Czuję dyskomfort w komunikacji miejskiej. Nie zawsze tak było…

„Robi mi się wtedy duszno, czuję lęk”.
Czuję dyskomfort w komunikacji miejskiej. Nie zawsze tak było…
Fot. pexels
21.06.2023

Pandemia skończyła się już dawno, ale ja wciąż odczuwam jeden z jej skutków. W większych skupiskach ludzi odczuwam straszny dyskomfort. Najgorzej jest w komunikacji miejskiej, bo wtedy nie mam gdzie uciec. Muszę zaczekać, aż autobus, tramwaj czy metro zatrzyma się na przystanku/stacji i ewentualnie dopiero wtedy wyjść. W czasie jazdy zatłoczoną komunikacją muszę skupiać myśli na jednej rzeczy, np. na telefonie albo na książce. Jak zaczynam się rozglądać i widzę tłum, słyszę hałas, to od razu robi mi się duszno i czuję lęk.

Zobacz także: Czy klapsy to dobra metoda wychowawcza?

Przed pandemią w ogóle nie zwracałam na to uwagi. Codziennie jeździłam tramwajem do pracy, w godzinach szczytu. Człowiek na człowieku, gorąco, głośno. Nie przeszkadzało mi to. Teraz mam jednak straszny lęk przed większymi skupiskami ludzi. Ostatnio byłam w lodziarni z koleżanką i jej córką. Drzwi otwierały i zamykały się co sekundę, było pełno małych dzieci, które biegały, krzyczały, dorośli z wózkami, głośne rozmowy. Myślałam, że głowa mi od tego eksploduje. Czułam się strasznie, chciałam stamtąd wyjść natychmiast.

Najlepiej czuję się w małym gronie ludzi lub sama. Brzmię jak osoba aspołeczna, a wcześniej kompletnie nią nie byłam. Lubiłam imprezy, koncerty, spotkania w zatłoczonych restauracjach. Zastanawiam się, czy tylko ja tak mam. Zauważyłyście u siebie podobne zachowanie?

Dorota

Czy czujesz dyskomfort w zatłoczonych miejscach, choć wcześniej duże skupiska osób Ci nie przeszkadzały? Zagłosuj:

71 % tak
29 % nie

Polecane wideo

Znalazła idealnego faceta. Jej mąż to bot stworzony przez sztuczną inteligencję
Znalazła idealnego faceta. Jej mąż to bot stworzony przez sztuczną inteligencję - zdjęcie 1
Komentarze (11)
Ocena: 4.27 / 5
Ola (Ocena: 5) 21.06.2023 16:04
Ja miałam podobną sytuację po zamachach w Paryżu. Wyjście z domu w miejsce publiczne budziło we mnie wręcz paniczny strach. Potrafiłam wysiąść z tramwaju w połowie trasy, bo miałam wrażenie, że zaraz zemdleję. Kiedy problem był już tak poważny, że nie byłam już w stanie wyjść na zakupy, mąż powiedział, że muszę iść na terapię. W internecie znalazłam dobre opinię o poradni Psychologgia na Chmielnej i właśnie tam się udałam. Trafiłam na wspaniałą terapeutkę panią Anię Adamczyk-Śliwińską, która niesamowicie mi pomogła. Przede wszystkim wyjaśniła mi, ze nie mogę stale wmawiać sobie, że moje lęki są nieuzasadnione. To tylko pogłębia mój lęk. Uświadomienie sobie, że różne zagrożenia są realne, ale nie mogą przesłonić mi całego życia, było pierwszym poważnym krokiem naprzód. Kolejnym etapem było zanurzenie się w lęku i stopniowe oswajanie się z nim. Choć było to bardzo zadanie trudne, dzięki tej terapii znów mogę normalnie żyć.
zobacz odpowiedzi (1)
Nutella (Ocena: 1) 21.06.2023 15:31
Jesteś zwykłym covidianinem ze spranym mózgiem
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 21.06.2023 14:22
Też to mam, grubo ponad rok pracy zdalnej robi swoje, wszyscy "zdziczelismy".
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 21.06.2023 14:14
Czy łapiesz za drążek?
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 21.06.2023 12:13
Ja zawsze nienawidziłam dużych skupisk ludzi, bo są ciasne, głośne i śmierdzą.
zobacz odpowiedzi (2)

Polecane dla Ciebie