Cały Internet wpadł w histerię na punkcie tego serialu. Dlaczego Ty też powinnaś obejrzeć „Cheer”?

Jeśli jeszcze go nie widziałaś... Jak to jeszcze go nie widziałaś?!
Cały Internet wpadł w histerię na punkcie tego serialu. Dlaczego Ty też powinnaś obejrzeć „Cheer”?
Fot. Netflix
30.01.2020

Gdy w zeszłym tygodniu obejrzałam dwa pierwsze odcinki dokumentu Cheer, a następnego dnia w redakcji odkryłam, że nikt nie ma pojęcia, o czym opowiadam z wypiekami na twarzy, przeżyłam prawdziwe rozczarowanie. Z kim wobec tego będę obstawiać, kto załapie się na matę, a kto nie? Z kim będę zastanawiać się, jak takie cuda akrobatyczne, jakie oglądamy na ekranie, mają prawo się udać? Z kim będę rozmawiać o tym, kto jest najfajniejszym członkiem drużyny z Navarro (i dlaczego jest to Jerry)? 

Zobacz również: Lutowe nowości na Netflix. Co oglądać w Walentynki z ukochanym?

Jeśli wy też jeszcze nie widzieliście serialu “Cheer” na Netflixie pewnie sami zastanawiacie się, o co tutaj chodzi. Ale jeśli już mieliście okazję zapoznać się z bohaterami tej produkcji obstawiam, że wy też pokochaliście całą drużynę - i każdego z osobna, i trenerkę Monicę.  

Ale po kolei.  

Fot. Netflix

Cheer” to 6-odcinkowy serial dokumentalny produkcji Netflixa przedstawiający losy cheerleaderek i cheerleaderów z uczelni Navarro Junior College w miejscowości Corsicana w Teksasie. To typowe, rolnicze miasteczko z konserwatywnego południa Stanów Zjednoczonych, gdzie nie dzieje się... praktycznie nic. Nie będzie nadużyciem powiedzenie, że gdyby nie drużyna z Navarro, nikt nawet nie wiedziałby, gdzie umiejscowić je na mapieTak było, zanim na scenie nie pojawiła się Monica Aldama – genialna trenerka, która już 14 razy poprowadziła swoich podopiecznych po zwycięstwo w krajowych zawodach National Cheerleaders Association National Championships, które odbywają się w mieście Daytona na Florydzie. To najważniejsze wydarzenie w świecie amerykańskiego cheerleadingu. 
Kiedy piszę “cheerleadingu” nie mam na myśli skakania z pomponami przez nastolatki w infantylnych strojach i dopingowania “prawdziwych” sportowców. “Cheer” jak żadna inna wcześniejsza produkcja uświadamia widzom, że cheerleading to sport na własnych zasadach – i to piekielnie trudnych. Tutaj liczy się właściwie wszystko - siła, wytrzymałość, gibkość, skoczność, a także (może przede wszystkim) wytrzymałość na ból oraz kontuzje. Bo ból i kontuzje, włącznie ze skręceniami, złamaniami kończyn i żeber (sic), a nawet wstrząśnieniami mózgu są tutaj na porządku dziennym. Oglądając już pierwsze dwa odcinki “Cheer” obserwujemy cheerleaderki, które wznoszą się na kilkanaście metrów w powietrze, by nierzadko za chwilę z hukiem wylądować na macie. Podczas gdy my wstrzymujemy oddech i w panice odruchowo zasłaniamy usta dłonią, na ekranie niewzruszona reszta drużyny rozchodzi się na boki by wykonać karne pompki (nieważne, kto popełnił błąd przy nieudanej akrobacji - obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa), a trenerka Monica ze spokojem omawia sytuację z jednym ze swoich asystentów, komentując tylko, że to kolejna już ofiara tego dnia.  

Fot. Netflix

Być może właśnie dlatego w drużynie z Navarro znaleźli się prawdziwi wyjadacze – nie tylko pod względem fizycznym. Wiele osób, które trafiło do zespołu ma za sobą trudne życiowe przejścia, włącznie z problemami z używkami i prawem. Inni zostali porzuceni przez rodziców albo osieroceni. Jeszcze inni w przeszłości byli nękani z powodu swojej orientacji seksualnej, padli ofiarą molestowania, mieli problemy z agresją czy z własną samooceną. Przeszli przez różne kręgi piekieł, ale co do jednego są zgodni – cheerleading, bycie częścią drużyny oraz trenerka Monica uratowały ich życie. Bo Monica Aldama mówi o podopiecznych jak o swoich dzieciach. Kocha je matczyną miłością, chociaż czasami (a może nawet przez większość czasu) jest to miłość trudna i niesamowicie wymagająca. Monica akceptuje, że żaden z jej cheerleaderów nie jest idealny. Ale jedyne, czego nie akceptuje to brak zaangażowania i ciężkiej pracy. Mimo że kocha wszystkich podopiecznych ze swojej drużyny w równym stopniu, nie zawaha się, gdy będzie musiała usunąć osobę, która przestała dawać z siebie wszystko, a w jej miejsce wstawić kogoś innego. Business is business. 

 
 
 
 
 
View this post on Instagram
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A post shared by Gabi Butler (@gabibutler1617) on

Podczas 6 odcinków “Cheer” obserwujemy, jak cheerleaderki i cheerleaderzy z Navarro nieustannie konkurują - ze swoimi słabościami, bólem i kontuzjami, między sobą (o to, kto dostanie się “na matę”, czyli kto będzie reprezentował uczelnię na krajowych zawodach), a wreszcie z innymi drużynami z całych Stanów Zjednoczonych podczas prawdziwego święta cheerleadingu, czyli zawodów w Daytona Beach. “Cheer” to pokaz niesamowitych, zapierających dech w piersiach akrobacji, które zdają się przeczyć prawom grawitacji, ale też o wiele więcej. To historia o tym, jak ważne jest bycie częścią grupy, wspólnoty opartej na bezgranicznym zaufaniu i akceptacji – bez tego nie uda się żadna akrobacja, żaden układ. Sceny, które widzowie pokochali szczególnie to te rejestrujące tzw. mat talk, czyli doping cheerleaderów i cheerleaderek ćwiczących swoje akrobacje ze strony tych, którzy nie znaleźli się w układzie. Ten ogrom wsparcia i wiary trudno opisać słowami i chociaż tym, którzy nie widzieli serialu może być trudno w to uwierzyć, ale “Cheer” naprawdę wywołuje całą feerię emocji – od wzruszenia do euforii 

Jeśli mimo wszystko mi nie wierzycie, być może do zapoznania się z tym niesamowitym dokumentem przekonają was opinie innych, fajniejszych osób. To dlatego, że na punkcie “Cheerzwariowały nawet największe gwiazdy, takie jak Reese WhiterspoonChrissy Teigen, Antoni Porowski czy Brie Larson, a całą drużynę do swojego programu zaprosiła sama Ellen DeGeneres. Zawodnicy z Navarro to już prawdziwe cheer-lebrities”, którzy mogą się pochwalić setkami tysięcy fanów w mediach społecznościowych i nie tylko. W związku z olbrzymią popularnością serialu te liczby zapewne będą tylko rosnąć, i to w błyskawicznym tempie. 

A ja w międzyczasie będę czekać na drugi sezon “Cheer”, bo mogę powiedzieć tylko jegno – 6 odcinków to zdecydowanie za mało. 

Zobacz również: 100 najlepszych seriali minionej dekady. Ile z nich widziałaś?

Polecane wideo

11 przystojniaków z Netflixa, przez których będziesz w kółko klikać „oglądaj dalej”
11 przystojniaków z Netflixa, przez których będziesz w kółko klikać „oglądaj dalej” - zdjęcie 1

Komentarze (2)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 30.01.2020 16:40
Nuda jak połowa
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 30.01.2020 10:12
trafia na moją listę do obejrzenia :)
odpowiedz

Polecane dla Ciebie