Rozwiązanie konkursu OLAY: Przeczytaj odpowiedzi Laureatek!

Sprawdź, czy wygrałaś zestaw kosmetyków nawilżających OLAY Active Hydrating!
Rozwiązanie konkursu OLAY: Przeczytaj odpowiedzi Laureatek!
16.08.2011

Zadaniem Uczestniczek konkursu, który Papilot organizował z marką OLAY, było opisanie 24-godzinnej, aktywnej doby. Dostałyśmy od Was mnóstwo fantastycznych zgłoszeń, które czytałyśmy z prawdziwą przyjemnością.

Niestety, musiałyśmy wyłonić jedynie 10 Laureatek. Na następnych podstronach prezentujemy ich nazwiska oraz wypowiedzi.

Serdecznie gratulujemy!

konkurs olay

Agnieszka Kwidzińska, Białogard

Dzień rozpoczynam o wschodzie słońca, budzą mnie jego chłodne promienie. Szybki prysznic i w dresie wyruszam na poranny jogging. Potem energetyczne śniadanko z dodatkiem świeżego soku owocowego. Odświeżam się, nakładam ulubiony krem i pędzę do pracy, czas jakby przyśpiesza. Robię to, co lubię, mam kontakt z ludźmi, a po kilku godzinach punktualnie wychodzę. Rozpuszczam włosy, zakładam zwiewną sukienkę i idę na przyjemny spacer, wdychając morską bryzę (bo mieszkam nad morzem). Następnie lekki obiad, a potem spotkanie z przyjaciółmi. Jadę na nie rowerem, bo w moim mieście jest mnóstwo ścieżek rowerowych. Urządzamy gardenparty. Rozmawiamy, tańczymy, śmiejemy się do późnych godzin wieczornych. Zasypiam z myślą, że to był udany dzień..... Budzę się, niestety to nie dzieje się naprawdę. Rzeczywistość jest bardziej ponura, jednak właśnie tak wyobrażam sobie aktywny, zdrowy tryb życia w moim wydaniu. I choć nie jest tak idealnie to..staram się by w każdym dniu był jego aktywny pierwiastek. I tak np. w poniedziałek biegam, we wtorek piję ten świeży sok owocowy, w środę wychodzę z pracy punktualnie, w czwartek spaceruję na morzem, w piątek jeżdżę rowerem, w sobotę spotykam przyjaciół, a w niedzielę.... śpię do południa i leniuchuję...bo nie zawsze się uda…

konkurs olay

Małgorzata Nowakiewicz, Chełm

 Budzik. Budzik.

06:30 Umysł nie pracuje świadomie. Nic nie chcę. Najwyżej się spóźnię, najwyżej nie pójdę. Ręka bezwiednie wyłącza grający telefon. Jeszcze 5 minut mruczę gdzieś w poduszkę.

06.50 Otwieram oczy. Zwlekam się z łóżka w stanie otępiającego rozbicia. Coś mamroczę o bólu głowy i chęci zostania w domu. Nie ma mowy. 10 minut prysznic. Ciepła woda, płyn o zapachu czekolady. W mokrym ręczniku włażę do łóżka. Jeszcze chwila.

07:30 Zrywam się jak zwykle zaspana. Ubranie gdzieś w biegu, makijaż, którego największym wrogiem jest pośpiech, na szczęście wszystko idzie sprawnie. W radiu mówią o pogodzie. Nucę pod nosem jakieś stare przeboje. Jeszcze buty, może bluzę? Tak na wypadek, gdyby miało padać. Ma być dziś upał, zaprzeczam w myślach. Torba, klucze, wypadam z domu.

12 minut. Spieszę się. Jeszcze tylko wstąpić do sklepu. Jakiś sok, bułka. Mam nadzieje świeża. To wszystko.

Idę. Starsi ludzie wychodzą na poranne spacery. Ktoś z kimś czeka na otwarcie sklepu ogrodniczego. Biegnę.

Jeszcze to przejście, później w lewo. Między blokami roznosi się stukot obcasów. Idę na skróty, oby szybciej. Patrzę na zegarek- 4 minuty. Uff, powinnam zdążyć.

Zajęcia, lekcje. Dzwonek! I już prawie po wszystkim.

15:00 Jem obiad. Sprawdzam maila. Torba zostaję w domu. Wychodzę. 10 minut do autobusu. Obserwuję ludzi. Między nimi gubię gdzieś fizyczną pustkę. Znam sposób by się odciąć. Zakładam słuchawki i jakbym przenosiła się do swojego osobistego świata. Brzmienie. Kosmos. Ucieczka. 'A mury rosną'. Zaczyna padać. Podjeżdża zapłakany deszczem autobus. Zauważam znajomą. Rozmawiamy, co się zdarzyło przez te 100 lat nie widzenia się. Niby blisko, a jednak obco, gdzieś obok. Czas robi swoje. Autobus w końcu zatrzymuję się na moim przystanku. Długa ulica. Lubię swoje miasto. Zatrzymuję się przy jednej z nowych kamienic. Kurs angielskiego, a ja zastanawiam się nad wieczorem.

20:20 Czarna sukienka. Znajomi. Jakiś klub. Czas przepływa przez palce. Wszystko wydaję się nagle miękkie, świat traci ostre kontury. Ciut niepoważnie. Jakoś śmiesznie.

23:35 Zamawiam taksówkę. Noc młoda, ale ja wyraźnie czuję zmęczenie. Sen gdzieś tańczy koło mnie. Wchodzę do domu. Zapalam lampkę. Biorę prysznic. Robię herbatę. Rozmawiam z radiem. Za oknem pogoda bez zmian, deszczowe krople osadzają się na czym tylko się da. Czarne powietrze.

Kładę się do łóżka, z cieszącą mnie świadomością, że jutro sobota. Gapię się w sufit. Zamykam oczy.

Mój dzień.

Nagrody zostaną wysłane do Laureatek w ciągu 28 dni.

Zobacz także:

Ukochane PSY GWIAZD (Do kogo należą Scarlet, Dali, Minnie, Spencer i Madeleine?)

Zobacz, jak wyglądają pupile Victorii Beckham, Heidi Montag czy Hugh Jackmana!

Kate Middleton miksuje stare z nowym: Nosi te same ciuchy dwa razy i zawsze wygląda świetnie!

Księżna dokonuje rozsądnych zakupów. Stawia na ponadczasowe kroje i uniwersalne wzory, które można nosić na wiele sposobów.

 

konkurs olay

Żaneta Kapusta, Łódź

Godz.6.00.... 

co to za dźwięk??!

AAaaa.... trzeba wstać do pracy, no to szybko, bo nie mogę się spóźnić!

Prysznic... wstawiłam wodę na kawę.

Upijam łyk kawy, nakładam krem na twarz..ubieram się hm... i w co ja mam się ubrać?

Dopijam kawę, lecę na autobus.

W pracy jestem na czas - udało się, uff!

Jem śniadanie....i szybko biegnę na zebranie z kierowniczką, potem szybki lunch i biegiem na szkolenie.

Czas na obiad... chwila wytchnienia dla mnie.

Podczas obiadu myślę, co powinnam jeszcze dzisiaj zrobić.

...

Nareszcie do domu, zakupy, gotowanie obiadu i wreszcie czas dla mnie...

Gorąca kąpiel, pachnące balsamy, mój ulubiony krem, pije kakao i czytam ulubioną książkę.

Kładę się spać, bo jutro znowu do pracy.

konkurs olay

Paulina Maciboch, Paczków

Doba ma zdecydowanie za mało godzin! Jestem "rannym ptaszkiem", więc lubię wstawać skoro świt, zazwyczaj o godzinie… 11.00. Codziennie budzę się z tym samym okrzykiem: "To już tak późno?!!". Szybciutko zbieram się z łóżka, kilka razy pokręcę hula hopem dla rozruszania mięśni – to genialny i przyjemny sposób na utratę centymetrów w talii i biodrach! Potem szybkie śniadanko, prysznic i już jestem gotowa do biegu. Zazwyczaj około 12.00 wybieram się na kort, żeby pospalać kalorie przy moim ulubionym sporcie - tenisie. Potem powrót rowerkiem do domu, gdyż w moim cudownym, malutkim miasteczku kort jest oddalony 2 km od mojego domu. W mieszkaniu czeka na mnie obiad oraz pretensje mamy, że znowu nic nie posprzątałam! Uginam się pod jej karcącym spojrzeniem i biorę się za prasowanie i odkurzanie. Wiecie jak fajnie odkurza się w takt jakiejś energetycznej muzyki? Około godziny 16.00 zaczyna się mój codzienny, święty rytuał, czyli 2 godzinki siłowni. Uwielbiam wysiłek, jestem wtedy mega szczęśliwa! Powrót do domu, kolacja, prysznic i jestem tak wypompowana, że nie mam na nic siły. Wtedy zostaje czas na leniwe przyjemności, czyli spotkanie z ukochanym, wieczór z horrorem Stephena Kinga i kubkiem herbaty waniliowej lub nadrabianie zaległości w oglądaniu filmów.

konkurs olay

Karolina Porębska, Jasło 

Wstaje rano chłodnym świtem

Moc energii - dla mnie mitem.

Jednak zbieram się jak mogę

Kawą sobie dopomogę.

Wkładam buty, T-shirt, bluzę

Mineralkę, dobrą muzę

Biorę zawsze, by pomogły

Czy wiatr ciepły czy deszcz chłodny.

Biegam nadwiślańską ścieżką

Tak zaczynam dzień przebieżką.

Wracam- prysznic, balsam, kremy

Razem z kotem coś tam jemy.

Uczelniany zawrót głowy

Profesorskie nowomowy.

Popołudniem bieg do pracy

Nikt mi nic nie da na tacy!

A wieczorem spinning z Anką

Moją dobrą koleżanką

To nie koniec, jeszcze deser

Ślę buziaka esemesem

Do mojej Połówki Słońca

- Aktywności nie ma końca !

konkurs olay

Monika Januszkiewicz, Stargard Szczeciński

Dzień jak dzień. Wstaję o 6.00, dla rozbudzenia robię ok. 15 brzuszków. Wyciągam się leniwie z łóżka, jedno oko jeszcze nie doszło do siebie. Staję na puchowym dywaniku, oj jak przyjemnie....i robię ok. 10 skłonów. Jeszcze na koniec wyciągam się - teraz jest dobrze! Idę pod prysznic. Śniadanie - coś lekkiego, do tego zielona herbata, najlepiej z opuncją figową na dobry dzień. Ubieram się. Punkt 7.00 wychodzę do pracy. Zakładam adidasy i na rowerek. Przede mną do przejechania ok. 6 km... Zabieram ze sobą wodę niegazowaną i banana. Może akurat po drodze go zjem. Uf, jestem na miejscu. Teraz muszę wejść na ostatnie piętro wieżowca... Nie czuję nóg! W pracy o 9.00 drugie śniadanie - płatki Nestle Fitness, te z czekoladą, mmm moje ulubione! Godzina 12.00 - czas na spacer. Ubieram małą Zosię i idziemy zwiedzać miasto, po drodze zahaczymy o park. Wracamy. Jest godzina 15.00 Spędzamy resztę dnia na zabawie. Koniec pracy. Godzina 16.00. Zbiegam ze schodów. Lecę po rower i jadę do domu. Lekki obiad i wychodzę z psem na spacer. Zakładam dresy i idziemy trochę pobiegać. Godzina 18.30 i jesteśmy w domu. Mam jeszcze ochotę pojeździć rowerem... Słońce pięknie świeci… szkoda siedzieć w czterech ścianach. Dzwonię do przyjaciółki i spotykamy się w połowie drogi. Jedziemy nad pobliskie jezioro. Chwilę siedzimy nad brzegiem i rozmawiamy. Aga ma w torbie parę owoców, ja wzięłam wodę. Mały piknik i wracamy do domu. Godzina 20.00 - czas na jogę! Trochę amatorsko, ale liczą się chęci, parę pozycji już opanowałam. 30 minut i koniec! Teraz czas na kolację, prysznic i łóżeczko... Jeszcze tylko podziękuję mamie, że zajęła się domem… i idę spać.

konkurs olay

Anna Czajkowska, Mysłowice

Wstaję rano, 6.30… Przez pierwsze 15 minut, jakimś cudem, robię wszystko z zamkniętymi oczami. Poranny prysznic i już mi lepiej. Śniadanko, herbatka, zęby, ubranie i fruu, wychodzę.

Telepię się autobusem przez miasto. Samochodu nie opłaca się wyciągać, i tak korki i nie ma gdzie zaparkować, a bilety jednak tańsze niż benzyna. Mogę też poczytać spokojnie książkę. Dodatkowo pocieszam się, że jestem ekologiczna.

Przed zajęciami na uczelni skoczę jeszcze na siłkę. Na bieżni wypocę zły nastrój, a na rowerku nakręcę się na cały dzień, wyobrażając sobie jak wbijam się w wymarzone białe rurki.

Po siłowni, czas iść na wydział, pokazać się na ćwiczeniach, seminarium i konwersach, czasem potrenować też szare komórki.

Kurrrrczę! Już 15.00. Wychodzę z tego przybytku wiedzy, nic mnie nie zatrzyma na ostatnim wykładzie! Spotkanie z przyjaciółką jest ważniejsze, ale "obiecuję, że od przyszłego tygodnia chodzę na wszystkie wykłady".

Idziemy na mały rekonesans po sklepach i ciucholandach, kończąc tradycyjnie herbatą. Zamawiamy duży imbryk, tym razem miętowej z miodem i gadamy, gadamy, gadamy… Lubię to.

Czas wracać do domu, jeśli nie muszę, staram się nie jeść na mieście, a umieram już z głodu - drugie śniadanie wchłonięte między zajęciami jest już prehistorią. Dzisiaj mam ochotę na spaghetti, ze świeżymi pomidorami i bazylią. Mniam.

Po drodze zakupy, zachłannie ładuję do koszyka wszystko , co będzie potrzebne na najbliższy czas. A co przynajmniej wydaje mi się potrzebne... I tak to nierówna walka - w lewym narożniku supermarket, w prawym ja. Supermarket zawsze wygrywa w starciu z głodną małą 'mną', na dodatek nieznająca psychologicznych sztuczek marketingowych.. Te produkty naprawdę mówią do mnie "kup mnie"!

Dom, pichcenie i jedzenie. Koniec na dziś?

Nie! Dzwoni mój chłopak. Kino? Tak! Jedziemy na Piratów - Johnny Depp i Penelope Cruz, więc oboje będziemy zadowoleni. Jeszcze spacerek w parku by night, jest miło.

Czas do domu. Już tylko interesuje mnie łazienka i moje łóżko. Dziękuję, dobranoc. Resztki doby spędzę aktywnie śniąc, żeby się wyspać.

konkurs olay

Katarzyna Stachowiak, Gdańsk

JAK WYGLĄDA MOJA 24-GODZINNA, AKTYWNA DOBA?

Moja jest rzeczywiście dobą bardzo aktywnie spędzoną! Swój dzień zaczynam dość wcześnie, bo o 5:30. Mam mniej niż godzinę, by przygotować się do wyjścia. Zaczynam oczywiście od porannej toalety. Następnie ścielę, ubieram się i czeszę. Włosy zazwyczaj związuję w koński ogon, bo jest to fryzura szybka, twarzowa i niezwykle wygodna! Nakładam swój ulubiony krem – teraz latem, z filtrem ochronnym – a kiedy się wchłonie, robię delikatny makijaż. Akurat taki, żeby usunąć z twarzy oznaki chronicznego niewyspania i nie straszyć.

Do pracy docieram przed 7:00 i… zaczyna się walka! Projekty, terminy, niespodziewane zadania, telefony, maile… Do tego wszystkiego wątpliwy komfort przebywania w przegrzanym, nieklimatyzowanym pomieszczeniu z nawiewem, w stroju dopasowanym do obowiązującego w firmie dress code'u. Przepadam na minimum osiem godzin. Kiedy nadchodzi upragniona pora wyjścia z pracy, dostaję skrzydeł! Amatorzy popularnych napoi energetyzujących mogą się przy mnie schować.

Droga powrotna zazwyczaj przeciąga się w czasie. Spowodowane jest to faktem, iż mieszkam w dużym mieście, które bardzo chętnie odwiedzane jest przez tabuny turystów, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, a tak się składa, że siedziba mojej firmy mieści się w ścisłym centrum miasta… Trasa powrotna przypomina zatem slalom gigant skrzyżowany ze sprintem i wierzcie mi, nie przesadzam. Poniekąd jest to nawet wygodne wyjście, ponieważ zaliczam w ten sposób dzienną dawkę ruchu, a moje ciśnienie utrzymuje się na stałym, względnie wysokim poziomie…

Jeśli zaistnieje taka potrzeba, po drodze robię niezbędne zakupy. Po dotarciu do domu trzeba przygotować obiad. Na szczęście wysokie temperatury za oknem hamują w pewnym stopniu apetyt, toteż obiadek zazwyczaj jest lekki, choć smaczny i sycący. Później, obowiązkowo kawa! W pracy nie pijam kawy, zatem pozwalam sobie na tę drobną przyjemność popołudniami, kiedy to siadam w swoim ulubionym kąciku z filiżanką parującego aromatycznego napoju w jednej ręce, książką w drugiej i przepadam na jakiś czas.

Wieczorami staram się wyciszyć i uspokoić po szalonej gonitwie całego dnia, na przykład przy interesującym filmie. Gorący prysznic pozwala mi się zrelaksować i usunąć w jakimś stopniu stres mijającego dnia. Zazwyczaj walczę z sennością tak długo jak tylko jestem w stanie, aby uszczknąć z dnia choć odrobinę więcej cennego czasu, jednak w okolicach 23.00 przegrywam z kretesem i odpływam ostatecznie w objęcia Morfeusza.

konkurs olay

Patrycja Mosal, Strzyżów 

Jako iż jestem 18-letnią, wakacyjną nianią, uwielbiającą sport i wszelkie możliwe formy aktywności fizycznej, mój każdy dzień przypomina maraton i nieustanną walkę z płynącym czasem (bo jak pogodzić opiekę nad dzieckiem, romantyczne spotkanie z ukochanym, plotkowanie z przyjaciółkami i codzienne ćwiczenia, gdy doba ma tylko 24h?). Mój każdy dzień zaczyna się o godzinie 6.00. Czy słońce, czy deszcze, leniwie wstaję z łóżka, później kilka rozbudzających ćwiczeń, szybki prysznic, lekkie śniadanie, jeszcze tylko odrobina makijażu i przyodzianie przygotowanych wcześniejszego dnia ubrań i już - jestem gotowa do pracy. O 8.00 pukam do drzwi, które otwiera mi mój mały, roześmiany i niezwykle żywy, dwuletni towarzysz. To właśnie z nim spędzam większość dnia. 8 godzin wykorzystanych na bieganie i inne zabawy z maluchem, często daje mi w kość. Gdy wracam do domu, odgrzewam obiad i już szykuję się do kolejnego wyjścia. Jednego dnia jest to wieczór z ukochanym, drugiego ze znajomymi, tak więc rzadko mam czas, abym leniwie, sama ze sobą spędziła popołudnie. Gdy nareszcie wracam do domu, ubieram ulubione dresy i robię to, co lubię najbardziej - ćwiczę! Z tym bywa różnie; czasami biegam, innym razem pokonuję kilometry na rowerze. Gdy mój dzień dobiega końca, biorę relaksującą kąpiel i kładę się spać, co traktuję jako nagrodę po aktywnie spędzonym dniu!

konkurs olay

Halina Otta, Poznań

Godzina 6.15 znowu słyszę dźwięk budzika, kilkakrotne przeciągnięcie, trzy głębokie wdechy i już jestem na nogach. Wstawiam garnek z płatkami owsianymi na piecyk i biorę szybki prysznic. Wychodzę z łazienki - moja owsianka już gotowa. Przed jej zjedzeniem wklepuję kremik na twarz, szyję i dekolt, a na ciało ujędrniający balsam. Słucham w radio wiadomości i zjadam owsiankę. Pięć minut na makijaż i już jestem w drodze do pracy - szybki spacer - trasę do pierwszej pracy pokonuję przez 20 minut. Godzina 8.00 - pierwsza grupa, a potem cztery następne. Po skończeniu piątej grupy /j. angielski/ jest godzina 11.30 i już jestem w drodze do domu. Robię zakupy na bazarku, w piekarni.. Południe - jestem w domu - szybki prysznic - i godzinka na "ogarnięcie" domu i przygotowanie obiadu. Teraz czas, który najbardziej lubię - 40 min zarezerwowane na zjedzenie obiadu z rodziną. Potem sprawdzenie poczty i 30 min na przygotowanie się do popołudniowych lektoratów. Tym razem spacer do pracy zajmuje mi tylko kwadrans. Pracuję z małymi 10-minutowymi przerwami do 19.30 - a jeśli to jest czwartek, nie wracam do domu. Robię sobie 30-minutową przerwę na zieloną herbatę i małe co nieco. O 20-ej przychodzi mąż i przez półtorej godziny mamy zajęcia taneczne na kursie tańca towarzyskiego. W domu jesteśmy ok. 22.00. Coś pijemy, rozmawiamy, sprawdzam znowu pocztę, czasami zapisuję w specjalnym notesie nowy układ z kursu. Dobre pół godziny oddaję się swoim rytuałom w łazience, a potem… czas na sypialnię. 

Komentarze (22)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 23.08.2011 21:27
ja tez dzis dostalam :D dzieeekuje :D
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 23.08.2011 13:54
te Anonim, ja jakoś codziennie chodzę na siłownię te 2 godziny i jakoś cieszę się dobrym zdrowiem i kondycją :)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 23.08.2011 13:48
hahah nie wiedziałam, że wygrałam dopóki przed chwilą z wielkim zdziwieniem nie odebrałam paczki z Warszawy xD
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 18.08.2011 09:01
czy ktos wie w jakim okresie wysylaja nagrody ? :)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 17.08.2011 18:49
Wygrałam!!! Ale zaskoczenie..;))) Zachęcam wszystkich do brania udziału w tych konkursach....każdy ma szanse wygrac ;)) Pozdrawiam!
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo