Wyznania nauczycielki z gimnazjum: Mam dość nieznośnych uczniów

08 Września 2016

Czy to dlatego czeka nas powrót do 8-letniej podstawówki i 4-letniego liceum?

Z każdym rokiem szkolnym mówi się, że dzieci są coraz gorsze. Pedagodzy chętnie wspominają dawne czasy, kiedy nauczyciel miał władzę nad uczniem, a gruba linijka jako narzędzie kary budziła wśród nich prawdziwy przestrach. Powszechne było też stawianie uczniów do kąta i wzywanie rodziców na rozmowę, kiedy dziecko naruszyło szkolną dyscyplinę. Podobne opowieści brzmią teraz bardzo nieprawdopodobnie, a nauczyciele, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z nauczaniem, żałują, że chociaż przez jeden dzień nie mogą wejść w rolę pana i władcy.

Zamiast tego często są przysłowiowym kozłem ofiarnym. Znoszą drwiny, chamskie odzywki i wszelkiego rodzaju nieposłuszeństwo, ale nie mogą posunąć się do kary typu stawianie do kąta. W przypadku konfrontacji z rodzicem często to nauczycielowi dostaje się po nosie. Zakochani w swoich dzieciach rodzice zupełnie nie dostrzegają ich wad, a winę widzą wyłącznie w nauczycielu.

Z podobnymi problemami musi na co dzień mierzyć się Hania z Zielonej Góry. Dziewczyna właśnie rozpoczęła swój drugi rok kariery nauczycielskiej i już w pierwszych dniach napotkała przeszkody. Na lekcjach biologii, które prowadzi, dzieją się nieprawdopodobne rzeczy. Publikujemy fragmenty maila Hani. Młoda kobieta opisuje w nich swoje zmagania i prosi o pomoc.

Zobacz także: Tatuaż i ferrari – gdy parter ma kryzys wieku średniego...

Strony

Komentarze (23)
ocena
3.5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2016-09-16 22:00:40

Niektóre zarzuty to przesada. Bachory bywają okropne i oczywiście należy tępić chamskie odzywki czy obelgi pod adresem nauczycieli i usprawiedliwianie tego przez rodziców jest chore. Natomiast nigdy nie zgodzę się z tym, że spanie czy jedzenie na zajęciach to jakaś obraza majestatu. Czy tak trudno zrozumieć że to kwestia fizjologii i jak ktoś jest bardzo zmęczony czy głodny to powinno się dać mu spokój. Zwłaszcza, że przerwy często są zbyt krótkie by zdążyć zjeść, kolejki na stołówkach długie itd. Tak samo jak nie zrozumiem tego, że nauczycielowi przeszkadza, że uczeń wychodzi to toalety w trakcie zajęć. Dlaczego ktoś ma walczyć z potrzebami swojego organizmu? W imię czego? Nie róbmy ze szkoły jakiejś świątyni! Za czasów szkolnych też jadłam i spałam na zajęciach, potem na studiach a teraz robię to w pracy. W żaden sposób nie pogarsza to mojej wydajności, a wręcz przeciwnie mam świetne wyniki, znacznie powyżej średnich. Uważam że należy szanować zasady panujące w danym miejscu, ale nie wtedy gdy są zwyczajnie bez sensu. Zawsze stanę w obronie nauczyciela który został upokorzony czy obrażony, ale zawsze będę bronić uczniów którzy potrzebują coś zjeść czy też nie są w stanie nie zasnąć. Bez zaspokojenia tych potrzeb i tak uczeń byłby zdekoncentrowany i mało wydajny. Nie przemawia do mnie argument, że to brak kultury, mówimy przecież tylko o jedzeniu i spaniu a nie o masturbacji na zajęciach czy innych potrzebach które się załatwia w samotności ;) Jak komuś to przeszkadza to niech zrobią dłuższe przerwy albo niech zrobią klasom zajęcia w różnych godzinach tak aby nie wszystkie zwalały się naraz do stołówek. Z kolei co do bachorów, które przezywają nauczycieli czy niszczą coś w obrębie klasy to sama bym chętnie się takimi zajęła, bo w przeciwieństwie do innych nie bałabym się utraty pracy więc nie mieliby ze mną lekko. Jak kiedyś usłyszę od kogoś ze znajomych że ma taki problem w pracy to sama się tam chętnie zatrudnię tylko po to żeby im piekiełko urządzić i niech sobie mnie potem wyleją z roboty :D

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
kika
(Ocena: 5)
2016-09-11 23:18:36

pracuję w gimnazjum 7 lat, teraz nie mam większych problemów z młodzieżą, ale w pierwszym roku mojej pracy było koszmarnie, zwłaszcza z jedną klasą, z którą musiałam się męczyć 3 lata, bo autorytetu już się nie dało odbudować niestety..... Moje rady: nie wdawanie się w dyskusje , jasne zasady i egzekwowanie ich, ale przede wszystkim ciekawe i przemyślane lekcje

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
realia
(Ocena: 5)
2016-09-09 21:52:02

Rodzice: -maja wieczne wymagania: szkola powinna to, czy tamto, nauczyciel powinien to czy tamto... nie wazne jak -chca zeby dziecko mialo 5: jak dziecko dostanie 4 to juz jest problem i trzeba z tym isc i zrobic dym -uwazaja swoje dziecko za najlepsze: nauczyciel powinien koncentrowac sie tylko na ich dziecku bo jest przeciez najmadrzejsze, co z tego ze ma na glowie 25 -zwalaja wszystko na szkole, jezeli dziecko czegos nie umie - to wina szkoly bo przeciez nie dziecka Dzieci -wiedza ze rodzice maja takie podejscie do ocen, wiec tez wszystko robia dla ocen - bez oceny palcem nie kiwna -rozmawiaja, przeszkadzaja - nauczyciel nic nie moze powiedziec, bo przeciez rodzic dziecko obroni i nauczyciela sprowadzi do pionu -sa przeciazone obowiazkami, no bo przeciez trzeba miec 5 ze wszystkiego, chodzic na judo i umiec 10 jezykow obcych -sa bezkrytyczne - rodzice wpajaja dzieciom ze sa najlepsze i wszystko im sie nalezy, wiec jak ma byc inacaczej

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-09-09 21:42:47

Wina rodzicow

Czego oczekujemy od dzieci, skoro ich rodzice to cymbaly. Niestety, ale taka prawda, ze spoleczenstwo jest coraz glupsze. Rodzice dzieci mysla ze jak kupia dziecku iphona i zapisza na dodatkowe zajecia to juz wystarczy. Nauczycieli maja za nic, bo przeciez ich rola to tylko wstawianie ocen. Brak slow. Jak dziecko ma byc normalne, skoro ma takich rodzicow? Tutaj tkwi problem...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-09-09 21:29:33

Uczniowie podstawowki nie sa lepsi

Niestety ja tez drugi rok pracuje jako nauczycielka i wiem jak to jest. Dzieci sa leniwe, rozmawiaja, sa czesto bezczelne i nie dadza sobie nic powiedziec. A jak sie wpisze uwage.... Oczywiscie rodzic zaraz stwierdza ze jego dziecko nic zlego nie robi, a ja 'czepiam sie", albo "nie lubie tego dziecka'. To jest argument rodzica.... Dodatkowo wieczne skargi, ze "za malo wymagam', albo "za duzo wymagam" ;) Jedna matka mi sie poplakala pod koniec roku, ze wystawilam jej dziecku 4 a nie 5 (caly rok nic sie nie odzywala). Pozniej chodzila za mna, zebym ocene zmienila. Druga matka uczennicy z 2 klasy stwierdzila, ze dzieci za malo pisza w zeszycie na angielskim, nie biorac pod uwage tego ze takie maluchy ledwo co pisza po polsku. Ogolnie rodzice maja jakies dziwne pojecie na temat swoich dzieci, uwazaja ich za geniuszy, a nauczyciel nic nie wie, nic nie umie i w dodatku czepia sie dziecka o byle co. Czesto jest tak, ze rodzice chca zebym przerabiala rzeczy ktore nie nadaja sie dla takich dzieci, nie majac pojecia o programie nauczania. Aha, a jeszcze jedno dziecko poskarzylo sie, ze mu dokuczam bo zwrocilam mu uwage, a matka od razu poleciala na skarge do wychowawczyni... Cyrk. Czlowiek nie moze nic powiedziec, nie moze wstawic uwagi... najlepiej tylko spelniac wymagania rodzicow - ekspertow od nauki ;) no i dzieci - aniolkow bez skazy.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-09-09 10:19:30

Jak ja chodziłam do szkoły a jestem rocznik 1984 to miałam kilka takich nauczycielek, których każdy się bał, nawet te największe rozrabiaki szkolne. Jak tylko taka zaczęła się drzeć to zaraz cisza i każdy się bał. Czyżby czasy się zmieniły i teraz dzieci nawet takich się nie boją? Ciekawe.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: )
2016-09-09 22:05:56

ja jestem rocznik 1989 i za moich czasow na lekcji byl spokoj i szacunek do nauczyciela, zdarzaly sie wyskoki, ale to nic w porownaniu z tym co jest teraz.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-09-10 14:04:04

A ja jestem rocznik 1994 i tez na lekcjach bylo naprawde przyzwoicie. :) raczej nie tak pewnie jak za czasow 1984 ale nadal odnosilismy sie z szacunkiem do nauczycieli...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Sandryna
(Ocena: 1)
2016-09-08 18:17:59

Jak ktoś nie potrafi zgasić 15 latka to już jego problem, odnosze się chociaż do sytuacji nr, 1

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-09-16 22:17:58

zgasić to nie problem, to wina dyrekcji że na to nie pozwala i trochę nauczycieli, że pozwalają pracodawcy dyktować głupie warunki.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-09-08 15:28:16

Jako nauczyciel nic nie moge, to że im zrobie sprawdzian i bedą jedynki, to działa na moją karte, bo bede sie musiała tłumaczyc z tego, że nic tych dzieci nie ucze. To jest wina rodziców.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-09-08 14:24:06

To też wina rodziców. Mądry rodzic wysłucha dzieciaka i nauczyciela i podejmie słuszne działania w tym kierunku, a nie wiecznie będzie bronić dziecka... Niestety mało którzy rodzicie w dzisiejszych czasach wiedzą jak wychować potomstwo. Ciągle tylko kariera i święty spokój...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-09-08 10:02:56

Likwidacja gimnazjum nic tu nie pomoże.. Po prostu dzieci są teraz takie "głupie".

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: )
2016-09-08 10:59:01

Dzieciaki są teraz "głupsze" bo zostały wychowane przez pokolenie snobistycznych, materialistycznych i pozbawionych empatii rodziców. Teraz wychowanie według wielu oznacza danie dzieciakowi pieniędzy na każdą zachciankę i posyłanie na zajęcia dodatkowe, żeby mieć od niego święty sposób. Tym sposobem dziecko praktycznie w ogóle nie spędza czasu z rodzicami i nie zostają mu przekazane żadne "ludzkie" wzorce.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz