„Praca w korporacji to najgorsze, co przytrafiło mi się w życiu” (Historia Judyty)

„Zarabiam kilka razy mniej, ale wreszcie jestem szczęśliwa” – przekonuje kobieta.
„Praca w korporacji to najgorsze, co przytrafiło mi się w życiu” (Historia Judyty)
Fot. Unsplash
15.09.2018

Judyta ma 31 lat i mieszka w Warszawie ze swoim mężem Emilem. Do niedawna była zapracowanym pracownikiem korporacji z wieloma sukcesami na koncie. Rok temu Judyta postanowiła porzucić pracę i zostać florystką. Zgodziła się opowiedzieć o tym doświadczeniu na łamach Papilota.

Ujawniono zarobki Ewy Chodakowskiej. Trenerka ma miliony fanów i... miliony na koncie

- Któregoś dnia wróciłam do domu wyjątkowo zmęczona, zrobiłam sobie kakao i wzięłam ze stolika pierwszy lepszy magazyn, który na nim leżał. Mój mąż kupuje całe sterty magazynów i czyta je dla relaksu. Chociaż zawsze byłam na niego zła, że zaśmieca mieszkanie, w tamtej chwili po raz pierwszy poczułam wdzięczność. Ulokowałam się wygodnie w fotelu i zaczęłam czytać. Nie obchodził mnie brak obiadu ani brak składników w lodówce, aby go przygotować. Również bałagan panujący dookoła mi nie przeszkadzał. Byłam zbyt zmęczona. Przejrzałam kilka stron magazynu i trafiłam na artykuł o slow life. To był początek mojej przygody, która sprawiła, że przewartościowałam swoje życie i zmieniłam je o 180 stopni. Już nie jestem bizneswoman. Pracuję jako florystka w kwiaciarni, która nawet nie stanowi mojej własności. Układam bukiety, robię dekoracje na różne uroczystości i... czuję się spełniona.

Praca jest dla mnie przyjemnością. Idę do niej uśmiechnięta, a wracam jeszcze bardziej zrelaksowana. Nie ukrywam, że ma na to wpływ mój talent do układania kwiatów. Odkryłam go przypadkiem. Lubię też rozmawiać z ludźmi. Wcale nie są tak irytujący, kiedy poświęci im się uwagę. Poza tym lubię obserwować błysk zadowolenia w ich oczach, kiedy realizuję zamówienia. Mam już nawet stałych klientów. Ludzie polecają mnie sobie nawzajem. Moja szefowa powiedziała, że to miejsce zaczęło prosperować znacznie lepiej, odkąd mnie zatrudniła.

Judyta mówi, że nie zamierza otwierać własnego biznesu.

- Nie po to zrzuciłam z szyi jeden kamień, żeby wieszać na niej drugi. Własny biznes to duża odpowiedzialność i mnóstwo pracy. A ja zrezygnowałam z pracy w korpo, żeby zacząć wreszcie normalnie żyć.

Kobieta wspomina dawne dni.

- Wstawałam wczesnym rankiem, żeby wziąć prysznic, ubrać się elegancko, uczesać się i zrobić staranny makijaż. Śniadanie kupowałam w piekarni przed budynkiem, w którym pracowałam. Jadłam je w pośpiechu, siedząc przed komputerem. W międzyczasie piłam też kawę. Cały dzień mijał mi przeważnie w okropnej atmosferze. Na każdym kroku towarzyszył mi stres. Rzadko zdarzały się spokojniejsze dni.

Do domu wracałam o różnych porach. Czasami nawet o 15.00, ale i tak byłam bardzo zmęczona. Napięcie robi swoje. Na myśl o tym, że mam jeszcze zrobić zakupy, ugotować coś i posprzątać, robiło mi się niedobrze. Przeważnie pichciłam coś na kilka dni i zamrażałam, a potem jedliśmy to z mężem. Czasami zamawialiśmy jedzenie na wynos albo stołowaliśmy się w knajpach.

Czułam się jak niewolnik. To prawda, że pracując w korpo, stajesz się niewolnikiem. Dajesz z siebie wszystko nie tylko po to, aby utrzymać wyniki, ale żeby je podnieść. Wspominam to okropnie. Pieniądze nie wynagradzały mi trudu. Nie miałam czasu ani ochoty ich wydawać. W weekendy odsypialiśmy z mężem dni robocze. Wieczory spędzaliśmy w łóżku. Oglądaliśmy seriale i jedliśmy pizzę. I tak przeleciało kilka lat.

Poprosiła ojca, żeby napisał jej CV. Szybko tego pożałowała

W Judycie coś pękło po przeczytaniu artykułu na temat slow life. Wtedy zrozumiała, że nie chce żyć jak dotychczas. Postanowiła zmienić swoje życie. Po rozmowie z mężem porzuciła pracę w korporacji, zrobiła kurs układania kwiatów i zatrudniła się w najbliższej kwiaciarni.

- Zarabiam kilka razy mnie niż w korporacji, ale mnie to nie przeszkadza. Teraz mam siłę i ochotę, żeby gotować, sprzątać i planować dla nas różne rozrywki. Niekoniecznie takie, które dużo kosztują. Często wybieramy się za miasto, chodzimy do kina, spacerujemy, jeździmy na rolkach i korzystamy z darmowych atrakcji.

Emil na początku był zły. Utrzymanie domu i spłata kredytu spoczęły głównie na jego głowie. Mój wkład jest minimalny. Początkowe obawy męża na szczęście już znikły. Docenia nie tyle moją pracę w domu i ciepłe obiady, co radość z życia. Niedawno Emil powiedział mi, że w ogóle nie przypominam mu kobiet, które zna. To był komplement. Twierdzi, że zaszła we mnie pozytywna zmiana. Częściej się uśmiecham, śpiewam pod prysznicem i myślę pozytywnie.

Judyta wyznaje, że nigdy nie sądziła, że z tak ambitnej osoby zamieni się w osobę bez ambicji.
Praca jest dla mnie tylko i wyłącznie pasją. Nie ma w niej żadnych wyzwań. I wiecie co? To jest fajne. Nie mam nic na głowie. Żadnych wyników do wyrobienia. Żadnej presji. Dopiero teraz żyję. Zaczęłam też myśleć o dziecku, a wcześniej tylko kariera była mi w głowie. Nigdy nie przypuszczałam, że tak się zmienię, a zmiana zapewni mi szczęście.

Wiemy, ile wynoszą zarobki w polskich miastach. Gdzie trzeba mieszkać, by zarabiać 7 tysięcy miesięcznie?

Kiedyś żyłam dla pracy, a teraz żyję dla siebie. Taki stan polecam każdemu.

"Co on w niej widzi?!". Wszyscy się dziwią, że oni są parą
"Co on w niej widzi?!". Wszyscy się dziwią, że oni są parą - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (8)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 17.09.2018 13:55
Ja tak zasuwałam w finansowym korpo, że zarabiając spore kwoty, nie miałam czasu tego wydawać, bo byłam zbyt zmęczona. Stres wyniszczał mój organizm. W wieku 28 lat wyszłam za mąż za rolnika, który nauczył mnie żyć i cieszyć się tym życiem. Żył dość wygodnie, ale nie miał gotówki, by rozkręcić pomysł na biznes, którym żył od dłuższego czasu. A mój mąż to świetnie wykształcony i ogarnięty facet. Pewnego dnia pojawiła się opcja współpracy, która dała mu szansę na spełnienie marzenia, czyt. szansa na kredyt na budowę pierwszej hali. Ja wówczas postanowiłam, że stawiam wszystko na jedną kartę i zainwestowałam w biznes mojego męża całe moje oszczędności + gotówkę ze sprzedaży ziemi po moich rodzicach. Tak, żeby ten biznes ruszył nie od jednej a od dwóch hal. To była najlepsza decyzja w życiu. Dzisiaj żyjemy naprawdę wygodnie, pieniędzy nam nie brakuje. Hal mamy 18, budujemy 2 kolejne. Czasu też nie brakuje, bo ja zajmuje się sprawami finansowymi i handlowymi, a mąż produkcyjnymi, itp. Ja pracuję z domowego biura, czasami 4h dziennie, czasami 8h, różnie. Firma stoi 150m od domu. ;) Ale mam codziennie czas, by zadbać o zdrowe posiłki, o dom, dzieci, męża, mojego tatę, dwa psy i o siebie też. Tryskam energią i szczęściem. Nigdzie się nie spieszę, nie pracuję pod czyjąś presją, a swoje zabezpieczenie finansowe mam i to bardzo duże. Chociaż wiele osób, które patrzą z boku, uważa, że rezygnacja z własnej kariery w banku to taka straszna rzecz, taka ogromna strata. Guzik prawda. ;) Większą satysfakcję mam dzisiaj z własnego ogrodu i warzywnika niż z tamtych targetów, projektów i ciągłego wyścigu szczurów.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.09.2018 21:46
Czy rozumiesz słowo "szacunek" bo jakoś z tekstu mi nie wynika
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.09.2018 14:56
Każdy powinien robić to, w czym czuje się najlepeij. Ja pracowałam w niewielkiej firmie bez szans na rozwój, a odżyłam gdy dostałam prace w korpo. Nie kazdy jest stworzony do życia na wysokich obrotach.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.09.2018 12:31
Modna nagonka na korpo...pracuję w korpo i jest lepsza niż praca u jakiegoś Janusza (tez to przerobiłam). Jest szacunek do pracownika, wysoka płaca i na czas. Nie wiem w jakich korpo pracują tacy gownoautorzy kiepskich artykulikow.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.09.2018 10:12
"Judyta wyznaje, że nigdy nie sądziła, że z tak ambitnej osoby zamieni się w osobę bez ambicji." - a czy to nie jest ambitne zmienic cos we wlasnym zyciu, zeby czuc sie lepiej. Tak ludzie sobie ubzdurali ze florystka, przedszkolanka itp.to nieambitne zawody,ale bez z nich ci ambitni ludzie nie mieliby gdzie zostawic swoich dzieci w pogoni za kariera a kwiaty ukladaliby sami, a z tego co wynika to po robocie nie maja na nic juz czasu
odpowiedz

Polecane dla Ciebie