Historia Kasi: Żałuję, że zostałam matką chrzestną. Podsumowałam wszystkie wydatki i jestem wściekła!

Katarzyna wydała już majątek na chrześnicę. A to dopiero początek...
Historia Kasi: Żałuję, że zostałam matką chrzestną. Podsumowałam wszystkie wydatki i jestem wściekła!
Fot. iStock
16.04.2017

Dla większości z nas to powód do dumy, zaszczyt i miły gest. Kiedy ktoś prosi nas o zostanie matką chrzestną dziecka, nie potrafimy odmówić. Bo niby dlaczego? To jedynie symboliczna rola, która ogranicza się do utrzymywania serdecznych stosunków z chrześniakiem i od czasu do czasu kupowaniem dla niego prezentów. Przy okazji jest dowodem na to, że jesteśmy godne zaufania, odpowiedzialne i postrzegane jako wzór do naśladowania. Nie ma się czego obawiać.

Tak samo myślała Katarzyna, która kilka lat temu z radością przystała na propozycję swojej kuzynki. Została chrzestną słodkiej dziewczynki. Nie spodziewała się jednak, że zgadzając się na to, rodzice dziecka obarczą ją mnóstwem obowiązków. I jak bardzo ucierpi na tym jej sytuacja finansowa. Dziś szczerze wyznaje, że nigdy więcej nie popełni tego błędu. Gdyby zdawała sobie sprawę z konsekwencji, na pewno by odmówiła.

- Wydaje się, że to nic takiego, ale rzeczywistość przerosła wyobrażenia. Czasami mam wrażenie, że zastępuję jej matkę, bo tej jest to na rękę - żali się.

Zobacz również: Czy mogę zostać chrzestną? 7 przeszkód, które mogą to uniemożliwić

 

matka chrzestna

fot. Thinkstock

Nasza bohaterka podejrzewała, a nawet miała nadzieję, że kuzynka zaproponuje jej zostanie matką chrzestną jej pierwszego dziecka. Ich rodzina nie jest duża, a wybór mocno ograniczony. Kiedy miesiąc po narodzinach okazało się, że miała rację - skakała z radości.

- Byłam bardzo szczęśliwa. Poczułam się ważna, wyjątkowa i w pewnym sensie wyróżniona. Dla rodziców dziecko to największy skarb. Jeśli ktoś mnie o to prosi, to znaczy, że ma o mnie jak najlepsze zdanie. Nawet popłakałam się ze wzruszenia. Najbardziej cieszyło mnie to, że już zawsze będę obecna w życiu tej kruszynki. Pokochałam ją od pierwszego wejrzenia. W ogóle wtedy nie myślałam o tym, że ona kiedyś dorośnie, a kuzynka z mężem widzą to trochę inaczej, niż ja. Problemy zaczęły się chwilę później, kiedy zbliżały się chrzciny. Nagle okazało się, mam im we wszystkim pomóc i jeszcze sporo dołożyć do tego interesu - wyznaje.

Dziś rola matki chrzestnej kojarzy się Katarzynie przede wszystkim z ogromnymi wydatkami. Te nigdy się nie kończą, bo zawsze znajdzie się jakaś okazja.

Zobacz również: LIST: „Nie zostanę chrzestną, bo ksiądz nie wydał mi zaświadczenia! Zachował się podle...”

matka chrzestna

fot. Thinkstock

- Kiedyś próbowałam policzyć, ile już wydałam na moją chrześnicę i aż złapałam się za głowę. Tylko w pierwszych latach to były tysiące złotych. W organizację chrzcin byłam zaangażowana równie mocno, a może nawet bardziej, niż matka dziecka. Razem wybierałyśmy restaurację, a ona nie miała przy sobie pieniędzy, więc wpłaciłam sporą zaliczkę. Nigdy jej nie odzyskałam. Potem wyczytałam, ile powinnam dać w kopercie z tej okazji. Było mnie stać, więc wsadziłam 2 tysiące złotych. Myślałam, że raz pokażę gest i dadzą mi spokój. Wcześniej odpowiadałam również za załatwienie wypieków na tę imprezę i oczywiście głupio mi było ich prosić o kasę. Zapłaciłam. Pierwszy raz w życiu miałam debet na koncie, a to dopiero początek atrakcji - twierdzi.

Katarzyna wielokrotnie była stawiana w sytuacji bez wyjścia. Na przykład wtedy, kiedy ktoś ukradł z klatki schodowej wózek dziecka. Zapłakana kuzynka przyszła do niej się wyżalić, a tak naprawdę liczyła na wsparcie.

- Nie przewidziałam jednego. Rodzice mojej chrześnicy nie należą do zbyt majętnych osób. Zawsze ledwo wiązali koniec z końcem. Wybrali mnie, bo zwęszyli w tym interes. Wiedzieli, że jako tako zarabiam, a na dodatek mam dobre serce i nie potrafię odmawiać. Genialny plan, bo ja faktycznie do dzisiaj nie potrafię się przeciwstawić. Cokolwiek zechcą, to ciocia Kasia pomoże. Jest w tym sporo mojej głupoty i naiwności, ale takim już jestem człowiekiem. Już 2 razy finansowałam kolonie Gabrysi - żali się.

Zobacz również: Jak się przygotować do roli chrzestnej?

matka chrzestna

fot. Thinkstock

W tym roku jej chrześnica przystępuje do pierwszej komunii. To kolejna okazja, która wymaga od Katarzyny sporego zaangażowania i jeszcze większych wydatków. 2 tysiące złotych podarowane na chrzcinach to kropla w morzu dzisiejszych potrzeb.

- Wiadomo, jak to w Polsce wygląda. Tyle dobrego, że imprezę w lokalu chyba sfinansują sami, bo pomagają im rodzice. Ale i tak nie obędzie się bez pożyczki, bo dyskretnie zasugerowano mi, co Gabrysia chciałaby dostać. To cała lista kosztownych prezentów, z której mam wybrać przynajmniej dwa. Oczywiście, jeśli mam taką ochotę i możliwości, ale za dobrze mnie znają. Ja nie potrafię odmówić. Wychodzi na to, że do maja mam znaleźć pieniądze na laptopa i wakacyjny obóz językowy. Brzmi rozsądnie, bo komputer przyda się do nauki, a edukacyjny wyjazd to też fajna sprawa. Ale czy naprawdę trzeba mieć aż takie żądania? Komunia to dla gości jeszcze większy wydatek, niż udział w weselu. Już nie wspomnę o tym, że regularnie podrzucają mi chrześnicę, kiedy chcą sobie wyjechać na weekend na działkę albo idą na jakąś imprezę. Ciocia Kasia przecież kocha, więc się poświęci - wyznaje.

Nasza bohaterka ostrzega: zastanów się dwa razy, zanim zgodzisz się na przyjęcie takiej propozycji. Zadaniem rodzica chrzestnego wcale nie jest pomoc w wychowaniu czy wsparcie mentalne. Zdecydowanie częściej chodzi o pieniądze. Duże pieniądze. A wszystko sprowadza się do szantażu emocjonalnego - jesteś kimś wyjątkowym w życiu dziecka, więc musisz stanąć na wysokości zadania.

Polecane wideo

Komentarze (12)

Ocena: 4.67 / 5
Luiza (Ocena: 5) 10.05.2017 19:19
Bez przesady można przecież dać coś co nie kosztuje fortuny. Ja w niedzielę miałam komunię mojego chrześniaka i nie wydałam nie wiadomo ile na prezent. Dostał ode mnie 400 złotych i lot w leszczyńskim tunelu aerodynamicznym za 99 złotych i biblię. W tą cene wchodzi nagranie, certyfikat i gadżety. Razem 500 złotych. Raz chyba można dać coś lepszego. Kolejny większy wydatek dopiero na ślub za jakieś 15 lat, także chyba można odłożyć na prezent komunijny szczególnie, że chrzest też był raz i to 8 lat temu.
odpowiedz
Powaga? (Ocena: 4) 19.04.2017 10:41
Kolejna i.diotka. Mówi, się NIE STAĆ mnie i już. To rodzice dziecka mają mu zapewnić. Byt rodzice chrzestni są, jak sama nazwa wskazuje, od aspektów wiary. A przynajmniej kiedyś tak było. Czy ty naprawdę nie masz za grosz kręgosłupa, żeby powiedzieć dość? Nawet jak się fochną na ciebie to co ci po takiej rodzinie? Doją cię i tyle w tym temacie. PS ja od razu odmówiłam, jak mnie siostra cioteczna poprosiła bo wiem czym to pachnie.
odpowiedz
Kola (Ocena: 2) 18.04.2017 21:12
Miałam 16 lat kiedy zostałam chrzestną. Rodzice mojej chrześnicy NIGDY nie wywierali na mnie presji, żeby finansować jej jakieś ogromne prezenty, czy żeby zapewniać jej luksusowe wyjazdy, etc. Nie widuję się z nią rzadko, ale świetna z niej dziewczynka. Nie zarabiam kokosów, ale nawet po prostu lubię sprawić jej drobną przyjemność i coś, nawet niewielkiego, wręczyć. Na komunię, z pomocą rodziców, dostała od nas w miarę fajny prezent i wiem, że jest z niego bardzo zadowolona. :)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 18.04.2017 13:06
i właśnie dlatego nie poszłam do bierzmowania. Kiedy mnie poproszono, powiedziałam, że bardzo mi przykro, ale nie mam bierzmowania, w związku z tym nie mogę być chrzestną. I po problemie :)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.04.2017 19:05
no chyba lekka przesada. ja mam 4 chrześniaków, mąż 2. do tego dwójka własnych dzieci. musiałabym zarabiać miliony żeby takie prezenty dawać i jeszcze swoim dobrobyt zapewnić. dzieciaki dostają ode mnie prezenty na gwiazdkę (zabawki do 50zł), na urodziny i trochę słodyczy na dzień dziecka. dodam jeszcze że oprócz chrześniaków mamy także kilkoro bratanków i bratanic. wychodzi spora gromadka do obdarowania. nie widzę powodu dlaczego skoro daje prezent bratankowi który jest moim chrześniakiem to miałabym nie dać jego siostrze, której chrzestną nie jestem. wolę dać małe prezenty ale po równo. i tak w święta musiałam kupić około 14 prezentów. policzyć po 50zł i wychodzi niezła kwota. tu problem jest w roszczeniowych rodzicach i chrzestnej, która na to pozwala. nie wyobrażam sobie dać na chrzciny 2tys. plus dodatek w postaci organizacji imprezy. może inaczej do tego podchodzę ponieważ wolę dać swoim dzieciom (co nie znaczy że nie dam nic chrześniakom)., ale w moim przypadku cała rodzina do tego podchodzi tak samo więc nie ma żadnego problemu. jeśli chcemy większy prezent to składa się cała rodzina i wszyscy są zadowoleni. nie ma problemu powiedzieć np że chcę rower dla dziecka. i wtedy wszyscy albo się składają na ten rower albo w zależności od ceny dają kasę a resztę ja dokładam. kwestia zdrowego podejścia do tematu i dogadania
odpowiedz

Polecane dla Ciebie