Exclusive: Wyznania pani z dziekanatu

Czy studenci mają powody, by narzekać na pracowników administracyjnych uczelni? Bogna twierdzi, że tak.
Exclusive: Wyznania pani z dziekanatu
07.11.2015

Przez kilka lat studiów napotykamy na swojej drodze wiele różnych postaci. Od wykładowców, przez rektora, na promotorze kończąc. Miewamy z nimi różne doświadczenia, ale zazwyczaj nikt nie zapisuje się w naszej pamięci tak mocno jak... panie z dziekanatu. I nic w tym dziwnego, bo od pracowników administracyjnych zależy nasz komfort nauki, a ci w większości przypadków nie za bardzo się tym przejmują.

Na temat niektórych z nich krążą legendy. Pracują na państwowych uczelniach od lat i sieją postrach wśród kolejnych roczników. Bywają oschłe, bardzo formalne, mało ludzkie i rzadko kiedy są w stanie załatwić wszystko do końca. Doświadczeni studenci dobrze wiedzą, że uzyskanie jednej pieczątki lub zaświadczenia urasta do rangi cudu i na jednej wizycie w dziekanacie się nie kończy.

A może to tylko czarna legenda i wcale nie jest aż tak źle? Pytamy o to najbardziej odpowiednią osobę. Bogna pracuje w tym fachu od kilku lat i niejedno już widziała.

pani z dziekanatu

Znasz legendę o krwiożerczej i bezdusznej pani z dziekanatu?

Tak i to od dawna. Sama ukończyłam studia jakieś 10 lat temu i dobrze wiem, jak może to wyglądać. Co prawda ja miałam szczęście, że niezbyt często musiałam dziekanat odwiedzać, ale znajomi od początku się żalili. Jak tylko trzeba było coś załatwić, to podpinałam się pod większą grupę i sprawy załatwiał np. starosta naszego kierunku. Chłopak sporo się nachodził.

Czyli potwierdzasz – pracujesz w piekle...

Może aż tak źle nie jest, bo od kiedy pracuję w administracji, nastawienie starszych i bardziej doświadczonych koleżanek trochę się zmieniło. Pokazałam im, że można wykonywać obowiązki z uśmiechem na ustach i to przynosi dobre efekty. Wystarczy się spiąć, załatwić sprawę i kolejny student z głowy. Już nie wróci z pretensjami. One do tej pory wolały wszystko odwlekać i znęcać się nad klientami. Zupełnie bez sensu.

Jak takie znęcanie się może wyglądać?

Student słyszy, że się nie da. Czego by nie chciał, to się nie da. Niech najpierw załatwi sobie coś tam, potem pójdzie gdzieś tam i może za kilka tygodni dopnie swego w dziekanacie. Czasami wynika to z lenistwa pracowników, a czasami zwykłej złośliwości.

pani z dziekanatu

Pracujesz na tej samej uczelni na której studiowałaś?

Tak, ale i tak nikt mnie nie kojarzył. W tym czasie zmieniła się obsada, przeniesiono administrację, weteranki odeszły na emeryturę. Spotykam jednak wykładowców z moich czasów i pewnie dlatego łatwiej mi niektóre sprawy załatwić. Jedna z koleżanek jest u nas od wielu lat, a do dzisiaj nie kojarzy wielu nazwisk. Profesor X? A jak on wygląda? Wtedy ręce mi opadają.

Skąd wzięło się przekonanie, że dziekanat na państwowej uczelni to bramy piekieł? W placówkach prywatnych raczej problemu nie ma.

Pewnie dlatego, że państwowe szkolnictwo nie podlega zasadom rynkowym. Niektórym wciąż się wydaje, że my – wykładowcy i administracja – jesteśmy ponad nimi – studentami. To oni mają się dostosować do nas, a nie my do nich. W szkołach prywatnych od początku było inaczej, bo jak ktoś płaci, to znaczy, że trzeba go traktować jak klienta. A jak wiadomo, klient nasz pan.

Nie wolałabyś pracować w takim miejscu?

Na razie jestem pracownicą uniwersytetu i staram się odczarować ten wizerunek. Idzie opornie, ale może za kilkadziesiąt lat...

pani z dziekanatu

Tymi słowami odbierasz resztki nadziei studentom, którzy łudzą się, że kiedyś odwiedzą dziekanat i zostaną należycie obsłużeni.

Nie przesadzajmy, że z nami nic nie da się załatwić. Prowadzimy rejestr naszych spraw i mogę powiedzieć, że 80-90 procent wizyt kończy się szczęśliwie dla studenta. Proszę podbić, chcę wymienić legitymację, oddaję kartę egzaminacyjną, przekazuję indeks profesorowi i tym podobne. Nie zawsze jest to możliwe z formalnego punktu widzenia, ale na to już nie mamy wpływu. Podpowiadamy, co zrobić, a oni i tak się na nas wściekają.

Ale wcześniej wspomniałaś, że zła sława uczelnianej administracji nie jest wyssana z palca.

Bo nie jest. Pozostaje 10-20 procent spraw, które odwlekają się w czasie, a nie zawsze muszą. Niestety wciąż pracują u nas osoby, które wolą zrzucić całą odpowiedzialność na drugą stronę. Wystarczyłoby się ruszyć, chwycić za telefon, podejść do wykładowcy. Ale nie – niech się student sam męczy. My jesteśmy takie biedne i zapracowane, więc niech wszyscy się od nas odczepią.

Czyli po staremu.

To się zmienia, bo ja traktuję ich bardziej serio. Mnie wyjątkowo lubią.

pani z dziekanatu

Skąd takie przekonanie?

Pod koniec poprzedniego roku akademickiego przyszłam do pracy na 8 rano i zastałam 2 kolejki do dziekanatu. Okazało się, że ta większa jest bezpośrednio do mnie, a krótsza dla odważniejszych, którzy chcą coś załatwić z moją starszą koleżanką. Niektórzy wolą stać dłużej, ale dopiąć swego. To był dla mnie ogromny komplement, ale wkurza mnie, że powstają takie podziały.

Przemów do rozsądku koleżance i po sprawie.

To jest pani po sześćdziesiątce, pracuje na uczelni od 30 lat i raczej przetrwa do emerytury. Już nawet coś wspominała, że chciałaby sobie później dorabiać. Niby jej kariera w PRL-u trwała tylko kilka lat, a cała reszta już w wolnej Polsce, ale przyzwyczajenia okazują się silniejsze. Czuje się jak królowa wydziału i nikt nie jest w stanie jej zdyscyplinować.

Dociera do ciebie, co studenci o was myślą?

Pod fałszywym nazwiskiem dopisałam się kiedyś do grupy na Facebooku i poczytałam sobie. Wystarczy.

pani z dziekanatu

Aż tak źle?

O mnie złego słowa nie było, ale ja sama świata nie zbawię. Pal licho te komentarze, niektórzy pokazują niezadowolenie w inny sposób. 2 lata temu ktoś oblał drzwi dziekanatu czerwoną farbą i jeszcze dopisał niecenzuralne hasło. Miałyśmy też pęknięte okno i mam nadzieję, że to tylko kamień, a nie pocisk.

I dalej niewiele się zmienia, bo studenci z całego kraju zgodnie przyznają, że wizyta w dziekanacie to droga przez mękę. Czy władze uczelni nie mogą tego usprawnić?

Wystarczyłaby jedna i druga kontrola, nowe zalecenia, a nawet głupia ankieta przeprowadzona wśród studentów. Tego się jednak nie robi, bo dziekanat okazuje się nietykalny. Każdy inny pracownik wyleciałby za takie zachowanie, a administracja trzyma się mocno.

Czyli nadziei nie ma?

Jest. Musi nastąpić zmiana pokoleniowa. Ja przecieram szlaki, ale jeszcze 10-15 lat i to będzie już standard.

Komentarze (14)

Ocena: 4.71 / 5
Anonim (Ocena: 5) 09.11.2015 09:41
A w Szczecinie jest pan z dziekanatu, pan Piotr "trzea czekac" P. :D tak,tak, nie "trzeba", tylko "trzea". Mlody flegmatyk, bardzo trudny, a przy tym pocieszny typ
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.11.2015 18:54
A ja studiowałam na prywatnej uczelni i BABY z dziekanatu są OKROPNE .wszystko robią z pretensją i łaską
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.11.2015 18:13
panie dziekanatki z UKSW są super *serduszko*
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.11.2015 10:59
panie z dziekanatu UZ na wojska polskiego wpps to tragedia. niemile, oceniają człowieka po wyglądzie, obrażają studentów, prawią niemile uwagi, nie wiem co one jeszcze tam robią, strach isc do dziekanatu. moze nie strach, bo to głupota bać się takich zakompleksionych bab, ale wizyty w dziekanacie to bardzo niemile doświadczenie :(
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 07.11.2015 17:14
u nas na umlub jest super pani z dziekanatu
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo