Internet uwalnia emocje

Na co dzień staramy się tłumić emocje. W pracy pozostajemy chłodne i niedostępne. Dopiero po powrocie do domu, gdy odpalimy komputer, wraz z podłączeniem do sieci uwalnia się nasza natura. Bo tam możemy zrobić wszystko, napisać, co chcemy, a i tak pozostaniemy anonimowe.
Internet uwalnia emocje
04.11.2008

Czasu na co dzień mamy mało. Praca, praca, praca. A jak nie praca, to inne absorbujące zajęcia. Chodzimy spięte, bo przecież nie będziemy się emocjonować przy współpracownikach. Okazuje się, że komputer z podłączeniem do Internetu załatwia wiele bolączek. Dzisiaj w sieci możemy zrobić prawie wszystko. Spotkać się z dawno niewidzianą koleżanką ze szkoły, poromansować czy zrobić zakupy. Wchodząc na portale randkowe, rozpalamy się do czerwoności. Internet ocieka seksem i gra na naszych słabościach. A my, twarde w dzień, wieczorem łatwo ulegamy emocjom.

Skąd taka popularność przeróżnych portali społecznooświatowych typu MySpace czy Facebook lub portali randkowych? Internet zaspokaja najróżniejsze, bardzo indywidualne potrzeby. Jest jakby skrojony na miarę. Bo każdy znajdzie coś dla siebie. Można bezkarnie pomnażać liczbę partnerów, dla których jest się dwudziestoletnią, cycatą blondyną. Inni z kolei szukają bratniej duszy, której mogą się zwierzać z codziennego trudu i znoju. Wydawać by się mogło, że to dobre dla nastolatek. Ale okazuje się, że w sieci jest dużo seniorów, par, singli, osób na tzw. stanowiskach.

Wirtualne życie pochłania bez reszty. W ciągu dnia potrafimy myśleć tylko o tym, aby wrócić do domu, wstawić nowe zdjęcia, filmy, pozwierzać się czy poflirtować. To dość zdumiewające, że jesteśmy w stanie tak się otworzyć przed obcymi ludźmi. Odpowiedź jest dość prosta - poprzez wirtualną korespondencję ujawniamy swoją intymność tylko po to, by dowartościować ją oczami innych. Innymi słowy, niech każdy ma wgląd w moje życie, bo może się okaże, że inni mają znacznie gorzej. To metoda stosowana zazwyczaj przez kobiety nieśmiałe, zakompleksione, którym brak pewności siebie. Często nasze narzekania wygłaszane są z pewną premedytacją, bo zdajemy sobie w głębi duszy sprawę, że nie jest źle. Taka relacja jest narcystycznym zachowaniem. A wszystko musi się odbywać przy udziale „widowni”. Dopiero gdy kilka obcych osób upewni nas, że nasze życie jest świetne, wtedy mamy pewność, iż faktycznie - jest świetne.

Jednak jest w tym wszystkim pewien paradoks. Tworzenie w sieci swojego profilu osobowościowego nie oddaje nas w pełni. Bo przecież ujawniamy ze swojego życia tylko tyle, ile chcemy. A gdy ujawniamy wiele, to ukrywamy swoje dane osobowe. Prezentuje się jakąś tożsamość, która niekiedy ma niewiele wspólnego z naszym prawdziwym życiem. Wiele kobiet „buszujących” w sieci ma kilka - kilkanaście różnych tożsamości w zależności od nastroju. Ale, jak wynika z badań, mężczyźni w sieci kłamią częściej.

Profile są najczęściej karykaturami nas samych. Wymyślamy sobie zainteresowania, daty urodzenia, imiona, kolory włosów, itd...Tym sposobem chcemy zbliżyć się do upatrzonego partnera, który ma jakieś tam określone wymogi, które my, całkiem przypadkiem, spełniamy. To błędne myślenie, bo szansa na odnalezienie tą metodą miłości swojego życia jest bardzo nikła. W rzeczywistości, przeżycie pięknych chwil z kimś podobnym do nas, nie sprawdza się. Cały błąd poszukiwań polega na tym, że sprzedajemy się z jak najlepszej strony na portalach randkowych. Inni robią to samo. A miłość nie przyjdzie na pstryknięcie palcem, zjawia się znienacka, niekoniecznie pod postacią wymarzonego partnera.

Kolejnym etapem po wielodniowych – tygodniowych – miesięcznych rozmowach w sieci jest spotkanie w realu. Ale gdy przychodzi ten moment, często kobiety tracą pewność siebie. Po pierwsze, nie do końca były szczere, po drugie, wszystko już powiedziały przez sieć. To prowadzi do nieufności i tworzenia ściany wokół siebie, skazuje potencjalną parę na porażkę. Bo jest wielka różnica między klikaniem w klawiaturę, a mową ciała. Dlatego, im wcześniej spotkamy się z internetowym obiektem westchnień, tym mamy większe szanse na porozumienie w realu.

Jednak wiele kobiet pozostaje na etapie internetowego randkowania. Można mówić, co się chce i ile się chce. Ale też wszystko w przeciągu chwili można zakończyć. Wystarczy kliknąć krzyżyk w prawym górnym rogu. W ten sposób pozbywamy sie natręta i szukamy nowego obiektu zainteresowań. A gdy nie chcemy pozbywać się adoratora, po prostu przetrzymujemy go kilka - kilkanaście dni, nie odzywając się do niego.

Reasumując, mamy pełną kontrolę nad „uczuciami” - tymi wirtualnymi. Z realnymi już tak łatwo by nie było...

Polecane wideo

Komentarze (12)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 05.11.2008 14:17
heh ja tez poznałam swojego Misia przez internet ,potem spotkaliśmy sie ale miało sie to odbyć w koleżeńskiej atmosferze bo bardzo dobrze nam sie rozmawiało itd ale wydawało nam sie że napewno nic miedzy nami nie bedzie (duza roznica wieku i kazdy z nas mial jakies inne plany na przyszłośc on mial za tydzien wyjechac za granice na stale ) ale juz na pierwszym spotkaniu sie w sobie zakochaliśmy i został dla mnie w Polsce a teraz jestesmy juz 1,5 roku razem i jest cudownie :))
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 04.11.2008 18:44
ja tez poznalam chlopaka przez internet bylismy razem 1,5 roku i wszystko fatalnie sie skończylo
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 04.11.2008 16:38
ja tez poznalam chlopaka na czacie, prawie 3 lata temu a 2,5 roku jestesmy juz para i za pol roku bierzemy slub :)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 04.11.2008 16:37
ja tez poznalam chlopaka na czacie, prawie 3 lata temu a 2,5 roku jestesmy juz para i za pol roku bierzemy slub :)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 04.11.2008 15:43
tydzien temu urodzila sie coreczka mojego kuzyna i jego żony, poznali sie 2 lata temu przez internet :)
odpowiedz

Polecane dla Ciebie