Mają dom na czterech kołach i odwagę, by powiedzieć „nie”. Jak smakuje wolność okiem antysystemowców?

Pozbyli się telewizora i podróżują po świecie. Czy ich życie to faktycznie sielanka?
Mają dom na czterech kołach i odwagę, by powiedzieć „nie”. Jak smakuje wolność okiem antysystemowców?
fot. Unsplash (Matthew LeJune)
19.06.2020

Istnieją na świecie ludzie, którzy mieli na tyle dosyć panującego systemu i obowiązujących w nim reguł, że zdecydowali się na... ucieczkę. W pracy czuli się jak współcześni niewolnicy, i tak właśnie spoglądają na pozostałych. Prowadzą niezależne życie, często w podróży, przywodzące na myśl dawne hipisowskie komuny. Zrezygnowali z telewizora, aby nie faszerować się negatywnymi informacjami, a dom zamienili na kamper, który pozwala im przemieszczać się wszędzie o dowolnej porze.

O takim życiu marzy niejeden pracownik korporacji w dużym mieście. Czy z ich perspektywy to naprawdę sielanka?

Zobacz również: Bunt korposzczurów

Wolność z perspektywy antysystemowców

Choć zrezygnowali z wygodnego życia i kariery zawodowej, zyskali to, co najważniejsze: wolność. Nie wyobrażają sobie ponownie wrócić do "klatek dla ludzi", jak nazywają bloki i mieszkania, ani pracy na etacie. Myślą nieszablonowo, kwestionują rzeczywistość, pragną być niezależni, ale niestety społeczeństwo i tak zwykle szufladkuje ich, wrzucając do jednego worka razem z przyjętymi hasłami, takimi jak "antyszczepionkowcy", przeciwnicy 5G, fani teorii spiskowych... Niektóre z tych "teorii" dzieją się właśnie na naszych oczach i ciężko wydostać się na powierzchnię z takiego uwikłania. Oni mieli na tyle dużo odwagi, że podjęli to wyzwanie. Czy wyszło im to na dobre? 

Kamperem przez świat

Zainwestowali w domek na czterech kołach, aby wyrwać się z trybu zarabiania na rachunki, zamiast na prawdziwe życie. Kamperem można zaparkować tam, gdzie aktualnie się pracuje i... nie tracić czasu na dojazdy. Do tego można podziwiać piękne widoki i zwiedzać świat. Wystarczy zatrzymać się w dowolnym miejscu np. nad jeziorem, rozpalić ognisko i tańczyć. Czy ktoś taki chciałby kiedykolwiek wrócić na dawne osiedle mieszkaniowe?

Niestety, nie zawsze ich rzeczywistość wygląda tak kolorowo. Tacy śmiałkowie nie mają jasno określonej ścieżki kariery, łapią prace dorywcze, albo pracują przy zbiorach owoców za granicą. Często ją zmieniają, bo jak wiadomo, nie jest to stały etat. Zdarzało się, że zostali oszukani.

Żeby godnie zarabiać, trzeba sprzedać duszę i godność, popaść w pracoholizm. To dla mnie chore, jeśli na pracę poświęcamy więcej czasu, niż na siebie. To znaczy, że staliśmy się niewolnikami systemu

- tłumaczy Łukasz w rozmowie z dadhero.pl. Pięć lat temu zamieszkał w kamperze wraz ze swoją dziewczyną. Jak przyznaje, nie chcą mieć dzieci, ponieważ nie rozumieją, jak można podejmować taką ważną decyzję wyłącznie dla własnego szczęścia i przyjemności. Nie chce, aby jego potomstwo musiało zmagać się z katastrofą ekologiczną czy religią, którą narzuca państwo.

Na pewnym etapie życia każdy ma pragnienie ucieczki od zgiełku. Ja też tak miałem, że nie lubiłem ludzi. Hałas mnie męczy, nawet przyjeżdżając do małego miasteczka, zaczynam czuć, że się duszę. Po tylu latach życia w górach, z dala od ludzi, odzwyczaiłem się od miast i spalin. W Barcelonie czy Paryżu po prostu nie ma czym oddychać

- skarży się Robert, autor bloga Toscaner, w którym opowiada o podróżniczym stylu życia w kamperze. "Tam nasz domek, gdzie stoi złomek" - głosi zabawne motto.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Vanlife dreams Follow @vanlife.living for more! • • @vanlife.la

Post udostępniony przez Vanlife Living (@vanlife.living)

Styl życia

Nie stosują żadnych używek, nie imprezują i zaangażowali się we freeganizm, czyli antykonsumpcyjny styl życia. Pozbyli się telewizora, ponieważ nie mają już zaufania do otrzymywanych wiadomości i chcą być daleko od tego zgiełku.

Marzy im się ekologiczna wioska z prawdziwego zdarzenia i życie w zgodzie z naturą, blisko przyrody. Betonowe osiedle dosłownie kradnie duszę.

Sieci handlowe płacą 10 groszy za kilogram wyrzuconego jedzenia przydatnego do spożycia. To żadna kara

- oburza się na łamach dadhero.pl freeganin, Łukasz.

Ciągłe podróżowanie automatycznie skłania antysystemowców w stronę minimalizmu. Wielokrotne przeprowadzki zmieniły ich sposób myślenia o 180 stopni. Okazuje się, że kilka par butów i trochę ubrań, zamiast wypełnionej po brzegi garderoby, w zupełności wystarczają. 

Przerzucałem graty z jednego lokum do drugiego. Bywało, że niektóre kartony stały nieotwarte przez pół roku . Zacząłem myśleć "na cholerę mi wszystkie te przedmioty?" (...) Wmawianie ludziom, że potrzebują kolejnego gadżetu, kolejnej pierdoły z reklam, bo wtedy będą szczęśliwsi to pułapka. W ten sposób stajesz się niewolnikiem, bo musisz iść do roboty, żeby zarobić na te wszystkie gadżety, w efekcie rosną podatki, które płacisz od tego, ile zarabiasz, ale chcesz mieć jeszcze więcej gadżetów. Koło się zamyka

- opowiada portalowi dadhero.pl Robert.

Protesty antysystemowe

Początkowo angażowali się w liczne protesty i tworzenie petycji dotyczących ochrony środowiska czy praw pracowniczych, ale szybko zdali sobie sprawę z tego, że to przysłowiowa walka z wiatrakami. 

Oczywiście w pewnej skali bunt społeczny może przynieść zmiany we władzy, ale dla mnie był to bardzo wyczerpujące psychicznie

- dodaje zrezygnowany Łukasz.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Rate this view from 1-10! Follow @vanlife.living for more! • • @roambyroad

Post udostępniony przez Vanlife Living (@vanlife.living)

Co sądzicie o takim pomyśle na życie?

Zobacz również: 7 prawdziwych powodów, dlaczego dorośli Polacy nadal mieszkają z rodzicami

Źródło: dadhero.pl

Polecane wideo

Twierdzi, że pochodzi z XIX wieku. Kobiety mdleją na widok „podróżnika w czasie”
Twierdzi, że pochodzi z XIX wieku. Kobiety mdleją na widok „podróżnika w czasie” - zdjęcie 1

Komentarze

Ocena: 5 / 5

Polecane dla Ciebie