Powinnam się do tego przyzwyczaić, bo w Polsce narzekanie to sport narodowy. Co by się nie działo, to chodzimy ze skwaszonymi minami i twierdzimy, że mogłoby być lepiej. To oczywiście prawda, ale warto docenić to, co się ma. Nawet jeśli nie jest to bardzo dużo.
Zobacz również: Moi znajomi zarabiają po 2 tys. zł. Dla mnie to upokarzająca stawka
A jak jest za mało - to wziąć się wreszcie do roboty i przestać obwiniać wszystkich innych o własne niepowodzenia. Wyjątkowo mnie to drażni. Ciągle słyszę, że ktoś zarabia 1500 zł i to wina systemu. Jak moja koleżanka. Kiedy się pochwalę jakimś zakupem, wtedy mówi: tobie to dobrze, bo mnie na na nic nie stać.
Czy ktoś komuś zabrania podjęcia lepszej pracy? W dzisiejszych czasach to naprawdę żadna filozofia.
Nie chcę nikogo oczerniać, ale jeśli ktoś faktycznie dostaje 1,5 tysiąca na rękę, to musiał się bardzo postarać. Wszędzie płacą więcej. Nawet w dyskoncie można dostać 2 razy tyle. Potem jeszcze się okazuje, że ten ktoś nie ma nawet etatu i przez lata pracuje na umowie zlecenie.
Zobacz również: LIST: „Kasjerka z dyskontu zarabia więcej ode mnie. To nienormalna sytuacja”
To już nie jest wina systemu, ale własnego nierozgarnięcia. Ambitny i pracowity człowiek może żyć w Polsce na całkiem dobrym poziomie. Jeśli ktoś nie potrafi, to widocznie niewiele umie. Ale to już jest tylko i wyłącznie jego wina.
Co gorsze, ci biedniejsi próbują wzbudzać w innych poczucie winy, że lepiej zarabiają. Tak, jak gdyby kradli. Jeśli nie słyszycie takich tekstów na żywo, to przeczytajcie sobie komentarze w Internecie. Opiszą czyjeś luksusowe życie, a tam odzywka w stylu "a ja głoduję, bo zarabiam 1500 zł i wydaję wszystko na czynsz".
Mnie to nie rozczula, ale wkurza. Z tą koleżanką już nie chce mi się gadać. Czy Wy też uważacie, że tacy ludzie są sami sobie winni?
Ewelina
Zobacz również: Właśnie tyle zarabiają Twoi rówieśnicy. Sprawdź, czy mieścisz się w normie