Jak przechodzi przez ciążę... nastolatka?

05 Listopada 2017

Każdego roku kilkanaście tysięcy nastolatek rodzi w Polsce dziecko. W jaki sposób ciąża i poród wpływają na ich organizm?

nastolatka a ciąża

Ciąże nastolatek zazwyczaj nie są planowane. Wiadomość o tym, że młoda dziewczyna spodziewa się dziecka, wywołuje szok u niej i u jej bliskich, a szczególnie u ojca dziecka. Polskie nastolatki do roli, w którą mają wejść za kilka miesięcy, z reguły nie są przystosowane, nawet jeśli posiadają przygotowanie teoretyczne. Istotne znaczenie ma tutaj brak dojrzałości emocjonalnej adekwatnej do osiągniętego rozwoju płciowego.

Źródło problemów medycznych
Zacznijmy od tego, jak ciążą wpływa na ciało nastolatki. „Ciąża w młodym wieku jest źródłem licznych problemów medycznych. Młodociane ciężarne narażone są na liczniejsze komplikacje w przebiegu ciąży, porodu i połogu niż kobiety dorosłe” – uważają autorzy pracy „Młodociane macierzyństwo jako problem medyczny i społeczny”.

Koniecznie przeczytaj także: „Porzuciłem ciężarną dziewczynę. Niech sama sobie radzi”

Wstrząsające są dane zgromadzone przez światową organizację „Save the Children”. Okazuje się, że ciąża nastolatek mocno odbija się na ich zdrowiu. Członkowie organizacji alarmują, że matki, które mają mniej niż 15 lat, są aż pięciokrotnie bardziej narażone na śmierć w czasie ciąży i porodu niż kobiety 20-letnie. Małoletnie ciąże są dla dorastających dziewcząt ogromnym obciążeniem.

Ciąże nastolatek obarczane są większym ryzykiem powikłań. Najczęściej stwierdza się:
•    przedwczesne odklejenie łożyska,
•    nadciśnienie indukowane ciążą,
•    małowodzie,
•    niedokrwistość (anemię),
•    łożysko przodujące,
•    infekcje dróg moczowych,
•    niewydolność szyjkowo-cieśniową,
•    cukrzycę.

Kolejnym ryzykiem jest prawdopodobieństwo przedwczesnego porodu oraz powikłań poporodowych takich jak m.in. pęknięcie części miękkich kanału rodnego, nieprawidłowe ułożenie płodu czy krwawienia z kanału rodnego. Poród u dorastającej kobiety zalicza się do patologii położniczej – układ rozrodczy nie osiągnął bowiem pełni rozwoju. U nastolatek częściej zachodzi konieczność wykonania cesarskiego cięcia (zwłaszcza w grupie wiekowej 13–17 lat). Chodzi o zjawisko tzw. niewspółmierności porodowej, gdy miednica ma zbyt małe wymiary w stosunku do główki dziecka (przy prawidłowej wielkości płodu).

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (21)
ocena
4.9/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

arnaia
(Ocena: 5)
2018-01-09 14:17:13

Stawiacie w jednym szeregu rodzącą 13 latkę i 16 latkę? To jest po prostu żenujące totalnie. 90 procent nastolatek nie ma żadnego problemu z rodzeniem dzieci, a wszystko co napisaliście to zwykły bełkot i pustosłowie. Podobne bzdury jak wyłącznie negatywna ocena aborcji, czyli ignorowanie jej zalet. Nie podaliście żadnych udokumentowanych statystyk.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 3)
2017-11-05 05:21:52

Nie zgodzę się z tym artykułem, ale może jestem jakimś wyjątkiem, chociaż wątpie, bo poznałam kilka dziewczyn, które też młodo urodziły i zniosły to bardzo dobrze. Zostałam matką w wieku 17 lat, ciąża faktycznie nie była w 100 procentach planowana, ale gdy się o niej dowiedziałam nie byłam w żadnym szoku, a nawet się ucieszyłam. Świadomie uprawiałam seks i wiedziałam, że mogę zajść przez to w ciąże, więc niby czemu miałabym popaść przez to w jakąś depresje, albo chcieć dokonać aborcji? O wszystkim odrazu powiedziałam rodzicom i chłopakowi(dobrze to przyjeli),trochę późno powiadomiłam szkołę, bo nie chciałam być traktowana inaczej niż pozostali. Ciąże ogólnie zniosłam wzorowo, bez żadnych nieprawidłowości, brzuch mi prawie nie urósł, poza brakiem miesiączki nie miałam żadnych innych objawów, a słysząc historie o piekle na porodówce mogę stwierdzić, że poród też łatwo mi poszedł. Co prawda rodziłam 15h, ale ból przez pierwsze 13h był słaby, nawet okres uważam za bardziej bolesny, przez ostatnią godzine porodu ból był już nie do zniesienia, ale i tak nie było aż tak źle jak w tych opowieściach. Połóg też był ok, bardzo szybko doszłam do siebie, lekki ból odczuwałam może przez 3 dni, a krwawienie skończyło się po ok. 1,5 tygodnia. Wszyscy dobrze mnie traktowali, nie spotkałam się z ani jednym negatywnym komentarzem na swój temat, denerwowało mnie tylko to, że każdy w szkole chciał mi nosić rzeczy i co chwilę słyszałam pytanie, o to jak się czuje. Mam też bardzo dobre relacje z mamą, która pierwsze dziecko urodziła mając 30 lat. No i zapomniałabym dodać, że synka urodziłam dzień po wyznaczonym terminie porodu, ważył 3,7kg i miał 10pkt wg skali Apgar. :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-05 11:00:27

Puść się młodo- bądź na garnuszku rodziców i dowal im na utrzymanie bachora- zgrywaj bohaterkę bo nie usunęłaś.... Brawo.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-05 12:38:25

O tym samym pomyślałam. Masakra.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-05 17:31:48

Zgadzam się z przedmówczyniami.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-05 18:10:44

Jeżeli uważacie, że seks z osobą z którą jest się w związku kilka lat jest puszczeniem się to same siebie obrażacie, no chyba, że jesteście wiecznymi dziewicami. Nie byłam na garnuszku rodziców, bo 2 miesiące po porodzie skończyłam 18 lat i wynajęłam mieszkanie z chłopakiem, a że w momencie porodu miałam ważną umowę o pracę to przez pierwszy rok dostawałam 1000 zł miesięcznie macierzyńskiego. Później skończyłam szkołe i znalazłam pracę. :) poza tym artykuł był o czymś innym.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-05 22:21:26

Jasne, już widzę jak 17-latce ktoś daje umowę o pracę... Błagam. Wrobiłaś rodziców w kolejnego bachora i tyle. Seks się uprawia jak się jest w stanie dziecko utrzymać, a póki jest się samemu na czyimś utrzymaniu to się jeszcze puszcza. Widocznie zobaczyłaś swoją głupotę i stąd te głupie tłumaczenia.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-05 22:23:13

Jasne, już widzę jak 17-latce ktoś daje umowę o pracę... Błagam. Wrobiłaś rodziców w kolejnego bachora i tyle. Seks się uprawia jak się jest w stanie dziecko utrzymać, a póki jest się samemu na czyimś utrzymaniu to się jeszcze puszcza. Widocznie zobaczyłaś swoją głupotę i stąd te głupie tłumaczenia.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-05 22:24:34

Skoro miałaś ważną umowę o pracę to chyba powinno być "zmieniłam pracę", a nie "znałazłam pracę" :) jak już kłamiesz dziewczyno to przynajmniej rób to dobrze.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-05 23:46:38

Ale wy jesteście głupie... Słyszałyście kiedyś o czymś takim jak praktyki np. w szkole zawodowej albo w technikum? Tak, właśnie wtedy podpisuje się umowę o pracę, i nie jest to umowa o pracę na czas nieokreślony, dlatego ta dziewczyna mogła mieć ją ważną w dniu porodu, a miesiąc później mogła jej się skończyć. Pomimo tego macierzyński dalej jej się należał przez rok po porodzie. Jeżeli w takiej sytuacji rok po porodzie (czyli wtedy kiedy skończył się urlop macierzyński) znalazła prace, to, to było znalezienie pracy, a nie zmiana pracy... Ja tam szanuje takie kobiety, a te nastoletnie matki, jeżeli sobie radzą to szczególnie, bo mają trudniej niż te starsze, a zdarzają się kobiety ok.30 letnie co topią swoje dzieci w rzekach, albo wyrzucają przez okno...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 02:06:09

Jakbym wiedziała, że tylko jedna osoba dotarła chociaż do poziomu szkoły średniej(a może nawet ponad) to wytłumaczyłabym dokładniej kiedy można podpisać umowę o pracę, i że istnieją jeszcze inne jej rodzaje poza umową na czas nieokreślony. Umowę miałam ważną jeszcze przez jakiś czas po porodzie (nie pamiętam ile dokładnie), ale na pewno skończyła się jeszcze przed końcem urlopu macierzyńskiego, więc tak jak anonim wyżej napisał, ZNALAZŁAM pracę, a nie zmieniłam. Anonimie z 22:23, zapoznaj się najpierw z definicją "puszczać się", bo z tego co wiem, to seks z przypadkową osobą, a nie seks, kiedy nie jest się w stanie utrzymać dziecka. Poza tym ja byłam w stanie z moim obecnym już mężem utrzymać naszego syna od początku, nikt nam finanansowo nie pomagał, a to że Ciebie rodzice utrzymywali niewiadomo ile nie oznacza, że ktoś inny nie jest w stanie utrzymać siebie i dziecka w wieku np. 18 lat.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 02:19:51

Aa, no i do anonima z 11:00, nie zgrywam bohaterki, bo nie usunęłam. Dla mnie to coś normalnego, że uprawiając świadomie seks trzeba się liczyć z tym, że można zajść w ciąże, więc niby czemu chciałabym mieć dokonać aborcji? Po kilku latach wcale nie żałuje, że aborcja nawet przez myśl mi nie przeszła. Żyję normalnie, a moje dziecko ma wszystko co potrzeba (bez wsparcia dziadków). Może czas skończyć ze sterotypowym myśleniem?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 09:37:55

Praktyki trwają max 2 miesiące. Gdyby w trakcie poszła rodzic i na macierzyński to deb.il.ko ZUS by jej siedział na głowie za wyłudzenie swiadczen. Poza tym umowa o praktyki to nie umowa o pracę, tylko o praktyki i w każdej takiej jest, że nie żadne profity nie przysługują, dalej za praktyki nikt nikomu nie płaci. Miałam w swoim życiu już kilka i nawet na studiach nikt nie płaci (czyli tam, gdzie nigdy nie dotrzecie) . Po umowie o praktyki to mogła mieć co najwyżej kosniakowe, bo to akurat przysługuje każdemu pasożytowi bez źródła utrzymania. Ale to nadal nie jest samodzielność. I nie zgrywaj wspaniałej bo taka nie jesteś.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 09:50:15

A potem chodzą takie nastolatki z brzuchem i robią Polkom opinie małoletnich ku.ew.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 11:28:03

Nie wystarczy umieć nogi rozłożyć. Jeszcze trzeba mieć warunki, aby ponieść ewentualne konsekwencje. W życiu nie wyobrażam sobie robić dziecka nie mając WŁASNEGO lokum, dostając jakieś śmieszne 1000 zł, żeby całe życie odmawiać dziecku najlepszego. Ale w naszym kraju takie niedojrzale osoby są klepane po główce.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 14:39:39

Anonimku z 09:50, podczas praktyk miałam podpisaną umowę o pracę na 2 lata, umowa skończyła się w trakcie trwania macierzyńskiego i żadnen ZUS nie siedział mi na głowie za jakieś wyłudzanie świadczeń. W trakcie trwania umowy chodziłam po wypłatę macierzyńskiego jeszcze do pracodawcy, a jak się skończyła to co miesiąc ZUS przelewał mi ją na konto. Za praktyki mi płacili, tylko bardzo mało, bo ok.200zł za 4-6 dni w miesiącu, ale płacili. To był macierzyński, a nie kosiniakowe... Anonimie z11:28 nie odmawiałam dziecku najlepszego. Widać, że nie masz dzieci. 1000 zł to ja dostawałam przez pierwszy rok, a później zaczęłam pracę w zawodzie, w którym jestem dobra i zaczęłam zarabiać całkiem sporo w porównaniu do tego co zarabia większość Polaków. Myślisz, że jaki jest koszt utrzymania takiego niemowlaka? Bo z tego 1000zł jeszcze trochę mi zostawało, chociaż kupowałam najdroższe mleko, pieluchy i nowe ubranka, których było tak dużo, że zdarzało się, że nawet metki nie zerwałam, a już coś było za małe, co do kwestii mieszkania. Tak, mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu przez 3 lata, no i nie rozumiem co z tego? Ciężko jest kupić własne mieszkanie bez brania kredytu. Ja kredytu nie miałam i nie mam zamiaru brać nigdy na nic, a zanim uzbierałabym na w miarę ładne i nie najmniejsze mieszkanie to prawdopodobnie skończyłby mi się już wiek rozrodczy. Po 3 latach wyprowadziliśmy się stamtąd, bo mąż dostał dom w spadku po babci, ale gdyby nie to, to dalej mieszkałabym w wynajmowanym mieszkaniu, i nie rozumiem co w tym takiego złego, spora część polaków tak mieszka i nikt raczej nie zwleka z posiadaniem dzieci jeżeli tak jest, bo może się już ich przez to nie doczekać w ogóle. Po 35 roku życia szanse na zajście w ciąże maleją, ciekawe ile znasz osób, które w wieku 35 lat bez niczyjej pomocy, bez brania kredytów itd. mieli własne mieszkanie za własne pieniądze?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 15:49:11

Naskoczyłyście na tą dziewczyne jakbyście same święte były. Rozumiem, że każda z was jest po studiach, po których odrazu znalazłyście niewiadomo jak dobrze płatną pracę, a zaraz później kupiłyście sobie za swoje pieniądze ogromne mieszkanie i dopiero jak miałyście własne mieszkanie i ogromne oszczędności straciłyście dziewictwo, bo w przypadku zajścia w ciąże musicie mieć już pewność, że wasze dziecko co roku będzie jeździło na drogie wakacje, uczyło się tańczyć balet i tango argentyńskie w tym samym czasie, chodziło na kurs windsurfingu, szydełkowania i uczyło się min. 5 języków. Oczywiście zdążyłyście dorobić się tego wszystkiego w nie więcej niz 10 lat ..... Ja sama mam teraz 30 lat, skończyłam studia, pracuje i zarabiam średnią krajową, chcę mieć dziecko i jestem właśnie w trakcie starań, bo wiem, że za kilka lat już będzie za późno. Mam jakieś oszczędności, ale nie wiem czy starczy mi nawet na kawalerkę w moim nie małym mieście. Dziękuje za uświadomienie, że nie mogę zostać matką, bo nie stać mnie na kupno mieszkania, tzn. Na kawalerke może by starczyło, ale wtedy też wyszłabym na okropną matkę, bo przecież jak to tak z dzieckiem w tak małym mieszkaniu???? I co? Mam czekać jeszcze 10 lat aż uzbieram na większe mieszkanie i później zbierać jeszcze na leczenie w klinice niepłodności? Aaa nie, przepraszam ja już jestem okropna, bo straciłam dziewictwo jeszcze będąc na studiach, a przecież to nie do pomyślenia, bo najpierw trzeba mieć własne mieszkanie i oszczędności na utrzymanie dziecka. Śmieszne jesteście, życie to nie bajka, pewnie same siedzicie na czyimś utrzymaniu i tylko próbujecie się dowartościować hejtując ludzi w internecie, o których nie wiecie nic. Jesteście strasznie ograniczone, jeżeli po jednym zdaniu w głównym komentarzu "urodziłam w wieku 17 lat" potraficie zaszufladkować i odrazu zachowywać się tak jakbyście wiedziały o tej dziewczynie wszystko. Ale, gdyby było "urodziłam w wieku 30 lat" to już pewnie stwierdziłybyście, że wszystko ładnie, pięknie, hejtu nie byłoby w ogóle, chociaż taka 30 latka może być bardziej niezaradna życiowo niż 17 latka, nie mieć żadnej pracy nawet dorywczej i nie mieć żadnego podejścia do dzieci. Ale, no tak, 17letnia matka na pewno jest gorsza niż ta 30 letnia. Ahh te stereotypy i wiem co mówie, bo moja przyjaciółka urodziła w wieku 16 lat i jest w pełni normalną kobietą, jej dziecko co prawda nie uczy się windsurfingu czy szydełkowania, ale ma zapewnione to co potrzeba i dodatkowo jakiś kurs językowy i wakacje co roku w polsce, do tego przyjaciółka każdy wolny czas poświęca dziecku. A siostra tej przyjaciółki urodziła mając 31 lat, jej córka większość czasu spędza u dziadków, nawet na babcie mówi mama . I kto jest lepszą matką? Pewnie ta 31 latka, bo przecież starsza, hahah.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 17:30:24

Jakie te małolatki w Polsce świetne. Żadna szkoły nie skończyła ale pracę to ma powyżej średniej, każda nagle dom dostała i nagle żadna od rodziców nic nie bierze :D Hahaha długo nad tym myslalyscie?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 18:14:40

Kolejna ograniczona umysłowo. Owszem, istnieją nastoletnie matki bez szkoły, pracy i kasy, ale istnieją też takie, które szkołę skończyły, pracują i stać je na wiele. Tak samo jest ze starszymi matkami, mogą być bez szkoły i bez pracy, a mogą być też takie, które mają w życiu jakieś osiągnięcia. Każdy człowiek jest inny.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-06 19:31:51

Anonimie z 17:30, naucz się czytać, bo widzę, że masz z tym problem. Na utrzymaniu rodziców byłam przez prawie 18 lat (wydaję mi się, że większość ludzi jest tyle lat na utrzymaniu rodziców, a często nawet więcej). Później te 1000 zł macierzyńskiego przez rok starczało na mnie i na dziecko, bo koszt utrzymania niemowlęcia to ok.300/400 zł miesięcznie, a dziecko poza matką ma też ojca, więc na mnie zostawało trochę ponad 800 zł (nie dużo, ale da się przeżyć). Szkołę skończyłam, pracuje w zawodzie jako fryzjer. Tak, zarabiam sporo, bo nie jestem fryzjerką z przypadku, tylko świadomie wybrałam swój zawód, który z resztą uwielbiam i jestem w tym dobra, przez co mam dużo klientów, a co niektórzy potrafią naprawdę dużo zapłacić za fryzure. Po skończeniu urlopu macierzyńskiego zatrudniłam się w salonie, w którym wcześniej miałam praktyki, wtedy zarabiałam jeszcze nie dużo, bo ok. 2000 zł miesięcznie, później założyłam własną firmę, dostałam dotacje i jakoś wyszło. Pracuje sama dla siebie i obsługuje klientów w domu. Jeżeli w ciągu dnia obsłuże np. 5 klientek i każda zapłaci mi po 300 zł za usługę to możesz policzyć ile mogę dziennie, a ile miesięcznie zarobić. Oczywiście to nie jest taka dokładna kwota, bo robię sobię czasami wolne, a czasami się rozchoruje, muszę też co jakiś czas uzupełnać zapasy w formie kosmetyków, farb, oxydantów czy też oddać nożyczki do ostrzenia, no i zdarzają się lepsze dni, gdy mam powyżej 5 klientów, którzy przychodzą na droższe usługi np. Koloryzacja, keratynowe prostowanie włosów itp., albo te gorsze dni, gdy umówię się z 5 klientami na zwykłe strzyżenie czy modelowanie. Pomimo tego i tak nie narzekam na zarobki, zarabiam więcej niż standardowy Polak i jestem pewna, że mój syn ma wszystko co potrzeba. Domu w spadku nie dostałam ja, tylko mój mąż, który był ostatnim żyjącym krewnym babci. Spadek nie jest niczym nadzwyczajnym, może kiedyś sama go po kimś dostaniesz, czego Ci życzę, bo widzę, że już frustracja z Ciebie wyłazi.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-11-07 04:08:08

Strasznie zazdroszczę. Ja jestem dopiero na etapie szkoły średniej i moja szefowa opowiadała praktykantkom o swoich początkach. Dokładnie tak samo jak Pani, najpierw pracowała u kogoś , później zarabiała przyjmując klientki u siebie w mieszkaniu, aż wkońcu udało jej się otworzyć własny salon w centrum miasta. Marzy mi się coś takiego, bo kocham fryzjerstwo, ale niestety nie jestem typem przedsiębiorczej osoby, więc boję się, że się nie uda .

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz