Czy biedni ludzie powinni mieć dzieci? Mnie raczej nie stać... Wiktoria, 29 l.

Czy biedni ludzie powinni mieć dzieci? Mnie raczej nie stać... Wiktoria, 29 l.
15.10.2016

Mam 29 lat, może nie jestem jeszcze stara, ale czas strasznie szybko ucieka. Jest coraz więcej rzeczy, na które jest za późno. Boję się, że tak samo będzie z dzieckiem. Marzę o całej gromadce, a nie mam nawet jednego. Udany związek jest, zdrowie dopisuje, a możliwości brak. Pewnie nie jestem w tym osamotniona, ale mam opory, żeby spróbować. Kojarzy mi się to z nieodpowiedzialnością, a ja lubię mieć wszystko zaplanowane.

Tak naprawdę nigdy nie czułam, że jestem na to gotowa. Psychicznie na pewno, ale cała reszta leży... Z mężem wynajmujemy mieszkanie, bo na własne nas nie stać. Skąd wziąć kilkaset tysięcy? Chyba nie z naszych pensji. Zdarzyło się, że zarabialiśmy razem 4 tys., a teraz ledwo wyciągamy 3. Dużo? Nie w mieście. Połowa idzie na opłaty. Trudno coś odłożyć.

Nie mam praktycznie żadnej stabilizacji. Nie wiem, co wydarzy się jutro, bo mąż pracuje na umowie śmieciowej.

Teraz jakoś sobie radzimy we dwójkę, ale gdyby miało się pojawić dziecko, to czarno to widzę. Nie jestem pesymistką, ale realistką. Co się stanie, jeśli urodzę, męża zwolnią z dnia na dzień, albo ja stracę pracę? Nie będzie nas stać na mieszkanie, a nawet nie mielibyśmy gdzie szukać ratunku. Czy warto narażać dziecko na takie ryzyko? To mnie dobija. Mam w sobie tyle miłości, której nie potrafię spożytkować.

Z drugiej strony wiem, że inni mają gorzej i jakoś powiększają rodziny. Tylko ja nie potrafiłabym żyć tak byle jak... Chciałabym dać dziecku wszystko, co najlepsze, a o to byłoby trudno. Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy decydują się na potomstwo bez przemyślenia tego tematu. Potem się dziwić, skąd tyle rodzin, które ledwo wiążą koniec z końcem.

A może przestać być taką odpowiedzialną i spełnić swoje marzenie?

Często wyobrażam sobie, jakby to było. Ciąża, cud narodzin, potem wiele trudnych, ale cudownych chwil. Tego nikt nie mógłby mi odebrać. Tymczasem sama to sobie odbieram... Nie wiem, czy przesadnie się tym wszystkim nie przejmuję. Szczerze mówiąc, znam wielu rodziców i wszyscy jakoś dali radę, nawet jeśli najpierw było krucho z kasą.

Ale to nadal ryzyko, w którym najbardziej może ucierpieć niewinne dziecko...

Jak Wy się do tego odnosicie? Można w takiej sprawie pójść po prostu na żywioł i wierzyć, że wszystko się uda? Pragnę dziecka, jak niczego nie świecie, ale nie potrafię podjąć tej decyzji z czystym sumieniem.

Wiktoria

46 % tak
54 % nie

Komentarze (23)

Ocena: 4.65 / 5
gość (Ocena: 5) 16.10.2016 19:01
Mam podobnie jak Ty... Z narzeczonym mamy łącznie nieco ponad 6 tys./msc. niby wydaje się niemało ale jednak po opłatach za mieszkanie itd. wcale nie zostaje tak dużo. Mamy oszczędności i raczej kasy nie rozwalamy ale zawsze się coś wykrzaczy np. samochód i bach zniknęło 1,5 tys. u mechanika. Po ślubie będziemy decydować się na kredyt na mieszkanie. Ale dzieci? Bardzo chcemy ale tu nie chodzi nawet o pieniądze ale o brak stabilizacji. Co z tego, że mam umowę o pracę skoro na czas określony i z góry mam powiedziane, że póki co to nie zmieni? Jeśli zajdę w ciąże, prawdopodobnie stracę pracę. Ciężko świadomie podjąć takie ryzyko. Widzę ten sam problem u wszystkich moich znajomych, a Ci którzy maja dzieci (wpadka) dali sobie rade wyłącznie dzięki pomocy rodziców..
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.10.2016 17:55
Jak Cię nie stać na dziecko to go nie sprowadzaj na Świat. Później utrzymujesz takich dzieciorobów.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.10.2016 23:00
Ja widzę dwie skrajności; albo dzieci robią sobie masowo patole albo ludzie mają pierdo.lca na tzw. 'projekt dziecko'. Jeśli jesteś w stanie sama sie utrzymać, utrzymasz i dziecko - za ok 6 lat bedziesz pewnie wiecej zarabiac jak i facet, to wynajmiecie wieksze mieszkanie (dziecku przyda sie wlasny pokoj) i bedzie OK. Chyba, że życiowe pipiki z was :P
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.10.2016 19:26
W czasie wojny dzieci się rodziły, w PRL jak nic w sklepach nie było jakoś też, z waszym myśleniem to serio zaraz nas ciapaci zaleją, bo oni nie mają takich oporów. Dzieci nie muszą jeść kawioru z jesiotra ani polędwicy wołowej, nie wiem skąd wy bierzecie te mądrości o drogim wychowywaniu. Jak dla was wychowywanie dzieci to kupowanie im wszystkiego co niby najlepsze a zarazem najdroższe żeby nie czuło się gorsze, wożenie na pierdyliard zajęć dodatkowych to i 100 tys. miesięcznie wam nie wystarczy. Małym dzieciom nie potrzeba markowych ubranek bo i tak z nich zaraz wyrosną, ale niektóre panie muszą się otaczać markami bo same miały "biedne i nieszczęśliwe dzieciństwo bez drogich rzeczy ".
zobacz odpowiedzi (7)
gość (Ocena: 5) 15.10.2016 19:26
W czasie wojny dzieci się rodziły, w PRL jak nic w sklepach nie było jakoś też, z waszym myśleniem to serio zaraz nas ciapaci zaleją, bo oni nie mają takich oporów. Dzieci nie muszą jeść kawioru z jesiotra ani polędwicy wołowej, nie wiem skąd wy bierzecie te mądrości o drogim wychowywaniu. Jak dla was wychowywanie dzieci to kupowanie im wszystkiego co niby najlepsze a zarazem najdroższe żeby nie czuło się gorsze, wożenie na pierdyliard zajęć dodatkowych to i 100 tys. miesięcznie wam nie wystarczy. Małym dzieciom nie potrzeba markowych ubranek bo i tak z nich zaraz wyrosną, ale niektóre panie muszą się otaczać markami bo same miały "biedne i nieszczęśliwe dzieciństwo bez drogich rzeczy ".
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo