Ilona jest administratorką bloku. Ujawnia, na co najczęściej skarżą się sąsiedzi

Ich zgłoszenia bywają naprawdę absurdalne.
Ilona jest administratorką bloku. Ujawnia, na co najczęściej skarżą się sąsiedzi
Fot. pexels.com
08.06.2019

Jak dobrze mieć sąsiada - mówią słowa znanej piosenki Agnieszki Osieckiej. W rzeczywistości bardzo różnie z tym bywa. Niektórzy mają szczęście i dane jest im mieszkać w otoczeniu przyjaznych i pomocnych ludzi. Ale bywa i tak, że osoba za ścianą działa nam na nerwy jak nikt inny. Dobrze wie o tym Ilona, która stosunkami międzyludzkimi zajmuje się zawodowo.

Zobacz również: Tego nie możesz robić na balkonie. Rozwścieczysz sąsiadów i dostaniesz mandat

Nie jest wcale psychologiem, choć przez lata sporo dowiedziała się o ludzkiej psychice. Jako administrator budynków w firmie zajmującej się zarządzeniem nieruchomościami codziennie obcuje z wieloma mieszkańcami, którzy angażują ją w swoje konflikty. A te mogą dotyczyć naprawdę absurdalnych kwestii - zdradza w rozmowie z nami.

Blok mieszkalny to emocjonalny tygiel. Choć teoretycznie powinna zajmować się organizowaniem zebrań wspólnoty, rozliczaniem usług czy organizacją drobnych remontów - znacznie częściej musi stawać pomiędzy skonfliktowanymi stronami.

Papilot.pl: Zarządzanie nieruchomościami wydaje się wymarzonym zawodem dla osób, które cenią sobie święty spokój. Budynki stoją nieruchomo i nie mówią.

Ilona: To prawda, ale wyłącznie wtedy, gdy chodzi o obiekty użyteczności publicznej czy przemysłowe. Osiedle mieszkalne to zupełnie inna bajka. Taki mikroorganizm, miasto w mieście, kilkaset osób, które muszą się dogadać mieszkając pod jednym dachem. Doświadczenie uczy, że to bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe. Ludzie mają skłonność do szukania problemów i wszczynania konfliktów.

Jak myślisz, dlaczego?

Czasami próbuję to zrozumieć. Jedyne sensowne wytłumaczenie, to fakt, że każdy chce być odpowiedzialny za swoją własność. W tym przypadku współwłasność. Mieszkania kupujemy zazwyczaj na kredyt, zadłużamy się na ogromną kwotę i na wiele lat. Jesteśmy skazani na życie w konkretnym miejscu i chcemy, by wyglądało jak najlepiej. Pod, nad i obok ciebie mieszkają ludzie w podobnej sytuacji. A każdy oczekuje trochę czegoś innego.

Każdy ma inne wyobrażenie na temat odpowiedzialności za wspólną przestrzeń?

Jeden chce absolutnej ciszy od rana do wieczora i wścieka się, gdy sąsiad zaprosi do siebie gości albo przypadkiem stuknie w ścianę. Drugiemu nic nie przeszkadza, bo całe dnie spędza w pracy i wraca do domu tylko na noc. Ktoś inny nie wyobraża sobie, żeby niszczyć wspólną własność. Ale są też tacy, którym wszystko jedno, czy ściany na klatce są porysowane, a lustro w windzie zostanie rozbite. Trudno to ze sobą pogodzić.

Zobacz również: LIST: „Sąsiedzi zostawili mi na wycieraczce list z obelgami. Przeczytajcie”

Czy sąsiedzi donoszą na siebie?

Kiedyś nie lubiłam tego określenia i odbierałam to bardziej jako informowanie. Dziś nie mam wątpliwości, że to często donosy znane z poprzedniego systemu. Zdarzają się oskarżenia absurdalne albo zupełnie wyssane z palca. Byle zaszkodzić drugiemu. Moim zadaniem jest rozpoznanie, czy faktycznie coś jest na rzeczy. A jeśli tak - spróbować działać. Zgłosić wandala na policję, uciszyć głośnego sąsiada, przemówić do rozsądku matce, która zastawia drogę ewakuacyjną dziecięcym wózkiem i rowerkiem itd.

Gdybyś miała ich policzyć - jaki procent mieszkańców ciągle szuka dziury w całym?

Wydaje się, że to margines, ale patrząc tylko na jeden konkretny blok, to zdarzyło mi się interweniować nawet w co drugim mieszkaniu. Jedni donosili, drudzy nie potrafili się zachować. Zdarzają się też społecznicy, którzy naprawdę chcą dobrze i walczą o wspólne dobro. Namawiają do głosowania nad uchwałami wspólnoty, zgłaszają wszelkiego rodzaju usterki, podejmują się mediacji pomiędzy mieszkańcami. Tych jest niestety promil. Częściej mam do czynienia z awanturnikami.

Ludzie nie potrafią już rozwiązywać konfliktów na własną rękę?

Otóż to. Myślą, że wszystko załatwi za nich administrator, policja albo straż miejska. A zazwyczaj wystarczyłoby zagadać, spokojnie wytłumaczyć problem i byłoby po sprawie. Czy to taka filozofia, żeby wytłumaczyć sąsiadowi z góry, że trochę za głośno słucha muzyki? Albo poprosić mieszkańców z dołu, żeby nie grillowali na tarasie? Rozmowa okazuje się w dzisiejszych czasach najtrudniejszą sztuką.

Nie każdy zareaguje na takie upomnienie.

To prawda i wtedy do akcji powinnam wkroczyć ja. Ewentualnie odpowiednie służby. Trudno jednak uznać za uzasadnione zgłoszenia typu: od rana do wieczora czuję z wentylacji zapach smażonej cebuli, sąsiad postawił na balkonie zbyt jaskrawe doniczki, wstaje do pracy o 5 rano i go słychać, zamyka za sobą drzwi do klatki przed nosem kogoś innego i tak dalej. A naprawdę takie zgłoszenia otrzymuję. Wtedy odnoszę wrażenie, że zarządzam przedszkolem, a nie budynkiem mieszkalnym. Dorośli ludzie zachowują się jak dzieci. „Proszę pani, bo Kuba…”.

Gdybyś miała uporządkować problemy mieszkańców w kolejności od największych do nieco mniejszych, to jak wyglądałby taki ranking?

Przede wszystkim zakłócanie ciszy i niszczenie wspólnej własności. To realne problemy. Zdarzają się też uzasadnione zgłoszenia dotyczące parkowania w niedozwolonych miejscach, a nawet niesegregowania śmieci. Ta ostatnia kwestia staje się coraz bardziej istotna, bo później na całą wspólnotę może zostać nałożony mandat. Ogólnie jednak wszystko ogranicza się do tego, że ktoś nie zachowuje się tak, jak według nas powinien. Zaczynam tracić nadzieję, że istnieje jeszcze coś takiego jak dobre stosunki sąsiedzkie. Człowiek człowiekowi wilkiem.

Mieszkasz w bloku?

Otóż nie i dlatego wiele tych sytuacji było dla mnie zupełnie nowych, kiedy rozpoczynałam pracę. Bogatsza o te doświadczenia raczej nigdy nie kupię mieszkania na blokowisku. Wolałabym nie być oczerniana za plecami i oskarżana o wszystko co najgorsze przez ludzi, którym codziennie mówię na klatce „dzień dobry”. A tak to najczęściej wygląda.

Zobacz również: LIST: „Sąsiadom przeszkadza moje płaczące dziecko. Mszczą się w perfidny sposób”

Pokazała, w jakich warunkach mieszkają jej wnuki. Chce odebrać córce dzieci
Pokazała, w jakich warunkach mieszkają jej wnuki. Chce odebrać córce dzieci - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (7)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 08.06.2019 15:42
akurat dziś jakiś geniusz około 4 rano wymyślił sobie słuchanie głośno muzyki... no spoko elektronika, ale właśnie próbowałam zasnąć. myśląc, że dziada roz...olę zdecydowałam się zamknąć okno... nadal bylo słychać. nie ma to jak się naje.bać w nocy z piątku na sobotę i włączyć sobie nad muzyczkę po imprezie... :D
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 08.06.2019 09:29
"wystarczyłoby zagadać, spokojnie wytłumaczyć problem i byłoby po sprawie" hahaha, no jasne. Miałam dwóch sąsiadów, dla których pojęcie ciszy nocnej było mocno abstrakcyjne. Jeden - jakiś młodzik, wynajmował mieszkanie z dziewczyną. Potrafił włączyć hardstyle techno o 2 w nocy tak, że się meble trzęsły. Spraszał też całe grono swoich ziomków na imprezy kilka razy w tygodniu, imprezy te zaczynali np o 23:30. Codziennie zasypialiśmy ze ściśniętym brzuchem w oczekiwaniu, kiedy tiesto pie-dolnie. Rozmowy? Ależ oczywiście, zawsze miły, ojej on nie wiedział że to tak słychać, już ścisza. I ściszał. Ale co z tego, skoro dzień w dzień ta sama historia??? Za każdym razem milutki przy rozmowie, ale potrafił się wręcz żalić, że wszędzie gdzie zamieszka to ludzie na niego donoszą i co on ma poradzić na to że jego pasją są imprezy xD No cóż, poleciało kilka donosów do administracji, do właścicieli mieszkania i się wyprowadzili. Drugi przypadek - małżeństwo. On fan metalu, ona disco polo. Potrafili puszczać tę muzykę na zmianę przez cały dzień oczywiście tak głośno, że drżały szklanki i nie szło się na niczym skupić. Na zmianę Metallica i Zenek. Do tego ujadający pies. Też nieraz przeciągali do nocy, tak przynajmniej raz w tygodniu. Siedzieli w tej swojej mikro kawalerce z flaszką wódki, czasem z sąsiadami z góry, na-urwiali Zenka i ryczeli do siebie, bo się nie słyszeli. Każda próba zwrócenia uwagi kończyła się awanturą, sąsiad praktycznie się rzucał z łapami do mojego męża. No taki typowy Janusz. Znalazł sobie niedawno jakąś nową dziunię i się rozwiedli <3 Wyprowadził się, jego ex została, ale widać te imprezy były jego pomysłem, bo jest od tamtej pory spokojnie. Łatwiej wezwać Szatana i wejść z nim w pakt odnośnie uciążliwego sąsiada, niż odbyć rozmowę, która cokolwiek da ;)
zobacz odpowiedzi (3)
gość (Ocena: 5) 08.06.2019 07:51
Ludzie są okropni, strasznie lubią uprzykrzać komuś życie. Na szczęście mieszkam w domu i mam tylko jednych sąsiadów, którzy są normalni i żyjemy jak ludzie. Mieszkałam jednak jakiś czas w Hiszpanii w bloku w mieście i tam takie osoby jak opisane w artykule były wyjątkami, większość ludzi żyła normalnie i szanowali siebie nawzajem.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie