Takich osób jak ja nie jest znowu aż tak wiele. Wiem, że jesteśmy mniejszością, ale niech może większość zacznie zdawać sobie sprawę z naszego istnienia. To nic nie kosztuje, wymaga tylko odrobinę wysiłku, żeby uszczęśliwić weganina. Na moją rodzinę liczyć nie mogę. Za chwilę tradycyjna do bólu wigilia, na której prawdopodobnie nic nie zjem. Bo oni mają taki kaprys. Nie mogliby się raz poświęcić? Przecież nie wymagam wiele!
Przestałam jeść mięso 2 lata temu, ale w minione wakacje stwierdziłam, że spróbuję pójść dalej. Najpierw rezygnacja z jajek. Bez problemu się udało, chociaż trzeba było jeszcze uważniej przeglądać składy produktów. Gorzej z mlekiem, bo to jest już dosłownie wszędzie. Ale udało się i dzisiaj moja dieta jest zupełnie wolna od produktów pochodzenia zwierzęcego.
Tylko co to kogo obchodzi? Nawet bliscy uważają, że to jakaś fanaberia i „od masełka nie umrę”...