Pracuję jako kelnerka już jakiś czas, ale coraz bardziej mam dość. Chodzi o to, że ludzie przestali zostawiać napiwki. Obsługuję stoliki z uśmiechem, staram się, doradzam, znoszę fochy i nieuzasadnione pretensje. Przynoszę gorące talerze, sprzątam po klientach, którzy robią pobojowisko, słucham obleśnych komplementów od niektórych facetów. Na koniec widzę rachunek za 180 zł i zero napiwku, ani złotówki. Ludzie ubierają się szybko, dziękują pod nosem i nawet nie spojrzą w oczy.
Zobacz także: Udaję silną, ale w środku jestem kompletnie wykończona
Wiem, że teraz większość klientów płaci kartą, ale ja zawsze mam jakieś drobne w portfelu, właśnie na taką okoliczność. Inni wychodzą chyba z założenia, że kelnerka przecież i tak zarabia, nie? Otóż nie. Większość z nas dostaje niską pensję, a napiwki to coś, co naprawdę robiło kiedyś różnicę i często decydowało o tym, czy w ogóle opłaca się dalej pracować w tej branży.
A.
Czy dajesz napiwki kelnerom? Zagłosuj: