REPORTAŻ: Na imprezie u gimnazjalistki

Sara zdradza, do czego zdolni są jej rówieśnicy, kiedy dorośli nie patrzą.
REPORTAŻ: Na imprezie u gimnazjalistki
Fot. Thinkstock
03.04.2016

Zwolennicy likwidacji gimnazjów twierdzą, że młodzież w wieku 13-16 lat nie powinna uczyć się razem. Najlepiej, gdyby rozdzielić ją pomiędzy szkołę podstawową i liceum. Dzięki temu starsi nie mieliby negatywnego wpływu na młodszych, co dzisiaj jest podobno chlebem powszednim. Dzieci tuż po podstawówce trafiają do środowiska młodzieży, która czuje się niemal dorosła i nic dobrego z tego nie wynika. Ile jest prawdy w tych negatywnych stereotypach?

Sara ma 14 lat i jak sama twierdzi, pochodzi z dobrego domu, gdzie obowiązują jasne zasady. Żadnych używek i nieodpowiedzialnych relacji z płcią przeciwną aż do uzyskania pełnoletności. Przez najbliższe lata ma się przede wszystkim uczyć i walczyć o swoją lepszą przyszłość. Sama nie czuje się zbyt dobrze w towarzystwie rówieśników, którym wydaje się, że mogą wszystko.

Mimo wszystko zdecydowała się wziąć udział w imprezie nastolatków, a nam zdradza, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, kiedy rodzice i nauczyciele nie patrzą…

Zobacz również: Exclusive: Wyznania gimnazjalistki

 

impreza

fot. Thinkstock

Okazja: urodziny koleżanki, czas: noc z soboty na niedzielę, miejsce: prywatny dom. Na imprezę zaprosiła ją znajoma z klasy. Sara nie za bardzo miała ochotę na tego typu spotkanie, ale postanowiła dorównać reszcie klasy. Wierzyła, że pozytywnie się rozczaruje i przestanie być postrzegana jako nieżyciowa kujonka.

- Szłam tam z pozytywnym nastawieniem. Impreza w domu, na miejscu mieli być jej rodzice, więc czułam się w miarę bezpiecznie. Ledwo przyszłam i okazało się, że nikogo dorosłego nie ma, a zamiast tylko naszej klasy jest ok. 40-50 osób. Przynajmniej połowa starsza od nas. Nie byłam zadowolona. Dałam jej mały upominek, ale chyba nie na to liczyła. Kolejne osoby wręczały jej butelki alkoholu - wspomina.

Niewinne spotkanie urodzinowe szybko przemieniło się w szaloną imprezę bez żadnych hamulców.

impreza

fot. Thinkstock

- Na szczęście spotkałam kilka osób z klasy, więc poczułam się pewniej. Tylko, że one zachowywały się zupełnie inaczej, niż zwykle. Chłopcy byli jacyś nabuzowani, dziewczynom od początku kleiły się oczy. Po chwili wyczułam od nich alkohol. Podobno wszyscy na wejściu dostawali kieliszek, ale mnie to na szczęście ominęło. Czułam, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Założyłam sobie, że posiedzę tam 2-3 godziny i zadzwonię po tatę. Wyszłam na taras, a tam tłum młodych ludzi, wszyscy z papierosami w dłoniach - opowiada.

Sara zupełnie nie wiedziała, jak powinna się zachować. Przyszła na imprezę, żeby zbliżyć się do swoich rówieśników, a szybko okazało się, że to ludzie z zupełnie innej bajki. Chwyciła za szklankę wody, żeby nikt nie próbował częstować jej niczym mocniejszym.

- Co chwilę ktoś mnie pytał, dlaczego nie piję drinka albo piwa. Aż chciałam powiedzieć, że jestem niepełnoletnia, ale na pewno by mnie wyśmiali - twierdzi.

Zobacz również: Czy gimnazja należy zlikwidować?

impreza

fot. Thinkstock

Jak twierdzi gimnazjalistka, ton imprezie nadawali starsi znajomi koleżanki z klasy. To najprawdopodobniej oni odpowiadali za obecność alkoholu na imprezie. Chętnie upijali młodszych kolegów, a także częstowali ich papierosami. Rówieśnicy nie byli bez winy, bo wyglądało to tak, jakby pili i palili regularnie od kilku lat.

- Nie jestem naiwna i wiedziałam, że jakiś alkohol będzie, ale nie tyle i nie w takim tempie! Nie minęło pół godziny, a na podłodze pojawiła się pusta butelka. W całej tej zabawie chodziło o to, że na kogo wskaże szyjka, ten wypija kieliszek. Osoba od strony denka po wszystkim miała tą osobę pocałować. Nikt nie patrzył jakiej kto jest płci, więc za chwilę patrzyłam jak stykają się usta dwóch kolegów z klasy - relacjonuje.

To nie była jedyna alkoholowa gra tego wieczoru. Sara odniosła wrażenie, że wszystkim chodzi tylko o to, by jak najszybciej się upić.

 

impreza

fot. Thinkstock

- Po chwili już nikt nad niczym nie panował. Dziewczyny siedziały w dużej kuchni i paliły papierosy pod okapem. Dymu było tyle, że roznosił się po całym domu. Chłopcy palili na tarasie albo wlewali sobie wódkę do gardeł. Jeden mądry kolega stwierdził, że wypije pół butelki naraz i nawet mu się to udało. Nie wiem, co stało się z nim potem, ale pewnie usnął gdzieś w kącie - podejrzewa imprezowiczka.

Dwie otwarte dla gości łazienki szybko zaczęły przypominać pobojowisko. Walające się rolki papieru toaletowego, pasta do zębów rozmazana na lustrze, wymiociny w wannie i pod nogami. Zorganizowano nawet dyżury. Osoby bardziej trzeźwe miały dbać o porządek. Problem w tym, że pod chwili już mało kto mógł ustać na nogach.

- Potem dziewczyny zaczęły się z byle kim obściskiwać i całkiem zwątpiłam. Chciałam stamtąd jak najszybciej uciec - wyznaje.

Zobacz również: DOZWOLONE OD LAT 18-STU?

impreza

fot. Thinkstock

- Pojawiła się plotka, że jedna łazienka jest nieczynna, bo jakaś para ja zajęła. Podobno chodziło o inną koleżankę z klasy i jakiegoś chłopaka z liceum. Towarzystwo opanowało praktycznie cały dom. Wchodzili do sypialni rodziców, pokoju brata jubilatki. Ktoś podobno sikał z okna na pierwszym piętrze. Pod nogami było ślisko od alkoholu, a od papierosów nie dało się oddychać. Wiedziałam, że może być różnie, ale nie aż tak. Połowa towarzystwa miała 14 lat! Może jestem staroświecka, ale na takie rzeczy uważam, że mam jeszcze dużo czasu - twierdzi.

Sara przekonała się na własnej skórze, że gimnazjaliści koniecznie chcą się czuć bardziej dorośli, niż są w rzeczywistości. Szkoda tylko, że w tak nieodpowiedzialny sposób. Po imprezie dowiedziała się, że z domu zniknął drobny sprzęt elektroniczny, zatkana toaleta wybiła i zalała łazienkę. Sama była świadkiem podpalenia firanki.

- Wszystko co o nas mówią, to niestety prawda. Ja się potrafiłam zachować, ale większość kolegów i koleżanek ma pusto w głowie. Już nigdy nie dam się namówić na takie wyjście - wyznaje ze smutkiem.

Komentarze (13)

Ocena: 4.38 / 5
Anonim (Ocena: 5) 04.04.2016 15:39
Jak na gimnazjum to zdecydowanie za wcześnie, ale będąc pełnoletnia stwierdzam, że to musiała być świetna impreza.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 04.04.2016 11:49
Już miałam pisać, że historia wcale nie jest naciągana, ale widzę, że pojawiło się już wiele takich głosów w komentarzach. Prawda jest taka, że gimnazjum to najgorszy okres dla dziecka, ale trzeba je przeżyć, i tyle.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 03.04.2016 21:11
tez chodzilam do gimnazjum dooobre pare lat temu, w porownaniu do rowniesnikow zaczelam pic stosunkowo pozno (16 lat), wiec nie wiem jak wygladaly imprezy w 1-2 klasie gimnazjum, ale w trzeciej i jeszcze przez polowe liceum mniej wiecej tak jak w artykule. i dodam, ze byla to najlepsza szkola w miescie.
odpowiedz
O (Ocena: 5) 03.04.2016 20:11
Gimnazjum kończyłam PAAARĘ dobrych lat temu, ale było dokładnie to samo. Imprezy "u Sandry" przeszły do legend szkoły. Rodzice tylko przyjeżdżali po swoje zarzygane zguby, które w oczekiwaniu leżały w swoich różnych wydzielinach. No cóż, jest to niestety głupi okres, kiedy właśnie wydaje im się, że wszystko im wolno. Zdecydowanie jestem za likwidacją tego tworu jakim jest gimnazjum, pomimo tego, że sama bardzo dobrze je wspominam ( jeśli chodzi o rówieśników, bo z nauczycielami niestety jest różnie) :) Niestety żyjemy w strasznym świecie, więc dziwie się, że kogoś jeszcze może szokować takie zachowanie małolatów ;)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 03.04.2016 15:00
nie wiem do jakich chodziliście szkół, ale w moim gimnazjum to była norma. Mam (wciąż nieskończone) 25 lat, więc chodziłam do gimnazjum dobrych parę lat temu. Niestety wybór szkoły był ukierunkowany na to, by było wygodnie i blisko, także skończyłam w kiepskim gimnazjum osiedlowym. W klasie miałam bodajże trzy osoby po 17-18 lat (czekali na zdobycie pełnoletności i tak sobie "kiblowali"), trzech czy czterech miało nadzór kuratora, w klasie miałam dilera. Oprócz tego na roku parę lasek w ciąży, gość który zadawał się za jakąś meliną (połamali mu w końcu nogi i okradli mieszkanie), kolejny który całe noce spędzał w izbie dziecka albo koleżanki mające "narzeczonych" w pace. Picie wódki w szkole (czasami w klasie), naćpani na zajęciach, policja to nie było nic szczególnego. Przeszłam tyle zajęć profilaktycznych, że to się w głowie nie mieści. A imprezy? Chlanie, pieprz.e.nie się, ćpanie, włóczenie, aż zgarnie "psiarnia". Laski dawały "kolegom" na pętlach autobusowych, jedną jakiś typ rozdziewiczył, a była taka pijana, że nawet nie kontaktowała, krew ją zalała, a ta leżała jak kłoda. Dzięki Bogu odcięłam się od tego towarzystwa, poszłam do najbardziej "kujonskiego" liceum w okolicy, bo wielu z nich teraz spędza czas.... w celi.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo