Historie Życiem Pisane: Trzydziestoletnie babcie (2)

05 Lutego 2010

Nie sądziły, że życie potoczy się tak szybko. Nagle, z dnia na dzień, musiały stawić czoła nowym wyzwaniom i pełnym pogardy spojrzeniom nieprzychylnych ludzi.

Historie Życiem Pisane: Trzydziestoletnie babcie (2)

Życie lubi wymykać nam się spod kontroli, los często płata figle. Doskonale wiedzą o tym Renata i Olga, które nagle, z dnia na dzień, musiały stawić czoła nowym wyzwaniom i pełnym pogardy spojrzeniom nieprzychylnych ludzi.

Historię Renaty opisaliśmy wczoraj, w pierwszej części reportażu.

Olga, 33 l. Sama nie poznała jeszcze uroków macierzyństwa, a za chwilę będzie świętowała pierwsze urodziny wnuczki. Na co dzień – zapracowana bizneswoman, w weekendy – troskliwa babcia. Jak łączy zawrotną karierę z opieką nad dzieckiem?

Młoda, świetnie wykształcona, ambitna. Typowa przedstawicielka swojego pokolenia – „piękna trzydziestoletnia”. Zna języki, podróżuje po świecie, wie, czego chce. Jeszcze kilka lat temu była beztroską singielką, facetów zmieniała jak rękawiczki i nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby ustatkować się przed 40. – Dzieci, pieluchy, szkoły rodzenia? To  było nie dla mnie. Koleżanki z wypiekami na twarzy opowiadały o ciążach i porodach, a ja umawiałam się na kolejne spotkanie z klientem. Nie miałam czasu ani na miłość, ani na rodzinę – wspomina.

Tygodniowe stresy rozładowywała podczas szalonych, weekendowych imprez. Faceci ją uwielbiali – inteligentna, niezależna, z błyskiem w oku i nogami do nieba robiła furorę wśród krakowskich biznesmenów. Wielu próbowało ją usidlić, ale ona jeszcze na pierwszej randce deklarowała, że interesują ją tylko wolne związki, bez zobowiązań i długodystansowych deklaracji. Koleżanki pukały się w głowę, gdy odrzucała zaloty kolejnego przystojniaka z kierowniczym stanowiskiem i pełnym kontem. One widziały w nim idealnego kandydata na męża i ojca, ona – nudziarza, z którym nie łączy jej nic oprócz wspólnego łóżka. Gdy czuła, że przestają ją już bawić wspólne wyprawy do kina i nocne rozmowy przy winie, po prostu wychodziła. Nad ranem i bez słowa.

W końcu jednak i ją musiała dopaść miłość. Mimo że broniła się jak mogła, zasłaniając karierą, obowiązkami, wreszcie niepohamowanym głodem przygód, gdy ujrzała jego, w jednej chwili zapomniała o prawach, jakimi rządzi się młodość. Nagle zapragnęła być tylko z nim.

- Miał  36 lat, powalający uśmiech i artystyczne zacięcie. Poznaliśmy się przez przypadek, na premierze sztuki teatralnej, w której grała nasza wspólna znajoma. Od razu zwrócił moją uwagę – był tak inny od tych sztywniaków z korporacji, pędzących w wyścigu po sukces. Wpadł trochę spóźniony, z rozwichrzoną czupryną i imponującym bukietem żółtych tulipanów. Pomyślałam wtedy, boże, ten facet to ideał! Nie myliłam się ani trochę.

Jeszcze tego samego wieczoru Olga postanowiła, że wyciągnie go na kawę. – Nie opierał się, gdy bezczelnie z nim flirtowałam w obecności znajomych. Wręcz przeciwnie, czułam, że podoba mu się moja śmiałość. Z teatru wyszliśmy razem, bez ogródek zaproponował kolację. U niego. Pomyślałam wtedy, że pragnę tego faceta jak nikogo wcześniej, więc zaryzykuję nawet, jeśli ma to być jednonocna przygoda. I dla mnie i dla niego było jasne, że nie będzie żadnego gotowania – opowiada z szelmowskim uśmiechem na ustach – I tak pozostało do dzisiaj, bo oboje wprost nie znosimy gotować!

Szalony, przypadkowy romans przerodził się w poważny związek. Teraz Olga nie potrzebowała już do życia komórki i hektolitrów kawy, bo wystarczyło jej, że budziła się w objęciach Marcina. Gdy jednak próbowała myśleć, że wygrała los na loterii, przypominała sobie o jednym, dość problematycznym, „ale”… 

- Marcin miał  syna i bagaż doświadczeń. Maurycy był  owocem jego pierwszej, młodzieńczej miłości. Urodził  się jeszcze, gdy on i jego dziewczyna byli na studiach. Wiadomość o ciąży spadła na nich jak grom z jasnego nieba - naprędce zorganizowali szybki ślub, wynajęli mieszkanie. Wcześniej na waleta nocowali w akademiku Wydziału Sztuk Pięknych, gdzie studiowali malarstwo. Marcin czuł na sobie odpowiedzialność utrzymania rodziny, więc w ciągu dnia chodził na zajęcia, a wieczorami łapał się każdej dorywczej pracy. Gdy oboje z  żoną skończyli studia, postanowili otworzyć agencję reklamową. Byli młodzi, zdolni, pełni energii. Wierzyli, że osiągną sukces, dlatego nie mogło stać się inaczej.

Gdy mały Maurycy szedł do pierwszej klasy, jego rodzice kupowali właśnie wymarzone mieszkanie w samym sercu Krakowa, w jednej ze starych, odrestaurowanych kamienic. Wydawało się, że nic nie zburzy rodzinnej sielanki, ale losu nie można przewidzieć. Szczególnie tak okrutnego. Pewnego słonecznego, wrześniowego popołudnia ich wspólnie budowany świat legł w gruzach. Złowieszczy głos smutno informujący o tragicznym wypadku przy rondzie Mogilskim będzie dudnił w głowie Marcina do końca życia…

- Jego żona wracała właśnie z wizyty u ginekologa. Spieszyła się, bo chciała powiedzieć Marcinowi, że spodziewają się kolejnego dziecka. Nie zdążyła… Marcin bardzo to przeżył – stracił żonę i dziecko, ale z drugiej strony wiedział też, że ma dla kogo żyć i to nie w jego stylu, aby się poddawać. Cierpiał, jednak przy synu grał bohatera. Nigdy się nie rozklejał, nie pozwalał sobie na chwile słabości. Samotne lata spędzone w pojedynkę nie wyleczyły ran, ale przyzwyczaiły do bólu. W końcu Marcin poczuł, że powinien przypomnieć o sobie światu, uwolnić się od przeszłości. Umawiał się na randki, chodził z kolegami na golfa, odkopywał stare znajomości. Gdzieś tam, między jedną próbą powrotu do normalności, a drugą, poznał mnie – zdradza Olga.  

O istnieniu Maurycego dowiedziała się tydzień po tym, jak poznała Marcina. Było lato, chłopak wracał z wakacji i nie spodziewał się, że w ciągu kilkunastu dni życie jego taty przewróciło się do góry nogami. Na szczęście, od razu zaakceptował Olgę i nową sytuację. 

- Czułam, że darzy mnie sympatią i cieszy się,  że jego tata znów jest szczęśliwy. Po pół roku naszej znajomości we trójkę zdecydowaliśmy, że wprowadzę się do nich na próbę. Nie od początku było kolorowo – ja miałam swoje przyzwyczajenia, oni swoje, jak to faceci. Ale tak naprawdę nie zgadzaliśmy się z Marcinem tylko w jednej kwestii. Uważałam, że daje Maurycemu zbyt dużo wolności. Tłumaczyłam mu, że 15-latek  nie może wychodzić z domu bez słowa na całą noc i na potęgę opuszczać szkoły. Był bystry, miał świetne oceny, ale widziałam, że za bardzo ciągnie go do imprez.  

W takich chwilach Marcin tłumaczył, że darzy syna zaufaniem i nauczył go odróżniać dobro od zła. Wtedy Olga obiecała sobie, że już nigdy nie będzie się wtrącać do wychowania Maurycego, choć intuicja podpowiadała jej, że powinna. Gdy jednak Marcin poprosił ją o rękę, zapomniała o wszelkich rozterkach i z bijącym sercem szukała sukni ślubnej. Przyjaciółki przypominały jej wtedy czasy, kiedy wypierała się małżeństwa i deklarowała wieczną niezależność.  

- W podróż poślubną wyjechaliśmy do Nowej Zelandii – zakochani po uszy, wyjęci jakby nie z tej rzeczywistości. Jednak mimo to, po naszym powrocie do Polski, od razu zauważyłam, że z Maurycym dzieje się coś niedobrego. Nagle przestał chodzić z kolegami na deskę, stracił tę pozytywną energię i szaleństwo, którym kiedyś nas zarażał. Myślałam, że przeżył zawód miłosny albo ma wyrzuty sumienia, bo spróbował narkotyków. Chciałam, żeby mi się wygadał, powiedział, co go trapi. Do ojca miał respekt, mnie traktował jak koleżankę – musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. 

O tym, że 16-letni Maurycy zostanie tatą, Olga dowiedziała się jako pierwsza. Płakał, opowiadając o wielkim zakochaniu i rozdzierającej tęsknocie za matką. Marysia, rok starsza siostra kolegi miała być antidotum na ból po stracie najważniejszej w jego życiu kobiety. Przyjaźń przeistoczyła się w gorący, nastoletni romans. Kochali się jak podlotki, na początku po koleżeńsku i niewinnie, ale ciekawość w końcu okazała się silniejsza. Teraz Marysia spodziewała się dziecka i przerażona błagała Maurycego, aby zgodził się na aborcję. Olga była dumna, że jej przybrany syn – bo teraz tak o nim myślała – nie chce iść na łatwiznę i jak prawdziwy mężczyzna podjął słuszną decyzję. 

- Marcin dowiedział się prawdy ode mnie. Zaskoczyła mnie jego spokojna, wyważona reakcja. Jeszcze tego samego wieczora pojechaliśmy do rodziców Marysi. Modelowa rodzina – para lekarzy, troje Dzieci, pies i dwa koty. Wyobrażałam sobie, że są tradycjonalistami i nie zaakceptują dziecka. Wbrew moim obawom okazało się, że to wyrozumiali, rozsądni ludzie. Oczywiście, nie skakali ze szczęścia, ale nie szukali też na siłę winnych. Obyło się bez awantur, kłótni, krzyków.  

Wspólnie ustalono, że gdy dziecko przyjdzie na świat, w tygodniu będzie mieszkać z Marysią i jej rodzicami, a w weekendy u Maurycego. Dzisiaj Anika ma 8 miesięcy, wspaniałych, kochających rodziców i zwariowanych na jej punkcie dziadków. W każdą niedzielę Olga zaczyna odliczanie do piątku, kiedy znowu będzie mogła nacieszyć się swoją kruszynką, wspominając czasy, gdy krzywiła się na widok pociech przyjaciółek i myślała „nigdy”! Dzisiaj myśli, że całkiem fajnie jest być babcią (szczególnie tak młodą), a jeszcze fajniej byłoby… zostać mamą. Wnuczka pokazała jej, że macierzyństwo to nie zbędny balast, utrudniający normalne życie, a wręcz przeciwnie! Wspólne spacery, pierwsze uśmiechy i nocne płacze mogą być bardziej emocjonujące, niż walka o niejeden zagraniczny kontrakt!

 Lilka Tylman

Kolejne artykuły z cyklu Historie Życiem Pisane na Papilocie już za tydzień –  część pierwsza zawsze w czwartek, część druga w piątek. Zajrzyjcie koniecznie!

W zeszłym tygodniu w cyklu  historie Życiem Pisane mogłyście poznać Ewę i Agnieszkę, których mężowie, po latach udanego małżeństwa, umierają.

Historie Życiem Pisane: Mój mąż umiera (cz.1)

Historie Życiem Pisane: Mój mąż umiera (cz.2)

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (64)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2010-03-23 15:54:03

Tutaj wpisz treść komentarza...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-18 14:44:12

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-03-23 16:55:05

Nudzi ci się???

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-17 18:41:43

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-08 11:36:07

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-07 23:26:00

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-06 12:57:59

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-06 12:40:01

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-05 22:57:48

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-05 21:55:07

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-05 21:09:14

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz