Historie Życiem Pisane: Naiwność pozbawiła je majątku (2)

19 Lutego 2010

Honorata, chcąc pomóc krewnej, dała się w wmanewrować w olbrzymi kredyt, a teraz spłaca cudze długi i gigantyczne odsetki…

zdjęcia rodzinne

Zmarnowane pieniądze, skołatane nerwy i to, co najbardziej boli – stracone nadzieje. Kiedyś mocno wierzyły w przyjaźń, miłość, ot, zwykłe ludzkie odruchy, ale dzisiaj nie mają już żadnych złudzeń. Zostały z ogołoconym kontem, zszarganym poczuciem własnej wartości i wstydem, że dały się nabrać. Ewa i Honorata – słono zapłaciły za swoją naiwność, ale zgodnie przyznają, że najkosztowniejsza była utrata wiary w ludzi

Historię Ewy, która podjęła złe decyzje podyktowane pragnieniem miłości, możecie przeczytać w pierwszej części reportażu.

Honorata, 44 l. Spłacając kolejne raty kredytu, słyszy za plecami szyderczy śmiech złośliwego losu.

Rodzice od najmłodszych lat na każdym kroku powtarzali jej, że oszczędzanie to podstawa.  Tuż po piątych urodzinach, dostała od nich słoik z nalepką „Na słodycze”, do którego miała wrzucać drobne od babci, reszty z zakupów czy banknoty sprezentowane przez zamożnego wujka. Wzrastała w atmosferze odkładania - grosz do grosza, wierząc że finansowa skrupulatność zaprocentuje w przyszłości. Po raz pierwszy doceniła pomysł rodziców, mając 10 lat. Wtedy to, po wielu rodzinnych naradach, zdecydowała się wyjąć ze słoika większą kwotę, za którą pojechała na klasową wycieczkę. Nie były to wielkie pieniądze, ale duma ogromna. I mimo, że później słoik zastąpiło konto bankowe z oprocentowaniem i lokata długoterminowa, ona wciąż cieszyła się z każdej odłożonej złotówki jak tamta dziesięcioletnia Honoratka, chwaląca się koleżankom finansową niezależnością.

- Kiedy mój ojciec umierał na raka, zastanawiałam się, czego tak naprawdę mnie nauczył, za co jestem mu wdzięczna. I wiedziałam. Jego rozwaga, rozsądek i ta przeklęta oszczędność, to wartości, które wyniosłam z domu i z których byłam dumna. - Dobijając do trzydziestki, w pierwszej połowie lat 90-tych, nie rozumiała swoich koleżanek, trwoniących ciężko zarobione pensje na nowe stroje czy kosmetyki. Swoje wydatki ograniczała do niezbędnego minimum, tylko raz na jakiś czas pozwalając sobie na szaleństwo w postaci nowości wydawniczej, biletu do kina albo teatru, pamiętając słowa ojca, powtarzającego przy każdej okazji, że kultura to jedyna rzecz, na której nie wolno oszczędzać. Cieszyła się w duchu, patrząc jak one, zestresowane, z duszą na ramieniu, oczekują pierwszego, podczas gdy ona spokojnie zerkała na kwotę rosnącą sukcesywnie na rachunku bankowym.

Szanowała pieniądze, ale nie była chytra. Gdy jej młodszej siostrze, tuż po ślubie urodziło się dziecko, sprezentowała im nowoczesny wózek. Do dziś pamięta radość, którą dostrzegła w oczach młodych rodziców dopiero odchodzącym „na swoje”. – Nie miałam własnego dziecka, więc nigdy nie musiałam stawać przed dylematem czy kupić sobie kolczyki czy mleko dla malucha. A im nie było łatwo, więc cieszyłam się, mogąc im pomóc. - Dalekim kuzynom regularnie podsyłała pieniądze, wiedząc, że w rodzinie się nie przelewa. Sama nie zarabiała kokosów, ale skromny styl życia pozwalał się dzielić. Może to dlatego właśnie do niej, zawsze spokojnej i ustabilizowanej samotnej ciotki, zwróciła się daleka krewna, poszukując mieszkania na okres studiów w stolicy.

Nie znała dobrze Elżbiety, ale jak mogła odmówić. Miała swoją 30-metrową kawalerkę na spokojnym Żoliborzu, skąd kuzynka miałaby blisko do szkoły. Pracowała całe dnie, a mieszkanie stało w tym czasie puste – dziewczyna obiecała, że będzie  w tym czasie sprzątała, zmywała, gotowała i w ten sposób odwdzięczy się za dobroć cioci. Zgodziła się bez wahania, nie podejrzewając, że już niebawem przekona się, jak bardzo pozbawieni skrupułów potrafią być ludzie, nawet bliscy.

Pierwsze miesiące układały się znakomicie. Codziennie czekał na nią ciepły, smaczny obiad na nakrytym świeżym obrusem stole  (no, sama może ugotowałaby go lepiej, ale darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda), na suszarce stały czyściutkie naczynia, w szafie leżała doskonale uprasowana bielizna. Ela potrafiła wkraść się w łaski samotnej kobiety, której wcześniej nie było dane zaznać uroków macierzyństwa.  – Opowiadała mi o uczelnianych perypetiach, randkach z kolegami z roku, sprzeczkach z koleżankami i kłopotach w rodzinnym domu. - Rodzice przestali jej dawać pieniądze, musiała przejść na własne utrzymanie.

Wspólnie zabrały się za poszukiwania pracy. Elżbieta nie była szczególnie wybredna, więc już po kilku dniach poznawała cienie i blaski stania za barem w popularnym klubie. Zmordowana, przesiąknięta dymem papierosowym, słaniająca się ze zmęczenie na nogach, wracała do domu w weekendowe poranki, niemiłosiernie przy tym hałasując. Na domiar złego poznała nieciekawe towarzystwo, które regularnie zaczęło ją odwiedzać popołudniami. – Nie miałam nic przeciwko temu, do czasu gdy sąsiedzi zaczęli uskarżać się na głośną muzykę, butelki po piwie pozostawione na klatce i papierosy gaszone w doniczkach. - Zdecydowała się zmusić dziewczynę do znalezienia czegoś własnego.

Elżbieta jednak już przywykła do znacznej swobody pod okiem wyrozumiałej ciotki i nie spieszno jej było do zatłoczonego akademika z jedną łazienką na całe piętro czy obskurnego mieszkanka  na peryferiach Warszawy wynajmowanego przez piątkę dziewczyn. Negocjacje okazały się trudniejsze niż Honorata mogła przypuszczać. Dziewczyna grała na zwłokę, nic sobie nie robiąc z próśb czy gróźb.

Po miesiącu cowieczornych dyskusji  w coraz mniej przyjaznej atmosferze, wytoczyła ostateczny argument – poprosiła ciotkę o pożyczkę. Doskonale znająca wartość pieniądza Honorata bardzo się zdziwiła, usłyszawszy że nie o 500 czy 1000 złotych chodzi, ale o kredyt na 100 tysięcy. – To były dla mnie ogromne pieniądze. Miałam na koncie odłożonych kilkadziesiąt tysięcy, ale wolałam się nie przyznawać. Na początku kategorycznie odmówiłam, ale ona nie dawała za wygraną. Zarzekała się, że sama wszystko spłaci, że regularnie będzie wpłacała do banku raty. Opowiadała, że bez stałej pracy nie dostanie takiego kredytu, a tak, mogłaby sobie kupić kawalerkę i godnie wejść w dorosłość.

Zapewnienia o uczciwości i sumienności zaczęły powoli trafiać do serca Honoraty. Wreszcie uległa namowom dziewczyny i ku jej ogromnej uciesze, zgłosiła się do banku. – Gdy tylko kwota wpłynęła na mój rachunek, natychmiast przelałam całość Eli. Przysięgała mi na Boga, na rodzoną matkę, że przez 35 najbliższych lat będzie wywiązywała się ze spłat. A ja, naiwna, wierzyłam jej jak dziecko, pożyczające koleżance złotówkę na drugie śniadanie. Nie dałam jej żadnego dokumentu do podpisania, żadnej umowy. W głowie mi się nie mieściło, że ktoś może być tak podły.

Elżbieta wyprowadziła się błyskawicznie, na początek do koleżanki, która miała Internet. To miało jej ułatwić rzekome poszukiwania mieszkania. Po miesiącu przyszło pocztą pierwsze wezwanie do zapłaty  – 1200 złotych. – Próbowałam się z nią skontaktować telefonicznie. Nie odpowiadała, nie oddzwoniła. A ja nawet nie wiedziałam, co to za koleżanka, u której się zatrzymała. Po tygodniu braku odzewu z jej strony, uderzyłam do jej rodziców. Ci także nie mieli od niej wieści od co najmniej miesiąca. Wtedy zaczęła się poważnie niepokoić o swoją  przyszłość.

Honorata wpłaciła posłusznie ratę i ledwie zdążyła się nieco uspokoić, a przyszło kolejne ponaglenie. Czuła, że już wkrótce jej zgromadzone przez lata oszczędności znacznie się uszczuplą. – Już wtedy wiedziałam, że najprawdopodobniej padłam ofiarą oszustki. Ciężko mi to słowo przechodzi przez gardło, bo jesteśmy przecież rodziną, ale czy rodzina tak postępuje? – Zamiast Elżbiety do drzwi ciągle pukał listonosz, doręczający złowrogie przesyłki. – To był mój najgorszy koszmar. Dla mnie, która marzyła o podróżach po świecie na emeryturze. Dodatkowe wydatki przerastały moje możliwości. Żyłam coraz skromniej, plując sobie w brodę, jak mogłam tak łatwo dać się nabrać. Co z tego, że zgłosiłam sprawę na Policję, skoro kredyt formalnie jest na mnie? Dziś nie ufam już ludziom, ani tym przypadkowo spotkanym na ulicy, ani wieloletnim znajomym. Spłacając kolejne raty słyszę za plecami szyderczy śmiech złośliwego losu.

W zeszłym tygodniu w cyklu  historie Życiem Pisane mogłyście poznać historie Magdy i Teresy, które zrezygnowały z życia zawodowego na rzecz rodziny:

Historie Życiem Pisane: Porzuciły karierę dla rodziny (1)

Historie Życiem Pisane: Porzuciły karierę dla rodziny (2)

Kolejne artykuły z cyklu Historie Życiem Pisane na Papilocie już za tydzień –  część pierwsza zawsze w czwartek, część druga w piątek. Zajrzyjcie koniecznie!

 

 

Strony

Komentarze (23)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-22 21:50:48

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-22 18:47:50

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-21 18:09:18

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-21 16:14:40

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-21 13:46:48

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-03-07 02:28:41

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-20 17:40:00

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-20 17:38:25

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-20 01:13:58

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-19 17:41:54

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-02-19 16:29:09

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz