Mężczyźni do powiedzenia o aborcji mają jedno: to jej ciało, więc to jej wybór. Mocna kampania Aborcyjnego Dream Teamu

„Zamiast rycerzy na białych koniach, chcemy absolutnych podstaw: słuchania nas, wspierania bez oceniania i akceptacji naszych decyzji”.
Mężczyźni do powiedzenia o aborcji mają jedno: to jej ciało, więc to jej wybór. Mocna kampania Aborcyjnego Dream Teamu
Fot. YouTube.com/Aborcyjny Dream Team
07.07.2022

„Jedną z cech patriarchatu jest to, że mężczyźni mający władzę (nie tylko polityczną) nie słuchają, co mają do powiedzenia kobiety. Postanowiłyśmy więc zaangażować kilku z nich, aby nagłośnili nasz przekaz i dotarli z nim poza naszą bańkę odbiorców”. 

Zobacz również: Aborcyjny Dream Team w Sejmie. Aktywistka wyjaśniła, jak przyjąć tabletki aborcyjne

Takimi słowami aktywistki z organizacji Aborcyjny Dream Team wyjaśniły pomysł na zrealizowanie najnowszej kampanii, zatytułowanej „Jej ciało – jej wybór”. W spocie, który trwa nieco ponad 5 minut, wystąpili znani polscy mężczyźni, m.in. Jakub Żulczyk, Hubert Urbański, Krzysztof Stelmaszyk oraz influencerzy znani z prowadzenia podcastu “Dwóch Typów Podcast”, czyli Gargamel i Generator Frajdy. 

Co by było, gdyby mężczyźni mieli aborcje? Mocny spot Aborcyjnego Dream Teamu

To pierwsza kampania na świecie, w której mężczyźni mówią do innych mężczyzn o aborcji, że jest to sprawa kobiet. Zamiast rycerzy na białych koniach, którzy będą nas za wszelką cenę ratować, chcemy absolutnych podstaw: słuchania nas, wspierania bez oceniania i akceptacji naszych decyzji, jakie by one nie były 

- czytamy w komunikacie prasowym. 

Z kolei w przygotowanym spocie mężczyźni czytają komentarze, jakie pojawiły się na stronie Aborcyjnego Dream Teamu. Komentarze, które można określić tylko jako wulgarne, obrzydliwe i nienawistne. Komentarze, które każdego dnia padają pod adresem mnóstwa kobiet. To cała litania zarzutów.

To wina kobiet, bo decydują się na stosunek.

To wina kobiet, bo zgadzają się na stosunek przerywany.

To wina kobiet, które w XXI wieku nie wiedzą, jak zapobiec niechcianej ciąży. 

To mężczyźni najczęściej chcą tego przerywanego stosunku, nie chcą zakładać prezerwatyw, nie chcą się zabezpieczać 

- komentuje Mikołaj Borowy, reżyser i aktywista. 

Z kolei pisarz i scenarzysta Jakub Żulczyk dodaje: 

Dochodzimy do sytuacji, w której próba założenia rodziny czy też próba bycia matką, bycia rodzicem jest sytuacją, która zaczyna być z automatu stanem strachu. Do tego doszliśmy. 

Wszyscy mężczyźni zgodnie podkreślają - tu chodzi tylko i wyłącznie o kontrolę. 

Z kolei w segmencie na temat tego, czy gdyby mężczyźni robili aborcje, to czy byłaby ona legalna i na żądanie rozmówcy stwierdzili: 

Dostawałoby się jeszcze kwiaty na koniec. 

Pewnie w każdej aptece bez recepty można by było dostać pigułkę dzień po, tak jak teraz bez recepty można dostać Viagrę. 

Myślę, że wtedy w social mediach mogłoby być dużo komentarzy, że na przykład “aborcja to jest męska rzecz, baby nie powinny się w to mieszać”. 

Dostępność aborcji byłaby przede wszystkim natychmiastowa i jeszcze dofinansowana. Jestem o tym przekonany. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Niestety. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aborcyjny Dream Team (@aborcyjnydream)

Klip „Jej ciało – jej wybór” został opublikowany na 9 dni przed drugą rozprawą Justyny Wydrzyńskiej. 

Justyna, oskarżona o pomocnictwo w aborcji, przekazała tabletki poronne nieznanej jej kobiecie: Ani, która była w związku z mężczyzną stosującym przemoc.  

Decyzja o aborcji podjęta przez Anię była łatwa, to okoliczności jej towarzyszące były trudne. Wyjazd do niemieckiej kliniki nie udał się, ponieważ mąż Ani zagroził, że jeśli ona wyjedzie z ich trzyletnim dzieckiem, on zgłosi porwanie rodzicielskie.  

Ze względu na początek pandemii i sparaliżowane usługi pocztowe nikt nie wiedział, ile jeszcze trzeba będzie czekać na zestaw zamówiony u Women Help Women. Szukając pomocy w internecie, Ania trafiła na Aborcję Bez Granic. Zgłosiła się z prośbą o pomoc, opowiadając o tym jak mąż sprawdza jej wiadomości, czyta maile, przegląda historie przeglądarki internetowej. Działająca w ABG Justyna poznała w ten sposób historię Ani i poczuła się jak kilka lat wcześniej; w przeszłości była dokładnie w takiej samej sytuacji. 

Justyna podjęła decyzję w obawie, że Ani nie uda się inaczej pomóc: w myśl zasady “jak nie drzwiami, to oknem” wysłała jej własne tabletki aborcyjne. Kobiety zostały nakryte, bo kontrolujący wszystko mąż Ani dowiedział się o ich sojuszu 

- czytamy na stronie Aborcyjnego Dream Teamu.  

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aborcyjny Dream Team (@aborcyjnydream)

Niestety działaczki organizacji podkreślają, że to nie jedyna taka sytuacja. Często piszą do nich osoby, które muszą ukrywać swoje aborcje przed mężami, partnerami czy chłopakami. 

Kolejna rozprawa Justyny Wydrzyńskiej odbędzie się 14.07 o godz. 9:30 w Sądzie Okręgowym Warszawa – Praga przy ulicy Poligonowej 3. Demonstracja solidarnościowa rozpocznie się o godz. 9:00. 

Zobacz również: Była na wakacjach w kraju, gdzie aborcja jest praktycznie nielegalna. O mało nie przypłaciła tego życiem

Polecane wideo

Protesty po zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Kobiety wyszły na ulicę
Protesty po zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Kobiety wyszły na ulicę - zdjęcie 1
Komentarze (5)
Ocena: 4.2 / 5
Ona (Ocena: 1) 07.07.2022 15:24
No to ci panowie są spaleni w moich oczach.
zobacz odpowiedzi (2)
gość (Ocena: 5) 07.07.2022 10:49
Otóż to, to kobieta znosi "uroki " ciąży, porodu. Jak dziecko urodzi się chore, to w większości tatusiowe się zmywają a gdyby to kobieta chciała "uciec". To jak tak można, dlaczego, co za s.uka. Jestem w ciąży, chcąc by była ona dopilnowana chodzę prywatnie bo na nfz to jest dramat. Badania prenatalne/połówkowe 3D - prywatnie, badania moczu, krwi, toxo i inne - prywatnie. Z tego naprawdę robi się konkretna suma pieniędzy na którą aż tak nie byłam przygotowana.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie