REPORTAŻ: Poród rodzinny? Mężczyzna na porodówce to błąd!

Poznajcie młode mamy, które w tym szczególnym momencie nie chciały mieć przy sobie faceta.
REPORTAŻ: Poród rodzinny? Mężczyzna na porodówce to błąd!
fot. Thinkstock
27.12.2015

Kiedyś nie do pomyślenia, dziś jest to standard. Poród rodzinny nie jest już przywilejem dla wybranych, ale czymś zupełnie normalnym. Każdy polski szpital umożliwia obecność partnera w tym szczególnym momencie. I w większości przypadków tak to właśnie wygląda. Panowie nie za bardzo mają wybór, bo dla nas to sytuacja zupełnie naturalna i pożądana. Jeśli się boi, to znaczy, że nie kocha – zdają się myśleć niektóre z nas. Wśród nich na pewno nie ma Renaty, Kamili i Agnieszki, które zdecydowały, że poradzą sobie same. Nie zachęcały ojców dzieci, a wręcz im to odradzały.

Każda z innego powodu, ale wszystkie zgodnie przyznają, że skoro przez setki, a nawet tysiące lat poród był sprawą wyłącznie kobiecą, nie ma sensu tego zmieniać. Mężczyzna nie musi, a nawet nie powinien na to patrzeć. W ten sposób wcale nie nabiera do nas większego szacunku i nie zbliża się do dziecka, ale niepotrzebnie cierpi, a nawet może się od nas oddalić. Wbrew pozorom, panowie to wyjątkowo wrażliwe istoty.

Dlaczego sprzeciwiły się powszechnie obowiązującej modzie? Dowiedz się, jak wygląda poród bez towarzystwa ukochanego faceta.

 

 

poród rodzinny

fot. Thinkstock

Poród to nie jest ładne widowisko i na pewno nie wygląda tak niewinnie, jak w serialach o lekarzach. Sala jest mała, niezbyt reprezentacyjna, w środku roi się od personelu. Kobieta leży prawie całkiem naga w dziwnej pozycji, jęczy, wrzeszczy, płacze. Czasami trzeba jej pomóc siłą, żeby dziecko wydostało się na zewnątrz. Jest krew i inne niezbyt przyjemne widoki. Po co facet miałby w tym uczestniczyć? Żeby docenił mój wysiłek? Myślę, że i bez tego uważa mnie do dzisiaj za bohaterkę. Zobaczył tylko to, co powinien, czyli już umyte dziecko i mnie ze złożonymi nogami. To już jest fajny obrazek, który warto wspominać – przekonuje.

Według Renaty większość mężczyzn tak naprawdę nie chce brać w tym udziału. Jeśli tak twierdzą, to znaczy, że ulegli presji. Wszyscy od nich tego wymagają, bo tak rzekomo postępuje dobry mąż i ojciec.

Poród rodzinny jest przereklamowany. Ja wolałabym się nie kojarzyć ukochanemu z cierpieniem, bólem, krwią i szwami. Myślę, że następnym razem nie będę musiała liczyć na przypadek. On zrozumiał, o co mi chodziło – twierdzi.

 

poród rodzinny

fot. Thinkstock

Kamila urodziła swoje pierwsze dziecko w sierpniu tego roku. Pierwotny plan zakładał, że przy wszystkim będzie obecny jej chłopak. Żadne z nich specjalnie się przy tym nie upierało, ale przecież tak wypada. Ukochany nie walczył o miejsce na porodówce, ale za każdym razem zapewniał, że poczuwa się do odpowiedzialności i będzie ją wspierał. Czy jej na tym zależało? Może trochę, ale na pewno nie był to szczyt jej marzeń.

Zawsze mi się podobała wizja porodu we dwoje. Niech facet wie, co zmajstrował i przez co muszę przechodzić. Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawialiśmy, ale jak nas pytali, to wersja była jedna – będziemy tam razem. Wydawało mi się, że dla niego to ważne. Nie zdradzał strachu i nie szukał wymówek. Ale kiedy zaczęłam go uważniej obserwować i słuchać, to zrozumiałam, że on najnormalniej w świecie jest przerażony. Wcale o tym nie marzy. Kiedyś włączyłam leżący na stole tablet i wyświetliło mi się forum dyskusyjne, na którym panowie żalili się, jak bardzo są do tego zmuszani. Nie ja tam weszłam – wspomina.

Wtedy zrozumiała, że nie ma się co upierać. Jak nie chce, to nie musi.

 

poród rodzinny

fot. Thinkstock

Nie powiedziałam mu o swoim odkryciu, ani specjalnie go nie wypytywałam. Zaczęłam udawać, że się waham, że może nie powinien mnie oglądać w takim stanie. On niby protestował, ale widziałam, jaką ma radość w oczach. Tylko na to czekał. Dzisiaj na pewno tego nie żałuję. Dziecko się urodziło, on nie zdradził swojej słabości i nie poczuł się mniej męski, nie kojarzy mnie z trudem porodu. Wszystko jest dokładnie tak, jak powinno być. Jestem przeciwna wymuszania takiego poświęcenia na facecie – twierdzi.

Kamila dzisiaj odradza wszystkim swoim koleżankom, które uważają obecność partnera przy porodzie za obowiązek mężczyzny. Nie czuje, by przez to cokolwiek straciła.

- Dla nich wystarczającym stresem jest czekanie na korytarzu przez kilka godzin. Rodzina opowiadała mi, co tam wyprawiał. Dla mnie to najlepszy dowodów na to, że naprawdę się przejął. Nie musiał tego udowadniać na sali – przekonuje.

 

poród rodzinny

fot. Thinkstock

Renata jest jedną z nielicznych kobiet, które nigdy nie marzyły o porodzie rodzinnym. Dla niej moment przyjścia na świat dziecka to tylko pewien etap. Wcale nie najważniejszy i nie wymagający dodatkowej „obstawy”. Już wiele lat temu postanowiła, że porodzi sobie sama, a tatuś pojawi się na porodówce już po wszystkim. Pomógł jej w tym przypadek, bo mąż wciąż naciskał.

Ja mówiłam swoje, a on swoje. Chciałam być sama, a on chciał mi towarzyszyć. Ciągle mi wmawiał, że jak przyjdzie co do czego, to zmienię zdanie. Przecież go nie wyrzucę. Na szczęście nie musiałam tego robić, bo los mi sprzyjał. Zaczęłam rodzić na tydzień przed oficjalnym terminem, kiedy mąż był w pracy. Miałam przy sobie siostrę. To ona zadzwoniła po karetkę i razem dotarłyśmy do szpitala. Nikt inny nie wiedział. Po około dwóch godzinach powiedziała mu o tym, ale przyjechał na miejsce już po wszystkim. Właśnie tak to miało wyglądać. Oszczędziłam mu stresu, a sobie nerwów. Nawet specjalnie się nie gniewał – wspomina.

Dlaczego tak bardzo broniła swojej prywatności w momencie, który większość kobiet chce dzielić ze swoim partnerem? Jak twierdzi, dla dobra swojego i męża.

 

poród rodzinny

fot. Thinkstock

Jeszcze inaczej wygląda historia Agnieszki. To miał być typowy poród rodzinny. Przez kilkanaście minut towarzyszył jej mąż, ale to wystarczyło, by chciała się go stamtąd pozbyć. Został wyprowadzony przez pielęgniarki na jej wyraźną prośbę.

To było coś strasznego. Panikował jak małe dziecko, ciągle o coś dopytywał, plątał mu się język, wręcz pouczał położnika, jak powinien wyglądać poród. Już widział, jak dziecko przychodzi na świat z pępowiną na szyi albo jeszcze gorzej. Mało brakowało, a sam stanąłby między moimi nogami. To nie był facet, jakiego znałam. Przeprosiłam go i poleciłam personelowi, żeby go wyprowadzili. Na korytarzu dostał jakieś leki na uspokojenie. Absolutnie nie żałuję, że pozbyłam się go z pola widzenia. Przynajmniej mi nie przeszkadzał – przekonuje.

 

Jej zdaniem porody w towarzystwie partnera są przereklamowane. A Waszym?

 

Polecane wideo

Komentarze (145)

Ocena: 4.92 / 5
Lola (Ocena: 5) 03.02.2016 22:04
Naprawdę nie rozumiem skąd tyle jadu sączonego na panią, która rodziła z mężem. Czy nie możecie zrozumieć, że naprawdę nie wszyscy mężczyźni patrzą jedynie na wygląd i na walory seksualne kobiety? Mam wrażenie, że panie się obawiają, że ich mężczyźni właśnie tacy są i dlatego boją się stracić w ich oczach tego, czym im "imponują". Zrozumcie, że być może związek tej pani naprawdę jest szczery, głęboki, a jej facet jest rodzinny i poród nie stanowił dla niego najgorszego przeżycia na świecie. To nie bajka, czy idylla, tak powinno być w każdym związku, mimo problemów. A to, że jej mąż jest przypuszczalnie jej jedynym partnerem seksualnym i nie ma go z kim porównać, to akurat nie powód do szyderstwa, ale do dumy, posiadaniem której szydzące panie widać niestety nie mogą się pochwalić. Smutno czytać takie pełne jadu wywody zazdrosnych bab.
odpowiedz
Uratujmy Oczko Hani (Ocena: 5) 15.01.2016 21:04
Kochani, pomóżmy uratować życie 1,5 rocznej Hani chorującej na nowotwór oczka "Ratując oczko Hani, ratujemy jej życie" - wejdźmy na "siepomaga" i przybliżmy wyjazd Hani do USA na operację oczka. Przyłączmy się do zbiórki, czasu zostało niewiele.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.01.2016 17:30
Tylko babki są takie głupie, by decydować się na kolejne dzieci po pierwszym porodzie. Żaden, ale to żaden facet tego by nie zrobił. Dlatego pakowanie ich na porodówke to głupi pomysł, oni i tak tego nie rozumieją. Pogadajcie szczerze z kolegami, poczytajcie fora to się przekonacie.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 04.01.2016 14:42
Jesli facet nie chciałby uczestniczyćw porodzie, w ogóle nie urodziłabym mu dziecka.Dla mnie to też traumatyczne przeżycie i skoro nie mogłabym liczyć na jego wsparcie w tej sprawie, to nie byłby wart mojego wysiłku.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 29.12.2015 15:15
Jejku jednak wchodza tutaj też normalne kobiety ;).
odpowiedz

Polecane dla Ciebie