Po ostatniej kłótni z partnerem dosłownie ręce mi opadają. Mieszkamy razem od pół roku. Początek był super, ale chyba oboje mieliśmy różowe okulary na nosie. Nie przejmowałam się tak mocno brudem w naszym domu, bo byłam szczęśliwa, że w ogóle zrobiliśmy krok do przodu i zdecydowaliśmy się na wspólne zamieszkanie. Teraz jednak czuję się po prostu zmęczona psychicznie tym, jak wygląda dom.
On rzuca brudne ubrania dosłownie wszędzie. Na jego brudne skarpety i majtki można się natknąć w salonie, sypialni, łazience. W zlewie zalegają brudne naczynia, bo nie mamy zmywarki. Jak ja nie pościelę łóżka, to on tego nie zrobi. Może stać rozwalone, ze zmiętą pościelą cały dzień. W umywalce jego włosy po goleniu. Po prysznicu nie opłucze wanny tylko zalegają na niej resztki mydła i paprochów.
Zobacz także: Czy polecieć na zagraniczny urlop solo?
Najpierw to po nim sprzątałam, potem próbowałam wprowadzić dyżury, potem olać sprawę i też nie sprzątać. Nie umiem jednak żyć w takim syfie, a jemu to kompletnie nie przeszkadza. Jego ulubiony argument to taki, że dom to nie muzeum i nie musi być perfekcyjnie czysty. I że przecież nic się nie stanie, jak naczynia cały dzień będą w zlewie.
Dostaję białej gorączki. Nie chcę, żeby przez to rozpadł się mój związek. Byłyście w takiej sytuacji? Czy faceta da się jakoś zmobilizować do sprzątania? Błagam o rady.
Zuza
Czy faceta da się zmobilizować do sprzątania? Zagłosuj: