EXCLUSIVE: Nigdy nie poślę córki do szkoły

Karolina jest dla córki mamą i nauczycielką. Tak ma być aż do matury.
EXCLUSIVE: Nigdy nie poślę córki do szkoły
Fot. Unsplash
08.09.2018

Z roku na rok nauczanie domowe cieszy się coraz większą popularnością, choć nadal pozostaje zjawiskiem bardzo niszowym. Znany m.in. ze Stanów Zjednoczonych model edukacji działa także w Polsce i może liczyć na wsparcie ze strony Ministerstwa Edukacji. Aby uczyć własne dziecko nie trzeba mieć wykształcenia pedagogicznego, ale wyłącznie czas i dobre chęci.

Zobacz również: Jestem klasową ofiarą

Tych na pewno nie brakuje Karolinie, która od kilku lat jest dla swojej córki nie tylko mamą, ale także nauczycielką. Dziewczynka nigdy nie chodziła do szkoły i wiele wskazuje na to, że tak pozostanie aż do matury. Kobieta przekonuje, że dzięki temu jej 10-letnia pociecha rozwija się szybciej od rówieśników i nie przejmuje od nich złych wzorców.

W rozmowie z nami zdradza, skąd wziął się taki pomysł i jak nauczanie domowe wygląda w praktyce. A także, czy nie obawia się, że ograniczony kontakt z innymi dziećmi negatywnie odbije się na psychice Mai.

Papilot.pl: Nauczanie domowe kojarzy się z amerykańskim filmem. W Polsce to naprawdę możliwe?

Formalnie oczywiście tak, bo według przepisów każdy rodzic odpowiada za edukację swojego dziecka. Wszystko jednak zależy od szkoły, której się podlega i chęci. My mamy to szczęście, że trafiliśmy pod opiekę wspaniałej pani dyrektor, która rozumie sytuację i pomaga jak tylko może. Swoje robi też to, że nie pracuję zawodowo i mogę się temu w 100 procentach poświęcić.

Czyli to nie jest opcja dla każdego?

Absolutnie nie. Rodzic przejmujący rolę nauczyciela musi mieć dar. Zainteresowanie dziecka wiedzą i rozdzielenie czasu w domu na naukę i przyjemności to nie są łatwe rzeczy. Znam przypadki, kiedy to się nie udało. I później był dramat, bo uczeń trafiał do szkoły z ogromnymi zaległościami.

Dlaczego zdecydowałaś się na taki model edukacji?

Z przerażeniem obserwuję to, co dzieje się w szkołach. Przemoc i różnego rodzaju patologie dotykają już uczniów podstawówki. Nie chciałam, żeby moja ukochana córka była na to narażona. Ktoś powie, że wychowuję ją pod kloszem. Może i tak, ale przynajmniej mam pewność, że jest bezpieczna. Poza tym, uważa, że nauczę ją więcej, niż nauczycielka zajmująca się 20 dzieci równocześnie.

Specjalnie zrezygnowałaś z pracy, żeby się tym zająć?

Nie, przez pierwsze 3 lata po narodzinach Mai byłam z nią w domu. Najpierw urlop wychowawczy, a później bezpłatny. Urodziłam synka, więc plan powrotu do pracy znowu się odsunął. Jakoś dajemy sobie radę finansowo, więc stwierdziłam, że poświęcę się jeszcze bardziej. O nauczaniu domowym usłyszałam przypadkiem w telewizji i zafascynował mnie ten temat.

Zobacz również: Zaczęłam naukę w prywatnym liceum i żałuję. Dzicz!

Co trzeba zrobić, żeby uczyć dziecko w domu?

Przede wszystkim złożyć wniosek z prośbą o zgodę na realizację obowiązku szkolnego poza szkołą. Dokument trafia do dyrektora szkoły, do której teoretycznie dziecko powinno chodzić. Konieczna jest też opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej. Ale to nie jest tak, że psycholog może tego zabronić. Wskazuje jedynie na mocne i słabe strony, aby można było nad nimi popracować.

Czy istnieje jakaś forma weryfikacji rodziców? Przecież nie każdy się do tego nadaje.

Nie, każdy rodzic musi sam wiedzieć, czy podoła. Jeśli nie, to dziecko nie zaliczy egzaminów z poszczególnych przedmiotów i wtedy pewnie pojawi się sugestia: zapisz syna/córkę do szkoły, bo nie dajesz rady.

Jak wygląda zaliczanie przedmiotów?

Różnie z tym bywa. Zazwyczaj pod koniec roku odbywa się egzamin pisemny i ustny. Nie ma jednak sztywnej formy, więc dziecko aż tak bardzo się nie stresuje. Czasem wiedzę sprawdza się co semestr i taka forma jest chyba najlepsza. Jeśli rodzic realizował w domu program nauczania, to nie powinno być problemu z zaliczeniem.

Pojawia się jednak inne pytanie - wiedza swoją drogą, ale jak to wygląda ze strony psychologicznej? Dziecko potrzebuje kontaktu z rówieśnikami.

Potrzebuje i ma go zapewniony. Moja siostra ma dzieci w podobnym wieku. Są też mali sąsiedzi, których spotyka na placu zabaw. Maja lubi bawić się z innymi i ma z nimi świetny kontakt. Nie uważam, by nauka w domu cokolwiek jej odbierała. Widzę same plusy.

Zobacz również: LIST: „Cała szkoła wie, że spałam z kolegą z klasy! Nie mam życia, bo on chciał się POCHWALIĆ...”

Na przykład?

Mamy ze sobą głębszą więź, niż kiedykolwiek wcześniej. Córka naprawdę przykłada się do nauki. Nie jest narażona na przemoc, z której niestety polskie szkoły słyną. Chronię ją też przed pokusami, które się tam pojawiają - używki, portale społecznościowe, znęcanie się nad słabszymi i tak dalej.

Niektórzy powiedzą, że w takim razie nigdy nie pozna normalnego życia.

Jeśli zło jest normalne, to cieszę się, że go nie pozna. Nie jestem zwolenniczką teorii, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Wcale nie trzeba ocierać się o traumatyczne przeżycia, żeby doceniać to, co się ma i normalnie funkcjonować. Maja ma kochającą rodzinę i to jest dla niej fundament.

A gdzie miejsce na koleżanki z klasy, pożyczanie sobie zeszytów, wspólne projekty, zabawy na przerwie?

Nie uważam, żeby to było najważniejsze. Relacje międzyludzkie można budować poza budynkiem szkoły i moja córka właśnie to robi. To radosna dziewczynka, która ma normalny kontakt z rówieśnikami i szacunek dla dorosłych.

Do zakończenia szkoły podstawowej jeszcze trochę pozostało. Myślałaś już, co dalej?

Wszystko wskazuje na to, że przedłużymy ten projekt i do szkoły średniej też nie pójdzie. Po 8 latach podstawówki w domu to byłby chyba za duży szok. Trudny wiek w połączeniu z nowymi bodźcami nie zwiastuje niczego dobrego. Jakoś dotrwamy do matury i taki jest plan na dziś.

Córka będzie zadowolona?

Pewnie jak to nastolatka - może wybrzydzać. Ale kiedyś mi za to podziękuje. Syn też, bo on też nie pójdzie do szkoły.

Zobacz również: Chodzę do prywatnej szkoły i tak - czuję się LEPSZA

10 ślicznych plecaków do szkoły
10 ślicznych plecaków do szkoły - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (20)

Ocena: 4.8 / 5
gość (Ocena: 1) 08.04.2019 17:26
Kiedyś rozmawialiśmy z mężem na ten temat. Ja jestem w stanie uczyć córkę aż do matury jęz. polskiego, francuskiego i historii. On - matematyki, fizyki, języków: angielskiego i niemieckiego. A gdzie chemia, biologia, geografia, przedmioty profilowe? Też jestem nauczycielką, ale domowe nauczanie to zły pomysł.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.09.2018 05:05
To bzdury że jeśli nie chodzi do szkoły to nie poradzi sobie na studiach czy w pracy. Ja przez większość czasu ani nie chodziłam do szkoły ani nikt mnie nie uczył w domu (sama się uczyłam tego co uznałam za wartościowe) i jakoś nie wyrosłam na kalekę, która się boi ludzi, studiów, pracy etc. Skończyłam 2 kierunki i mam idealną prestiżową pracę, bardzo wysokie zarobki i mnóstwo czasu na hobby, spotkania ze znajomymi, pomaganie innym etc. Jakbym jeszcze mniej chodziła do szkoły to na pewno niczego bym na tym nie straciła i wykorzystałabym ten czas lepiej. Ktoś tu pisze, że nauka bez szkoły to za duże wyzwanie. Jakie niby wyzwanie, trzeba być upośledzonym żeby nie ogarnąć tego programu. Kto inny pisze, że to chowanie pod kloszem i powinna się uczyć radzić sobie z ludźmi etc. Na studiach czy w pracy nie ma takiej patoli jak w szkołach więc niby do czego miałoby jej się przydać później wyniesione ze szkoły doświadczenie jakichś zwyrolskich zachowań? Jeśli zdecyduję się na dziecko to na pewno nie pójdzie do szkoły. Widzę na swoim przykładzie, że świetnie na tym wyszłam że do niej prawie nie chodziłam.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 08.09.2018 19:49
Kobieta ewidentnie próbuje na siłę zatrzymać rozwój dziecka. Chciałaby żeby dziecko było nadal" małe" pod jej opieką. Wątpie, żeby niedoświadczony człowiek mógł nauczyć dziecka wszystkiego. Nawet nauczyciele specjalizują się w swoich dziedzinach. Poza tym, do pracy też nie pójdzie bo przemoc? Do sklepu też nie bo ktoś wyśmieje? Rozmowa z dzieckiem i kształtowanie jego samooceny i wary we własne wartości to sposób na przemoc w szkole. Nie zamykanie go w domu przed światem.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 08.09.2018 19:28
Szkoła często podcina skrzydła miałoby to sens gdyby córka była wybitnie zdolna i zalatwiałabys jej wybitnych korepetytorów w swoich dziedzinach. Jakiego życia w społeczeństwie uczy szkoła nie ma tam żadnych przedmiotów typu dobre wychowanie, erystyka, czy można nazwać nauka życia w społeczeństwie spędzanie czasu na przerwie równych wiekiem którzy nie maja o tym pojęcia. Szkoła nie podaje dobrych wzorców nie uczy jak być dobrym człowiekiem, bo takie rzeczy wynosi się właśnie z domu.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 08.09.2018 17:25
A potem nie pójdzie do pracy, bo szef czy współpracownicy to będzie szok. Nie będzie potrafiła odnaleźć się w społeczeństwie, taki kontakt z toksyczna matką będzie rzutował na całe jej życie.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie