Zimą łatwo o wilgoć w domu czy mieszkaniu. Chłód na zewnątrz przeszkadza nam w częstym otwieraniu okien, przez co para wodna gromadzi się w pomieszczeniach, szczególnie kuchni i łazience. Istnieje niezwykle prosta metoda, którą od lat z powodzeniem stosuje w swoich własnych 4 ścianach. Co więcej, nie potrzeba do niej żadnych drogich specyfików.
Zbierająca się woda na oknach to problem, którego pod żadnym pozorem nie wolno bagatelizować czy odkładać na później. Dłuższy czas osadzania się kropelek i za moment może pojawić się pleśń na ścianach albo meblach. Mój patent nie tylko eliminuje skraplanie, ale dodatkowo pochłania wilgoć z powietrza.
Proces jest trzyetapowy. Na początku należy dokładnie umyć wszystkie okna swoim ulubionym płynem do mycia szyb. Dzięki temu usuwam brud i tłuszcz, co jest kluczowe - tak mam pewność, że środek, którym smaruję szkło, dobrze osiądzie.
Następnie konieczne jest nakropienie odrobiny gliceryny spożywczej na szyby i dokładne rozprowadzenie za pomocą suchej ściereczki z mikrofibry lub ręcznika kuchennego. To właśnie gliceryna wytwarza barierę, która hamuje skraplanie pary wodnej.
W czasie gotowania wielu potraw, jak będzie to miało miejsce już niedługo podczas przygotowań do Bożego Narodzenia, czy biorąc zwykłą kąpiel, do powietrza przechodzi mnóstwo pary wodnej. Zimą wentylacja nie jest tak skuteczna, ponieważ mróz skutecznie powstrzymuje nas przed otwieraniem okien.
Nie trzeba się jednak martwić - wystarczy sięgnąć po produkty, które każdy z nas ma w swojej kuchni czy łazience. Mowa o sodzie oczyszczonej, soli kamiennej czy najzwyklejszym żwirku do kuwety.
Każdy z tych produktów sprawdza się przy pochłanianiu wody z powietrza. Osobiście najbardziej lubię korzystać z sody oczyszczonej, jednak żwirek ma relatywnie największą zdolność do zatrzymywania pary wodnej.
Dobrze sprawdzają się miejsca na widoku, aby mieć łatwy dostęp do ewentualnej wymiany sody, żwirku czy soli. Ja stawiam na parapety. Co kilka dni po prostu wymieniam zawartość misek na świeżą, a po wilgoci nie ma ani śladu.