„Zajrzałam do przymierzalni i nie mogłam uwierzyć własnym oczom”. Kulisy pracy w sklepie z bielizną

To wydarzyło się naprawdę!
„Zajrzałam do przymierzalni i nie mogłam uwierzyć własnym oczom”. Kulisy pracy w sklepie z bielizną
Fot. Unsplash
17.01.2018

Karolina, Beata i Ola pracują w sklepach z bielizną. Choć jedna z nich jest ekspedientką w małym osiedlowym butiku, a dwie pozostałe sprzedają figi i biustonosze pewnej luksusowej marki, łączy je jedno: wszystkie mają podobne zdanie o swoich klientkach. I nie jest ono pochlebne.

- Jasne, zdarzają się różni ludzie. Jedni są bezproblemowi, wiedzą dokładnie, czego chcą i robią zakupy w kwadrans. Inni potrafią łazić po sklepie 40 minut, oglądać, wybrzydzać i wyjść z niczym. To normalne. Ale czasem zdarzają się takie przypadki, że naprawdę ręce opadają – mówi nam Karolina, pracownica sklepu z ekskluzywną bielizną.

- Wiem, o czym mówisz. Ostatnio miałam taką sytuację, że dosłownie kolana się pode mną ugięły – dodaje Beata. - Do sklepu przyszła specyficzna parka. Ona wysoka blondi, mocno zrobiona. On starszy pan w drogim garniturze. Wiadomo, kim dla niej był. Od razu mówię, że wcale nie ojcem, bo albo trzymał ją za rękę, albo łapał za pośladki. Oboje podchodzą do mnie i blondyneczka słodkim głosem wypala: „Niedawno powiększyłam sobie biust, ale mój misio twierdzi, że jest jeszcze za mały, więc zanim zrobię kolejną operację, muszę je jakoś powiększyć stanikiem”. Spojrzałam na jej biust, który był gigantyczny i przez chwilę myślałam, że ona żartuje. Ale mówiła poważnie!

Zobacz także: Musisz go poznać. Najmłodszy polski miliarder

sklep z bielizną

Fot. Unsplash

Beata postanowiła zachować się jak profesjonalistka i zaprowadziła klientkę do miejsca, w którym wisiały biustonosze z największymi miseczkami.

Blondi wybrała kilka modeli, ale każdy z nich konsultowała z „misiem”. On czasem kręcił głową, czasem mruczał z aprobatą. W końcu rozsiadł się przed przymierzalnią i kazał jej wszystkie po kolei przymierzać i mu się pokazywać. Pomagałam jej zapinać poszczególne staniki, bo odczuwała dyskomfort przy unoszeniu rąk. Potem taka półnaga wychodziła z przymierzalni i pokazywała się swojemu sponsorowi. Kiedy w międzyczasie pojawiały się w sklepie inne klientki, patrzyły na ten cyrk z niedowierzaniem. Kilka z nich udawało, że usilnie szuka czegoś między wieszakami tylko po to, żeby zobaczyć, co blondi zaprezentuje przy kolejnym wyjściu. W końcu „misio” kupił jej kilka biustonoszy i wyszli. Przykry widok. Jestem przekonana, że on zrobi z niej biuściastą kalekę i rzuci za jakiś czas dla kolejnej naiwnej.

- Miałam kiedyś podobną sytuację u siebie w butiku – twierdzi Ola. – Na zakupy wpadła para napalonych nastolatków. Pomogłam dziewczynie wybrać kilka modeli, ona przymierzała i w międzyczasie miętosiła się w przymierzalni ze swoim chłopakiem. W pewnym momencie zawołali mnie oboje. Uchyliłam kotarę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.

sklep z bielizną

Fot. Unsplash

- Okazało się, że porwali jeden z droższych staników. Chłopaczek niemal ze łzami w oczach zaczął mówić, że dziewczyna go przymierzyła, a on próbował rozpiąć go jedną ręką i biustonosz „jakoś się porwał”. Oboje chcieli wziąć mnie na litość i błagali, żebym nie kazała im płacić za zniszczoną rzecz. Skończyło się na tym, że wezwałam kierownika, żeby jakoś się z nimi dogadał. Nie chciałam brać na siebie odpowiedzialności za to, bo to był mój pierwszy dzień pracy i nie wiedziałam, jak się postępuje w takich przypadkach. On w końcu nie wziął od nich pieniędzy, ale uczulił mnie, żebym pilnowała klientów bardziej, kiedy są w przymierzalni.

- Ja z kolei miałam kiedyś taką sytuację, że w przymierzalni znalazłam brudne majtki. Widocznie jedna z klientek przymierzała je – że tak powiem – na gołą skórę i ubrudziła. Co ciekawe, wepchnęła je potem pod krzesło, więc znalazłam je dopiero pod koniec dnia pracy –wspomina Karolina.

- Nigdy nie zapomnę też pani, która przyszła do sklepu tylko po to, żeby poprzymierzać seksowne fatałaszki, zrobić kilka zdjęć dla swojego faceta i… nic nie kupić. Przebierała się tam, pstrykała fotki i chichotała, a potem po prostu wszystko odłożyła na ladę. Przynajmniej jej chłopak był zadowolony. Ja miałam sporo układania potem tych wszystkich fatałaszków na wieszaki i półki – mówi Ola. Beata natomiast się zastanawia:

- W moim sklepie zdarzyło się z kolei, że para zaczęła uprawiać seks w przymierzalni. Interweniował wtedy kierownik, który wyprosił ich z butiku. Chyba byli trochę podpici, bo nie wierzę, że ktoś na trzeźwo ma odwagę robić takie rzeczy…

A Wy macie na sumieniu coś, o czym anonimowo chcecie opowiedzieć w komentarzu?

Zobacz także: Poruszający apel kasjerki: Zamknąć sklepy w niedziele!

Komentarze (6)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 17.01.2018 23:48
Rozumiem pozostawiona brudna bielizne, czy seks q orzymierzalni i zniszczenie przymierzanego ubrania. To jest naganne. Ale co to za ocenianie klientow? I to jeszcze w sklepie z bielizna? To miejsce w ktorym wlasnie kobieta powinna sie czuc komfortowo, bez wzgledu na to jaki ma biust, czy dla kogo kupuje bielizne. Co to obchodzi ekspedientke? Ma pomoc wybrac najlepiej jak potrafi, skasowac, wziac zaplate i wydac towar. Ocenianie klientow jest naganne.
zobacz odpowiedzi (1)
Anonimowa (Ocena: 5) 17.01.2018 11:41
Chce napisać że klienci z porównaniu ze współpracownikami nie zachowują się poniżej krytyki jak ci drudzy.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 17.01.2018 07:12
Kupując bielizne zawsze wiem czego szukam.znam swoj rozmiar i gust.kupuje czesto ale wlasciwie zawsze ten sam model bo mi najwygodniej i wg mnie jest idealnie dopasowany.wchodze.prodze o rozmiar.dostaje kilka do wyboru.wybieram 1-2 place i wychodze.10minut.żadnych cyrkow.amen.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo