Klify, mewy i multi-kulti. Jak wygląda praca zdalna z Irlandii?

Czy opcja home office z Zielonej Wyspy to dobry pomysł?
Klify, mewy i multi-kulti. Jak wygląda praca zdalna z Irlandii?
Fot. Unsplash/Pinterest.com (pinterest.co.uk/pin/34551122133525302)
02.08.2022

Jeszcze nie tak dawno temu praca z home office znajdującego się w cieniu palmy na egzotycznej plaży w zupełnie innej strefie czasowej było tylko marzeniem. Mało tego – nawet praca z domu rzadko kiedy wchodziła w grę, a pracodawcy udzielali zgody na takie odstępstwo od biurowej normy tylko w wyjątkowych okolicznościach. 

Zobacz również: Praca zdalna w Skandynawii: gdzie zamieszkać, jak się utrzymać, o czym pamiętać?

I wtedy wybuchła pandemia koronawirusa, która uziemiła nas we własnych mieszkaniach, a biura zaczęły świecić pustkami. W tej nowej rzeczywistości praca zdalna okazała się nie tyle wyborem, co absolutną koniecznością i nową normą. 

A jeśli można wypełniać obowiązki służbowe z własnego salonu, to dlaczego nie można robić tego samego z ciekawszymi widokami za oknem, a może wręcz na świeżym powietrzu? Pandemia koronawirusa dała możliwość łączenia pracy i podróżowania dla zupełnie nowej generacji cyfrowych nomadów. Wielu z nich już nie wyobraża sobie powrotu do biurowej egzystencji. 

W środku pandemii sama dołączyłam do tego grona – po części ze względu na nową rzeczywistość, ale w dużej mierze także z powodu zmian w życiu prywatnym. Padło na Irlandię, a konkretnie jej stolicę, czyli Dublin. Jak wygląda praca zdalna z Zielonej Wyspy? Czy rzeczywiście spotkamy tu więcej Polaków niż Irlandczyków? I jak żyć, kiedy w połowie lata temperatury sięgają 18 stopni? 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez DiscoverDublin (@discoverdublin)

Irlandia welcome to 

Irlandia przyciąga do siebie Polaków na wielką skalę już od 2004 roku, czyli od momentu wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej. Poza obietnicą zarobków wyższych niż w ojczyźnie Zielona Wyspa kusi także pięknymi krajobrazami, bardziej wyluzowanym podejściem do życia i olbrzymią tolerancją, a wręcz sympatią wobec przyjezdnych.  

Jeśli kiedykolwiek zdarzyło ci się przypadkiem wpaść na kogoś na ulicy czy w sklepie, po czym ta osoba sama zaczyna cię przepraszać, biorąc na siebie całą winę, wyjaśnienia tej sytuacji mogą być tylko dwa. Pierwsze – miałaś do czynienia z Irlandczykiem. Drugie – jesteś w Irlandii. Wystarczy zaledwie parę dni w tym kraju, aby przekonać się, że Irlandczycy to jeden z najsympatyczniejszych narodów na świecie. Są bardzo pozytywnie nastawieni do życia, uśmiechnięci oraz wprost uwielbiają tzw. small talk. Nie ma absolutnie nic nadzwyczajnego w tym, że nieznajomi notorycznie pozdrawiają się na ulicy albo wdają się w pogawędkę. Praktycznie rzecz biorąc każda okazja jest dobra to tego, aby nawiązać nową znajomość lub chociaż zatracić się w długiej rozmowie. 

Takie podejście do życia jest zdecydowanie pozytywne gdy jesteśmy tysiące kilometrów od domu i brakuje nam towarzystwa. Szukasz nowych przyjaciół? Wyjdź na spacer albo do pubu – znajdą cię sami. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Tripscout Dublin (@dublin.explore)

Irlandzkie „paragony grozy” 

Wybierając pracę zdalną z Irlandii powyższa kwestia bez wątpienia zalicza się do pozytywów. Niestety nie ze wszystkim jest tak różowo. Główny minus? Bardzo wysokie koszty życia. Irlandia zalicza się do najdroższych krajów w całej Unii Europejskiej. Do tego trzeba dodać rosnącą inflację (chociaż nie tak wysoką, jak w Polsce), która przekłada się na wzrost cen.  

Weźmy pod lupę Dublin. Za co zapłacimy tu najwięcej? Horrendalnie drogie są wszelkie atrakcje typu jedzenie na mieście/na wynos, wieczór w pubie czy wyjście do kina. Przeciętnie za jedno danie główne w restauracji trzeba policzyć minimum 20 euro, czyli... prawie 100 zł. Piwo w większości pubów kosztuje ok. 6 euro (prawie 30 zł), drink – minimum 12 euro (56 zł), a bilet do kina w weekend – ok. 10 euro (prawie 50 zł). Przy nieustannym mnożeniu tych wartości przez aktualny kurs euro może nam się szybko odechcieć rozrywki na mieście. Warto podkreślić, że takie “paragony grozy” są utrapieniem również dla mieszkańców irlandzkiej stolicy. Siłą rzeczy Dublin jest najdroższym miastem w całym kraju – ceny w innych regionach Zielonej Wyspy, zwłaszcza na prowincji, potrafią być o wiele niższe. Oczywiście miejscowych, zarabiających w lokalnej walucie koszty życia mimo wszystko nie biją po kieszeni tak, jak turystów czy przyjezdnych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę w tym kraju. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Visit Ireland (@visit_ireland_)

Irlandia raczej nie dla backpackersów

A żeby ta w ogóle mogła się rozpocząć, musimy mieć dach nad głową. Niestety w ostatnim czasie znalezienie lokum w Dublinie jest bardzo problematyczne, jak i bardzo kosztowne. Irlandia zdecydowanie nie jest ojczyzną budżetowych hosteli dla backpackersów – noc w najtańszym, wieloosobowym pokoju to wydatek ok. 40 euro, czyli 190 zł, chociaż krótki research na Bookingu pokazuje także kilka ofert w cenie 20 euro (95 zł) za noc. Z kolei nocleg w hotelu to już co najmniej 100-150 (i więcej) euro.  

Alternatywa? Można też poszukać szczęścia na różnych grupach dla osób oferujących wynajem na Facebooku, ale ceny przeważnie oscylują między 500-700 euro miesięcznie za pokój. Zdecydowanie warto wziąć to pod uwagę planując zarówno wakacje, jak i dłuższy pobyt w Dublinie. 

Praca zdalna z Irlandii - tak czy nie?

Czy mimo takich wydatków praca zdalna w Irlandii to dobry pomysł? Jeśli kochacie podróżowanie, cenicie sobie naturę i uwielbiacie zawiązywać nowe znajomości w rozśpiewanych pubach – na pewno tak. Zielona Wyspa, jak sama nazwa wskazuje, zachwyca przyrodą i krajobrazami, nawet w Dublinie. Mowa zwłaszcza o dzielnicy Howth, czyli malowniczo położonym półwyspie, który jest idealnym pomysłem na weekendowy wypad. Howth kusi szlakami wijącymi się wokół klifów, latarniami morskimi, a czasami nawet widokiem pływających w morzu fok. A także ludzi, ponieważ Irlandczycy są gotowi na takie kąpiele bez względu na porę roku. 

Ale Dublin i Howth to tylko początek. Irlandia kusi również urokliwymi miastami i miasteczkami, jak chociażby Cork, Galway, Cobh czy Kinsale, które zachwycają nadmorskim klimatem i kolorowymi, przytulonymi do siebie domkami. Nie można oczywiście zapomnieć o klifach Moheru, czyli bodajże najsłynniejszej atrakcji turystycznej w Irlandii. Można je podziwiać dosłownie godzinami i zapierają dech w piersi właściwie we wszystkich wariantach pogodowych. Osobiście miałam wielkie szczęście i trafiłam na wyjątkowo słoneczny i ciepły dzień, ze lśniącym morzem rozciągającym się aż po horyzont. Ale jestem pewna, że klify Moheru robią równie imponujące wrażenie w nastrojowej, nieco zamglonej i skąpanej w deszczu aurze. Podczas irlandzkich wycieczek warto jednak być gotowym na zmieniające się jak w kalejdoskopie warunki pogodowe i zawsze, ale to zawsze spodziewać się deszczu. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Irish Daily (@irish_daily)

Irlandzki „heatwave” i inne zjawiska pogodowe

A skoro o pogodzie mowa, klimat Zielonej Wyspy można skomentować słowami “coś za coś”. Jeśli nie jesteście fanami mroźnej zimy, odśnieżania samochodów, ślizgania się po oblodzonych chodnikach i brodzenia w topniejącej brei, Irlandia może być dobrą opcją na przezimowanie. Śniegu raczej tu nie doświadczysz, podobnie jak minusowych temperatur.  

Jest też druga strona medalu, czyli “irlandzkie lato”. Cudzysłowy nie znalazły się tu przypadkiem – jako osobie, dla której synonimem lata są temperatury znacznie powyżej 20 stopni Celsjusza trudno mi się pogodzić z faktem, że w okresie czerwiec-sierpień średnia temperatura powietrza to jakieś 18 stopni. A bywają i całe tygodnie, gdy to zaledwie 14 czy 15 stopni plus obowiązkowy deszcz. Co wtedy? Lepiej po prostu nie sprawdzać prognozy pogody w Polsce. I nie wchodzić na Facebooka. Ani na Instagram. Po prostu nie rozmawiać o pogodzie, są ciekawsze tematy, okej?

Warto jednak wspomnieć o dość zaskakującym zjawisku, czyli tzw. heatwavie (fali gorąca). Otóż zdaniem Irlandczyków (podobnie zresztą jak Brytyjczyków) następuje on już w momencie, gdy temperatury przekraczają 20 stopni Celsjusza. Co wówczas dzieje się na Zielonej Wyspie? Kremy do opalania masowo znikają ze sklepowych półek, które natychmiast świecą pustkami. “Heatwave” staje się tematem numer jeden w prasie, telewizji i w mediach społecznościowych, a Internet zalewają zdjęcia i filmiki miejscowych tłumnie zalegających na plażach albo skaczących do morza.  

W tym miejscu muszę napisać o pewnym ewenemencie, którego sama doświadczyłam już dwukrotnie, a który w ostatnim czasie potwierdził mój znajomy, który parę lat temu spędził większość lata w Irlandii. W obu przypadkach scenariusz przebiegał bardzo podobnie. Zostawiasz za sobą Warszawę, z jej 30 stopniami gorąca i lądujesz w Dublinie, gdzie wita cię “rozsądne” 18 stopni i prawie notoryczne zachmurzenie. Kupujesz płaszcz przeciwdeszczowy i już wiesz, że przynajmniej zaoszczędzisz na kosmetykach do/po opalaniu. Aż pewnego dnia budzisz się, wyglądasz za okno i widzisz, że oto słońce dotarło i nad Zieloną Wyspę. Prognoza zapowiada 22 stopnie. Postanawiasz spędzić cały dzień na świeżym powietrzu (mimo alertów przed “heatwavem”) i wreszcie czujesz, jakby naprawdę było lato. Krem do opalania? Przy ledwie 20 stopniach? Przecież jesteś z Polski, nie takie rzeczy się widziało. 

Wieczorem w niedowierzaniu podziwiasz spieczone od słońca ramiona i nos, delikatnie wmasowując w nie specyfik po opalaniu. Jak do tego doszło? Nie wiesz. Bo jak to możliwe, spiec się przy jakichś 22 stopniach w nieśmiałym z reguły irlandzkim słońcu? Niemożliwe, a jednak. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez K r i s (@endlessartlover)

Irlandzkie „czy wiesz, że...”

Na koniec zostawiam was z garścią ciekawostek, a raczej najbardziej zaskakujących spostrzeżeń, jakie do tej pory zanotowałam podczas mojego pobytu w Dublinie: 

  • Mewy są wielkie, głośne i niebezpieczne – zwłaszcza gdy masz w ręku jedzenie. Są też praktycznie wszędzie i potrafią z powodzeniem zastąpić budzik.
  • Polskie (a właściwie wschodnioeuropejskie) markety ratują, gdy ogarnie cię tęsknota za swojskim jedzeniem, od wędlin i kiełbas na paprykowych chipsach skończywszy (w Irlandii ten smak chipsów jest praktycznie niespotykany). 
  • Polski jest drugim najczęściej mówionym językiem w Irlandii. Słychać to głównie na lotnisku i... w Primarku, który tutaj nazywa się Penneys. Dublin jest tak multi-kulti, że spacerując po centrum usłyszysz całe mnóstwo języków, zanim trafisz na polski.
  • Wybierasz się na irlandzkie wesele? Bądź gotowa na wydatki – i nie chodzi tylko o koperty. Przyjęło się, że za alkohol (poza winem do obiadu czy szampanem na toast) każdy płaci we własnym zakresie.
  • Podczas wysiadania z autobusu zdecydowana większość pasażerów rzuca “dziękuję” w stronę kierowcy. To bardzo popularny zwyczaj, a jego zaniedbanie bywa odbierane jako srogie faux pas.
  • Uczyłaś się angielskiego większość życia, a podczas rozmowy z Irlandczykiem momentami zastanawiasz się, co to za język? Nie przejmuj się. Zielona Wyspa jest niezwykle zróżnicowana pod względem akcentów. Sami Irlandczycy przyznają, że ciężko im zrozumieć zwłaszcza rodowitych dublińczyków.
 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Alex | Dublin Photographer (@themillennialnomad)

Zobacz również: Pracowity jak Polak? Niekoniecznie. Aż 46 proc. z nas tylko udaje, że pracuje

Polecane wideo

Horoskop miłosny na SIERPIEŃ
Horoskop miłosny na SIERPIEŃ - zdjęcie 1
Komentarze (2)
Ocena: 3 / 5
Bleeee (Ocena: 1) 02.08.2022 14:51
Multikulti to jest coś.
odpowiedz
GdzieWesele.pl (Ocena: 5) 02.08.2022 13:22
Piękny kraj :)
odpowiedz

Polecane dla Ciebie