Pandemia skończyła się już dawno, ale ja wciąż odczuwam jeden z jej skutków. W większych skupiskach ludzi odczuwam straszny dyskomfort. Najgorzej jest w komunikacji miejskiej, bo wtedy nie mam gdzie uciec. Muszę zaczekać, aż autobus, tramwaj czy metro zatrzyma się na przystanku/stacji i ewentualnie dopiero wtedy wyjść. W czasie jazdy zatłoczoną komunikacją muszę skupiać myśli na jednej rzeczy, np. na telefonie albo na książce. Jak zaczynam się rozglądać i widzę tłum, słyszę hałas, to od razu robi mi się duszno i czuję lęk.
Zobacz także: Czy klapsy to dobra metoda wychowawcza?
Przed pandemią w ogóle nie zwracałam na to uwagi. Codziennie jeździłam tramwajem do pracy, w godzinach szczytu. Człowiek na człowieku, gorąco, głośno. Nie przeszkadzało mi to. Teraz mam jednak straszny lęk przed większymi skupiskami ludzi. Ostatnio byłam w lodziarni z koleżanką i jej córką. Drzwi otwierały i zamykały się co sekundę, było pełno małych dzieci, które biegały, krzyczały, dorośli z wózkami, głośne rozmowy. Myślałam, że głowa mi od tego eksploduje. Czułam się strasznie, chciałam stamtąd wyjść natychmiast.
Najlepiej czuję się w małym gronie ludzi lub sama. Brzmię jak osoba aspołeczna, a wcześniej kompletnie nią nie byłam. Lubiłam imprezy, koncerty, spotkania w zatłoczonych restauracjach. Zastanawiam się, czy tylko ja tak mam. Zauważyłyście u siebie podobne zachowanie?
Dorota
Czy czujesz dyskomfort w zatłoczonych miejscach, choć wcześniej duże skupiska osób Ci nie przeszkadzały? Zagłosuj: