Decyzja dnia

Czy Was też irytują dzieciate koleżanki? Iza

Mam wrażenie, że piszę w imieniu wielu innych dziewczyn, które mają tego dosyć. Dosłownie szlag mnie trafia, chociaż wiem, że powinnam się uspokoić. Słyszę tylko, że powinnam dać się cieszyć innym ich szczęściem, nie wtrącać się, nie oceniać, ale ile można?! Jestem w takim wieku, że wśród moich znajomych pojawia się coraz więcej dzieci. Koleżanki rodzą i fajnie, ale dlatego z tego powodu stają się tak nieznośne? Jeszcze wczoraj imprezy, fajne rozmowy, a dzisiaj tylko pieluchy i wieczne cierpienie.

Żadnej z nich nie udało mi się jeszcze namówić na jakiś wspólny wypad. Niektóre mają już 2-letnie dzieci, więc chyba wreszcie mogłyby się wyrwać? Ale nie, bo one są matkami 24h na dobę, nie wypada, nie ma kto zostać z bachorem, już ich to nie bawi itd. Ok, to niech spadają na drzewo. Nie wierzę, że matka musi tak się poświęcać. One najwyraźniej lubią się tak męczyć. Przez to rozlatują mi się kolejne znajomości, bo podobno ich nie rozumiem. No, nie!

Strony

Ty też masz przed sobą trudną decyzję? Opisz ją i wyślij pytanie na redakcja@papilot.pl.
Wybrane maile zostaną opublikowane.

Komentarze (14)
ocena
4.7/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 18:39:33

Zacznijcie mówić swoim koleżankom o swoich uczuciach i opowiedzcie o swoim poczuciu odrzucania. Dawajcie też przyjaciółką wsparcie, powiedzcie, że wcale nie muszą być idealne, kiedy one poczują się komfortowo może zrzucą też swój ciężar i zrobi się normalniej. Presja bycia idealną matką na prawdę przytłacza, a macierzyństwo to ciężka praca, a nie siedzenie cały czas w domu. Kiedy wasza przyjaciółka właśnie urodziła dajcie im coś od siebie, przyjdźcie do nich z obiadem, albo posprzatajcie im mieszkanie, dajcie do zrozumienia, że wiecie jak jest trudno, bez wyrzutów, że sama tego chciała, kiedy młoda mama poczuje, że dla was nie musi być matką polką to zrobi się normalniej, dajcie im opowiedzieć o zmianach w ich życiu również ciemnych stronach, wy też musicie być dla nich wsparciem jeśli uważacie się za prawdziwe przyjaciółki. Tłmaczcie im, że nie muszą być perfekcyjne, wtedy łatwiej będzie im zostawić dziecko z partnerem i wyjść gdzieś z wami, uwierzcie, że może kilka pierwszych wyjść będzie dla nich trudne, to po jakimś czasie bedą na nie wyczekiwać, żeby wyrwać się z domu. Relacja musi być obustronna, wy musicie zaznaczać swoje potrzeby, ale i dawać, a nie oczekiwać, że kobieta, której świat wywrócił się do góry nogami nadal będzie darmowym psychoterapeuta na każde zawołanie. Jeśli uważacie, że propozycja byście posprzątały dom, albo ugotowały przyjaciółce rosół, bo urodziła dziecko jest bezczelna, nie jesteście prawdziwymi przyjaciółkami, bo czy to niechęć to niechęć do dziecka, czy egoizm, jakby złamała nogę to też byście nie pomogły?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 18:49:41

Mam sprzątać komuś w domu za darmo? Raz posprzątam, a potem będę musiała za każdym razem bo po co płacić komuś jak głupia koleżanka robi to za darmo. Mi po operacji nikt nie sprzątał.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 19:03:20

Najwyraźniej nie masz prawdziwych przyjaciół, to smutne, ze otaczasz się pustymi znajomościami zamiast wartościowej relacji. Wszystko mierzysz swoim zyskiem zamiast dać coś od siebie, więc i tobie nikt nic nie da od siebie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 17:38:50

Zerwałam kontakt z koleżanką, którą po prostu porąbało. Nie mogłam NIC powiedzieć - o sobie, o świecie, o tym, co się wydarzyło, bo każde moje zdanie było przerywane tyradą o tym, że ona nie wie/nie ma czasu, bo z dzieckiem siedzi. Ok, dlatego chciałam przekazać jej wszystkie informacje. Nie mogłam już tego wytrzymać, zachowywała się jak niewychowana kwoka.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 10:57:58

Ehh ciężko zrozumieć, że ktoś mógł wyrosnąć z "imprezek" i dla kogoś inne priorytety są ważniejsze i ciekawsze w życiu ;]

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 13:46:41

Jak jest się attention whore to nawet jak koleżanka zachwyci się nowymi butami, kotem, czy wspomni o awansie w pracy a, zamiast rozmawiać o tobie to robi się problem. Na miejscu koleżanek usunęłabym panienkę z otoczenia, bo jest toksyczna i chce gadać tylko o sobie i zamiast dorosnąć chce hasać po dyskotekach. Zdenerwowała mnie, a nawet dziecka nie mam, ba nie mam nawet z kim go sobie zrobić, a bardziej mnie irytuje niż dowolna matka.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 07:59:35

Krowa rozpłodowa

Hej, ostatnio na tym portalu pojawia się wiele artykułów dotyczących macierzyństwa, które wzbudzają wiele kontrowersji i powodują wiele kłótni w komentarzach, dlatego chciałabym się z wami podzielić moimi przemyśleniami, które być może pozwolą wam podejść z większym dystansem do młodych mam. A jak macie mnie hejtować to przynajmniej trochę mnie poznajcie. Jestem bardzo przeciętna, prowadzę przeciętne życie, ale chce wam pokazać, że to niekoniecznie musi być coś złego. Mam 28 lat, od 3 lat jestem mężatką, a we wrześniu urodziłam pierwsze dziecko. Męża poznałam przez internet, on pochodzi z małej wsi na Podkarpaciu, ja z Warszawy. Poznaliśmy się w wieku 18lat i dość szybko zakochaliśmy, choć nigdy nie podejrzewałam, że wpakuję się w związek na odległość. Mój mąż pochodzi z biednej wielodzietnej rodziny, jest najmłodszy z 6 rodzeństwa wychowywanego przez wdowę-rencistkę. Ja mam tylko starszą siostrę i tatę, moja mama zmarła 15 lat temu. Mój ojciec podobnie jak jego 2 żona zajmują wysokie stanowiska, ze starszą siostra z wielu przyczyn od pewnego czasu nie utrzymuje kontaktu, ale jej model macierzyństwa skłonił mnie do tego, by starać się nie zostać madką. Przez pewien okres nastoletniego życia właściwie cały dom był na mojej głowie, bo tata ograniczał się jedynie do zarabiania pieniędzy, macocha była dla mnie pewnym wybawieniem to, że musiałam tak szybko dorosnąć, bardzo mnie zmieniło. Choć wiele nas dzieliło, od razu wiedzieliśmy z mężem, że to jest to. Gdy tylko zdałam maturę, wyprowadziłam się do mieszkania, które przepisała mi babcia, znalazłam pracę na pełny etat i poszłam na studia zaoczne, choć z łatwością dostałabym się na dzienne, ale chciałam móc utrzymać się sama. Rok później, po skończeniu technikum, mój mąż przeprowadził się do Warszawy, na początku do akademika, ale dość szybko zamieszkaliśmy razem. Ja skończyłam studia, mój mąż nie. Musiał znaleźć dodatkową pracę, by pomóc mamie, która w tym czasie całkowicie utraciła wzrok. Wzięliśmy skromny ślub cywilny bez wesela, bo jestem raczej szarą myszą, która nie lubi takich imprez. Mąż zamienił 2 średnio płatne etaty na jeden dobrze płatny w magazynie jednego z dyskontów, ja dość szybko dołączyłam do niego, tylko nie jako magazynier, a jako pracownik biurowy. Taka jest nasza historia, a teraz coś o moim usposobieniu. Światopoglądowo jestem typowym lewakiem. Popieram związki par homoseksualnych, nie mam nic przeciwko aborcji i antykoncepcji, jestem nie wierząca, chcę dobrej edukacji seksualnej w szkołach i bardzo bym chciała, żeby każdy mógł żyć tak jak chcę-oczywiście w granicach rozsądku. Jestem raczej introwertyczką, choć staram się udawać, że jest inaczej, brak mi asertywności, mam problem z proszeniem o pomoc i panicznie boje się odrzucenia. Lubie pomagać mamy psa ze schroniska i 2 koty-znajdy, oprócz tego adoptowanego nosorożca i dziecko z Afryki, a jak widzę jakąś zbiórkę, która wyjątkowo poruszy moje serce to nie mogę się powstrzymać od wpłacenia chociaż kilku złotych. Nie jestem nawiedzonym ekologiem, ale segreguje śmieci, oszczędzam wodę i prąd i ogólnie staram się nie wyrządzić światu zbyt wielkiej krzywdy swoim istnieniem. Staram się być dobrym człowiekiem, ale od jakiegoś czasu czuję się zaszczuta zarówno przez najbliższe otoczenie, jak i zupełnie obcych ludzi, a to tylko dlatego, że jestem kobietą. Podobnie jak wiele z was nie znoszę niegrzecznych dzieci i bohaterek Spotted:Madka, choć mam dużo wyrozumiałości do dzieci poniżej 3 roku życia, której wam pewnie brakuje. Bardzo dobrze rozumiem dziewczyny, które denerwują się pytaniami, kiedy dziecko, też byłam tym zadręczana niemal od samego ślubu. Chcieliśmy dziecka, zaczęliśmy się o nie starać kilka miesięcy po ślubie, ale 3 krotnie poroniłam w okolicach 12 tygodnia, o ciążach wiedział tylko mąż, najlepsza przyjaciółka i ginekolog, dlatego pytania tak bolały. Zdaję sobie sprawę, że poronienia na tym etapie ciąży są częste, ale to i tak boli, przecież wiemy, że każdy kiedyś umrze, a śmierć bliskiej osoby i tak boli, a wyczekiwane dziecko nieważne czy wygląda jak kijanka, czy jak mały człowiek i tak jest największą miłością. 2 lata po ślubie i jeszcze bez dziecka, czułam się jak wybrakowana, dlatego tak doskonale rozumiem dziewczyny, które nie chcą mieć dzieci. "Nie masz instynktu macierzyńskiego? Nie jesteś prawdziwą kobietą" zdaje się krzyczeć całe otoczenie, podobnie jest jak, nie możesz donosić ciąży, też masz poczucie, że wszyscy mają cię za wybrakowaną. Moja najlepsza przyjaciółka nie chcę mieć dzieci i przegadałyśmy wiele godzin o presji społeczeństwa i mimo odmiennych poglądów na macierzyństwo miałyśmy bardzo podobne odczucia co do presji społecznej, podejrzewam, że samotne kobiety, które są nagabywane o znalezienie partnera i szybką ciążę, bo zegar biologiczny tyka, też nie skaczą z radości. Nie masz facet i dziecka jesteś gorsza, to podejście trzeba zmienić, nie tylko dlatego, że kobiety wreszcie mają środki, by podejmować świadomą decyzję o macierzyństwie, ale też ze względu na epidemię bezpłodności. W końcu zaszłam w 4 ciążę, a gdy w 5 miesiącu wciąż w niej byłam, przekazaliśmy radosną wieść rodzinie i znajomym, i tu znów rozczarowaliśmy większość osób, bo śmieliśmy tak długo to ukrywać, jakbyśmy uważali się za jakichś lepszych i chcieli zrobić tym jakieś zamieszanie. W dodatku część koleżanek była na mnie zła, że niemal od początku ciąży byłam na zwolnieniu, ale niestety, jeśli po tylu poronieniach chciałam utrzymać ciążę, musiałam leżeć z tyłkiem do góry przez 8 miesięcy, w końcu z miejsca byłam przyjęta do poradni patologii ciąży, a nie poradni ciąży fizjologicznej. Więc już zostałam leniwą roszczeniową madką, a jeszcze nie urodziłam. Skoro siedziałam w domu miałam czas dużo czytać, nie tylko książek o dzieciach, internetu również, co nie wpływało na mnie dobrze, bo dowiedziałam się, że cokolwiek zrobię, będzie złe dla mojego dziecka, w dodatku szalejące hormony zmieniły mój mózg w sieczkę i potrafiłam złapać zawiechę przy wpisywaniu imienia i nazwiska do formularza zamówienia tysiąca rzeczy, które miały mi być teraz niezbędne. Poród wiadomo, koszmar i znów jestem wyrodną matką, bo rodziłam ze znieczuleniem, fakt, że poród trwał 10 godzin, a znieczulenie było podane przez 3, nie ma znaczenia, nie chciałam cierpieć dla dziecka, nie rozumiem cudu narodzin. Urodziłam zdrowego chłopca, duży egzemplarz 59cm, 4800g. Pierwsze 2 tygodnie to amok, przerażenie i chaos, a dostaliśmy spokojny egzemplarz, ale nawet najlepszy egzemplarz będzie wył jak jest głodzony. 5 dzień po porodzie, zdążyłam dostać ochrzan od starszych sąsiadek, że wychodzę z dzieckiem na spacer tak wcześnie i przy wózku nie ma czerwonej wstążki, wszystko mnie bili, chcę świętego spokoju, a wszyscy chcą rozmawiać o moim porodzie, dziecko wisi przy jednej piersi, przy drugiej laktator, dalej ani kropli, konsultantka laktacyjna i położna rozkładają ręce, mały schudł już prawie kilogram, mąż idzie po mleko modyfikowane. Znów jestem wybrakowana, nie mogę nakarmić własnego dziecka, wszystkie matki karmiące rzucają się na mnie jak sępy. Idę do lekarza, bada mi piersi i robi usg, tak jestem wybrakowana, moje gruczoły mlekowe są niedorozwinięte, a ich kanaliki nie są połączone z brodawkami sutkowymi, nie będzie laktacji, choćby nie wiem co. Matki polki wiedzą lepiej, na pewno kłamię, jestem zwyczajnie leniwa, a ja płaczę razem z dzieckiem, kiedy nie mogę przestawić go po prostu do piersi, tylko muszę przygotować mieszankę. Każda na wstępie pyta, czy karmię piersią, a ja mam ochotę je spytać, czy dziś już robiły kupę, bo dla mnie to równie intymne pytanie, rozumieć to zdaje się tylko bezdzietna najlepsza przyjaciółka. Przynajmniej w domu jest czysto, mąż się stara, nikt nie przyczepi się do bałaganu. Zaczynamy dochodzić do siebie, mąż idzie na mecz, pierwszy raz zostanę sama z dzieckiem na tak długo, jestem przerażona, kiedy wraca, jestem na skraju załamania nerwowego, a dziecko przecież przespało całą jego nieobecność, za 2 tygodnie będzie musiał wrócić do pracy, a ja zostanę całkiem sama. Uroki dzisiejszych czasów, kiedyś dziecko wychowywała cała wioska, a teraz nie mam nawet mamy do pomocy, bo nawet jakby żyła to przecież wciąż by pracowała. Trochę pomaga sąsiadka, choć za każdym razem, kiedy proszę o pomoc skręca mnie poczucie porażki, bo znów nie jestem ideałem matki polki. Zostawiamy jej małego i idziemy do kina, czuję się źle, bo nie tęsknię za dzieckiem i cieszę się bliskością i adoracją męża, znów nie jestem dobrą matką gdyby ktokolwiek się dowiedział, nasłałby mops. 6 tygodni po porodzie, wizyta u ginekologa, zielone światło dla seksu, mąż zachwycony, bo od porodu bardziej go podniecam, dałam mu potomka, jestem w pełni kobietą, ja przerażona, bo może on uważa, że stałam się bardziej kobietą, a ja nie czuje się nią wcale. Czeka nas drugi pierwszy raz. Seks po porodzie to jedna z nielicznych rzeczy, która zmieniła się u nas tylko na plus, jest intensywniej i bardziej spontanicznie, to już nie jest ani prokreacja, ani wywoływanie porodu, czysta przyjemność. Kolejny wielki krok. Moje pierwsze spotkanie towarzyskie poza domem, było miło, żadnych rozmów o dzieciach poza kurtuazją, jest tak jak dawniej, ale to najbliższe grono. Dalsze znajome nie dają mi żyć, już nie liczę się ja tylko dziecko, a koleżanki z pracy chcą, żebym wyszła z nimi do klubu skoro nie karmię, a ja nigdy za tym nie przepadałam, ale jako mał

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
krowa rozpłodowa
(Ocena: 5)
2018-02-21 08:01:25

Moje pierwsze spotkanie towarzyskie poza domem, było miło, żadnych rozmów o dzieciach poza kurtuazją, jest tak jak dawniej, ale to najbliższe grono. Dalsze znajome nie dają mi żyć, już nie liczę się ja tylko dziecko, a koleżanki z pracy chcą, żebym wyszła z nimi do klubu skoro nie karmię, a ja nigdy za tym nie przepadałam, ale jako mało asertywna, zawsze się zgadzałam, teraz mogę wykręcić się dzieckiem, kolejny plus, choć gdybym poprosiła męża, zająłby się nim sam. Na Facebooka już nie wchodzę, na tablicy atakują mnie mamusine artykuły, a pod nimi masa hejtu, bo kobieta, kobiecie wilkiem, cokolwiek nie zrobię, jestem złą matką, jestem na granicy depresji poporodowej, wywołanej przez oczekiwania obcych ludzi, a nie moje dziecko. Minęło już prawie 6 miesięcy, zaczynam cieszyć się macierzyństwem, powoli uczę się puszczać dobre rady koło uszu, choć ostatnio zupełnie obca kobieta krzyczała na mnie w parku, kiedy powiedziałam własnemu dziecku "nie" i zabrałam rękę z ust, kiedy próbował zdjąć sobie zębem rękawiczkę, bo słowo "nie" niszczy dziecku psychikę. A ja nie chcę wychowywać dziecka bezstresowo, chcę, żeby znało słowo nie, chce je wychować po mojemu, bo to moje dziecko i to ja odpowiem za swoje błędy wychowawcze. Chce wychować fajnego dorosłego i jest mi cholernie przykro, kiedy niemal wszyscy mają o to do mnie pretensje i wiedzą lepiej jak wychować mojego syna, niechcianych rad udzielają nawet osoby, które dzieci nie mają i nie chcą. Staram się nie zatracić siebie, wyglądać dobrze, czytać książki, oglądać filmy, grać w gry, wychodzić z bezdzietnymi koleżankami, ale ponieważ mam teraz mniej czasu to tylko z tymi, z którymi naprawdę chcę przebywać, chcę rad od bardziej doświadczonych mam, ale tylko tych, o które proszę i tylko od tych mam, które dzieci wychowują, a nie utrzymują przy życiu, staram się chodzić na randki z mężem i kochać się z nim w każdej wolnej chwili. Staram się być normalna, o kupkach i pieluszkach rozmawiać, kiedy jestem sam na sam z inną matką, bo to teraz ważna część mojego życia i z kimś muszę o tym rozmawiać, a z psiapsiami nadal chce oglądać śmieszne koty, śmiać się z facebooka Magdy Gessler, rozmawiać, o sztuce, polityce, światowych kryzysach, tyłkach gwiazd i o wszystkim innym ważnym, czy nie. Tak nie jestem tą samą osobą co rok temu, ale nie zostałam ufoludkiem, choć ciągle jestem nieco głupsza niż przed ciążą, bo hormony wciąż walczą o to bym zapomniała jak wygląda poród i pierwsze tygodnie po, ale to czysta natura, choćbym nie wiem jak się starała być taka sama nie da się. Dziecko przewraca wszystko do góry nogami, ale daje też dużo frajdy i nie oznacza bycia przegrywem. Można mieć dziecko i żyć, ale to normalne, że zmieniają się priorytety i nie można być już całkiem beztroskim i wszystko trzeba planować z wyprzedzeniem i zegarmistrzowską precyzją, to pole bitwy. Jestem dobrym słuchaczem, dla części znajomych jestem teraz typową madką, bo nie mam już czasu godzinami wysłuchiwać ich żali i pocieszać, stali się zazdrośni o uwagę, jaką poświęcam dziecku i uznali mnie za zbędną, kiedyś z powodu strachu przed odrzuceniem byłoby to dla mnie ogromnym ciosem dziś, kiedy muszę bardziej rozsądnie gospodarować swoją uwagą wiem, że lepiej mieć 10 bliskich znajomych, z którymi zawsze się dogadasz, niż 100 byle jakich i nie płaczę za utratą tych kiepskich, bo z bliskimi nie dzieli mnie nawet dziecko. Jestem sfrustrowaną matką, ale nie frustruje mnie dziecko, już wiem, który to model i instrukcja obsługi działa, frustruje mnie wszechobecny hejt i presja, cokolwiek nie zrobię jestem złem ostatecznym, jak nie dla dziecka to dla otoczenia. W życiu nie przyszłoby mi do głowy krytykowanie czyichś wyborów życiowych czy to dotyczących rodzicielstwa, związku, czy wyboru pracy. Mam serdecznie gdzieś czy ktoś marzy o byciu stolarzem, czy politykiem, czy ktoś chce mieć dzieci, czy nie, czy ktoś chce być singlem, żyć w związku nieformalnym, czy małżeńskim, to jego życie nie moje, dopóki nie kradnie, nie zabija i nie gwałci, może robić co chcę, to on nie ja będzie podnosił konsekwencje swoich wyborów, więc sam musi wybrać. Ja wiem, że ludzie lubią doradzać innym swoją ścieżkę życia, bo szukają potwierdzenia swojego wyboru, ale może, tak by z tym skończyć. Nie żale się chce wam pokazać, że macierzyństwo ma ciemne strony niezwiązane z dzieckiem i fajnie by było otrzymać trochę wyrozumiałości. Dzieci są fajne i potrzebne, możecie ich nie mieć i unikać, możecie zrywać kontakt ze znajomymi, które was rozczarowały po urodzeniu dziecka, ale okażcie, choć odrobinę zrozumienia i pohamujcie wulgarny język, to niewiele, a te cudze dzieci zapewnią wam kiedyś godną starość, będąc waszymi pielęgniarkami, ekspedientkami sprzedającymi jedzenie i hydraulikiem naprawiającymi kran, a może nawet urzędnikiem, który wyśle emeryturę. Nie musicie mieć dzieci, ale ktoś musi, doceńcie choć trochę poświęcenie innych, bo ono przysługuje się także wam, nawet jak czasem musicie znieść trochę krzyku i płaczu, bo jak psu nie da się zabronić szczekać, kiedy mu źle tak i małe dziecko nie umie inaczej wyrazić emocji. Często piszecie, jak do szału doprowadza was namawianie do dzieci i dlatego przychodzicie, wyżalić się tu, bo macie dość, matki mają tak ze wciskaniem metod pielęgnacji dziecka i jego wychowania i ciągłą krytyką innych, że robią wszystko źle, a jak nie dowalają nam matki to kobiety bezdzietne, bo przecież jak urodziłyśmy dziecko, to teraz jesteśmy już nikim, dzieciatą kretynką, krową rozpłodową i leniwą suką czyhająca na zasiłek. Chce się w pełni cieszyć z dziecka, z tego i następnych, a potem cieszyć z powrotu do pracy, nie mówcie mi, że jak jestem matką, to czegoś nie mogę, jestem kobietą, więc mogę wszystko, nawet zrozumieć inną kobietę.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 07:28:28

Rozumiem to. Kobiety wraz z dzieckiem i łożyskiem wysrywają też mózg. Widze to po moich niektórych znajomych.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Student
(Ocena: 1)
2018-02-21 08:32:46

Bardzo to lakoniczne. Możesz to rozwinąć? Opieka nad dzieckiem zajmuje sporo czasu, dziecko to nie pies, wymaga stałej uwagi, jest kruche i bezbronne. Kobiety rzeczywiście podczas ciąży i przez około 3 lata po porodzie mają obniżony iloraz inteligencji, to działanie hormonów, ma na celu wzmocnić matkę by miała siłę opiekować się dzieckiem, steruje myśleniem by skoncentrowało się na potomstwie i pomaga zapomnieć o bólu podczas porodu. To naturalna kolej rzeczy, twoja matkę też to spotkało, dzięki temu żyjesz inaczej najprawdopodobniej samice homo sapiens porzucałyby młode, bo przetrwanie gatunku nie byłoby warte takich męczarni. Homo Sapiens ma duże głowy z dużym mózgiem, a chodzenie na tylnych kończynach, w pozycji wyprostowanej wymusza nieproporcjonalnie wąską miednice, dlatego młode rodzą sie tylko z podstawowymi funkcjami życiowymi i wymagają stałej opieki zanim staną się bardziej samodzielne. Konie mają małe mózgi, małe głowy i szerokie miednice, dlatego klacze nie glupieją po porodzie, mniej je poród boli, a młode funkcjonują w miarę samodzielnie tuż po porodzie. Ewolucja taka piękna. Ta wiedza jest przekazywana na pierwszysch lekcjach przyrody już 10latkom, kiedy uczą się o rozmnażaniu. Jakim cudem nie zdajesz sobie z tego sprawy?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 08:52:15

Bardzo mądry komentarz, zgadzam się w 100!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 00:38:06

I kolejny list tylko po to by wywołać gownoburze w komentarzach. To jakieś męskie lobby nienawidzące kobiet chce je skłócac, żeby zamiast zajmować się czymś konstruktywnym, biły pianę? Kobiety, które nie chcą mieć dzieci pokazują poziom madek jak nie gorszy, a madki jak to madki. Większość tych patologii widać głównie w internecie, a jakoś w życiu, na takie jednostki trafia się rzadko. Nie wszystkie znajomości są na całe życie i trzeba się z tym pogodzić i w razie czego zmienić otoczenie, a nie hejtować w necie, który wypacza wszystko. Ile tak na prawdę znacie nawiedzonych matek, tak na żywo, nie na spotted madka, gdzie część wpisów to ściema? Ja znam jedną, ale zawsze była dziwna, nawet przed dzieckiem. A wszystkie kobiety niechcące dzieci, które znam nie dyszą nienawiścią do matek jak niemal wszystkie tutaj. Poziom komentarzy pod tego typu artykułami to dno i kilometr mułu. Serio opanujcie się. Wiecej konstruktywnej dyskusji o potrzebach obu stron konfliktu, więcej zrozumienia dla koleżanek i zdecydowanie mniej żółci, a będzie dało się żyć.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 01:40:15

ja znam 10 takich nawiedzonych madek, albo mam pecha i je przyciągam, straciłam 10 koleżanek w 3 lata, one stały się naprawdę nawiedzone

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2018-02-21 00:23:26

Mnie irytują w inny sposób, ciągle dostają wolne od szefa, bo dzieci, nadgodziny też nie, bo dzieci, a zamiast się nimi zajmować, to imprezki i dyskoteki, a ja muszę za nie pracować.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz