Najpopularniejsi polscy pisarze: Jakub Żulczyk

Złośliwi mówią, że pisze jak Coelho. Wielbiciele uważają go za jednego z najlepszych polskich prozaików ze stylem nie do podrobienia.
Najpopularniejsi polscy pisarze: Jakub Żulczyk
26.05.2015

„Mam swoje proste reżimy pisarskie, nie ma w nich nic magicznego ani niebanalnego. Na biurku stały zapas zielonej herbaty, kawy, paczka papierosów, słodycze. Zaczynam od poprawiania i redagowania tego, co napisałem poprzedniego dnia. Dopiero później zabieram się za świeży tekst. Jeśli chodzi o prozę, piszę maksymalnie dziesięć tysięcy znaków ze spacjami dziennie” – mówi o sobie Jakub Żulczyk w rozmowie z Onetem.

Krytycy uważają go za jednego z najlepszych i najoryginalniejszych pisarzy młodego pokolenia. Urodził się w 1983 roku, pochodzi z Mazur, a jako swoje miasto do życia wybrał Warszawę. Debiutował jako 23-latek powieścią młodzieżową „Zrób mi jakąś krzywdę, czyli wszystkie gry wideo są o miłości” wydaną przez Lampę i Iskrę Bożą, wydawnictwo Pawła Dunina-Wąsowicza, który odkrył Dorotę Masłowską. Autorka „Wojny polsko-ruskiej…” to zresztą koleżanka Żulczyka – wspólnie nagrali kawałek „Chrzciny” na płytę Doroty „Społeczeństwo jest niemiłe”. Gdy Jakub zapytał swoich fanów na Facebooku, którą jego książkę lubią najbardziej, to właśnie „Zrób mi jakąś krzywdę” znalazło się na szczycie rankingu.

Debiut został przyjęty bardzo dobrze. „Niebanalna, oryginalna i bogata powieść, posiadająca wiele ciekawych i niepospolitych metafor. Nieszablonowy styl Żulczyka zasługuje na uwagę i uznanie” – to jedna z opinii w serwisie Lubimyczytać.pl. Recenzenci zwrócili uwagę przede wszystkim na nieszablonowy styl i bogaty język młodego pisarza. „To nieprawdopodobne, jak sprawnie młodzi autorzy piszą dzisiaj prozę swoim własnym językiem. Bo przecież to nie jest język literatury; taką składnią‚ słownictwem nie posługują się nawet nastolatki w domach. Ale między sobą tak. Debiut Żulczyka czy wcześniej książki Masłowskiej to literatura innego języka‚ bo wątki‚ problemy plus minus zawsze są takie same – miłość‚ seks‚ przemoc‚ samotność‚ nieśmiałość” – to fragment recenzji Łukasza Gołębiewskiego dla Rynku Książki.

Jakub Żulczyk

Szatańska twarz stolicy

W 2011 ukazało się „Zmorojewo”, którą autor nazwał powieścią przygodowo-młodzieżową z elementami fantastyki i horroru, która ma strukturę baśni. W tym samym roku do rąk czytelników trafiła „Świątynia”, kontynuacja „Zmorojewa”. Jednak największym sukcesem okazała się ostatnia  powieść Jakuba Żulczyka Ślepnąc od świateł, bestseller nominowany do wielu nagród, m.in. „Paszportów Polityki” i „Gwarancji Kultury”. To książka o Warszawie, pieniądzach, ludziach, kokainie. „(Autor) potrafi uwieść czytelnika pełną mroku, zmroku i ohydy opowieścią o odpychającej, szatańskiej twarzy stolicy. Byłby z tego znakomity film” – napisał w uzasadnieniu nominacji do „Paszportów Polityki” dziennikarz Michał Nogaś.

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Jakub Żulczyk przyznał, że stolica jest miastem uzależnień. „Jest dla mnie miastem, w którym ludzie w pewnym pędzie, naćpani własnymi aspiracjami, oderwani od pewnego oparcia, zaczynają się gubić, tracą kręgosłup moralny. Miastem, w którym najpopularniejszym sportem jest jednoosobowe granie do własnej bramki. Miastem koterii, rautów, klik, synekur. Jest miastem bezwzględnym”. Żulczyk coś wie na ten temat – po debiucie Małgorzaty Halber „Najgorszy człowiek na świecie”, kiedy zaczęto szeroko dyskutować o chorobie alkoholowej, pisarz przyznał się w „Gazecie Wyborczej”, że ma za sobą rok abstynencji. „To wielki wstyd powiedzieć o sobie – jestem alkoholikiem i narkomanem. Niedawno obchodziłem swoją pierwszą rocznicę niepicia i niebrania, i dalej nie umiem powiedzieć tego głośno i dobitnie”.

Jakub Żulczyk

Zabijanie pisarskiego ego

Dla czytelników liczy się jednak to, że Żulczyk nie przestaje pisać. Bo że potrafi, udowodnił już wielokrotnie. Jest autorem książeczki dla dzieci „Zdarzenie nad strumykiem”. Publikował m.in. we „Wprost”, „Dzienniku”, „Machinie”, „Przekroju”, „Playboyu”, Onecie, pisze dla „Newsweeka”. Jest autorem scenariuszy filmowych i telewizyjnych; o tym zajęciu tak mówi Onetowi: „Bardzo lubię pisać scenariusze, to precyzyjna, koronkowa praca, zupełnie inna od pisania prozy. Ma w sobie coś z układanki i zagadki logicznej, podnosi inteligencję, trzyma w intelektualnej dyscyplinie. Zabija pisarskie ego, bo każdy tekst scenariusza trzeba poprawiać jakieś czterysta razy, i nic nigdy nie jest w tej pracy doskonałe. Lubię to”. Był stypendystą programu Willa Decjusza, wygrał również międzynarodowy konkurs Young Euro Connect na esej.

To autor, który nie boi się mocnych słów i ma pomysł na swoje pisarstwo. Jednej z czytelniczek na swoim profilu na Facebooku napisał: „Jeśli Pani martwi się o to, że następna moja książka będzie Szarlotką nad Rozlewiskiem, to proszę się nie bać, bo nawet 200 tys. sprzedanych egzemplarzy tego nie sprawi”. Nie lubi też, gdy robi się z niego mentora. „Ja nie jestem od prawd oświeconych. Jestem od nieśmiało zadawanych pytań. Literatura powinna pytać, a nie odpowiadać. Od odpowiadania jest religia, psychologia. Sam też nie szukam odpowiedzi. Nie chciałbym wejść w rolę mówienia ludziom, co mają robić, bo ona jest bardzo śliska. Jeśli mam robić coś ludziom z głowami, to wolę w nich mieszać, niż prostować na siłę” – powiedział Agnieszce Grzegorzewskiej w rozmowie z portalem ksiazka.net.pl. I dodał: „Najważniejsi są dla mnie czytelnicy, bo to oni kupują książki, przeżywają je, one są dla nich rzeczywiście ważne, z nimi mam jakiś dialog”.

Ewa Podsiadły-Natorska

Jakub Żulczyk

Czytelnicy podzieleni

To właśnie oryginalny język stał się wizytówką Żulczyka. W 2008 roku ukazała się głośna książka „Radio Armageddon”, która trafiła niedawno do sprzedaży w poprawionej wersji. W powieści pisarz przedstawił obraz zbiorowej samotności w czasach, kiedy każdy gest sprzeciwu prędzej czy później zamienia się w towar. Dwa lata później w księgarniach pojawił się „Instytut” – książka, która podzieliła czytelników. Akcja powieści toczy się w bliżej nieokreślonym czasie. Bohaterowie znajdują się w zamkniętym mieszkaniu w Krakowie należącym do głównej bohaterki. „Hmm.. mam naprawdę mieszane uczucia. Książka bardzo dobra, a zarazem kicz!” – ocenia jedna z internautek. „Książka super, najlepsza tego autora, jaką czytałam” – dorzuca kolejna czytelniczka. Ale nie brakowało głosów rozczarowania. Choć nawet ci, którym fabuła „Instytutu” nie przypadła do gustu, chwalili język autora.

Jakub Żulczyk

Bo Żulczyk sprawnie i interesująco zestawia ze sobą słowa, tworząc barwne, nowatorskie zdania, choć niektórzy mówią złośliwie, że jest… Paulem Coelho dla hipsterów. Cytaty z jego książek krążą po sieci. Kilka przykładów: „Jestem ukrytą klatką w napisach końcowych” („Radio Armageddon”), „Nie mam zamiaru być twoim ładnym wspomnieniem, ogrzewającym cię w zimie życia” („Zrób mi jakąś krzywdę”), „Wszyscy jesteśmy ofiarami dysfunkcji, pokoleniem końca wojny psychicznej. Jedyne wyjście to zamknąć klątwę, przestać się rozmnażać. Zabić się” („Radio Armageddon”), „Nic nie umiera. Energia jest wieczna. To wszystko się odrodzi. W innym czasie, w innym świecie” („Zmorojewo”), „Moje myśli są bezdomne” („Zrób mi jakąś krzywdę”), „Wszystko jest echem wszystkiego, wszystko jest lustrem wszystkiego, wszystko współgra ze sobą w kanonie. Wszyscy skończymy tak samo bez sensu” („Ślepnąc od świateł”).

Komentarze (3)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 27.05.2015 14:15
O ile Zmorojewo było wg mnie godną polecenia książką (jak zawsze, zależy kto co lubi) o tyle "Zrób mi jakąś krzywdę" to pomyłka... Jednakże zgodzę się, że zarówno język jak i porównania użyte w książce są na bardzo wysokim poziomie.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 26.05.2015 15:49
wysokich lotów literatura to nie jest, ale lepiej by ludzie czytali jego aniżeli Greja ;-)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 26.05.2015 14:19
uwieeelbiam go! Najbardziej spodobała mi się książka "ślepnąc od świateł"- dawno nie czytałam czegoś aż tak dobrego! aż żal było kończyć
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo