Michalina Wisłocka – pani od seksu. Kim była autorka „Sztuki kochania”?

Z jej kultowej książki kilka pokoleń Polaków czerpało wiedzę na temat życia intymnego.
Michalina Wisłocka – pani od seksu. Kim była autorka „Sztuki kochania”?
Fot. Wikipedia
04.02.2017

Michalina Wisłocka wciąż budzi emocje, o czym świadczy frekwencyjny sukces filmu o życiu słynnej seksuolożki, który w styczniu wszedł na ekrany polskich kin. Już w premierowy weekend „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” zgromadziła 267 tysięcy widzów. W ostatnich pięciu latach tylko trzy polskie produkcje mogły pochwalić się lepszym wynikiem.

Świetne recenzje zbiera Magdalena Boczarska, która wcieliła się w główną bohaterkę. „Niektórzy zarzucali nam, że Magda jest za ładna do tej roli. A ja myślę, że Michalina czuła się kimś takim, i że widzimy taką Michalinę, jaką ona widziała. Krystyna (Bielewicz, córka Wisłockiej – przyp. red.) powiedziała nam, że matka byłaby zachwycona. Marzyła, by ktoś zrobił o niej film” – przekonuje w jednym z wywiadów Maria Sadowska, reżyserka „Sztuki kochania”.

„Mówi się, że miłość nie potrzebuje podręczników. Ale prawdziwy związek bez zrozumienia drugiej strony, to tylko powierzchowna znajomość. Dzieło Wisłockiej to prawdziwe kompendium wiedzy, dzięki któremu przeniesiecie swoją sypialnię prosto do gwiazd” – opowiada o słynnej książce Magdalena Boczarska. Jednak jej autorce sukces nie przyszedł łatwo…

Tak ostrego trailera jeszcze nie było! Zobaczcie bezwstydny zwiastun „Sztuki kochania”! (Tylko 18+)

Urodziła się 1 lipca 1921 r. w Łodzi. Ojciec Wisłockiej był nauczycielem, natomiast matka zajmowała się domem oraz udzielała lekcji języka polskiego. Michalina od najmłodszych lat cechowała się niewyparzonym językiem i własnymi poglądami, których potrafiła bronić do upadłego, nawet narażając się nauczycielom.

W szkole nie cieszyła się specjalną sympatią koleżanek, a jedyną jej przyjaciółką była Wanda, z którą jednak Wisłocka mocno poluźniła kontakty, gdy jako 12-latka zakochała się w starszym o pięć lat Stanisławie Wuttke. 14 lipca 1938 r. wzięli nieformalny ślub w ruinach klasztoru w Sulejowie i wtedy Michalina przeżyła swój „pierwszy raz”. „Bolało mnie później okropnie ze trzy tygodnie, to było straszne przeżycie, ale i tak go śmiertelnie kochałam” – wspominała po latach.

Oficjalnie pobrali się we wrześniu 1939 r., a Stanisław zmienił nazwisko na Wisłocki. W czasie wojny oboje pracowali w Państwowym Instytucie Higieny. Michalina zajmowała się m.in. hodowlą wszy, które karmiła własną krwią, by uzyskać materiał do produkcji szczepionek przeciw tyfusowi. W tej placówce zatrudniona była także Wanda, z którą znów się przyjaźniła. Kobieta pomogła Wisłockim, gdy oboje trafili do niemieckiego obozu po upadku powstania warszawskiego.

Wisłocka

Fot. Wikipedia

Niedługo później między małżonkami a Wandą zawiązał się niezwykły trójkąt. „Ja się z Wandą bardzo przyjaźniłam, a jego kochałam. Wanda miała olbrzymią wyobraźnię i całe życie żeśmy sobie bajdy opowiadały. Wisłocki nic z tego nie rozumiał: „A też gadacie – mówił – nie wiadomo o czym”. Poza tym był jeszcze jeden element taki cichy, to, że ona miała cholerny temperament, który jemu pasował, bo on też, owszem, miał, a ja – nie. No, nie miałam temperamentu” – przyznała seksuolożka w wywiadzie, który ukazał się w „Dużym Formacie”.

Taki układ trwał on przez następne kilka lat, choć nigdy nie uprawiali wspólnie seksu. „Zawsze to było dwa na dwa” – wspominała Wisłocka, która już na czwartym roku studiów medycznych założyła kółko ginekologiczne i zaczęła jeździć po Polsce z pogadankami o antykoncepcji, często narażając się na nieprzyjemności.

„To było w latach 50., klub wiejski pod Warszawą. Zaprosili nas z profesorem Lesińskim. Mówiłam, żeby mieć dzieci tyle, ile trzeba: przerywać stosunki albo używać prezerwatyw. Ci, co przyszli, byli nastawieni na nie i chcieli nas obrzucić zgniłymi świństwami, które sobie wcześniej przygotowali. Profesor Lesiński był bardzo partyjny i ZMP-owcy, którzy nas zaprosili, wyprowadzili nas tylnym wyjściem, bo byłby skandal” – opowiadała w jednym z wywiadów.

Wisłocka

Fot. Wikipedia

W jej życiu prywatnym też wiele się działo. Rozwiodła się ze Stanisławem, ale niedługo później poznała mężczyznę, który wreszcie na dobre rozbudził seksualność Wisłockiej. „Jurek taki wielki, kudłaty i umięśniony jak bokser. Ten niedźwiedź klęczał przy łóżku, patrzył i szeptał jakieś cudowne słowa, zaklęcia czy prośby i delikatnie pieścił wargami moją skórę, jak coś niezmiernie pięknego i kruchego” – zanotowała w pamiętniku.

Pod wpływem osobistych doświadczeń Wisłocka zaczęła pisać „Sztukę kochania”. Miała jednak ogromne problemy, zarówno ze środowiskiem lekarskim, jak i cenzurą. W PRL-u seks uchodził bowiem za temat tabu, a jej podręcznik odważnie opisywał „wstydliwe zagadnienie”, dotyczące na przykład kobiecego orgazmu.

Wisłocka

Fot. Wikipedia

Cenzura miała zastrzeżenie m.in. do zdjęć przedstawiających pozycje seksualne. Kazano je bez końca zmniejszać, aż uzyskały rozmiar znaczka pocztowego.

„W końcu jak obrazek już był taki mały, że nie było wiadomo, kto baba, a kto chłop, to mówię do naszego grafika: Panie, zrób pan chłopa czarnego, babę białą, albo odwrotnie, żeby było widać, czyje nogi, czyje ręce, bo przecież to wszystko razem jest do niczego. Zrobił i rzeczywiście bardzo czytelne są te rysunki. Więc potem pytali: Ale dlaczego biała kobieta z Murzynem?” – wspominała Wisłocka.

Wisłocka

Fot. Wikipedia

Wydana w 1978 r. książka niemal od razu stała się bestsellerem, błyskawicznie znikała z księgarskich półek i długo była dostępna tylko w skserowanych pirackich broszurach oferowanych na bazarach. Do 1985 r. sprzedano blisko siedem milionów egzemplarzy „Sztuki kochania”, był to wynik lepszy od „Pana Tadeusza”, a nawet „Biblii”.

Mimo ogromnego sukcesu swojej książki Michalina Wisłocka nie dorobiła się majątku. Mieszkała w 30-metrowej kawalerce na warszawskiej Starówce. Pomagała jej tylko gosposia, sąsiedzi, a także przyjaciele z branży, m.in. Andrzej Jaczewski i Zbigniew Izdebski, który podsyłał Wisłockiej studentów, by miała z kim porozmawiać. Zmarła 5 lutego 2005 r.

RAF

Komentarze (4)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 04.02.2017 23:35
OMG, właśnie sobie uświadomiłam że moja przyszła teściowa jest do niej wizualnie bardzo podobna... Na film zamierzam pójść.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 04.02.2017 01:04
Film polecam! i zyczy kazdej z nas miłości prawdziwej ;-)
zobacz odpowiedzi (2)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo