Atak na Kamila Durczoka – niesprawiedliwa nagonka czy słuszny lincz?

Jakie Wy macie zdanie na ten temat?
Atak na Kamila Durczoka – niesprawiedliwa nagonka czy słuszny lincz?
Fot. ONS
19.02.2015

Od kilku dni w Polsce nie mówi się o niczym innym. Tematem numer jeden w prasie i Internecie jest Kamil Durczok, a dokładnie jego nieznane dotąd oblicze: narkomana, fana zoofilskiej pornografii oraz szefa, który molestował swoje podwładne. Do tej pory kojarzony z profesjonalizmem, inteligencją i wysoką kulturą osobistą, dzisiaj zostaje sprowadzony do roli wroga publicznego numer jeden. Czy atak na jego osobę to słuszny lincz, czy raczej niesprawiedliwa nagonka?

Afera zaczęła się dość niewinnie. Tygodnik „Wprost” opublikował wyznania jednej z byłych dziennikarek dużej stacji telewizyjnej, która rzekomo regularnie otrzymywała wulgarne propozycje od swojego przełożonego.

- Moje kłopoty z nim zaczęły się od tego, jak powiedziałam mu „nie”. Któregoś dnia podszedł do mnie z tekstem: „Widzę, że nie masz majtek pod dżinsami. Jedziemy do mnie?”. Rzucił też, niby w żartach: „Oprzesz się, suko, o ścianę, a ja wejdę od tyłu”. Byłam tak zawstydzona, że mnie sparaliżowało. (…) Mój oprawca robi karierę. Przeprowadza wywiady z najważniejszymi osobami w Polsce, ciągle kieruje dużym zespołem telewizyjnym. Ja odeszłam ze stacji. Chcę zapomnieć o sprawie. (...) Wiem, że inne dziennikarki miały z nim podobne przejścia. Niektóre robią dziś zaskakujące kariery – relacjonował jej słowa tygodnik.

Kamil Durczok

Fot. ONS

W Sieci zaroiło się od żartów, że redaktor powinien nazywać się Dupczok. Wszyscy masowo zaczęli również zamieszczać filmik sprzed kilku lat, na którym dziennikarz klnie i domaga się wyczyszczenia stołu.

„Temu panu zawsze brakowało klasy!”

„Zwykły cham i prostak. Jak on może pracować w telewizji i mówić do miliona ludzi?”

„Prostak i tyle!” – osądzili Internauci.

Kamil Durczok

Fot. ONS

Po tym wyznaniu na forach internetowych komentatorzy zaczęli się zastanawiać, o kim mowa. Najczęściej padały dwa nazwiska: Kamil Durczok oraz Tomasz Lis. Wciąż brakowało jednak dowodów na to, że szefem-seksistą jest któryś z tych dwóch redaktorów. Anonimowa spowiedź dziennikarki to przecież za mało, by oskarżyć konkretną osobę o mobbing. Wtedy niespodziewanie „Wprost” zamieścił relację z prywatnego śledztwa, dotyczącego tajemniczego mieszkania, w którym Durczok spędzał swój wolny czas.

Choć artykuł opisywał wyłącznie gorszące przedmioty, które znaleziono w tym domu („biały proszek”, „filmy porno o treści zoofilskiej” oraz „dmuchane lalki”), i nie było w nim ani jednej wzmianki o tym, że to właśnie Durczok jest owym „molestującym przełożonym” z poprzedniego numeru tygodnika, wszyscy szybko powiązali ze sobą obie publikacje i wydali wyrok: szef Faktów jest winny.

Kamil Durczok

Fot. ONS

W jego obronie stanęli inni dziennikarze. Karolina Korwin Piotrowska odeszła z redakcji „Wprost” po tym, jak tygodnik opublikował artykuł o „ciemnej stronie Kamila Durczoka”. Na swoim fanpejdżu napisała m.in.:

„Wolność to wielka zdobycz ostatnich 25 lat. Wolność słowa, prasy, przekonań, w końcu wolność w życiu prywatnym. Dla mnie wolność jest religią. Wczoraj coś w tej wolności pękło. Rozpętano szaleństwo. (…) Wczoraj, czytając „Wprost”, uznałam, że nie mogę godzić się na rzeczywistość, według której każdy będzie mógł w imię „walki z mobbingiem”, źle pojętej wolności prasy, oraz „interesu publicznego” wejść do mojej sypialni, inwigilować moich bliskich, sprawdzać co robię i z kim, kiedy nie jestem w pracy. A potem, nie mając dowodów na cokolwiek, oskarżyć mnie i jeszcze na tym zarobić. Nie ma we mnie zgody na publikowane donosy, pachnące na milę żenującym szambem ubeckie prowokacje, na publiczne, bezpodstawne niszczenie ludzi. (…) Trzeba zatrzymać wreszcie to szaleństwo. Chorą pogoń za sensacją. Ja, na swoim podwórku, mówię „stop”.

Kolegom z „Wprost” dziękuję za dobrą współpracę i gratuluję świetnej sprzedaży ostatniego numeru gazety”.

Kamil Durczok

Fot. ONS

W podobnym tonie wypowiedzieli się także Marcin Prokop („Niezależnie od tego, co się tam wydarzyło czy nie wydarzyło, metodyka niszczenia postaci jest przerażająca.”) oraz Marcin Meller („Przeczytałem dokładnie obydwa materiały „Wprost”. Takiego poziomu insynuacji i manipulowania faktami nie osiągnęły nawet polskie brukowce. Momentami własnym oczom nie wierzyłem, jak się tam żongluje faktami, a raczej brakiem faktów. Nie mogę wyjść z osłupienia pod wpływem tego, co robi „Wprost”.).

Część Internautów zaczęła się więc zastanawiać, czy afera wokół osoby Durczoka nie jest przypadkiem sztucznie rozdmuchaną nagonką, wynikającą z tego, że dziennikarz komuś podpadł. Może ośmieszył jakiegoś polityka w swoim wywiadzie i teraz ponosi za to karę?

Coraz więcej osób przyznaje również, że Sylwester Latkowski, redaktor naczelny „Wprost” posunął się o krok za daleko. To, co dzieje się w prywatnym życiu znanych ludzi, nie powinno bowiem stawać się przedmiotem publicznego linczu. Na Facebooku powstał nawet prześmiewczy fanpejdż „Donoszę na siebie Latkowskiemu”, którego administratorzy napisali m.in.: „Ułatwmy pracę redaktorowi Latkowskiemu i innym wybitnym dziennikarzom śledczym Wprost. Pokażcie „burdel” w swoim domu ;)”. Z dnia na dzień przybywa tam fanów.

Jak skończy się zatem afera wokół Durczoka? To się dopiero okaże. Jesteśmy jednak ciekawe, jakie Wy macie zdanie na ten temat. Uważacie, że atak na szefa Faktów jest słusznym linczem czy raczej niesprawiedliwą nagonką?

Kamil Durczok

Kamil Durczok z żoną / Fot. ONS

Jak ataki na swoją osobę skomentował sam Kamil Durczok?

- Ja wiem, co ja robiłem w życiu. Ja jestem człowiekiem, który nie jest bezgrzeszny. Jak wielu z nas popełniałem mnóstwo rozmaitych, życiowych, prywatnych błędów. Popełniałem je, mam ich świadomość. Zapłaciłem za to swoją dość wysoką osobistą cenę, rozstałem się z moją żoną. Nie jesteśmy po rozwodzie, ale nie mieszkamy razem, nie jesteśmy ze sobą. Ale nigdy świadomie nie wyrządziłem nikomu żadnej krzywdy (…) Albo idziesz do łóżka z szefem, albo z tej firmy wylatujesz czy nie dostaniesz podwyżki - nigdy czegoś takiego nie było – mówił w wywiadzie dla TOK FM.

Komentarze (13)

Ocena: 4.69 / 5
Anonim (Ocena: 5) 07.03.2015 17:01
Jak można bez niepodważalnych dowodów oskarżać publicznie człowieka! Co kogo obchodzi co pan Durczok robi w swojej sypialni, z żoną czy bez niej! A jeżeli jakaś pracownica była przez niego molestowana, to powinna chyba zgłosić donos na policję, a nie żalić się całemu światu za swoją krzywdę. Myślę, że do tego są organy ścigania, a redaktor naczelny "Wprost"! Widać, że ludzie szukają sensacji, tylko szkoda, że dzieje się to czyimś kosztem!!!
odpowiedz
EWIK (Ocena: 1) 20.02.2015 09:25
Boże co ci ludzie robią. Jak w średniowieczu wierzą w jedno niepodważalne źródło informacji i "wydają wyrok".
odpowiedz
Queen B. (Ocena: 5) 19.02.2015 21:25
Takimi oskarżeniami można zniszczyć człowieka, ja bym więc poczekała na FAKTY zanim go oskarżymy.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 19.02.2015 15:23
W sumie to zastanawiam się dlaczego ofiary (skoro niby ich tyle było) nie powiedzą o kogo dokładnie chodzi. Ta od wywiadu w "Wprost" przecież nie dała się wykorzystać i do tego pracuje jako dziennikarka, taka afera mogłaby być przepustką do super kariery. To nie jest sprawa o gwałt żeby ofiary miały aż takie problemy z opowiedzeniem swojej historii i wskazaniem sprawcy.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 19.02.2015 11:36
bardzo dobry artykuł. Brawo papilocie
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo