Tulipanowa gorączka. Dlaczego Holendrzy zwariowali na punkcie tulipanów?

Tulipany to jeden z najbardziej rozpowszechnionych symboli Holandii. Od kiedy nieodłącznie sią z nią kojarzą? I dlaczego Holendrzy popadli przez nie kiedyś w ogólnokrajową manię?
Tulipanowa gorączka. Dlaczego Holendrzy zwariowali na punkcie tulipanów?
Fot. Unsplash (Irene Kredenets)
03.03.2022

Tulipomanię zwykło się nazywać mianem jednego z najbardziej kuriozalnych szaleństw, jakie kiedykolwiek ogarnęły Europejczyków. Szaleństw, które nie były przypadkami wybranych jednostek, jako że owa ekscentryczna mania dotyczyła całego narodu.

Tak jest, ni z tego ni z owego Holendrzy jak jeden mąż przestali być kierowani przez logiczne, nadzwyczaj pragmatyczne myślenie, z jakiego dotąd słynęli. Mniej więcej od 1636 roku niewielu było tych, którym tulipanowe cebulki i wyrosłe z nich dumne okazy nie objawiały się nieustannie w snach. 

Rarytasy i cacka z dalekich krain

Holendrzy byli pionierami w zagranicznym handlu. Jako jedni z pierwszych w Europie kosztowali egzotycznych przypraw, zasmakowali kawy, zapoznawali się z ciekawostkami kulturalnymi z dalekiego świata, czy nosili odzież uszytą z dotąd nieznanych w tych stronach materiałów. Posiadanie kolekcji przedmiotów uznawanych za oryginalne, niecodzienne i luksusowe, także i wtedy było nie lada powodem do dumy.

Jak wspomina w „Martwej naturze z wędzidłem” Zbigniew Herbert, rozrastały się wówczas kolekcje iście królewskiego szkła, muszli, a także domowe galerie. Właśnie w tej dobie Holandia zacząć być uznawana jako kraj, w którym żyje największa liczba uzdolnionych i szalenie płodnych artystów. Holendrzy mieli w sobie żyłkę kolekcjonerów. Wszyscy niezależnie od statusu materialnego zaczynali wówczas doceniać sztuki piękne, marząc aby ściany ich domostwa zostały ozdobione jedynymi w swoim rodzaju obrazami. Ze względu na tę jakże korzystną sytuację, do XVII-wiecznego Amsterdamu, czy Lejdy ściągały dziesiątki malarzy z całej Europy.

Podobnie było z tulipanami pochodzącymi z rozpalającej wyobraźnię wszystkich Turcji – uważano je za piękny symbol prestiżu i co warto kolekcjonować.

Zobacz także: Magia codzienności. Rytuały, dzięki którym każdy nasz dzień będzie fantastyczny

Kolekcjonerzy i ogrodnicy

Jak to się stało zwariowano jednak nie na punkcie muszli, czy kielichów, a kwiatów? I dlaczego przyjemna i nikomu nie wadząca florystyczna pasja Holendrów niespodziewanie przerodziła się w ogólnokrajową tulipanową obsesję?

W XVII-wiecznych Niderlandach docenianie uroku natury nie było tylko osobistą preferencją, ale modą. Otaczanie się naturalnymi akcentami, takimi jak kwiaty w donicach, czy też zapalone oddawanie się ogrodnictwu, choćby dysponowało się zaledwie skrawkiem ziemi, na której co najwyżej mógł wypoczywać średniej wielkości kot, a nie człowiek, było bardzo na topie.

To w Holandii powstał pierwszy ogród botaniczny. To tu katedry botaniki zwabiały największe biologiczne umysły. To tu pasja ogrodnicza po raz pierwszy w historii przyniosła pewnemu skromnemu amatorowi uprawiającemu tulipany w przydomowym ogródku wielką fortunę.

Otóż okazało się, że przez przypadek udało mu się stworzyć całkowicie nową odmianę tulipanów. Mieć je u siebie – och, to stało się marzeniem wszystkich. Nic dziwnego, że do jego maleńkiego ogródka zbiegło się pół zazdrosnego i nad wyraz zainteresowanego florystyką Amsterdamu. I tak się zaczęło. Wizja wyhodowania własnej odmiany tulipanów, zawładnęła myślami większości.

Nie uprawiać tulipanów, znaczyło być leniwym, szalonym, banitą lub zwykłym głupcem.

Grządki tulipanów królewsko pyszniły się w ogrodach i szklarniach. Co rusz powstawały ich coraz to nowsze i piękniejsze odmiany. Białe tulipanowe kruki z nietanich zaczęły stawać się horrendalnie drogie. Rozpoczął się prawdziwy szał i spekulacja kwiatowymi cebulkami.

Cóż to za przyjemny sposób zarobku – doglądanie kwiatów. Żyć wśród pięknego kwiecia jak możny pan to było to!

Zobacz także: Smakowicie wstrętne. Jak smakują jadalne owady?

Tulipany – mroczny przedmiot pożądania

Holendrzy głęboko wierzyli, że tulipany zapewnią im upragnioną fortunę. Niektórym szczęśliwcom się powiodło. Odsprzedając rzadkie cebulki komu trzeba, zakończyli żywot biedaków, stając się bogaczami. Były o jednak odosobnione przypadki.

Bilans tulipanowej gorączki był katastrofalny. Mania stała się czymś w rodzaju hazardu. Ludzie nagminnie zastawiali swoje domy i majątki życia, aby nabyć jakiś botaniczny okaz, a następnie odsprzedać go z gigantycznym zyskiem. Rozmarzeni spekulanci zazwyczaj tracili wszystko, lądując na ulicy. Wybujałe iluzje Holendrów powoli zaczęły gasnąć w 1637 roku, kiedy coraz więcej ludzi zaczęło zauważać, że tulipanowa podaż pięła się wciąż jak szalona do góry, a popyt niestety spadał na łeb na szyję.

Mania powoli zaczęła gasnąć, a moda na spekulowanie odchodzić w przeszłość. Tulipany tymczasem zdążyły porosnąć już cały kraj. Znów staniały, ale nie wyobrażano już sobie bez nich holenderskiego krajobrazu. Tak zostało do dziś.  

Źródła: Zbigniew Herbert, Martwa natura z wędzidłem, Wrocław 1995

Zobacz także: Kim są szeptuchy? Zdradzamy tajemnice uzdrowicielek z Podlasia

Polecane wideo

Czy jesteś dobrym obserwatorem? Spójrz na 5 obrazków i zastanów się, jaki element nie pasuje do reszty
Czy jesteś dobrym obserwatorem? Spójrz na 5 obrazków i zastanów się, jaki element nie pasuje do reszty - zdjęcie 1
Komentarze (1)
Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 03.03.2022 11:21
Czytałam o tym w książce historycznej, bardzo ciekawe jak tulipan był traktowany jak waluta, złoto, zabezpieczenie na przyszłość. Były bardzo drogie, za jedną ciekawą cebulkę można było kupić dom, przyszedł krach i wiele osób straciło majątek i swoje życie
odpowiedz

Polecane dla Ciebie