EXCLUSIVE: Chłopak z Tindera

Najmodniejsza aplikacja towarzyska ostatnich miesięcy bije rekordy popularności w Polsce.
EXCLUSIVE: Chłopak z Tindera
02.08.2014

Nowoczesne telefony już dawno przestały służyć wyłącznie do dzwonienia. To raczej zminiaturyzowane komputery, które dają podobne możliwości, co te tradycyjnych wymiarów. Dzięki aplikacjom możemy robić zdjęcia, poddawać je obróbce graficznej, liczyć, notować, kontaktować się ze znajomymi przez komunikatory i portale społecznościowe. A także poznawać dotąd zupełnie obcych ludzi. Właśnie temu służy bijący rekordy popularności Tinder. Jeśli jeszcze o nim nie słyszałaś, powinnaś nadrobić zaległości. To najmodniejsza aplikacja ostatnich miesięcy!

Tinder dostępny jest dla użytkowników systemów Android oraz iOS. Jego instalacja jest dziecinnie prosta. Wystarczy ściągnąć aplikację z Google Play lub App Store, połączyć ją z Facebookiem i... rozpocząć poszukiwania. Zasada jego działania także nie jest skomplikowana – dzięki geolokalizacji, już po kilku sekundach możemy zobaczyć zdjęcia oraz krótki opis osób, które znajdują się w pobliżu. Co dalej? Na ekranie smartfona zobaczysz fotografie mężczyzn z najbliższej okolicy. Każde z nich możesz polubić lub odrzucić. Jeśli któryś z nich Ci się spodoba i on także zaakceptuje Twoje zdjęcie – aplikacja da Wam możliwość rozmowy tekstowej.

Można więc powiedzieć, że Tinder to aplikacja randkowa, choć media przedstawiają temat bardziej dobitnie, twierdząc że w ten sposób młodzi ludzie umawiają się na seks. To także się zdarza, ale historie naszych bohaterek udowadniają, że nie tylko o bliskość fizyczną tutaj chodzi. Oto wyznania trzech użytkowniczek z Warszawy.

Nick Bateman

- Nie mam stałego partnera, a potrzeby pozostają. Zazwyczaj jestem już tak zmęczona przez pracę, że łóżko kojarzy mi się tylko z głębokim snem, ale zwłaszcza w weekendy coś się w tej kwestii zmienia. Wtedy klik-klik i wybierasz kandydata. Tylko raz mi się zdarzyło, że facet ewidentnie ukrywał swój prawdziwy wiek. Miał być mój rówieśnik, a przyszedł mężczyzna wyglądający, jak mój ojciec. Zadbany, wysportowany, ale jednak z innego pokolenia. Wypiliśmy kawę, chociaż od razu zaznaczyłam, że to jednak nie mój target. Zrozumiał, przeprosił za nieporozumienie i fajnie. Inni wyglądali mniej więcej tak, jak na Tinderze. Kiedy miałam ochotę zaprosić któregoś do domu, to po prostu to robiłam. Niczego nie żałuję i mogę powiedzieć, że ta aplikacja znacznie ułatwia mi życie – wyznaje Karolina.

Już w kwietniu br. twórcy aplikacji chwalili się tym, że codziennie korzysta z niej przynajmniej 10 milionów osób z całego świata. Można być pewnym, że dzisiaj to już przynajmniej drugie tyle. Ogromny wzrost musi dotyczyć także Polski, bo rodzime media dostrzegły temat dopiero niedawno.

Sprawdzicie na własnej skórze, jak to działa?

Nick Bateman

Jagoda jest weteranką Tindera w stolicy. Aplikację zainstalowała na długo przed doniesieniami mediów. Jak przyznaje, wtedy wybór użytkowników był niewielki, ale miało to swoje zalety. Dzisiaj przestrzega przed zbytnią otwartością, bo aplikację zdążyli już zainstalować „niezrównoważeni zboczeńcy”.

- Tindera używałam wiele miesięcy temu, a wszystko dzięki kuzynce, która mieszka w USA. Kiedyś w czasie rozmowy wspomniała, że studenci w Stanach oszaleli na punkcie tej aplikacji. Nie chciałam, żeby coś mnie ominęło, więc zainstalowałam. Początki były kiepskie, bo okazało się, że nikt w pobliżu tego nie używa. Po długich poszukiwaniach wyświetlił mi się jeden facet, ale szybko go odrzuciłam i zostałam sama jak palec. Po kilku tygodniach wróciłam i było już kilku innych. Jednego polubiłam, chociaż bez przekonania. Raczej dla żartu, żeby sprawdzić, czy ktoś taki polubi też mnie. Nie był zupełnie w moim typie. Kilka dni później otrzymałam wiadomość, że możemy porozmawiać. Czyli jednak polubił! - wspomina.

Wiedziała jak wygląda i ile ma lat. Okazało się, że to wystarczająco wiele, by nawiązać znajomość. Para zaczęła ze sobą czatować.

Nick Bateman

- To było dziwne, ale raczej zabawne. Rozmawiam z kimś zupełnie obcym, tylko dlatego, że kliknęłam w jego zdjęcie. O dziwo, rozmowa się kleiła. Szybko zmieniliśmy formę kontaktu – podałam mu swojego Skype`a i następnego dnia zadzwonił. Mówił do mnie tak, jakbyśmy się znali przynajmniej od kilku lat. Bezpośrednio, z poczuciem humoru, na ogromnym luzie. Było widać, że chciał do kogoś otworzyć usta, a nie szukał pierwszej lepszej do łóżka. Znajomość wcale się nie urwała, chociaż sposób jej zawarcia był co najmniej nietypowy. Wreszcie umówiliśmy się do kina. Oczywiście nie poszłam sama, bo to jednak obcy człowiek, ale okazało się, że nie mam się czego bać – opowiada nasza bohaterka.

Jagoda do dzisiaj utrzymuje kontakt z tym chłopakiem. Nie zostali parą, ale często razem spędzają czas. To przeczy tezie niektórych mediów, że Tinder to wyłącznie aplikacja „do seksu”. - U mnie było inaczej, ale może teraz tak to wygląda? Niedawno odpaliłam tam swój profil i po chwili miałam kilka propozycji rozmowy. Niektórzy lajkują wszystkie profile dziewczyn, bo może jakimś cudem znajdą naiwną. Rozmowa zazwyczaj kończy się na stwierdzeniu, że szukają kogoś na wieczór. Zawsze radzę im zadzwonić do agencji towarzyskiej, a nie szukać ofiar w serwisie, w którym jest tyle niepełnoletnich dziewczyn – twierdzi.

Nick Bateman

Zupełnie inne doświadczenia ma Renata, która zaczęła używać Tindera kilka tygodni temu. To miała być zabawa, ale mogło skończyć się tragicznie. Miała pecha, bo trafiła na człowieka, który ukrywał swoje prawdziwe zamiary, by zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie. Do dzisiaj dziwi się swojej lekkomyślności. Nigdy wcześniej nie korzystała z portali randkowych, a tutaj wystarczyło kilka kliknięć, by zupełnie straciła zdrowy rozsądek.

- Zainstalowałam aplikację z ciekawości. Chciałam zobaczyć, kto jej używa w okolicy. Najpierw się trochę pośmiałam, bo znalazłam tam dwóch kolegów z liceum, ale później wpadłam. Było też wielu innych facetów, najczęściej bardzo przystojnych. Szczególnie spodobał mi się jeden z nich. Zdjęcie jak z magazynu o modzie – brunet z zarostem, piękne oczy, obezwładniający uśmiech. Polubiłam, bo grzechem byłoby tego nie zrobić. Długo nie odwzajemniał zainteresowania, ale w sumie, to się z tego cieszyłam. Nie wiedziałabym, jak się z kimś takim rozmawia. Aż tu nagle wiadomość, że zostaliśmy dopasowani. On napisał pierwszy. Wypowiadał się tak, jak wyglądał – elegancko, z klasą i poczuciem humoru – wspomina.

Nasza bohaterka zupełnie straciła czujność i już następnego dnia umówiła się z nim na spotkanie. Po wysłuchaniu tylu komplementów, nie mogła postąpić inaczej. Chłopak po drugiej strony był tak czarujący, że aż nierealny. Przypuszczenie wkrótce okazało się faktem.

Nick Bateman

Renata zapomniała o jednej podstawowej zasadzie – ufaj, ale sprawdzaj. Gdyby poprosiła go o kontakt przez Facebook, szybko zorientowałaby się, że to fałszywy profil. Dopiero po fakcie zorientowała się, że faktycznie było to zdjęcie modela, ale na pewno nie 24-latka z Warszawy. Przyszła na umówione spotkanie i przeżyła niemiłe zaskoczenie.

- Niech każdy weźmie sobie do serca, to co opowiadam, bo może komuś otworzą się oczy. Postąpiłam lekkomyślnie, bo umówiłam się z nim wieczorem, a na dodatek w miejscu, w którym zazwyczaj nie ma ludzi. Na miejscu pojawił się tylko jakiś brzydal z wyraźną nadwagą. Okazało się, że tak właśnie wygląda ten mój model. To nie była kwestia Photoshopa, ale zupełnie fałszywego zdjęcia. Na dodatek był ewidentnie starszy. Przywitał mnie po imieniu, więc szybko zorientowałam się, co jest grane. Zanim zdążyłam pomyśleć i uciec, on mnie dopadł. Zachowywał się jak szaleniec. Przepraszał za mistyfikację, ale on tak długo jest sam, nikt nie chce na niego spojrzeć. Normalnie pewnie bym się wzruszyła, ale poczułam się zagrożona. Różne świry chodzą po świecie – wspomina.

Zaczęła udawać zainteresowaną, on stracił czujność, a nasza rozmówczyni mogła wreszcie uciec. Po powrocie odinstalowała aplikację i jak twierdzi, nigdy więcej nie pozwoli sobie na taką naiwność.

Nick Bateman

Zupełnie inaczej do tematu podchodzi Karolina, która jest stałą użytkowniczką Tindera. Na dodatek bardzo zadowoloną z efektów. Jak przyznaje, już przynajmniej kilka razy umówiła się na spotkanie z mężczyzną poznanym w ten sposób. To szybsze i przyjemniejsze, niż tradycyjny portal randkowy, a każda kobieta „czasami potrzebuje bliskości”.

- Pracuję codziennie od 9 do 19, mam ograniczone grono znajomych, mało czasu i siły na cokolwiek, a wiadomo, jak jest. Czasami chciałabym się po prostu napić drinka z fajnym facetem, albo nawet coś więcej. Już kilka razy zdarzyło mi się zaaranżować takie spotkanie. Chwila oddechu w pracy, odpalam aplikację, akceptuję najfajniejszych w okolicy, wkrótce okazuje się, że oni odwzajemnili zainteresowanie. Czasami kończy się na czacie, ale kiedy samotność mi doskwiera, wtedy nie bronię się przed realnym spotkaniem. W jednym się nawet zakochałam, ale on raczej miał inne priorytety. Jestem ogromną fanką tej aplikacji! - twierdzi.

Nasza rozmówczyni dostrzega pewne niebezpieczeństwo związane z internetowymi znajomościami, ale „kto nie ryzykuje, ten się nie bawi”. Kilka dotychczasowych spotkań zakończyło się po jej myśli.

Komentarze (7)

Ocena: 4 / 5
Anonim (Ocena: 1) 04.08.2014 21:03
reeklaaamaaa
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 04.08.2014 00:39
tinder - grindr dla hetero. (grindr stał się znany kiedy został pokazany w pierwszej generacji Skins)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 03.08.2014 00:52
Napisz komentarz...idę się zabić
odpowiedz
Anonim (Ocena: 3) 02.08.2014 18:04
na zachodzie apka działa super bo mnóstwo ludzi ją ma, byłam na kilku spotkaniach, nie trafiłam na żadnego imbecyla, wręcz przeciwnie ;) trzeba tylko robić dobrą selekcję ;)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 4) 02.08.2014 13:29
Zainstalowałam parę dni temu, głównie z ciekawości. Nie liczę, że znajdę miłość mojego życia w wieku 18 lat, ale mam dość wąskie grono przyjaciół, nie wychodzę zbyt często, więc może przez Tindera znajdę kogoś ciekawego :)
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo