Już 5-latki chodzą na korepetycje! PRZESADA?

15 Listopada 2010

Dzisiaj z korepetycji nie korzystają tylko najsłabsi uczniowie, maturzyści czy studenci. Obecnie nawet pięciolatki są wysyłane na prywatne lekcje.

Już 5-latki chodzą na korepetycje! PRZESADA?

Zapracowani rodzice nie mają czasu na odrabianie lekcji ze swoimi pociechami, dlatego wolą zapłacić korepetytorowi, który spełni za nich edukacyjny obowiązek. Chętnych nie brakuje, gdyż w gazetach i internecie aż roi się od ogłoszeń nauczycieli i studentów chcących zarobić kilka groszy. Koszta wahają się średnio od 20 do 25 zł  za godzinę.

Początek szkoły to dla dziecka nowa sytuacja, potrzebuje wsparcia. Zabiegani rodzice nie zawsze mają czas i siłę, żeby po pracy odrobić z maluchem lekcje. Jestem po to, żeby ich wyręczyć. - opowiada w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" studentka z Katowic, która udziela korepetycji 7-letnej Oli i 8-letniemu Kubie.

Jednak to wcale nie są najmłodsze dzieciaki korzystające z takiej pozalekcyjnej pomocy. Już nawet przedszkolaki mają prywatnych nauczycieli, którzy uczą ich sprawnego rysowania szlaczków i pisania literek.

Jednak jak twierdzi profesor Katarzyna Popiołek, rodzice wyrządzają w ten sposób ogromną krzywdę swojemu dziecku, które przez to nie uczy się samodzielności i traci pewność siebie. A to może odbić się w ich dorosłym życiu.

Dla rodziców korepetycje to często sposób na zagłuszenie wyrzutów sumienia, że nie poświęcają swoim dzieciom zbyt wiele czasu i uwagi. - Nawet najbardziej zapracowany rodzic, jeśli chce, znajdzie czas, by pomóc maluchowi z zadaniem, które sprawia mu trudność. Czas spędzony z rodzicami jest dla dziecka o wiele cenniejszy niż lekcja z najlepszym nauczycielem – zauważa profesor Popiołek.

Kinga Walczak

Zobacz także:

Dzieci biegle rysują myszką, a nie potrafią używać ołówka

Pięciolatki wiedzą jak prowadzić myszkę komputerową, ale nie wiedzą jak narysować kwadrat. Psychologowie ostrzegają - rośnie pokolenie dysgrafików!

Jak przekonać dziecko do pójścia do przedszkola?

Pierwsze tygodnie w przedszkolu to ogromny stres dla mamy i dziecka. Jak ułatwić maluchowi zaakceptowanie nowej rzeczywistości?

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (52)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2011-12-09 14:34:20

Jestem nauczycielem języka angielskiego. specjalizuję się w nauczaniu przedszkolaków w przedszkolu publicznym jak również w szkole prywatnej. Moim zdaniem to nie powinno być nazywane nauka tylko zabawą. Jeśli dziecko nauczy się przedstawiać, pozna kilka kolorów i piosenek to chyba tylko dla jego dobra. dziecko nie siedzi w ławce tylko reaguje na komendy jump, sit down, stand up. Dzięki temu dziecko nie boi sie języka obcego w szkole podstawowej. Zajęcia tego typu są po to ab dziecko lubiło ten przedmiot.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2011-01-09 15:43:56

Oj drodzy rodzice. Jak się chce to się da. My np. uczymy się angielskiego w domu sami. Nie przychodzi żadna Pani ani nie wysyłamy malucha do szkoły języków.Trzeb tylko do tego trochę czasu, pomysłowości i jakichś pomocy naukowych typu książeczki edukacyjne pt. "Angielski z Maksem" albo bajeczki po angielsku itp. Można samemu bardzo łatwo sobie z tym poradzić.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-20 12:45:28

dzieci powinny się bawić a nie wkuwać a jak chcą je czegoś nauczyć to przez zabawę

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-19 19:30:27

moim zdaniem to ogromna przesada.... jeśli rodzice nie mają czasu by pomóc własnym dzieciom to po co wogóle je robili!!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-16 17:17:37

to jest przesada żeby 5-letnie dzieci posyłać na korki, a jak nie mają czasu pomagać w lekcjach to po co je mają w ogóle

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-16 15:41:48

jak rodzice nie mają czasu to dobrze że ktoś może im pomóc a rodziców na to stać, proste :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-16 13:44:21

moim zdaniem przesada... ja nigdy nie korzystałam z korepetycji, wszystkiego potrafiłam się sama nauczyć... dla chcącego nic trudnego

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-16 02:43:17

Jeśli rodzice mają pieniądze i niestety są tak zabiegani, że nie umieją znaleźć choć chwili dla swego dziecka to dobrze, że jest osoba, która zajmuje się nauką ich dzieci. Może trudno to nazwać korepetycjami w podstawówce. Wystarczy jak taka osoba po prostu dopilnuje czy dziecko zrobiło pracę domową, lub po prostu przy nim siedzi w trakcie i czasami coś wytłumaczy. Ja osobiście dziękuję moim rodzicom za wszystko co włożyli w moją edukację. Dziwię się tym, co sprzeciwiają się zajęciom dodatkowym ich dzieci mówiąc, że tracą dzieciństwo. Ja na pewno nie straciłam. Przez 12 lat chodziłam do szkoły muzycznej, świadectwo zawsze z czerwonym paskiem. Od podstawówki chodziłam na angielski, potem niemiecki i od gimnazjum francuski. Do tego dochodził rysunek, balet (tylko 3 lata), pływanie (trenowane przez 4 lata, zakończone 3 miejscem w mistrzostwach Polski, rzucone z braku czasu). Maturę zdałam z polskiego, matmy, historii muzyki, angielskiego rozszerzonego na powyżej 90 %. W międzyczasie zrobiłam CAE, ZMP i DELF B2. Dzieciństwa mi nie brakowało, miałam czas na imprezy, spotkania ze znajomymi. Trzeba było się tylko dobrze zorganizować. Obecnie studiuję na drugim rok w Royal Academy of Music w Londynie, dostałam maksymalne stypendium opłacające czesne, wynajmuję z chłopakiem kawalerkę (który obecnie jest w NY), pracuję jako asystentka (5h dziennie) w firmie chodząc z szefem na spotkania, gdzie potrzebuje tłumacza. Zarabiam 3 000 funtów miesięcznie, do czego dochodzą jeszcze pieniądze z koncertów. Jednym słowem udało mi się. Wiem, że bez pomocy rodziców bym tego nie osiągnęła.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-16 19:26:18

o matko, aaaaaale piękna bajeczka, teraz mogę iść spać xD dziwne, że ja mam ang od przedszkola, byłam prymusem z 6,00 a teraz jestem w takim lo, że ledwo ciągnę na 5 i 4, ale nie mam czasu na imprezy itd. :/ i nikt u mnie nie ma, chyba, że ci co mają 2 i 1, czasem 3. a ty to chyba sobie wszystko wymyśliłaś, bo dzień by musiał mieć ok. 35 godz. żeby z tym wszystkim dać sobie radę. albo nie wiem, jesteś geniuszem z wielkim, łysiejącym łbem z żyłami xD sorry, ale z doświadczenia wiem, że ok pasek to nie jest żadne osiągnięcie, ale żeby być prymusem, albo maturę rozszerzoną z miliona przedmiotów zdać na 90%, to nie możliwe, żeby mieć jeszcze czas na jakieś przyjemności :// zejdź na ziemię

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2011-01-06 11:28:38

Osobo wyżej, nie umiesz czytać? Chodziło jej o dodatkowy angielski. Z resztą dzici muzyczne ą zdecydowanie inne od tych pozostałych. Sa niesamowicie zdolne. Też jestem takim dzieckiem. Bóg dał mi świetny słuch, więc gram na wiolonczeli, pracuję w radiu, chodzę do bardzo dobrego gimnazjum (mam biologię, chemię, historie, matematykę i fizykę po anngielsku), śpiewam. Szkoła muzyczna to przeciez nie tylko instrument. My tam mamy szereg przedmiotów (kształcenie słuchu raz w tygodniu po 1,5h, literatura muzyczna raz w tygodniu po 1,5h, harmonia, zasady muzyki, fortepian, chór lub orkiestra dwa razy w tygodniu po 3h). Mimo tego zawsze znajduję czas na zakupy, imprezy, wyjścia ze znajomymi, wysypiam się i nie zawalam szkoły. Mam średnią 4.9 na pierwszy semestr. Co ty mówsz, że to niemożliwe. Ty poprostu nigdy nie zaznałeś muzyki i nie wiesz, że, przykładowo, zapamiętaie wiersza (powiedzmy inwokacji z Pana Tadeusza) to dla na s kwestia 15 minut. Nie żebym była jakimś geniuszm, czy coś, ale nie lubię, jak ktoś twierdzi, że nna nic nie ma czasu, a tak na prawdę nic oprócz szkoły nie robi. Powodzenia przyszli nauczyciele!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-15 19:15:42

Moja babcia- emerytowana nauczycielka udziela teraz korepetycji chłopcu z 3 klasy podstawówki. I mówię Wam bardzo mu to pomaga, kiedy przyszedł miał same pały a teraz z polskiego 3 i 4 a z matmy 4. A jak na niego to są rewelacyjne oceny, bo za bystry to on nie jest. Jestem teraz, z 2 lata starszą siostrą w liceum i nigdy ani ja ani moja siostra nie chodziłyśmy na żadne korepetycje. Nigdy nie było czegoś takiego, że rodzice nas kontrolowali czy odrobiłyśmy lekcje, czy nauczyłyśmy się. Dla mnie to było nie do pomyślenia, nawet w podstawówce sama wszystkiego umiałam dopilnować. A miałyśmy dużo zajęć: Szkoła muzyczna (pianino), języki (teraz j.angielski i francuski) i taniec towarzyski, oraz udział w olimpiadach :biologicznej i chemicznej. Do tego co roku czerwony pasek A teraz dowiaduję się, że dzieci mają problemy z lekcjami i to już w pierwszych klasach podstawówki O_o

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-15 19:52:53

w takim razem boje sie o poziom Twojej klasy lub/i szkoły muzycznej. To niemożliwe chodzić do dwóch wymagających szkół i mieć czerwony pasek. Stwierdzam z autopsji nie tylko swojej ale też uczniów niebywale zdolnych.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-16 22:56:15

Wcale nie takie niemożliwe. Moje dwie koleżanki chodza do muzycznej i obie też co roku zdają z czerwonym paskiem. Wystarczy być dobrze zorganizowanym i inteligentnym a da się pogodzić te dwie szkoły, choć łatwo nie jest.(muzyczna to nie tylko 2 godziny instrumentu, ale również 2 godziny kształcenia słucha, audycji oraz 1,5 godziny chóru w tygodniu)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-18 10:22:38

Ładną bajkę ludziom wciskasz kobieto pokaż mi dziecko które nie trzeba kontrolować w okresie od przedszkola aż po czwartą klasę podstawówki ;) Co do tematu korepetycji w wieku przedszkolnym to nie pozwoliłabym na to, bo dziecko w tym wieku ma w głowię zabawę, a w przedszkolu ma się bawić, a nie uczyć, choć była bym zadowolona gdyby mógł tak wcześnie zaznajomić się z obcym językiem :) ale... Od 1 września 2011 roku wysyłam swojego trzyletniego synka do przedszkola, i oprócz zwykłych zajęć będzie miał w tyg. trzy godz. języka Angielskiego i nawet przez myśl mi nie przechodzi żeby wysyłać go na korepetycje bo ma mnie! Co innego gdy to jest podstawówka gdzie liczy się każdy stopień, ale nie wcześniej :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-18 21:28:05

Może masz mniej inteligentne i samodzielne dziecko skoro to że ktoś nie musi pilnować dziecka z lekcjami itd. jest dla ciebie takie ,,niemożliwe''?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2011-01-06 11:32:58

Tez chodze do szkoły muzycznej (wiolonczela) i do świetnego gimnazjum (przedmioty prowadzone mam po angielsku). Zdaję co roku z paskiem. Jak jescze byłam w I stopniu w muzycznej to podstawówke zdawałam ze średnią 5.6-5.8

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-15 18:13:00

NIe chodzi tu o30 minut dziennie. Jeśli ma sie jedno dziecko a jeśli 2 ? Przykład. Rodzice wracają z pracy o 16. Kobieta robi szybko coś do zjedzenia. Mąż ogarnia dom.Jedzą wspólny obiad jest 17.30.Czas dla dziecka godiznę. I niby wszystko gra. Tylko jak moja mama siada z moim bratem (1 kl.) to siedzi do 22 od 18. A jest jeszcze drugi syn.No i ja. Jak oni mają to pogodzic. Ona chyba też potrzebuje odpocząć po pracy.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-15 20:34:52

dokładnie. kiedyś były guwernantki, to to samo. A dzieci które posiadały swoją nauczycielkę były dużo bardziej rozwinięte niż te które jej nie miały. Znały wiele języków, potrafiły grać na pianinie. A dzisiaj? Szkoła tylko daje i mówi "tego macie się nauczyć" Jestem zdolną osobą... nigdy nie miałam problemów z nauką,a mimo to w szkole podstawowej i gimnazjum uczęszczałam na korepetycje z języka angielsiego i dziękuję za to Bogu. Bo dziś mogę tak samo pomagać małym pociechom i to wcale nie drogo bo za 15zł za godzinkę. Sprawia mi ogromną radość kiedy uczeń przynosi kolejną piątkę jego rodzicom również. W szkole zazwyczaj dostawali same słabsze oceny ponieważ rodzice nie byli w stanie pomóc[brak znajomości języka]

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz