Czy nauki przedmałżeńskie mają sens?

04 Lipca 2009

Narzeczeństwo, zanim weźmie ślub przed Bogiem, musi ukończyć kurs przedmałżeński. Jaki sens mają te nauki i czy naprawdę są pomocne dla przyszłych małżonków?

Czy nauki przedmałżeńskie mają  sens?

Wstępując w związek małżeński, można wziąć ślub cywilny, kościelny albo konkordatowy, który oznacza połączenie dwóch poprzednich. Ostatnio pisaliśmy, jakie są wady i zalety każdego z nich. Przy okazji ślubu kościelnego wspomnieliśmy o całym szeregu procedur, przez które musisz przejść, zanim przed Bogiem powiesz sakramentalne „tak”. Ślub kościelny wydawał się najtrudniejszy do przebrnięcia ze względu na długi czas oczekiwania, dokumentację i całą otoczkę. Jedną z rzeczy, którą myśląca o zamążpójściu para musi załatwić, jest ukończenie kursu przedmałżeńskiego.      Możliwość zaliczenia nauk mają już teraz licealiści, którzy na lekcjach religii przechodzą przez kurs, po którym otrzymują stosowne zaświadczenie. Jednak wiele kościołów zaleca własne nauki, bo biorą w nich udział oboje partnerzy. Nauki mogą być pobierane w ciągu tygodnia lub co weekend. Przeciętnie trwają dwa, trzy miesiące, choć oczywiście mogą być znacznie przyspieszone. Ze względu na czas ich trwania, należy wcześniej umówić się na termin w parafii. Kosztują średnio 50 zł na jedną osobę. Przyszli małżonkowie uczą się, jak stworzyć udany, przykładny związek w katolickim małżeństwie. Poznają metody naturalnego planowania rodziny (sposoby zabezpieczania się przed ciążą, ale tylko te akceptowane przez Kościół, czyli metodę kalendarzyka czy termiczną). Przyszli małżonkowie poznają prawa i obowiązki, jakie wynikają z założenia przez nich rodziny, uczą się, jak żyć w szczęśliwym związku małżeńskim. 

Nauki przedmałżeńskie budzą  jednak niechęć i lęk u wielu osób. Często wynika to z niewiedzy, a także z konserwatywnej postawy Kościoła, która sprawia, że wiele osób świadomie unika kursu przed ślubem. Nauki mają jednak sens, pod warunkiem, że nie są chłodnym, lakonicznym wykładem wygłaszanym przez duchownego. W momencie, kiedy spotkania są okazją do wymiany poglądów, rozmowy, pytań i odpowiedzi, kurs może wnieść bardzo wiele w życie dwojga ludzi. 

"Przyszli małżonkowie boją się, że będą osądzani, źle wypadną albo zostaną skarceni za jakieś przedślubne nawyki niezgodne z naukami Kościoła. Stąd lęk przed kursem. Jest jeszcze gorzej, gdy rzeczywiście tak na kursie się dzieje, są komentarze ze strony duchownego i nieprzyjemne uwagi. Nauki powinny być rozmową, a nie monologiem prowadzonym przez odpowiedzialnego za nie kapłana" – tłumaczy dr Anna Chotecka, socjolog rodzinny.  

Właśnie takie nastawienie do kursu przedmałżeńskiego miała Ola, młoda mężatka z woj. mazowieckiego: "Wokół nauk była jakaś taka dziwna otoczka i to właśnie przez nią bałam się, że będzie bardzo niezręczna atmosfera, a ja zamiast czuć się tam dobrze, zdenerwuję się. Okazało się jednak, że ksiądz z nami rozmawiał i dzięki temu wyniosłam z kursu bardzo wiele cennych rzeczy, które wykorzystuję teraz w moim młodym małżeństwie" – twierdzi.

Te słowa potwierdza dr Chotecka: "Jeśli przezwyciężymy jakieś uprzedzenia i zaangażujemy się w nauki przedmałżeńskie, możemy z nich śmiało korzystać po ślubie. Przecież właśnie po to są one organizowane i nie powinniśmy o tym zapominać".

W czasie kursu możemy przygotować się do zostania rodzicem, a także do radzenia sobie z problemami, cały czas pozostając w zgodzie z Kościołem i jego zaleceniami. Często są to bardzo pomocne rzeczy, z których nie tylko możemy, ale nawet powinniśmy korzystać, będąc w związku małżeńskim. Wiele zależy od naszego nastawienia. Duchowny, widząc naszą obojętność, nie będzie na siłę starał się zainteresować nas naukami. Dlatego chodząc na spotkania przed zawarciem związku małżeńskiego, zadawajmy pytania, dyskutujmy, spróbujmy poradzić się księdza, bo on jest od tego, żeby nam pomóc.

A co, jeśli to my – w przeciwieństwie do kapłana – będziemy zaangażowani? Wtedy przysługuje nam prawo poproszenia o zmianę duchownego, który prowadzi nasze nauki. Choć w praktyce zdarza się to rzadko (para woli bezstresowo zaliczyć kurs, żeby przedłożyć wymagany dokument), zawsze możemy ubiegać się o zmianę nauczającego księdza. Mamy do tego prawo, zwłaszcza gdy jest on nieuprzejmy lub krytykuje nasze poglądy.

Jeśli planujesz wstąpić w związek małżeński przed Bogiem, nie myśl o naukach przedmałżeńskich jak o przeszkodzie. Przy zaangażowaniu i nastawieniu na dialog, kurs może się okazać bardzo przydatny dla ciebie i twojego partnera. Nawet jeżeli nie zgadzasz się ze wszystkim, co narzuca Kościół, możesz o tym porozmawiać z duchownym, który będzie miał szansę rozwiać twoje wątpliwości. Warto z tej opcji skorzystać.    

Ewa Podsiadły 

Zobacz także:

Gdzie kupić suknię ślubną? 

Od najmłodszych lat ją sobie wyobrażałaś i czekałaś na ten wyjątkowy dzień, kiedy zrealizujesz swoje marzenie o zjawiskowej, białej kreacji. A teraz, gdy on nadszedł, nie wiesz, od czego zacząć swoje poszukiwania? Podpowiadamy.

SONDA: Która panna młoda ma ładniejszą sukienkę?

Kasia Skrzynecka kontra Aleksandra Adamczyk. Papilotki głosują! 

Strony

Komentarze (134)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Grzegorz
(Ocena: 5)
2015-10-28 17:29:50

re: Czy nauki przedmałżeńskie mają sens?

A my zdecydowanie nie polecamy nauk u Orzecha. Po kilku spotkaniach nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele, może poza tym, że rolą kobiety jest gotowanie i oddawanie się mężowi. Polecamy za to nauki u ojca Szustaka - tam naprawdę dowiecie się o co chodzi w małżeństwie i jak przetrwać kryzysy.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-10-11 13:23:11

te cale nauki to jest wymysł czarnych którzy nie maja pojęcia o życiu tylko powtarzają głupoty których się nauczyli

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-08-16 14:57:30

"można wziąć ślub cywilny, kościelny albo konkordatowy, który oznacza połączenie dwóch poprzednich" Kłamstwo, bo kościelnego samego już nie można wziąc już od kilku lat, my chcieliśmy wziąc co bym mogła dostawac rentę po ojcu i niestety jeśli bierzesz ślub w kościele to od razu jest i cywilny w tym, tzn konkordatowy.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-21 10:55:22

W moim przypadku te nauki okazały się bez sensu :/

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-11 19:51:40

doszyj mu weza (najlepiej anakonde do fleta) samo napluje tylko nie grzechotnika bo on tam ci nic do picia nie da-TO DOBRA RADA NA DOBRY ZWIAZEK. musisz dobrze ssac to sperma zasloni fiuta PO CO UCZYC SIE NAUK PRZEDMAUZENSKICH !! oni caly czas gadaja kiedy mozna zajsc w ciaze a kiedy nie NIE LEPIEJ ZAINWESTOWAC W KONDONKA !! KAPLAN NIGDYNIE ROBIL TEGO I NIE POWIE CI JAKIE POZYCJE WYBRAC(zalezy to od twoich warow) a co do kosciola to przeciez mozesz zabawiac sie z wibratorem o ile to widzi maz JEZELI TWOJ MAZ NIE WIDZI ZE SIE ZABAWIASZ Z WIBRATOREM MASZ GRZECH! ale pamietaj ze twoja suknia slubna powinna zawierac podniecajace stringi wtedy noc poslubna nie ma szans DLA MALEGO PRZYRODZENIA! dolep mu plastelina i sie wydluzy

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-10 12:04:19

dzięki tym kalendarzykom nie jedna kobieta ma już ośmioro dzieci ;/

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-09 14:10:10

Taaa, wszystko pięknie ładnie. Tyle że ja się dowiedziałam na naukach że ten cały cudowny kalendarzyk małżeński nie jest po to żeby wiedzieć kiedy się kochać i nie mieć dzieci, tylko... żeby wiedzieć kiedy się kochać żeby począć z tego dziecko. Bo według księdza kalendarzyk jest właśnie do tego. Wspaniałych rzeczy się można dowiedzieć!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-08 23:15:12

zastanawia mnie, jak ksiądz nie mający pojęcia o życiu z drugą osobą i całym tym procesie może uczyć dwojga innych ludzi.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-11 12:41:50

zgadzam sie jak cholera. Powiem Wam cos dla mnie bardzo istotnego a co powiedzial mi jeden muzulmanin gdy klocilismy sie na tle religijnym. Darlismy koty strasznie ale w koncu zalagodzil moj i jego spor slowami ze jakby nie bylo to NIE CZLOWIEK JEST DLA RELIGII ALE RELIGIA DLA CZLOWIEKA. Ty wierzysz w to co chcesz wierzyc ale jesli tego nie chcesz to nie moze ona zawladnac calym Twoim zyciem. Na nauki bedziemy chodzic, dla papierka. Moze dowiem sie czegos innego niz to co juz wiem. Jednak nawet bedac katoliczka mam swoje poglady. Kiedys Bog bedzie mnie za nie sadzil, za to ze sprzeciwiam sie Kosciolowi. Ale to dopiero Bog, nie czlowiek ktory uczy mnie choc zielonego pojecia nie ma o zyciu z drugim czlowiekiem...:]

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-08 12:44:05

Bez sensu te nauki...!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-07 17:48:41

nauki są fajne...przynajmniej mi się podobało bo mogłam się dowiedziec dużo ciekawych rzeczy...a mój przyszły mąż nauczył się jak obliczac kalendarzyk kobiecy xD tyle że my mieliśmy indywidualnie..więc też był trochę inaczej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-09 10:24:41

kalendarzyk kobiecy... bzdura.... oj ludzie żyjemy w XXI wieku... ja małam katechetkę która stosowała kalendarzyk.. i tak ma 7 dzieci ;D, ale cały czas uważa, ze to bardzo dobra metoda antykoncepcji...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz