Tajemnica domu w Amityville

Uważa się go za jeden z najbardziej nawiedzonych domów świata. Ale czy jego historia nie jest oszustwem?
Tajemnica domu w Amityville
31.07.2015

Amityville to nieduża wioska w hrabstwie Suffolk na południowym wybrzeżu Long Island w stanie Nowy Jork. Pozornie to miejsce jak każde inne, które niczym się nie wyróżnia – ulice, sklepy, domy. Wśród tych ostatnich jest jednak budynek, o którym usłyszał cały świat.

Gdy już zacząłem, nie mogłem przestać

Był 13 listopada 1974 roku, gdy wówczas dwudziestotrzyletni Ronald „Butch” De Feo Jr. w domu przy 112 Ocean Avenue zamordował swoich rodziców, dwóch braci i dwie siostry. Ok. godz. 18.30 De Feo wpadł do pobliskiego baru i zaczął krzyczeć, że jego rodzice zostali zastrzeleni. Młody mężczyzna razem z kilkoma osobami pobiegł do swojego domu. Na miejscu odnaleziono martwe ciała. Natychmiast wezwano policjantów, którzy po dotarciu do domu przy Ocean Avenue i jego przeszukaniu znaleźli sześcioro członków rodziny De Feo zamordowanych w swoich łóżkach. Ustalono, że zastrzelono ich z karabinu ok. trzeciej nad ranem.

Ronald trafił na posterunek, gdzie zaczęto go przesłuchiwać. Złożył zeznania, szybko jednak dopatrzono się w nich nieścisłości. De Feo początkowo nie przyznał się do winy, w końcu jednak wyznał prawdę, mówiąc: „Gdy już zacząłem, nie mogłem przestać. To wszystko potoczyło się tak szybko”. Dodał również, że po zamordowaniu rodziny wykąpał się i przebrał, ukrył karabin i brudne ubrania, po czym… pojechał do pracy.

Rozprawa sądowa rozpoczęła się w październiku 1975 roku. Obrońca Ronalda De Feo winę próbować zrzucić na jego niepoczytalność; utrzymywał, że mężczyzna zastrzelił rodzinę pod wpływem… głosów, które go to tego zmusiły.

Wiadomo na pewno, że relacje w rodzinie De Feo nie były najlepsze. Ojciec był porywczy i często wyżywał się na domownikach – Ronalda Juniora traktował najsurowiej. „Butch” odziedziczył zresztą po ojcu impulsywny charakter. Zdarzało mu się popadać w konflikt z prawem, był też uzależniony od LSD i heroiny, miał słabość do kieliszka.

W listopadzie 1975 uznano go za winnego dokonania sześciu morderstw. Skazano go na sześciokrotne dożywocie. De Feo przebywa obecnie w Green Haven Correctional Facility, więzieniu o zaostrzonym rygorze. Wszystkie jego podania o ułaskawienie zostały odrzucone.

horror

Zmiana zeznań

Sprawa od początku cieszyła się zainteresowaniem i budziła sporo wątpliwości. Wszyscy zamordowani członkowie rodziny leżeli na brzuchu, nie mieli też oznak walki czy szarpaniny. Nie podano im środków nasennych. Broń, którą posłużył się 23-latek, nie miała tłumika, jednak sąsiedzi nie słyszeli wystrzałów. Motyw zbrodni do dziś pozostaje niejasny.

W 1986 roku Ronald De Feo Jr. stwierdził, że to jedna z jego sióstr zabiła ojca, a zrozpaczona matka zamordowała swoje potomstwo. De Feo Jr. miał zabić tylko ją. W 2002 roku ukazała się książka „The Night the DeFeos Died”. Jej autor Ric Osuna twierdził, że Ronald De Feo Jr. podczas rozmowy przyznał, że w morderstwie pomagali mu przyjaciele. W sprawę miała być też zamieszana siostra mężczyzny Dawn i jego była żona Geraldine Gates.

horror

Nowi lokatorzy

Rok po dokonaniu zbrodni do domu przy 112 Ocean Avenue wprowadzili się George i Kathleen Lutz z trójką dzieci. Początkowo zdziwiła ich zaskakująco niska cena nieruchomości – 80 tys. dolarów. Ostatecznie jednak zdecydowali się na kupno domu w Amityville. Lecz marzenia o tym, by wieść spokojne życie w nowym miejscu szybko zamieniły się w koszmar. Lutzowie utrzymywali, że przy 112 Ocean Avenue od początku działy się trudne do wyjaśnienia rzeczy. Słyszeli tajemnicze dźwięki i głosy, okna same się otwierały, natomiast na ścianach pojawiała się dziwna ciecz. Córka Lutzów mówiła, że ma niewidzialną koleżankę, która miała kiedyś mieszkać w tym domu, ale została zamordowana przez swojego brata.

Z czasem w domu w Amityville miało miejsce coraz więcej paranormalnych zjawisk. Lutzowie twierdzili, że widzieli na śniegu ślady. W domu miał się też pojawiać demon ze świecącymi oczami. Nowi lokatorzy pod numerem 112 wytrzymali niespełna miesiąc. Uciekli z niego, twierdząc, że budynek jest nawiedzony.

horror

Na tropie oszustwa

Na podstawie wydarzeń, których świadkami byli Lutzowie, Jay Anson napisał książkę „The Amityville Horror” wydaną w 1977 roku. Anson, ściśle współpracujący z Lutzami podczas pracy nad publikacją, umieścił w niej mrożące krew w żyłach opowieści. Rodzina Lutzów miała słyszeć szepty, odczuwać na skórze obcy dotyk. George miał słyszeć głosy, które nakłaniały go do zamordowania rodziny, natomiast jego żona Kathleen rzekomo lewitowała nad łóżkiem. Do domu sprowadzono księdza; duchowny wyznał, że po przekroczeniu progu wyczuł zło, a gdy wrócił do siebie, źle się poczuł. Przeprowadził nieudany egzorcyzm, po którym zjawiska przybrały na sile.

Książka „The Amityville Horror” okazała się sukcesem – sprzedała się milionie egzemplarzy. W 1979 roku na ekrany trafił film „Horror Amityville. Okazał się hitem; zarobił 86 mln dolarów. Zaczęto kręcić jego kontynuacje. Sprawą musieli się więc zainteresować badacze zjawisk paranormalnych. A ci szybko zaczęli poddawać w wątpliwość niestworzone historie opowiadane przez Lutzów. W dniu, gdy Lutzowie mówili, że widzieli na śniegu tajemnicze ślady, w Amityville śnieg… w ogóle nie padał. Utrzymywali, że przerażeni nadprzyrodzonymi zjawiskami zadzwonili na policję, jednak ich zgłoszenia nie odnotowano. Lutzowie nie przeszli również testu na wykrywaczu kłamstw.

horror

Między kłamstwem a prawdą

Czy możliwe więc, że cała historia została wymyślona? To bardzo prawdopodobne. George i Kathleen Lutzowie byli zadłużeni – prowadzona przez mężczyznę firma zalegała z podatkami, mieli również problem ze spłatą kredytu hipotecznego. Okazało się, że razem z Jayem Ansonem podzielili się wpływami ze sprzedaży książki, na której Lutzowie mieli zarobić 900 tys. zł. W 2000 roku George Lutz przyznał się, że cała historia była zmyślona.

Gdy dom znalazł nowych lokatorów – Jima i Barbarę Cromartych, ci stwierdzili, że nie doświadczają żadnych nadprzyrodzonych zjawisk. Również kolejni lokatorzy nie mieli styczności z niewytłumaczalnymi wydarzeniami.

Mimo to słynny dom w Amityville do dziś interesuje badaczy zjawisk paranormalnych, a miłośnicy horrorów wciąż pielgrzymują pod numer 112 przy Ocean Avenue. W mrożących krew w żyłach opowieściach może być zresztą ziarno prawdy. Gry kręcono „Horror Amityville”, członkowie ekipy utrzymywali, że zdarzało im się budzić o trzeciej nad ranem bez żadnej przyczyny. W 2013 roku Daniel Lutz, który miał dziewięć lat, gdy zamieszkał z rodziną w Amityville, w filmie „My Amityville Horror” wyznał, że wszystkie wydarzenia opisane w książce Jaya Ansona były prawdziwe.

Ewa Podsiadły-Natorska

Komentarze (25)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 01.08.2015 21:14
chyba tak tylko szpital psychiatryczny
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.08.2015 15:07
Widzisz, w przypadku opętania żaden psychiatra nie pomoże .. :P Największym zwycięstwem szatana jest, kiedy ktoś nie wierzy w jego istnienie.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.08.2015 12:33
TO SIE NAZYWA TERAPIA Z PSYCHOLOGIEM EGZORCYSTA TEZ MUSI MIEC WIEDZE PSYCHOTRAPEUTY A CHOROBY PSYCHICZNE MAJA ROZNE PODLOZE TO WSZYSTKO JEST W GLOWIE CHOREGO
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.08.2015 00:14
Opętanie czy choroba psychiczna? Większość osób sceptycznie nastawionych wobec egzorcyzmów powołuje się najczęściej na opinię, że naprawdę żadnego opętania nie ma, a jest to tylko pewna mutacja choroby psychicznej o podłożu religijnym (dzieje się tak szczególnie po tym, jak w 1994 r. ¦wiatowa Organizacja Zdrowia uznała opętanie za kategorię diagnostyczną przypisaną chorobie psychicznej). Wedle wszystkich egzorcystów tezę utrzymującą, że każde opętanie jest chorobą psychiczną, obalić jest bardzo łatwo. Wystarczy zaprosić osobę twierdzącą, że nie ma opętań na rytuał egzorcyzmu. Jest pewne, że całkowicie zmieni zdanie. Czy można uznać bowiem za chorobę psychiczną stan, w którym pięcioletnie dziecko wiejskie podczas błogosławieństwa bluźni poprawną łaciną, powołując się na rzeczy, o których wiedzieć nie ma prawa? Jak wytłumaczyć też bezradność lekarzy, którzy dolegliwości chorych leczą latami (często po omacku, gdyż spotykają się z niewytłumaczalnymi klinicznie objawami), podczas gdy egzorcysta skutecznie „radzi sobie” podczas jednego spotkania? Wedle egzorcystów istnieją trzy oznaki zdradzające, że mamy do czynienia z opętaniem, a nie chorobą psychiczną: poprawne mówienie obcymi językami (często już martwymi, jak łacina czy starożytna greka), posiadanie niewytłumaczalnej nadludzkiej siły (np. pięciu dorosłych mężczyzn nie jest w stanie utrzymać siedmioletniej dziewczynki) oraz znajomość rzeczy ukrytych (wyjawianie grzechów księdza przeprowadzającego egzorcyzmy, często grzechów z dalekiej młodości). Te trzy objawy wskazują egzorcyście, że ma on ewidentnie do czynienia z opętaniem, a nie z chorobą psychiczną. Istnieją także okoliczności poboczne sugerujące opętanie, takie jak bóle fizyczne (najczęściej bóle głowy), na które nie działają środki uśmierzające, nagła utrata pamięci, wstręt do rzeczy sakralnych, dziwne gwałtowne ruchy, wyczulenie słuchu, napady bluźnierstwa, dziwne zachowania aspołeczne. Wielu egzorcystów wskazuje też na takie znaki jak: pojawienie się niewytłumaczalnego odoru podczas egzorcyzmowania, nagłe, wyczuwalne przez wszystkich obecnych obniżenie się temperatury otoczenia, telepatyczne wnikanie demona w umysł egzorcysty, gwałtowne reakcje na ukryty medalik (np. w książce, gazecie), nienaturalne napięcie skóry twarzy opętanego, wygładzające wszystkie zmarszczki, nerwowe tiki, lewitacja czy nawet samozapłony odzieży. Wyraźnym dowodem opętania są również niewspółmiernie do wieku osoby odpowiedzi dawane egzorcyście (kilkuletnie dzieci, które drwią z dogmatyki katolickiej czy bluźnią przeciwko Niepokalanej). O. Candido, doświadczony egzorcysta przytacza taki przykład: Jeżeli spotykam u dzieci odpowiedzi nie na miarę ich wieku, wiem dobrze, że jest to forma opętania. Pewnego dnia, przystępując do egzorcyzmu, spytałem trzynastoletnią dziewczynkę, jak wyglądają w piekle po śmierci związki dwu śmiertelnych nieprzyjaciół za życia. Dziewczynka, śmiejąc się histerycznie, odpowiedziała: Idioto! Tam nie ma żadnych stosunków, każdy przebywa sam! Na tym właśnie polega piekło! Doświadczeni egzorcyści zauważają, że zawsze praca z osobą dotkniętą przez działalność szatana musi się rozpocząć od właściwego zdiagnozowania. Błędna diagnoza powoduje często nieprzewidywalne skutki. Rytuał mówi bowiem wyraźnie, że w zależności od rodzaju opętania należy dobrać odpowiednie środki działania. Pamiętajmy, że w sytuacji egzorcyzmu zły duch jest jakby zobowiązany, by się ujawnić lub przynajmniej ma trudności z ukryciem się. Ważnym jest także to, by egzorcysta nie dał się wprowadzić w błąd przez chorych psychicznie, maniaków, desperatów lub zwykłych żartownisiów (problem pojawia się, jeżeli nakłada się na siebie opętanie z chorobą psychiczną – wtedy potrzebne jest zarówno działanie egzorcysty, jak i lekarza). Ks. Amorth wspomina młodego chłopaka, który cierpiał na bezsenność. Przebywał on w szpitalu, gdzie od tygodni nie zmrużył oka, pomimo kolosalnej ilości środków nasennych rujnujących jego organizm. Zdesperowani lekarze wezwali ks. Gabriela, wiedząc o jego posłudze. Już po pierwszym egzorcyzmie chłopak spał przez 16 godzin. Gorzej jest w przypadku, gdy opętany nie chce poddać się egzorcyzmom. Znany jest przykład pewnej rodziny, która próbowała leczyć psychiatrycznie swego dorosłego już syna ze względu na nieuzasadnione i gwałtowne napady gniewu. Gdy leczenie nie przynosiło skutku, ks. Amorth rodzinie, która nie chciała pierwotnie słyszeć o egzorcyzmach, zaproponował pewien eksperyment. Pod nieobecność syna ks. Gabriel pobłogosławił jego ubranie, używając modlitw z rytuału. Po powrocie z pracy syn wkładając ubranie wpadł w szał, zaczął je zrywać i deptać, bluźniąc i przeklinając. Ku zdumieniu całej rodziny ubranie stanęło w płomieniach. Podobnych testów używał ks. Amorth z wodą święconą, z której robiono herbatę – opętany już po pierwszym łyku zwymiotował. Doświadczeni egzorcyści potrafią też określić rodzaj złego ducha po położeniu źrenic opętanego (oczy pozostają całkowicie białe w przypadku złego ducha wysokiego w hierarchii duchów, złe duchy mają bowiem analogiczną strukturę, jak Anioły: Trony, Księstwa, Panowania, Zwierzchności, Władze etc.), tak więc każdy doświadczony egzorcysta potrafi podczas pierwszego spotkania bezbłędnie określić, czy dana osoba cierpi na dolegliwości związane z chorobą psychiczną, czy jest to forma opętania. Zwyczajowo wyodrębnić można pięć różnych form opętania. Najmniej istotne w posłudze egzorcysty są cierpienia czysto fizyczne zadawane przez złego ducha (formalnie nie jest to rodzaj opętania). Współcześnie najbardziej „spektakularny” był przykład o. Pio, który niejednokrotnie został pobity przez złego ducha (stwierdzano często liczne sińce, zadrapania, ukąszenia, np. w plecy czy kark, co wyklucza całkowicie wszelką formę samookaleczeń). W tego rodzaju przypadkach odprawianie egzorcyzmów jest zbędne, wystarczy żarliwa modlitwa osób najbliższych. Ten przypadek jest najrzadziej spotykany i nie interesuje bezpośrednio egzorcystów. Podobną formą (choć zaliczaną już do opętania) jest stan, w którym zły duch opanowuje tylko ciało, a nie duszę człowieka. Objawia się to tym, że zły duch wbrew woli opętanego każe mu mówić i wykonywać pewne czynności (towarzyszą temu często bluźnierstwa wypowiadane w różnych językach). Ofiara nie może się tu przeciwstawić (oczywiście nie ponosi też żadnej moralnej odpowiedzialności). Wyjątkowo powołać się tu można na słynny film Williama Fredkina Egzorcysta, który ukazał skrajną formę tego rodzaju opętania (media rzadko podają, że przy kręceniu filmu ekspertem czuwającym nad jego stroną merytoryczną był jezuita Thomas Beningann, pełniący posługę egzorcysty, który niejednokrotnie zaznaczał, że tego filmu nie należy traktować jako klasycznego filmu grozy, ale raczej jako wstrząsający dokument). Trzecią formą opętania jest opętanie zwane potocznie przez egzorcystów dręczeniem diabelskim. Można to nazwać bardziej „wyrafinowaną” formą opętania, polegającą na długotrwałych niewytłumaczalnych dolegliwościach fizycznych (najczęściej permanentny ból głowy) oraz na niewytłumaczalnym zrywaniu kontaktów z bliskimi, szkodach materialnych, dziwnym zachowaniu, niechęci do sfery sakralnej (opętani odczuwają fizyczny ból słysząc muzykę sakralną, śpiew gregoriański czy nawet muzykę organową). Rozpoznanie tego rodzaju stanu jest wyjątkowo trudne, wymaga bowiem współpracy z egzorcystą najbliższych osób ze środowiska osoby dotkniętej tą dolegliwością. Dręczenie różni się od opętania tym, że osoba dręczona przez szatana ma pełną świadomość swych wyborów, jest w stanie kontrolować swoje zachowanie. Kolejną formą opętania jest tzw. obsesja diabelska. Chodzi tu o niespodziewane napady złości, myśli obsesyjne (często kończące się samobójstwem), Osoba dotknięta tą formą opętania prawie nie śpi, jest wyczerpana, charakteryzuje się pesymizmem, brakiem nadziei, wahaniami przy podejmowaniu decyzji. W czasie zwykłego błogosławieństwa czy pokropienia wodą święconą stany obsesyjne gwałtownie się uzewnętrzniają. W sytuacjach, gdy opętani nie chcą się poddać egzorcyzmom, poddają się w końcu leczeniu farmakologicznemu, często zmieniając lekarzy, oskarżając ich o nieudolność w leczeniu lub o brak rozpoznania choroby. Ostatnią formą opętania są napady złego ducha na domy, przedmioty i zwierzęta. Egzorcyści wskazują jednak, że wyjątkowo rzadko zdarzają się miejsca nawiedzone przez demona, obecność szatana ma, bowiem związek zawsze z osobą, a nie miejscem. Zdarzają się jednak przypadki domów, w których odbywały się seanse spirytystyczne lub gdzie oddawano kult szatanowi. Musimy pamiętać, że satanizm istnieje w swojej straszliwej rzeczywistości. Wedle egzorcystów nie należy ulegać opinii propagowanej przez massmedia, które redukują satanizm do sfery sensacji, widowiska, przedstawiając go raz jako coś budzącego grozę, innym razem jako coś dramatycznego lub też jako coś śmiesznego. W domach, w których odprawiano tzw. czarne msze, wyraźnie słyszy się kroki, o regularnej godzinie w nocy mieszkańcy słyszą, jak ktoś wchodzi do domu. Zwierzęta domowe wpatrują się w jakiś punkt, po czym uciekają. W tego rodzaju przypadkach egzorcyści zalecają jedynie odprawienie serii Mszy świętych przestrzegając jednak, że tego rodzaju objawy mogą być rodzajem psychozy, sugestii czy zwykłego strachu i bez gruntownego zbadania nie należy tym relacjom dawać wiary. Generalnie wszyscy egzorcyści utrzymują trzy główne formy działalności szatana: opętanie, dręczenie i obsesja. Dodają także, że znaczny odsetek opętanych przez szatana stanowią ludzie młodzi. Wskazują także na znacznie większy odsetek opętanych kobiet niż mężczyzn. Zupełnie inną formą działania szatana są gusła (czyli działanie złego ducha przez symboliczne przedmioty). Egzorcyści i zdumieni lekarze niejednokrotnie wskazują na przedmioty znajdujące się np. w łóżku osób egzorcyzmowanych. O. Ernetti wspomina: Nie skończyłbym wprost przytaczać faktów, których byłem świadkiem i którym nigdy bym nie dał wiary, gdybym ich nie widział na własne oczy. Można znaleźć wszystko: powiązane kolorowe wstążki, kosmyki włosów, sznurki pełne węzłów, wełnę zbitą przez jakąś magiczną siłę w kształt wieńca, skrzepy krwi, kawałki żelaza albo drewna, lalki przyozdobione dziwnymi znakami lub noszące ślady nakłuć. Ten najbardziej znany egzorcysta Wenecji wskazuje też na źródła opętań wskutek złorzeczeń i przekleństw. Przestrzega też przed wiarą w magiczną moc przedmiotów (czerwona wstążka na małym palcu u nogi w dniu ślubu, czerwona bielizna na studniówce etc.). Przestrzega, że wiara w magiczną moc tych przedmiotów przypomina spacer po kruchym lodzie jeziora.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.08.2015 00:05
Duchem nauki? to jednak utrzymujesz że duchy są ? :D są też świadectwa ludzi którzy byli opętani więc chyba wiedzą co mówią :D i po egzorcyzmach "choroba" ustała! to taaaaakie postępowe,wlepiać wszędzie naukę gdzie sie tylko da ;d dla Twojej wiadomości, księża niekiedy współpracują z psychiatrami dla rozpoznania.. Jak wytłumaczysz,że pięciu dorosłych nie może utrzymać siedmioletniej dziewczynki ? może warto szukać prawdy u zródeł, a nie z lewackich mediów ?
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo