REPORTAŻ: Odeszłam od niego, kiedy zobaczyłam jego PIT

Te związki rozpadły się przez roczne zeznanie podatkowe. Dlaczego?
REPORTAŻ: Odeszłam od niego, kiedy zobaczyłam jego PIT
Fot. iStock
24.04.2017

Pieniądze szczęścia nie dają? Może i tak, ale kiedy ich brakuje, raczej trudno o pozytywne nastawienie. Dotyczy to także związków, w których najważniejsze jest oczywiście uczucie, ale sprawy przyziemne bardzo rzutują na nasze relacje. Teoretycznie możemy kochać się do szaleństwa nawet pomimo biedy i niedostatku, ale w praktyce jest to bardzo ciężkie. Dobra sytuacja finansowa wpływa na nasze samopoczucie, a to przekłada się na szczęście w miłości.

Często zarzekamy się, że miłość to podstawa. Facet nie musi być milionerem, jeśli jest przyzwoitym i oddanym człowiekiem. Brzmi szlachetnie, ale czy ma cokolwiek wspólnego z prawdą? Poznajcie kobiety, które przez jakiś czas żyły w przekonaniu, że ich wybrankowie są nie tylko wspaniałymi, ale także zaradnymi mężczyznami. I chociaż zarzekają się, że pieniądze to nie wszystko - postanowiły się rozstać, kiedy w ich ręce wpadło roczne zeznanie podatkowe ukochanego do tej pory partnera.

PIT rozwiał wszelkie ich wątpliwości: z kimś takim trudno o spokojną i dostatnią przyszłość. Czy przemówił przez nie materializm, o który tak często jesteśmy posądzane?

Zobacz również: MĘSKIM OKIEM: Dlaczego (prawie) każda kobieta to utrzymanka?

 

pieniądze w związku

fot. iStock

Dominika wierzyła, że wreszcie znalazła tego jedynego. Przez pół roku była szaleńczo zakochana w mężczyźnie ze swoich snów. Przystojny, inteligentny, przedsiębiorczy. Potrafił ładnie mówić i ubarwiać rzeczywistość, która ostatecznie okazała się niezbyt kolorowa. Para nigdy nie rozmawiała ze sobą o finansach, ale nasza bohaterka nie miała powodów do podejrzeń.

Na biedaka nie wyglądał. Na milionera też nie, ale przecież nie szukałam sponsora, tylko fajnego faceta z głową na karku. Przez kilka miesięcy wydawało mi się, że finanse to sprawa drugorzędna. Może nie kupi domu za gotówkę, ale wszystko wskazywało na to, że radzi sobie całkiem nieźle. Pracował w korporacji, codziennie wychodził z domu bardzo elegancko ubrany, miał skórzaną aktówkę, fajny zegarek i na mnie naprawdę nie oszczędzał. Nie oczekiwałam tego, ale kupował prezenty i zabierał do eleganckich restauracji. Szczerze? Kiedy raz stwierdził, że rozmowa o karierze go męczy, to temat się urwał. Żyłam w przekonaniu, że to jakaś szycha. Nie zależało mi na tym, ale marzyłam o spokojnym życiu. Miesiąc temu wpadł mi w ręce jego PIT. Zajrzałam odruchowo i nie mogłam w to uwierzyć. Okazało się, że zarabia znacznie mniej ode mnie. Jakim cudem? Wieczorem poruszyłam temat pracy i przyznał się, że żaden z niego dyrektor, ale zwykły recepcjonista. Wyznał też, że w sumie to nawet nie skończył studiów, bo nie podszedł do obrony. Nie odeszłam od niego z powodu zarobków. Zabolało mnie to, że tak długo trzymał wszystko w tajemnicy. Gdybym tego z niego nie wycisnęła, to do dziś niczego bym o nim nie wiedziała - twierdzi Dominika.

Naszą rozmówczynię najbardziej martwi to, że wyszła na typową materialistkę. Ona zarzeka się, że kontynuowałaby związek, gdyby poznała prawdę na samym początku. Nie chciała jednak trwać w relacji z oszustem.

Zobacz również: LIST: „Jestem na utrzymaniu zaradnego męża. Nie wstydzę się tego!”

pieniądze w związku

fot. iStock

W przypadku Karoliny było nieco inaczej. Przez 3 lata związku wiedziała o swoim partnerze praktycznie wszystko. Także to, gdzie pracuje, na jakim stanowisku i ile zarabia. Para nie miała problemów finansowych, ale kilka miesięcy temu coś zaczęło się psuć. On coraz częściej narzekał na opóźnienia w płatnościach klientów, a ona wzięła na siebie praktycznie cały ciężar utrzymania domu.

Brzmiał bardzo przekonująco. Musiał się bardzo natrudzić, żeby przez tyle czasu zachowywać pozory normalności. Oficjalna wersja była taka: w pracy nic się nie zmieniło, ale kasa spływa nieregularnie i jakoś musimy to przetrwać. Nie miałam z tym większego problemu, bo przecież byliśmy ze sobą na dobre i na złe. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że jednak coś tu nie gra, ale ufałam mu, jak to zakochana kobieta. Miał pecha, bo to ja odebrałam przesyłkę z centrali firmy i przypadkiem ją otworzyłam. Myślałam, że to jakiś rachunek. W środku był PIT. Kwota wskazywała na to, że nie przepracował tam pełnego roku, ale maksymalnie kilka miesięcy. Przecież wiem, ile dostawał wcześniej. Nie udawałam, tylko zapytałam go o to wprost. Wtedy przyznał się, że od prawie pół roku nie ma pracy, bo z tamtej został wyrzucony. Niczego nowego nie może znaleźć, bo dostał wypowiedzenie z naganą. Codziennie wychodził z domu i ukrywał się w mieszkaniu najlepszego kolegi. Myślał, że jakoś to odkręci, ale się nie udało. Poczułam, że straciłam grunt pod nogami. Nie tylko pod względem finansowym, ale głównie emocjonalnym. Facet, którego kochałam przez tak długi czas kłamał w żywe oczy. Tego nie wybaczę - wyznaje.

Nasza bohaterka odeszła od niego 2 miesiące temu i nie utrzymują ze sobą kontaktu. Nie ma pojęcia, jak radzi sobie jej były i jak twierdzi - w tym momencie już jej to nie interesuje. Z kłamcami nie chce mieć nic wspólnego.

Zobacz również: Pieniądze w związku. Co zrobić, jeśli się o nie kłócicie?

pieniądze w związku

fot. iStock

Związek Agnieszki także rozpadł się z powodu rocznego zeznania podatkowego. Ale przyczyna była zupełnie inna, niż w dwóch poprzednich historiach. Aga była przekonana, że jej ukochany ledwo wiąże koniec z końcem, dlatego niewiele od niego wymagała. Po niemal roku znajomości okazało się, że z jego finansami wcale nie jest tak źle.

Od początku nastawiał mnie na to, że u jego boku sielanki nie będzie. Kocha to, co robi, ale nie ma z tego wielkich pieniędzy. Nie byłam z tego powodu zachwycona, ale naprawdę go kochałam. Skromny, poczciwy i naprawdę oddany mi człowiek. Wreszcie przyzwyczaiłam się do tego, że to głównie ja płacę rachunki. Nawet za bilety do kina, kiedy on mnie zapraszał. Ciągle powtarzał, że mu głupio, ale dla mnie było to urocze. Już nawet przyzwyczaiłam się do myśli, że tak będzie zawsze. Moje nastawienie zmienił PIT, który zostawił na swoim biurku. Dane osobowe się zgadzały, ale zarobki już raczej nie. Wyszło na to, że zarabia kilkakrotnie więcej ode mnie. Gdzie podziała się reszta pieniędzy i dlaczego udawał takiego biedaka? Twierdzi, że pomagał rodzinie, a ja na pewno bym tego nie zrozumiała. Nie uwierzyłam. Równie dobrze mógł je odkładać, żeby kiedyś ułożyć sobie życie z kimś innym. Straciłam zaufanie, a bez tego nie ma szans na zdrowy związek - mówi.

Wszystkie te historie potwierdzają, że to nie wysokość zarobków jest najważniejsza. Liczy się przede wszystkim prawdomówność, a tym razem jej zabrakło...

Komentarze (3)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 07.05.2017 04:43
Ocenianie zarobków po PIT to bzdura, bo: 1) zdarza się, że pracodawca wykazuje małą kwotę oficjalnie a resztę daje pod stołem 2) gość może mieć więcej niż jedno źródło dochodów a ona mogła zobaczyć np. ten PIT który jest na mniejszą kwotę. To tak samo głupie jak ocenianie po wydruku z konta w banku, ktoś może mieć na jednym koncie 0 pln a na drugim milion.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 26.04.2017 19:39
Współczuję tym dziewczynom!
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 26.04.2017 12:46
Nie dziwie sie tym dziewczynom, że były w szoku. to przecież jest oszustwo!
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo