„Mam 29 lat i nigdy nie byłam za granicą. Ludzie uważają, że jestem zacofana”

Julia ma inne priorytety, a podróże nie kojarzą się jej z oświeceniem i zdobywaniem cennych doświadczeń.
„Mam 29 lat i nigdy nie byłam za granicą. Ludzie uważają, że jestem zacofana”
20.06.2018

Podróżowanie stało się prawie tak naturalne jak oddychanie. Dzięki wejściu do Unii Europejskiej oraz programom wymiany studenckiej, mamy znacznie szersze perspektywy niż nasi rodzice i chętnie to wykorzystujemy. Podróżujemy bo lubimy, jest to modne, pozwala odetchnąć od rutyny, poznać inne kultury, zobaczyć cuda natury. Bez wątpienia jest wiele zalet podróżowania.

LIST: „Rok temu Dominikana, a teraz Mauritius. Żal mi tych, którzy nie widzieli nic poza plażą w Mielnie”

Młode osoby, które nigdy nie były za granicą, budzą u innych zdziwienie. Podróżowanie nie kosztuje dużo, jeżeli tylko ruszymy głową i zaciśniemy pasa przez kilka miesięcy. Można powiedzieć, że stać na nie nawet ludzi, którzy zarabiają średnio. Co prawda nie wybiorą się na Dominikanę, ale do Chorwacji czy Czech jak najbardziej.

Julia ma 29 lat i przyznaje, że nigdy nie była za granicą. W mailu do naszej redakcji wyjawia, dlaczego tak się stało i skarży na ludzi, którzy traktują ją z tego powodu jak osobę zacofaną, a nawet nienormalną.

- Od kilku lat spotykam się z bardzo nieprzychylną postawą ludzi, którzy traktują mnie z góry tylko dlatego, że nigdy nie byłam za granicą. Ja się tego nie wstydzę. Przyznaję to otwarcie. Co wtedy widzę? Niedowierzanie w oczach. Czasami także złośliwe uśmiechy. Niektórzy patrzą z politowaniem i zaczynają odnosić się do mnie w lekceważący sposób. Zupełnie, jakbym była nienormalna.

Ja wiem, że podróżowanie jest teraz bardzo modne i nawet biednych ludzi na nie stać, jeżeli trochę pogłówkują, ale czy każdy musi to robić? Czy to znaczy, że jest się ograniczonym człowiekiem? Znam wielu ludzi, którzy podróżują i chociaż przykro mi to stwierdzić, uważam, że nie są zbyt inteligentni, a podróżowanie ich nie ubogaciło.

moda na podróże

Fot. unsplash.com

Julia wyjawia, dlaczego nigdy nie była za granicą.

- Wychowałam się na wsi. Tam podróżowanie do pewnego czasu było abstrakcją. Wiem, że obecnie niektórzy sąsiedzi moich rodziców wyjeżdżają na wczasy za granicę. Ja jako dziecko nawet o tym nie śniłam. Poza tym wiem, że moich rodziców nie byłoby na to stać.

Na studiach musiałam utrzymywać się sama. Studiowałam zaocznie i pracowałam. Niestety nawet jeśli bardzo oszczędzałam, nie miałam pieniędzy na podróże. Nawet po kraju. Były ważniejsze potrzeby. Wolałam kupić sobie ciepłe buty na zimę albo porządną kurtkę. Uważam, że to nierozsądne wydawać pieniądze na wczasy, podczas gdy brakuje środków na podstawowe rzeczy. Ja nie mówię o markowych ciuchach, ale solidnych ubraniach chroniących przed zimnem. To samo tyczy się jedzenia. Miałam żywić się kopytkami i pierogami za 6 zł z dyskontu zamiast kupić sobie mięso i owoce?

Wiem, że moje niektóre koleżanki tak robiły. Jadły byle co, chodziły w znoszonych ubraniach i odmawiały sobie praktycznie wszystkiego tylko po to, aby w wakacje jechać na tydzień do Grecji czy Hiszpanii i chwalić się potem przed znajomymi. Co najlepsze nie robiły tego z zamiłowania do podróży, ale chęci szpanowania.

Od kilku lat Julia zarabia bardzo dobrze. Mimo to nie zdecydowała się na pobyt za granicą i w najbliższym czasie nie ma zamiaru tego zmieniać. Ogranicza się do podróży wewnątrz kraju.

moda na podróże

Fot. unsplash.com

- Wiem, co myślą sobie niektórzy, gdy słyszą ode mnie wyznanie, że podróżuję tylko po Polsce i nie mam zamiaru lecieć w najbliższym czasie za granicę. Pewnie jestem nacjonalistką i ksenofobką. Nienawidzę Żydów, muzułmanów i wszelkiej odmienności. Nic bardziej mylnego. Ja po prostu jestem bardzo rozsądna. W tej chwili podróże zagraniczne uważam za fanaberię.

Owszem, powodzi mi się bardzo dobrze. Na tyle, że miesięcznie odkładam około 2 tys. zł. Jednak zamaist przeznaczać je na podróże, wolę zaoszczędzić na mieszkanie. Za 10 lat będzie mnie stać, żeby kupić sobie nieduże mieszkanie w Warszawie. Może nie w najlepszej dzielnicy i nie od dewelopera, ale bez kredytu. Moim zdaniem warto się przemęczyć. Jeżeli w trakcie poznam jakiegoś mężczyznę i zechcemy razem coś kupić, ten czas się skróci. Kiedy stuknie mi 40., będę już ustawiona. Wtedy te pieniądze będę mogła przeznaczać na zachcianki typu podróże. Na razie nie chcę, nawet za cenę krzywych spojrzeń znajomych, którzy uznają mnie za zacofaną prowincjuszkę.

Kobieta wyjawia, że jest jeszcze jeden powód, dla którego nie czuje presji, aby jechać za granicę.

- Muszę przyznać, że zawsze czułam niechęć do wszystkiego, co cieszyło się dużym zainteresowaniem i popularnością. W moich oczach traciło wtedy na wartości. Mniej więcej taki stosunek mam teraz do podróżowania. Mnie wcale nie kojarzą się z poznawaniem kultur i oświeceniem. No chyba, że dla kogoś spróbowanie dwóch regionalnych dań oznacza ubogacenie kulturowe. Albo zwiedzenie kilku popularnych zabytków i rozmowa w sklepiku z okolicznym mieszkańcem.

moda na podróże

Fot. unsplash.com

Wśród moich znajomych jest tylko jedna para, która podróżuje z zamiłowania i rezygnuje na ten czas z wygody. Reszta spędza czas w hotelu, przy basenie, w parkach rozrywki i w knajpkach. Najlepsze jest to, że będąc za granicą, zamawiają dania typu frytki z hamburgerem, makaron i pizza. We Włoszech jak najbardziej to rozumiem, ale w innych krajach?

Pomysły na fajne wakacje za parę groszy

Skąd to wiem? Widzę w mediach społecznościowych. Czasami śmiać mi się chce, kiedy widzę, że koleżanka jest w Hiszpanii i zamieszcza zdjęcie jedzenia. A tam frytki i hamburger. Jeżeli chodzi o regionalną kuchnę, spróbują może dwóch, maksymalnie trzech dań. I takie osoby patrzą na mnie z góry... Ci, którzy naprawdę chcą coś zobaczyć i przeżyć, należą do mniejszości. Reszta chce wypoczywać i jeść. Smutna prawda. Ale najważniejsze, że BYLI ZA GRANICĄ.

Julia podsumowuje swój wywód.

- Na razie mam ważniejsze wydatki i wcale nie czuję się mniej oświecona. Dużo czytam, oglądam programy naukowe, chodzę na koncerty i do kina. Podrożowanie musi poczekać, ale jeżeli gdzieś wyjadę, będę zwiedzać z plecakiem, mieszkać u miejscowych i próbować tego, co jedzą na co dzień. Tyle w temacie. Amen.

Polecane wideo

Komentarze (18)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 21.06.2018 15:22
Prawda jest taka, że ty autorko dobrze się ubierasz, ale ja w second handzie znajduję ubrania z zary, czy H&M. Jest dużo przepisów gdzie można gotować budżetowo tzw. kuchnia studencka. Odmawiam sobie wyjść do teatru czy kina bo mogę ten film obejrzeć po angielsku w internecie szkoląc przy tym angielski. W wakacje ty siedzisz w domu, a my ze znajomymi organizujemy spontaniczne ognisko na plaży w jakiejś małej zapomnianej turystycznej wiosce. Czy za 10 lat będziesz bardziej wspominać czas spędzony z przyjaciółmi czy to, że miałaś porządne buty czy telefon?
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 21.06.2018 14:36
Nie chce być wredna ale tu wychodzi troszkę mentalność miejscowości. Moi tradycyjni rodzice również przykładają największą wagę do rzeczy materialnych, ponieważ skoro na coś wydamy i nie istnieje to fizycznie to tak jakby wyrzucać pieniądze w błoto. Przypuszczam ,że pewnie masz mniej niż 30 lat bo planujesz kupić dom koło 40stki. Zauważ ,że czas ok 20-35 to czas młodości i beztroski. To wtedy zawiązuje się najwięcej przyjaźni wychodzi najwięcej spontanicznych inicjatyw. Są też najlepsze wspomnienia. W miarę jak poważniejemy zakładamy rodzinę jako ludzie stajemy się bardziej hermetyczni. Ograniczamy liczbę przyjaciół, wolne chwilę spędzamy w zaciszu domu albo poświęcając czas dzieciom. W wieku 40 lat te wspomnienia z wakacji nie będą takie same. Jeśli chodzi o kupno domu: dzisiaj możesz odłożyć co mc 2 tys. będziesz ciułać przez 10 lat przegapiając przy tym młodość. Bardzo prawdopodobne ,że w wieku 40 lat będziesz zarabiać 2 razy więcej i tą samą kwotę na dom uzbierasz w 5 lat. Doadam jeszcze ,że nie wiesz co się stanie za 10 lat, możliwe ,że ceny nieruchomości wzrosną, również patrząc po moich rodzicach którzy przez całe życie nigdzie nie jeździli (zakopane to nie urlop), dopiero przed 50 wybrali się za granicę i przesiedzieli większość czasu jędząc albo nad basenem bo wiadomo, plecy nie te, szybciej się człowiek męczy, a całodzienne eskapady samochodem by zwiedzić okolicę też nie wchodzą w grę bo tata będzie zmęczony po całodziennej jeździe. Dziewczyno, korzystaj z życia póki możesz.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 21.06.2018 14:22
Jednak Cię to w głębi kłuje. Ten list jest dowodem. jest to pewnego rodzaju zemsta, odegranie się. Wyśmiewach ich, że nie jedzą lokalnych potraw. Nie masz odwagi im tego powiedzieć w twarz więc żalisz się na Papilocie.
zobacz odpowiedzi (2)
Ewa (Ocena: 5) 20.06.2018 22:03
A ja mam 28 lat i dopiero w tym roku zrobiłam maturę... i nie uważam się za kogoś gorszego. Poszłam do liceum dla dorosłych jak uznałam, że jestem na to gotowa. Nic na siłę, każdy sam wie kiedy jest czas na zmiany.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 20.06.2018 20:48
To jest kwestia wyboru między być a mieć. Ja wolę być - przeżywać przygody, próbować egzotycznego jedzenia, pływać w oceanie czy poznawać ludzi o odmiennym światopoglądzie. Na starość chcę móc powiedzieć, że wycisnęłam życie jak cytrynę, a nie że miałam mieszkanie i ładne buty
odpowiedz

Polecane dla Ciebie