Kuba pracuje w sieciówce odzieżowej. Ma swoim klientkom mnóstwo do zarzucenia

Ekspedient nie ma najlepszego zdania o kobietach odwiedzających jego sklep.
Kuba pracuje w sieciówce odzieżowej. Ma swoim klientkom mnóstwo do zarzucenia
Fot. Unsplash
04.10.2018

Dla statystycznego faceta zakupy z partnerką nie są raczej spełnieniem marzeń. A już zwłaszcza, gdy ta ma kupić sobie coś do ubrania. W tym momencie do głosu dochodzi męski brak cierpliwości, odmienny gust i podejście do czasu wolnego. Kilka godzin spędzonych w sieciówkach to dla niego żaden relaks, ale zwyczajnie zmarnowany czas.

Zobacz również: Młoda mama nie mogła wjechać do przymierzalni wózkiem. Obwiniła ekspedientkę

Kuba nie ma wyjścia i musi to znosić. Codziennie i służbowo. Od 2 lat pracuje jako ekspedient w damskim sklepie odzieżowym, a jego klientami są wyłącznie kobiety. Z uśmiechem na ustach musi mierzyć się z ich brakiem zdecydowania czy kiepską organizacją. I ma im sporo do zarzucenia.

Młody sprzedawca jednym tchem wymienia największe przewinienia pań błądzących między wieszakami w poszukiwaniu promocji i idealnej kreacji. W swojej ocenie jest bezlitosny - według niego większość klientek traci rozum przekraczając próg sklepu.

Nie wiecie, czego chcecie

Przez sklep codziennie przewijają się setki, jeśli nie tysiące kobiet. Tak naprawdę mało która z nich ma konkretne oczekiwania - szukam tego, w takim rozmiarze i kolorze. Wiem, w czym wyglądam dobrze, na jakim ciuchu mi zależy i czy moje oczekiwania są realne. Częściej to błądzenie bez sensu, bo może coś wpadnie wam w oczy. Jeśli nie - bywacie bardzo opryskliwe.

Oczekujecie od sprzedawcy niemożliwego

Niektóre klientki mają do mnie ogromne pretensje, gdy nie jestem w stanie zaproponować im oczekiwanego fasonu czy rozmiaru. Od razu słyszę, że nie mamy żadnego wyboru, u konkurencji jest lepiej, pewnie źle szukam, nie staram się. Dość daleko idące oskarżenia, które w 99 proc. przypadków nie są prawdą. Sprzedaję to, co mam i jak umiem najlepiej.

Robicie ogromny bałagan

Po przymiarkach kabiny są zawalone ubraniami. Te rzucone są jak szmaty, a wieszaki znajduję w zupełnie innym miejscu. Zupełnie tak, jakby wielką filozofią było odwieszenie kilku bluzek na stojak znajdujący się 2 metry obok. Czas rozwiać wszelkie wątpliwości: towar sam się nie posprząta. Równie źle jest na sali, gdzie ubrania spadają z wieszaków na ziemię albo kotłują się na półkach.

Nie dbacie o cudzą własność

Mało kto zdaje sobie sprawę, ile ubrań kończy swój żywot na takiej przymiarce. Towar jest bardzo często niszczony. Może nieświadomie, ale przecież można to przewidzieć. Próbujecie wciskać się z zdecydowanie za małe rozmiary albo plamicie delikatne tkaniny mocnym makijażem. Coś pęknie albo się ubrudzi? To nie wasza własność, więc żadna strata.

Jesteście strasznie niecierpliwe

Obsługa przeciętnej klientki nie przypomina miłej transakcji, ale wojnę. Jako sprzedawca ciągle wysłuchuję pretensji, że za mało się staram i specjalnie wszystko opóźniam. Szukanie towaru w magazynie to naprawdę nie jest łatwa sprawa. Przyjęcie reklamacji też wymaga biurokracji i dokładności. Czasami na zmianie są 2 osoby, więc w kolejce do kasy trzeba będzie trochę zaczekać. To nie jest moja wina.

Zobacz również: LIST: „Żadna praca nie hańbi? Jestem kasjerką i klienci mieszają mnie z błotem!”

Źle traktujecie swoich facetów

Przychodzi do nas mnóstwo par, a raczej kobiet, które ciągną za sobą smutnego i znudzonego partnera. Panowie naprawdę nie mają łatwego życia na takich zakupach. Są pomiatani, upominani, często dochodzi do awantur. Zdarza się wymuszanie na nich drogich zakupów, szantażowanie i wywlekanie nawet najbardziej wstydliwych brudów. Nie dziwi mnie, że statystyczny facet na myśl o zakupach z dziewczyną dostaje białej gorączki.

Przychodzicie do sklepu jak za karę

Zamiast się uśmiechnąć i odpowiedzieć na „dzień dobry” - większość wpada do salonu ze skwaszoną miną i pretensjami. Choć jeszcze nic złego się nie wydarzyło. Z góry zakładacie, że towar będzie paskudny, sprzedawca bezczelny i na pewno spróbuje was oszukać. Przy takim nastawieniu trudno o udane zakupy.

Sprzedawców traktujecie z góry

W pracy nie czuję się postrzegany jako myślący i czujący człowiek. Raczej głupi wyrobnik, który ma znosić wszystkie upokorzenia i nie może się nawet odezwać. Co gorsze - sporo w tym racji. Z uśmiechem na twarzy przyjmuję rolę worka treningowego, w który można bezkarnie walnąć. Zupełnie bezpodstawnie słyszę, że jestem oszustem, leniem, cwaniakiem, a u danej pani „nie popracowałbym nawet kilku godzin”.

Za swoją figurę obwiniacie innych

Największa frustracja pojawia się wtedy, kiedy przynoszę kolejny, coraz większy rozmiar, a ciuch dalej się nie dopina. Mało która klientka przyjmie to rozczarowanie na klatę i stwierdzi: faktycznie, może jest mnie trochę za dużo. Zaraz pojawiają się oskarżenia, że oszukujemy na rozmiarach, na zapleczu na pewno jest coś większego, to nie jest sklep dla normalnych ludzi. Złość na same siebie przelewana jest na mnie.

Rzadko coś kupujecie

80 procent klientek wizytę w sklepie traktuje jako rozrywkę i zabicie wolnego czasu. Z góry wiadomo, że nic nie kupią, ale zawracają głowę sprzedawcom i demolują przymierzalnie. Jeśli przy okazji uda się kogoś obrazić - czują się spełnione i wtedy można wracać do domu.

Wysłuchał Tomek.

Zobacz również: Sprzedawcy mają dość chamskich klientów. Na drzwiach sklepu wywiesili dosadny apel

Nigdy nie kupuj tych ubrań. One to zrobiły i teraz wszyscy się z nich śmieją
Nigdy nie kupuj tych ubrań. One to zrobiły i teraz wszyscy się z nich śmieją - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (7)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 06.10.2018 09:48
To ja wypowiem się jak to wygląda od strony klientki :) Oczywiście nie jest tak wszędzie jednak w większości sklepów prędzej lub później pojawiają się takie sytuacje. Wchodzę do sklepu i już od progu wita mnie mierzące spojrzenie jednej i drugiej pani z obsługi oceniając mój budżet, ubiór, wygląd a nawet sama nie wiem zazwyczaj co ma to na celu ponieważ nie uważam się za osobę która jakoś wybitnie rzuca się w oczy swoim wyglądem. Zaczynam oglądać ubrania i TAK - zazwyczaj nie wiem czego szukam bo mam takie prawo. Idę i oglądam czy coś rzuci się mi w oczy czy nie. Ruszam jedną bluzkę, kolejno chcę zobaczyć na koszule która przykuwa mój wzrok i nagle po sprawdzeniu ceny ta wspaniała koszula spada na podłogę z powodu źle dobranego wieszaka. Materiał koszuli jest śliski co w połączeniu z plastikowym wieszakiem bez żadnych np. gumowych zabezpieczeń powoduje że te ubrania ledwo co trzymają się na nim. Jeżeli już wybiorę ubranie pora udać się do przymierzalni. Zazwyczaj biorę ze sobą dwa rozmiary ze względu na to że co sklep to inny rozmiar (rozumiem że obsługa nic na to nie może poradzić jednak tu wypadałoby trochę zrozumieć klientki). Wchodzę do przymierzalni gdzie po raz drugi jestem witana spojrzeniem ''po co tu przylazłaś przeszkadzasz nam w plotkach'', moja torebka jest kontrolowana jak seryjnego złodzieja i nareszcie z łaską dostaję numerek. Po przymiarce oczywiście musi paść pytanie ''I JAK TE RZECZY'' z fałszywym uśmiechem na twarzy a przecież to jest oczywiste że nawet w przypadku kupna jednej rzeczy druga musi zostać odłożona bo rozmiar nie pasuje. Podchodzę do kasy gdzie bardzo wolno i również z łaską zostaję skasowana. Brak dzień dobry, proszę, do widzenia... Jedyne co zostaje do mnie powiedziane to kwota do zapłaty a podczas pakowania mojej bluzki, spodni czy kurtki ekspedientka usilnie próbuje powstrzymać się przed przewracaniem oczami. Nareszcie wychodzę chociaż i tak w myślach modę się czy aby na pewno osoba za kasą dobrze odbezpieczyła moje ubranie i nie włączą się bramki powodując że przez moment wszyscy wokół mnie jak i obsługa potraktują mnie jak złodzieja. Dlaczego to piszę ? Może nie wszędzie wygląda to dokładnie tak, często pojedyncze zachowania łatwiej nam znaleźć w sklepach ale one są. Chociaż przyznam szczerze, że w jednym sklepie w galerii w mojej okolicy te wszystkie zachowania można znaleźć podczas jednej wizyty. Obwiniacie klientki, zachowujecie się jakbyście byli w pracy za karę chociaż sami wybraliście miejsce pracy i za tą pracę dostajecie pieniądze. Niestety ale kultura powinna dotyczyć obu stron. Nie macie się co dziwić, że klientki nie są w stosunku do was miłe jeśli już na wstępie czują się jak intruz. To działa w dwie strony :)
zobacz odpowiedzi (1)
Ania (Ocena: 5) 04.10.2018 15:33
Nie jestem sprzedawcą tylko klientką. Bardzo denerwują mnie ubrania poplamione makijażem! Wiele razy ostatnia sztuka z mojego rozmiaru, którą chciałam kupić akurat była ubrudzona! Rozumiem, że kobiety się malują ale to tak ciężko uważać czy zakładaniu i zdejmowaniu ubrań?! To jest niszczenie cudzej własności! JESTEM ZA TYM ZEBY WPROWADZIC W PRZYMIERZALNI KONTROLE. PRZY WYCHODZENIU POWINNO SIE KONTROLOWAC PRZYMIERZONY TOWAR. JEZELI JEST ZABRUDZONY- WYSTAPI KONIECZNOSC ZEBY KUPILA TA OSIBA KTORA UBRUDZILA. PROSTE! WTEDY MOZE BEDA BARDZIEJ UWAZAC !
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 04.10.2018 14:28
parę miesięcy temu zwolniłam się z małego sklepiku odzieżowego w małym miasteczku. klientki to tragedia w takich małych mieścinach. oczekują żeby np. bluzka, czy dżinsy były dostępne w 100 kolorach i fasonach, były z bawełny i w cenie 25 zł. chcą taniochę, ale nie z Chin i jeszcze 100% bawełna. albo tak jak wyżej napisane, przyjdą pooglądają, każą pokazywać wszystko i przymierzają, a na końcu nic nie kupią. trzeba potem układać pół sklepu. wolałabym pracować w sieciówkach, bo tak nie trzeba się tak płaszczyć przed klientami. a nawet jeśli zapytałam kogoś z obsługi czy jest dany rozmiar, to one na odczepne - jak nie ma wywieszone, to nie ma. ze skrajności w skrajność.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 04.10.2018 11:25
Jestem kobietą ale ten gościu ma 100% racji. Dobrze, że sama taka nie jestem. Też nie lubię takich lasek. Może dlatego nie mam zbyt wiele koleżanek, bo normalnych coraz mniej.
zobacz odpowiedzi (2)

Polecane dla Ciebie