Żadna kobieta nie chce być biedna: Czy rzucić faceta, który jest niezaradny i mało zarabia?

Miłość czy dobrobyt? Dziewczyny stanęły przed trudnym wyborem.
Żadna kobieta nie chce być biedna: Czy rzucić faceta, który jest niezaradny i mało zarabia?
Fot. iStock
25.09.2016

Jaki powinien być mężczyzna, z którym chciałybyśmy się związać? Najczęściej padają odpowiedzi: opiekuńczy, wierny, atrakcyjny i zaradny. Zwłaszcza ta ostatnia cecha jest pożądana. Żadna kobieta nie chce być biedna. Poza tym mężczyzna, który nie dba o zapewnienie bytu materialnego rodzinie, automatycznie wydaje się mało męski. Brak ambicji to spora wada.

W związku dużą rolę odgrywają także uczucia, chociaż jest wiele kobiet decydujących się na relację z mężczyzną wyłącznie ze względów finansowych. Jednak nie każda tak potrafi i nie dla każdej jest to najważniejsze. Życie weryfikuje później, czy podjęła dobrą decyzję.

Nasze bohaterki zastanawiają się, czy ich miłość jest silniejsza i jest w stanie pokonać niechęć do braku ambicji i niezaradności życiowej mężczyzn. Za kilka lat może być za późno, aby coś zmienić.

Zobacz także: Tatuaże, którymi wyrazisz miłość do swojego chłopaka ♥

biedny facet

Fot. iStock

Ania jest z Bartkiem już sześć lat, ale coraz częściej zastanawia się nad porzuceniem mężczyzny.

- Jak się poznaliśmy, ja studiowałam dwa kierunki dziennie, a on podjął studia zaoczne i jednocześnie pracował w firmie produkcyjnej. Zarabiał trochę ponad 1000 zł na rękę. Ja nie pracowałam, ale bardzo dużo uczyłam się. Nie przeszkadzało mi, że mój facet nie czyta książek i nie ma ambitnych planów – tak bardzo byłam w nim zakochana. Czasami irytowało mnie, że w gronie znajomych palnie jakąś głupotę, ale potem zapominałam. Teraz minęło kilka lat. Mój facet nie znalazł dobrej pracy, razem z dodatkami zarabia 2000 zł netto miesięcznie. Ja dostałam się do dużej korporacji. Zarabiam prawie 4000 tys. zł. Nie da się ukryć, że to ogromna dysproporcja. Gdyby sytuacja była chwilowa, nigdy nie zastanawiałabym się nad porzuceniem go, ale on po prostu nie jest ambitny. Przychodzi z pracy, siada przed telewizorem albo komputerem i tak spędza kilka godzin. Poza tym jest dobry, pomaga mi w obowiązkach domowych. Próbuję z nim rozmawiać na temat ewentualnej zmiany pracy, poszerzenia kwalifikacji, ale mówi, że jest już za stary. A to niespełna trzydziestoletni facet!

biedny facet

Fot. iStock

Znajomi przekonują Anię do zerwania.

- Nie ukrywam, że znajomi zachęcają mnie do podjęcia radykalnych kroków. Twierdzą, że w przyszłości będę miała ciężko z takim mężem, bo nie zarobi na utrzymanie rodziny. Coś w tym jest. Nie chcę przez całe życie zarabiać więcej niż on, bo to tak, jakbym ja nosiła spodnie w związku. Faceci koleżanek mają odpowiedzialne stanowiska, są biznesmenami, prawnikami, kierownikami. Czasami aż wstyd mi się przyznawać do mojego. Wszyscy dziwią się, co taka kobieta, jak ja, robi z takim mężczyzną, jak on. Z drugiej strony niełatwo znaleźć w dzisiejszych czasach mężczyzę, który chce się zdecydować na poważny związek, a ja do piękności nie należę. Bartek coraz częściej wspomina o ślubie, dzieciach i robi poważne plany. Czuję, że wóz albo przewóz, wkrótce będę musiała podjąć jakąś decyzję.

Zobacz także: WASZE HISTORIE: „Narzeczony mnie uderzył. Zerwać czy dać mu drugą szansę?”

biedny facet

Fot. iStock

W podobnej sytuacji znajduje się Sylwia. Ją z kolei rodzina próbuje nakłonić do zmiany partnera.

- Maciek nie pasuje do naszej rodziny. Ma wykształcenie średnie i jest pracownikiem budowlanym. Jest inteligentny, zabawny czuły... Nie ukończył studiów, bo miał poplątaną sytuację rodzinną. Ojciec alkoholik, matki nigdy nie poznał. Wpadł w nieciekawe towarzystwo, nie uczył się, no i tak skończył. Pokochałam go jednak i nadal go kocham. Ja jestem po studiach. Skończyłam architekturę, pracuję w zawodzie i dobrze zarabiam. Rodzice też są po studiach. Oboje prowadzą firmę. Ich zdaniem Maciek nie jest dla mnie dobrym kandydatem. W pewnym sensie przyznaję im rację. Próbowałam go nakłonić na jakieś studia, ale on nie ma chęci do tego, aby poprawić swój los, pod tym względem wydaje się taki zawieszony. Może chodzi o poczucie własnej wartości? Trudne dzieciństwo czasami sprawia, że ludzie mają niską samoocenę. Na wizytę u psychologa też bezskutecznie próbowałam go namówić. Zależy mi na nim, ale nie podoba mi się to, że nie stać go na minimalne poświęcenie dla mnie. Ja chcę być kimś, robić coś ważnego, a on jest zadowolony z bycia pracownikiem budowy...

biedny facet

Fot. iStock

Także Natalia stoi przed poważnym dylematem.

- Piotr zawsze był leniwy i wyznawał zasadę `Miej w*******, a będzie ci dane`. Ma bardzo luźne podejście do wszystkiego i w ogóle się nie przejmuje. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej... Już od roku proszę go, aby poszukał lepszej pracy. Obiecuje, obiecuje, a potem mówi, że nie jest źle, na razie trzeba się cieszyć tym, co jest. Poszuka, kiedy nadejdzie dobry moment. Pytam go, co znaczy dobry moment, a on wykręca się. Najgorsze jest to, że zawsze potrafi mnie rozśmieszyć i rozładować atmosferę. Gdy robię się wściekła, przedrzeźnia mnie, ale w taki zabawny sposób, no i zaczynam się śmiać. Potem zmienia temat, a ja jakoś zaczynam się temu poddawać i w końcu macham ręką. Ale gdy zostaję sama, myśli zaczynają powracać i zastanawiam się, czy aby związek z nim to dobry pomysł. Oczywiście kocham go, ale miłość nie zapewni nam w przyszłości pożywienia, dachu nad głową i wszystkich innych niezbędnych rzeczy. On zarabia niecałe 2000 zł, a w czerwcu stuknęła mu trzydziestka.

biedny facet

Fot. iStock

Natalia twierdzi, że ona opłaca rachunki.

- Umówiliśmy się, że skoro ja zarabiam więcej, będę płacić rachunki, a on zajmie się domem. Słowa dotrzymuje – przyznaję. Jednak prawdę powiedziawszy przeszkadza mi facet, który jest zadowolony z takiego układu. Gdyby mi zrobił awanturę i powiedział, że nigdy się nie zgodzi, prędzej znajdzie drugą pracę, to nigdy bym nie pomyślała o zerwaniu. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że on nie dąży do poprawy jakości życia, tak jak ja. Jest mu obojętne, co robi i za ile, byle jakoś leciało. To chyba niezbyt dobrze wróży na przyszłość. Nie chciałabym przez całe życie płacić rachunków bez finansowego wsparcia z drugiej strony. Tym bardziej, że jemu pieniądze lecą przez ręce. Nigdy nie wiem, ile ich tak naprawdę ma i na co dokładnie wydaje. Nie konsultuje ze mną swoich zakupów, a przecież razem mieszkamy.

Zobacz także: Kłócisz się ze swoim chłopakiem o te rzeczy? Możliwe, że się ODKOCHAŁAŚ!

 

Polecane wideo

Komentarze (4)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 26.09.2016 07:35
Byłam dokładnie w takim związku, facet wiedział że jak skończą mu się pieniądze pójdzie do mamy albo babci i one mu dadzą. W większości to ja utrzymywałam dom i bardzo mi to przeszkadzało. PO ROZSTANIU poczułam że żyje spadł kamień z serca.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 25.09.2016 16:38
Wchodziłam z takim lekkim niesmakiem, ale po przeczytaniu tekstów z większością się zgadzam. Nie chodzi do końca o pieniądze, chodzi o ambicje i wkład pracy w jakość życia, jaki ma się do zaoferowania drugiej osobie. Jeśli dwie osoby się starają, to nieważne kto ile zarabia, dogadają się. Jeśli stara się tylko jedna, a drugiej brakuje chęci i ambicji, to polecam ewakuację. Poza tym, nie lubię tekstów w stylu "facet musi zapewnić byt rodzinie", są dla mnie tak samo żałosne jak teksty "kobieta musi facetowi urodzić dziecko i codziennie gotować obiadek". W obu tych przypadkach (odpowiedzialności finansowej i wychowywaniu dzieci/prowadzeniu domu) powinno się mieć wsparcie u partnera.
zobacz odpowiedzi (2)

Polecane dla Ciebie