REPORTAŻ: Chyba nigdy nie zdam egzaminu na prawo jazdy!

Na widok ośrodka ruchu drogowego przechodzą je dreszcze. Skończyły kurs, ale nie potrafią zdobyć upragnionego dokumentu.
REPORTAŻ: Chyba nigdy nie zdam egzaminu na prawo jazdy!
21.08.2015

Dla wielu z nas to nie dowód osobisty, ale dokument prawa jazdy jest najważniejszym symbolem dorosłości. Jeśli udało Ci się go zdobyć, to oznacza, że już naprawdę przestałaś być małą dziewczynką. Wymagający kurs i skomplikowany egzamin wymagają jednak pewnej dojrzałości. Nic więc dziwnego, że te z nas, którym „prawka” nie udaje się zdobyć, postrzegają to jako największą życiową porażkę.

I wcale nie mówimy o oblaniu jednego egzaminu. Czasami bywa i tak, że próbujemy wielokrotnie, powoli tracąc nadzieję, że to w ogóle możliwe. W niektórych ośrodkach ruchu drogowego za pierwszym razem zdaje zaledwie kilka procent chętnych. Później wcale nie jest łatwiej. W ten sposób sprawa, którą miałyśmy załatwić szybko i bezboleśnie, urasta do rangi największego i niemal nieosiągalnego wyzwania.

Nasze rozmówczynie borykają się z tym problemem od dawna. Iga próbowała już wielokrotnie, a Kasia... ze strachu jeszcze nawet nie spróbowała. Dlaczego zdobycie prawa jazdy to taka męczarnia?

egzamin na prawo jazdy

Iga jest prawdziwą weteranką egzaminów na prawo jazdy. Miejski ośrodek ruchu drogowego zna już niemal jak własną kieszeń. Bywała w nim wielokrotnie i wielokrotnie przeżywała rozczarowanie. Ma za sobą kilka egzaminów, które zakończyły się niepowodzeniem lub... wielką katastrofą. Jak sama przyznaje, powoli kończy jej się cierpliwość. Obiecała sobie, że jeśli do końca września nie dopnie swego – odpuści sobie na zawsze.

- Na kurs prawka zapisałam się zaraz po ukończeniu 18 lat. To był mój prezent od rodziców. Ucieszyłam się bardzo i już snułam plany, gdzie będę jeździła, że może uda się kupić własny samochód. Dzisiaj mam 22 lata i do tej pory nic z tego nie wyszło. Na szkołę jazdy nie mogę powiedzieć złego słowa. Spotkałam później na egzaminach kilka osób z mojej grupy i wszystkie prędzej czy później zdawały. Tylko ja się tak męczę od kilku lat. Pierwszy oblany egzamin to był dla mnie koniec świata, ale wiedziałam, że jak nie teraz, to następnym razem. Od tego czasu było ich już około 10 i już nie potrafię się tak pocieszać – twierdzi.

Przez niemal 4 lata zmieniły się zasady egzaminowania, a nawet samochody w ośrodku ruchu drogowego. Ona wciąż próbuje, ale przestała wierzyć, że to dla niej osiągalne.

egzamin na prawo jazdy

- Zmieniałam instruktorów, łykałam tabletki uspokajające, zdawałam egzaminy rano albo wieczorem, egzaminowali mnie mężczyźni i kobiety. To wszystko nie ma znaczenia, bo coś we mnie wstępuje i nie potrafię się skupić na jeździe. Dwa razy oblałam też test teoretyczny i to bolało podwójnie. To już jest naprawdę wyczyn. Nie wiem skąd to się bierze, bo na studiach zaliczam sesję przy pierwszym podejściu, a w ośrodku wszystko mnie przerasta. Byłam nawet na wizycie u psychologa, żeby znalazł problem. Zalecił jakieś metody relaksacyjne i wszystko na nic. Wydaję pieniądze, czekam długo na kolejne terminy i tak bez przerwy. Za kółkiem czuję się naprawdę wyluzowana i instruktorzy zawsze mnie chwalą. Nadaję się na kierowcę. Pod warunkiem, że wreszcie zdam – twierdzi.

Iga ostatni raz do egzaminu podchodziła 3 tygodnie temu. Wszystko w tajemnicy przed rodzicami, żeby nie zapeszać. Znowu się nie udało, więc nawet nie poinformowała ich o kolejnej porażce.

- Jestem tym przybita, to nade mną cały czas ciąży. Obiecałam sobie, że jak do rozpoczęcia kolejnego roku akademickiego się nie uda, to po prostu dam za wygraną. Zapomnę na razie o prawku. Szkoda nerwów – wyznaje.

egzamin na prawo jazdy

Kasia ma zupełnie inne doświadczenia. Na kurs zapisała się sama, kiedy odłożyła wymaganą kwotę. Kurs skończyła w maju tego roku, ale najprawdopodobniej nie jest to jej ostatnie podejście. Jeśli będzie dłużej zwlekała z podejściem do egzaminu, naukę trzeba będzie powtórzyć. Dlaczego jeszcze się nie zapisała i nie sprawdziła swoich umiejętności?

- Kiedy zapisywałam się na kurs, podchodziłam do tego na luzie. Im bliżej egzaminu, tym było ze mną gorzej. Nagle zaczęłam się strasznie przejmować. Słyszałam o ludziach, którzy zdają po kilka razy, niesprawiedliwych egzaminatorach, płaczu w poczekalni ośrodka. To nie nastraja optymistycznie. Już dwa razy tam byłam, żeby załatwić sprawę, ale ostatecznie nawet nie wpłaciłam pieniędzy w kasie, żeby ustalić termin. Coś tam we mnie pęka i nie potrafię pójść dalej. Ta napięta atmosfera i smutne miny pozbawiają mnie resztek pewności siebie. Ostatni raz byłam tam miesiąc temu. Weszłam, posiedziałam i wyszłam niczego nie załatwiając – wspomina.

Nasza rozmówczyni, im więcej czasu mija od ukończenia kursu, tym bardziej obawia się egzaminu. Czyżby podświadomie obawiała się porażki?

egzamin na prawo jazdy

- Ja po prostu wiem, że nie mam szans zdać za pierwszym razem. Jestem ambitna i nie chciałabym przeżywać takiego rozczarowania. Jak się raz nie uda, to się przecież załamię. Całe to zdawanie egzaminu na prawko przypomina w Polsce psychozę. Nie znam osoby, która by się tego nie bała. A jak w nerwach pokazać, co się naprawdę potrafi? Większość ma wrażenie, że chodzi tylko o wyłudzanie pieniędzy. Wpłać, a my i tak cię oblejemy. Nasłuchałam się o tym i już nie wiem co dalej. Nawet jak mi się wydaje, że to ten dzień i załatwię sprawę, to albo w ogóle nie wychodzę z domu, albo wracam sprzed drzwi ośrodka. To miejsce kojarzy się tragicznie – twierdzi.

Kasia ma poczucie porażki. Wydała własne pieniądze na kurs, poświęciła na naukę wiele godzin i nerwów, ale nie potrafi doprowadzić sprawy do końca. Powoli traci nadzieję. Jeśli ktoś lub coś jej do tego nie zmusi – najprawdopodobniej wciąż będzie odwiedzała ośrodek egzaminacyjny, żeby tylko na niego popatrzeć.

- To już jest psychoza. Do tego doprowadziły chore wymagania. Wolałabym zdawać w innym kraju – tłumaczy.

egzamin na prawo jazdy

Czy to nie jest powód, żeby wreszcie się poddać? Czy kobieta naprawdę potrzebuje dokumentu uprawniającego do jazdy samochodem? Przecież można bez niego żyć. Nasze rozmówczynie mimo wszystko twierdzą inaczej.

- Dla mnie prawo jazdy to jest dowód na to, że jestem dorosła. Chciałabym je zdobyć i móc wreszcie poczuć, że nie jestem już dzieckiem. Poza tym, trudno sobie wyobrazić życie bez tego dokumentu. Chcę być normalną, mobilną kobietą. Nie mam zamiaru być uzależniona od innych. Może za kilka lat dopnę swego – mówi z nadzieją w głosie Iga.

- Wszyscy moi znajomi już dawno mają to za sobą. Ja przez moje rozterki stałam się dla nich pośmiewiskiem. Straciłam pewność siebie. Jeśli wreszcie nie zaliczę tego egzaminu, to nigdy nie ruszę do przodu i nie zacznę się szanować – twierdzi Kasia.

Wy też miałyście takie problemy?

Komentarze (68)

Ocena: 4.78 / 5
Marika (Ocena: 5) 15.02.2018 13:12
Na egzaminie na pewno dojdzie duzy stres, w moim przypadku okazało się to nie do przejscia. Zrezygnowalam z prawa jazdy i WORDu, mam jedynie kolekcjonerską wersję z clubcardu.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 24.08.2015 21:19
Moje prawko to była droga przez męki... zapisałam się do popularnej szkoły,było super tyle że nie zdałam 5 razy...kasa leci zwłaszcza jak się mieszka na wynajmowanym więc lipa... presja w owej szkole była straszna.. dbano o dobrą reputację a z tych którzy nie zdali szydzono otwarcie przez instruktorów. Miałam dość i na rok odpuściłam. Zmieniły się zasady,nowe testy i eko jazda. Poszłam do mało znanej szkoły poleconej przez znajomą i okazało się,że w poprzedniej szkole uczyli mnie tylko gnać na oślep że tak powiem. Zdałam i jestem szczęśliwa ale stres jest zawsze to normalne ;)
zobacz odpowiedzi (1)
Domi (Ocena: 5) 23.08.2015 12:48
Moim zdaniem każdy egzamin czegoś uczy. Ja zdałam w styczniu za 5 razem a próbowałam przez niemalże pół roku. Kwestia leży w tym jak obchodzimy się ze swoim stresem.
odpowiedz
Mimi (Ocena: 5) 22.08.2015 15:36
Zauważyłam,że większość z tych osób ,którym się poszczęściło wypowiada się bardzo wyniośle. Nie można oceniać człowieka i jego nerwów swoją miarą. Każdy z nas przeżywa egzaminy inaczej. Porażka kursanta to porażka tak naprawdę instruktora tylko i wyłącznie,bo to on uczy nas i wie ,w którym momencie jesteśmy gotowi na zadawanie egzaminu. Mnie dopuścił instruktor bo skończyły mi się godziny nie sugerując nawet ,że nie zdam a nie powiodło mi się. Stres wziął górę. Więc osoby z poglądem typu :" osoby ,które nie zdały kilkanaście razy nie powinny prawka mieć w ogóle" nie powinny mieć prawa głosu chyba,bo większej bzdury nie słyszałam w życiu. Takie oblewanie uczy zdecydowanie pokory i przede wszystkim czyni nas uważnymi kierowcami. Tak jak już ktoś napisał ja też znam osoby ,które zdały za pierwszym razem tylko i wyłącznie fuksem ,bo egzaminator miał lepszy humor itp. Różnie to się kończyło a liczy się to jak jeździmy samodzielnie już poza egzaminem a nie ile razy zdajemy. Pozdrawiam wszystkich zdających i życzę cierpliwości ,bo polskie prawo jazdy jest naprawdę wielkim utrudnieniem życia
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 22.08.2015 11:03
"Kurs skończyła w maju tego roku, ale najprawdopodobniej nie jest to jej ostatnie podejście. Jeśli będzie dłużej zwlekała z podejściem do egzaminu, naukę trzeba będzie powtórzyć." Może mi ktoś wytłumaczyć ten fragment? Z tego co wiem, zgodnie z obowiązującymi przepisami kurs nie traci ważności np ja robiłam kurs 5 lat temu i dziś nadal mogłabym zdawać, kwestia tylko wykupienia lekcji bo zmieniły się wymagania na egzaminie tak?
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo