Anna Lewandowska od lat należy do najbardziej wpływowych kobiet w polskim show-biznesie. Jej marka osobista, zbudowana na sporcie, zdrowym stylu życia i prężnie działających projektach komercyjnych, jest dziś potęgą, ale mało kto pamięta, jak szybko gwiazda zaczęła przebijać finansowe sufity w branży. Wbrew pozorom to nie sukces „kulek mocy”, suplementów czy obozów sportowych sprawił, że została jedną z najlepiej opłacanych gwiazd w kraju. Przełom nastąpił dużo wcześniej.
Zobacz także: Widzowie zaskoczeni nieobecnością Anji Rubik na finale „Top Model”. Wiadomo, co się stało
Dziś Anna Lewandowska prowadzi ogromne biznesowe imperium, ale już lata temu jej wizerunek przyciągał największych reklamodawców. W jej portfolio znalazły się współprace z głośnymi markami, takimi jak Gillette, czy Calzedonia. Były to kampanie szeroko komentowane, a każda kolejna udowadniała, że Lewa jest jedną z najbardziej wpływowych twarzy w Polsce.
Dopiero teraz, dzięki ustaleniom opisanym w książce „Lewandowski. Prawdziwy”, ujawniono, jak spektakularne pieniądze Lewandowska potrafiła przyciągać na długo zanim jej marka rozrosła się do dzisiejszych rozmiarów.
W 2014 roku nawiązała współpracę z firmą Nike, która okazała się absolutnie rekordowa. W jej najbardziej dochodowym momencie amerykański gigant wypłacał Lewandowskiej 70 tysięcy euro rocznie, co po ówczesnym kursie dawało niemal 300 tysięcy złotych za rok współpracy.
Jak podkreśla autor książki, Sebastian Staszewski, kontrakt ten był najwyżej wycenioną kobiecą umową reklamową w Polsce. Taka kwota w tamtym czasie była ewenementem, zwłaszcza dla influencerki, która dopiero budowała swoje medialne imperium.
Dziś kwoty w kampaniach reklamowych topowych gwiazd potrafią zwalać z nóg, ale dekadę temu było to absolutne science fiction. Kontrakt Lewandowskiej postawił ją w jednym szeregu z najbardziej rozchwytywanymi ambasadorami w Europie, wyznaczając nowy standard dla polskiego show-biznesu.