zobacz odpowiedzi (2)
Anonim (Ocena: 5) 13.07.2015 23:28
byłam wychowywana na zakazach i nakazach. Za wszelką cenę chciałam je złamać- i to robiłam. Chodziłam na imprezy gdzie byłam najmłodsza zawsze (mając 14 lat wchodziłam do klubów +18) Oczywiście sama wiedziałam że na niektóre sprawy jestem za młoda ;) Ale piwo czy dwa wypiłam, zapaliłam parę fajek. Zmieniło się w wieku 16 lat jakoś. Rodzice szczerze ze mną porozmawiali. Mieli juz dość ciągłych kłótni i nieskutecznych zakazów. Od tego czasu miałam wolną rękę i wszystko się zmieniło. Zaczęłam mówić im o wszystkim (jak wypiłam jedno piwo to powiedziałam, i do tego dodałam z kim i gdzie byliśmy- bo przecież "mogłam", no i przestało mine do tego ciągnąć :P, od tego czasu skończyły się imprezy, wolałam zostać w domu ze świadomością, że MOGĘ wyjść w każdym momencie na impreze, gdybym chciała). Teraz mam 20 lat i od momentu gdzie rodzice się złamali naprawdę "zgrzeczniałam". Sama z siebie przestałam palić i pić. Jeśli będę miała dziecko dam mu wolną rękę
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 12.07.2015 23:35
To co tu zostało opisane to nie jest bezstresowe wychowanie. A na pewno nie takie jakie jest teraz promowane. To jest normalne podejście do dziecka, wyważenie bycia rodzicem i przyjacielem. Zaufanie plus kontrola. Rozmowa jest najważniejsza! Największy błąd jaki można zrobić to zakazywanie w stylu "bo nie". Nie wytłumaczenie dziecku pewnych kwestii. Jest roznica miedzy pozwalaniem dziecku na wszystko, nie stosowaniem kar i po prostu brakiem wychowania jakie przentuje obecne pokolenie rodziców a takim wychowaniem.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo