Post tej lekarki udostępniły Anja Rubik i Maffashion. Czym jest zespół kociego krzyku?

„Wady letalne to pewna śmierć. Tu nie ma nadziei, radosnego porodu, babyshower i kupowania kołyski”.
Post tej lekarki udostępniły Anja Rubik i Maffashion. Czym jest zespół kociego krzyku?
Fot. Instagram.com (@anja_rubik/@julia_dawidowska)
27.10.2020

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu na polskie ulice wyszły setki tysięcy ludzi. To, co w czwartek wieczorem, parę godzin po ogłoszeniu decyzji trybunału zaczęło się jako spontaniczny protest, zmieniło się w falę potężnych manifestacji nie tylko w kraju, ale i za granicą. 

Zobacz również: Rusza drugi tydzień protestów po zaostrzeniu prawa aborcyjnego. „To jest wojna”

Wiele osób wypowiada się na temat wyroku Trybunału Konstytucyjnego i zaostrzenia prawa aborcyjnego także w mediach społecznościowych. Wśród nich znalazły się również gwiazdy, m.in. Kinga Rusin, Małgorzata Rozenek-Majdan, Maffashion czy Anja Rubik. Te dwie ostatnie udostępniły post młodej lekarki, która opowiedziała o swoich doświadczeniach na studiach na kierunku pedagogika specjalna. Ten głos w dyskusji na temat prawa do aborcji powinni przeczytać wszyscy 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Ala Skubisz (@alaskubisz)

Anja Rubik i Maffashon o wpisie lekarki na temat prawa do aborcji

Obszerny post nawiązujący do ostatnich wydarzeń i decyzji Trybunału Konstytucyjnego zamieściła na swoim profilu na Facebooku Alicja Plucińska, która studiowała m.in. psychologię kliniczną oraz profilaktykę społeczną z rehabilitacją. Autorka wpisu już na wstępie zaznaczyła, że zazwyczaj nie zamieszcza na swoich mediach społecznościowych treści o charakterze politycznym ani nie bierze udziału w manifestacjach. Tym razem poczuła, że musi postąpić inaczej. 

Nie jestem osobą która chodzi na każdą manifestacje. Nie wrzucam politycznych postów na społecznościowe. Ale teraz...

Opublikowany przez Alicję Plucińską Czwartek, 22 października 2020

Kobieta opowiedziała o ciężkiej chorobie genetycznej, o której dowiedziała się w trakcie studiów. Schorzenie nosi nazwę zespół kociego krzyku lub też zespół miauczenia kota. 

Parę lat temu studiowałam pedagogikę specjalną. Wybrałam specjalizację „resocjalizacja”. I za każdym razem, gdy mówiłam nowopoznanej osobie co studiuję słyszałam: „O, to trudne, a jak taka młoda dziewczyna, z przestępcami i w ogóle, jak sobie dasz radę?”. Wiecie, co było najtrudniejsze w moich studiach? Przedmioty dla całego roku. Nie pod względem wiedzy potrzebnej do przyswojenia na egzamin. O nie. Był przedmiot, na którym uczyliśmy się praktycznie tylko o wadach wrodzonych. W końcu, żeby rehabilitować, musimy wiedzieć skąd co się bierze i na czym polega. 

Na tych zajęciach dowiedziałam się o np. o zespole kociego krzyku. Intersująca nazwa, prawda? Jeśli płód bez mózgu nie jest przekonujący do wykonania aborcji, to może bardziej przypadek tego typu. Zespół kociego krzyku w swojej ciężkiej postaci polega na tym, że dziecko rodzi się z tak poważnymi wadami, że z całego tego bólu po prostu wyje. Nie płacze. Wyje. Bez przerwy. Nie robi nic, tylko płacze, a płacz ten przypomina miauczenie kota. Zastanowicie się, ile żyje, skoro nic, tylko płacze? No właśnie - kiedyś nie za długo, na skutek wad umierało w przeciągu kilku godzin. W bólu, drąc się bez przerwy. Dziś medycyna poszła naprzód i te z lżejszą postacią dzieci żyją dłużej, umierając w pierwszych latach życia. Podobno naziści torturowali tak kobiety, zamykając w jednej celi z takim dzieckiem, a kobiety odchodziły od zmysłów. Jak widać, historia kołem się toczy. 

Fot. Instagram.com (@anja_rubik)

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Daughters Of Witches (@daughtersofwitches)

Autorka postu opowiedziała też o zajęciach na temat nowych metod rehabilitacji osób z całościowymi wadami rozwojowymi i głęboką niepełnosprawnością intelektualną. To ważny głos w świetle rządowych zapewnień, że żadne nieuleczalnie chore i niepełnosprawne dziecko nie pozostanie bez pomocy.  

Pamiętam, jak prowadząca z zapałem opowiadała, jak wspaniale te techniki działają. Niezmiennie ją do dziś podziwiam, za jej zapał, entuzjazm i zaangażowanie w pracę z tymi dziećmi. Podobnie jak inne osoby, które siedziały ze mną na sali i poszły tą drogą. Ja, jako pedagog resocjalizacyjny widziałam obraz beznadziei. Panie kołyszące się z dziećmi. I to była cała ta terapia. Kołysanie się. I po wielu miesiącach dawała świetne efekty. Jakie? Ano dziecko było spokojniejsze. Bo to nie jest rehabilitacja sportowca. Nie ma spektakularnych efektów. To dziecko nie zacznie biegać, nie zawiąże butów i nie będzie nigdy mówić czy chwalić się, że już umie dodawać. Ono się kołysze wraz z opiekunem. I już. Nieważne czy ma 5 lat, czy 17.  

To koniec progresu dla tego dziecka, ale nie koniec terapii. A dlaczego? Ano dlatego, że jak przerwiemy terapię, to zachodzi regres. Czyli cofamy się do stanu początkowego. Albo i gorzej, albo i dalej.  

I tak sobie chodziłam na te wykłady, oglądałam filmy z tych spektakularnych terapii (i to wcale nie sarkazm, to naprawdę są ogromne postępy, ale żeby to docenić, trzeba to zobaczyć), a potem wychodziłam z tych wykładów. Zmęczona psychicznie bardziej, niż po jakiejkolwiek praktyce z mojej specjalizacji. „Tej trudnej niby”. A jak wracałam do domu to wyłam. Podobnie jak moje koleżanki. Wstyd nam było płakać na wykładzie, wśród tych wszystkich osób, które w beznadziei widziały nadzieję. Ja tak nie potrafię. To ten moment, w którym uświadomiłam sobie, że urodzenie zdrowego dziecka to loteria, w której nie jestem pewna czy mam siłę nawet próbować zagrać. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Burza w mózgu Magda Owsiany (@burzawmozgu)

Autorka postu zwróciła też uwagę na fakt, że osoby opowiadające się przeciwko prawu do aborcji z przyczyn embriopatologicznych często zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, co dzieje się po przyjściu takich dzieci na świat. 

Dziś przeczytałam komentarz „kolegi” z roku, który popiera zakaz aborcji. Komentarz durny jak wiele innych w tym temacie, bez grama empatii. Zapytacie się, jak ten kolega wytrwał na tych zajęciach? Nie wytrwał. Nie ukończył nawet pierwszego roku, być może i pierwszego semestru. Nie słuchał o możliwych wadach, nie ma pojęcia jak wygląda rehabilitacja – nie dał rady wytrwać na studiach, które zajmują się pomocą. Pomocą osobom, których tak zawzięcie broni, gdy są jeszcze tylko płodem, który nie jest w stanie funkcjonować poza organizmem matki. A zresztą – wiele z nich w ogóle nie jest w stanie funkcjonować poza organizmem matki – dlatego właśnie umiera parę godzin czy dni po narodzinach. I to nie jest tak, że może się uda, może nie umrze – nie. Wady letalne, bo ma to taką swoją piękną nazwę, to pewna śmierć. Tu nie ma nadziei, radosnego porodu, babyshower i kupowania kołyski. Po wykryciu wady letalnej można kupić tylko małą trumienkę. 

Ludzie dalej myślą, że aborcja płodów z wadami wrodzonymi dotyczy tych sympatycznych osób z zespołem Downa uśmiechających się z bilbordów. Ano nie, wiele rodziców zna diagnozę i rodzi dziecko z ZD. Dlaczego? Bo choć wymagają kosztownej rehabilitacji, to te dzieci są wyjątkowe. Dlatego nazywane są ulubieńcami boga - bo kochają bardziej, czystą miłością. Dziś medycyna poszła naprzód i osoby ZD żyją dłużej, wiadomo też, że nie wszyscy mają niepełnosprawność intelektualną. Są w stanie samodzielnie funkcjonować, pracować, zakładać rodziny. Coraz częściej zaczynają pracować jako modele i modelki, czy aktorzy i aktorki. Wspaniałe, prawda? 

Zespół Downa to nie wada letalna. To trudna diagnoza, ale nie wyrok śmierci. Wada letalna jest wyrokiem śmierci. Jak bardzo medycyna by się nie postarała, płód bez mózgu człowiekiem nie będzie. Płód bez kości czaszki czy kręgosłupa nie będzie grał w siatkówkę, a to, że pozwolimy mu się urodzić, nie zwiększy jego szans na przeżycie. Jedyne co zwiększy, to cierpienie rodziców, zwłaszcza matki. Kobiety, która musi nosić w sobie tykającą bombę. Bombę, która może ją w każdej chwili zabić, ale nie można jej rozbroić, „no bo może nie wybuchnie i nic ci nie będzie”. Wyobraźcie sobie także, że poród to nie jest jakiś taki fajny, miły dzień, taki piknik z rodziną. To, zresztą jak i cała ciąża, ogromne obciążenie dla organizmu kobiety.  

Do całkiem niedawna, poród był największym zagrożeniem dla życia kobiety. Rozumiecie? Na świecie szalały zarazy, woda była niezdatna do picia, jak się skaleczyłeś to koniec, mogiła, bo nie było penicyliny. A dla kobiety większa szansa na śmierć była z powodu ciąży niż wszystkich innych czynników razem wziętych. Takie to jest wyzwanie donosić ciążę. To nie sesja zdjęciowa w kolorowym magazynie. To wymioty, rozerwane (lub nacięte) krocze, a potem krwawiące od karmienia piersi. A świadomość mężczyzn w temacie porodu jest taka, że nawet ci bystrzejsi, ale nieobyci w temacie, myślą, że trzy skurcze i do domu. No niestety, to kilkadziesiąt skurczy przez kilka, do kilkunastu godzin. Sielanka po prostu.  

Kobiety to wiedzą i mimo wszystko decydują się na posiadanie dzieci. Świadomie. Naprawdę, kobiety podejmują się zniesienia tych niedogodności. Wyobrażacie sobie faceta, któremu w ramach solidarności z matką dziecka, nacinamy cokolwiek w dolnych rejonach? Ja nie wiem, czy choć jeden odważny by się znalazł. A kobiety się na to godzą. Dla dzieci. Godzą się na wielomiesięczne poświęcenie swojego ciała po to, by mógł na świecie pojawić się nowy człowiek. Czy to nie heroizm? Kobiety mają sobie niesamowitą siłę, którą ciągle się próbuje im odebrać, zmuszając je do rzeczy niemożliwych. 

Zobacz również: Po wyroku trybunału strach zachodzić w ciążę. Ja rezygnuję

Polecane wideo

#OstraJazda przejechała przez polskie miasta. Tak wyglądał kobiecy protest samochodowy
#OstraJazda przejechała przez polskie miasta. Tak wyglądał kobiecy protest samochodowy - zdjęcie 1
Komentarze (2)
Ocena: 5 / 5
Krzysztof (Ocena: 5) 29.10.2020 17:04
Ona jest pedagogiem i robi doktorat, a nie jest młodą lekarką. Studiowałyśmy razem, a do lekarza mi daleko.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 27.10.2020 21:07
Aż mi się przypomniały moje studia z logopedii. Też miałam dużo zajęć z lekarzami neurologami, neurochirurgami , specjalistami patologii ciąży oraz terapeutami osób niepelnosprawnych. Wtedy miałam takie same przemyślenia jak autorka tego postu. Ciąża to loteria,zdrowe dziecko to dar, moja matka to bohaterka. Do dziś nie wiem, czy też chcę nią zostać. Nawet gdyby prawo pozostało niezmienione. Byłam wstrząśnięta tym, ile rzeczy może pójść nie tak przez całą ciążę,a zwłaszcza na jej początku,gdy następują najbardziej intensywne podziały komórkowe... Do dziś jestem wstrząśnięta. Cri dr chat jest okropne, dziecko z tą wadą często wygląda zwyczajnie na pierwszy rzut oka. A ten charakterystyczny dźwięk płaczu do dziś przejmuje mnie dreszczem. To straszne,że odbiera się przyszłym rodzicom możliwość badań prenatalnych ( to bezpośrednie następstwo wyroku tk- mała litera nieprzypadkowa), decydowania,czy chcą uniknąć traumy czy nie.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie