Traumy dzieciństwa – nie daj się zwariować

25 Września 2008

Jako dziecko bałaś się ciemności? Teraz twój syn zasypia przy świetle, nawet jeśli tego nie potrzebuje. W przedszkolu zmuszano cię do jedzenia? Wystarczy, że twoja córka bąknie: "Nie mogę...", a natychmiast zabierasz jej talerz. Przykre wydarzenia z dzieciństwa odcisnęły na tobie tak mocne piętno, że chronisz swoje dziecko przed tym, czego niekoniecznie się obawia. Czy słusznie?

Traumy dzieciństwa – nie daj się zwariować

Tradycja psychoanalizy przyzwyczaiła nas, że dzieciństwo ma przeogromny wpływ na to, jak sobie radzimy w życiu. Teorie Freuda do tego stopnia przeniknęły do ogólnego obiegu, że wszyscy posługujemy się nimi, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. "Jestem nieśmiała, bo mój tata mnie nie chwalił"; "Mama nigdy ze mną nie rozmawiała i dlatego nie umiem nawiązać bliskiej relacji z kobietą" - ileż razy słyszymy tego typu wyjaśnienia?

Z drugiej strony, większość z nas zna osoby, których dzieciństwo było dalekie od ideału, a jednak w dorosłym życiu radzą sobie świetnie. A więc jak jest lepiej - przywiązywać wagę do każdego posunięcia w stosunku do własnych dzieci, czy też potraktować samych siebie z większą wyrozumiałością?

Oszczędzić za wszelką cenę

Tomek, bezrobotny od sześciu lat magister filozofii, mówi cicho, chodzi ze spuszczoną głową i bardzo szybko się denerwuje. W dzieciństwie tata bił go pasem za najdrobniejsze przewinienie. "Nie wiedziałem, kiedy mogę się spodziewać lania. Moje życie było zorganizowane wokół jednego: jak uniknąć bólu i upokorzenia" - opowiada.

Wobec swojego syna, Franka, Tomek zachowuje daleko posuniętą łagodność. Nie tylko nigdy w życiu nie podniósł na niego ręki, ale jest też przeciwny wszelkim karom. Gdy mamie zdarzy się krzyknąć na Franka, Tomek natychmiast staje w jego obronie. "To fakt, Franek jest rozbrykany. Nie zawsze sobie z nim radzę. Ale wiem jedno: nigdy nie pozwolę, żeby ktokolwiek go skrzywdził tak, jak mój ojciec krzywdził mnie" - tłumaczy.

Silne, negatywne przeżycia spowodowane przez któreś z rodziców mogą wywrzeć bezpośredni wpływ na to, jak będzie wyglądać nasze dorosłe życie. Istnieją badania dowodzące, że ludzie, którzy doznali psychicznej lub fizycznej krzywdy ze strony matki czy ojca, po usamodzielnieniu się nie potrafią konstruktywnie rozwiązywać swoich problemów. Mając tego świadomość, chcemy za wszelką cenę oszczędzić negatywnych przeżyć i ich skutków naszym dzieciom. Zwłaszcza, jeśli sami znamy gorzki smak dziecięcego upokorzenia i bezradności w obliczu okrucieństwa najbliższych, dorosłych osób.

"Jedni twierdzą, że wszystko zostaje przesądzone we wczesnym dzieciństwie, że najważniejsza dla rozwoju dziecka jest jego relacja z matką" - mówi w rozmowie z Hanną Bartoszewicz, Ryszard Praszkier, psychoterapeuta. "Jeśli zbyt sztywno trzymamy się tego poglądu, możemy wielu matkom wyrządzić krzywdę. Tak było np. z autyzmem. Choć mechanizm tego zaburzenia nie jest do końca poznany, dziś wiemy już, że nie wynika ono z zaniedbań rodziców. A wiele matek miało poczucie winy, które wzmagało jeszcze ich cierpienie, co dodatkowo pogarszało stan dziecka".

"Mit kruchego dziecka"

"Pewnego dnia, gdy miałam pięć lat, chcąc kupić lizaka w osiedlowym sklepie, poprosiłam o pieniądze przechodnia" - opowiada Michalina. "Kiedy potem, dumna ze swojej zaradności, opowiedziałam to rodzicom, zrobili mi karczemną awanturę. Nazwali żebraczką i kazali szukać tamtego pana po całym osiedlu. A ja nie miałam pojęcia, że zrobiłam coś złego. Jestem przekonana, że przez tamto wydarzenie teraz kompletnie nie umiem zarabiać pieniędzy. Zawsze mi się wydaje, że mi się nie należą".

Rodzice tacy jak Michalina mają tendencję do projektowania swoich traum na własne dzieci. "Wychowując Jasia, ogromną wagę przywiązuję do nauczenia go, jak zarabiać, oszczędzać, czym są pieniądze i jak się nimi posługiwać" - tłumaczy Michalina. "Ostatnio, zwracając jakiś przedmiot w hipermarkecie, tak długo wyjaśniałam mu, co robię, że ludzie z kolejki za nami zaczęli ze zniecierpliwieniem pofukiwać. Ale mnie zjada strach, że jeśli nie zapoznam go w porę ze światem zarabiania i płacenia, spotka go to samo, co mnie".

Brytyjski socjolog, Frank Furedi, autor książki "Paranoid Parenting" polemizuje z tym sposobem rozumowania. Przekonanie o tym, że dziecko można złamać na zawsze każdym nierozważnym posunięciem, nazywa "mitem kruchego dziecka". Zdaniem Furediego, dzieci to istoty bardzo odporne psychicznie i w przykrych sytuacjach radzą sobie dużo lepiej, niż nam się wydaje. Tylko wtedy, gdy trudne dla nich warunki utrzymują się przez długi czas, można mówić o niebezpieczeństwie wystąpienia traumy. Idąc tropem rozumowania Furediego, historia Tomka może uprawomocniać jego nieradzenie sobie w życiu, natomiast historia Michaliny już niekoniecznie.

Ostrożnie z ostrożnością

Co jednak powiedziałby Frank Furedi na sposób postępowania Tomka wobec syna? Amerykański socjolog krytykuje współczesny brak zaufania rodziców w stosunku nie tylko do innych dorosłych, ale też do samych siebie. Rodzice przestali wierzyć w to, że skoro starają się postępować dobrze, dziecko pozostanie bezpieczne. Trauma - pod postacią byle omsknięcia wychowawczego - czai się na każdym kroku. Nawet jeśli rodzice świadomie chcą jej uniknąć, ona może się pojawić znienacka i zaatakować niewinne, słabe dziecko.

Rodzice uprawomocniają swoje przewrażliwienie własnymi negatywnymi przeżyciami, których chcą oszczędzić potomstwu. Tymczasem, jak twierdzi Paweł Tomanek, socjolog kultury z Uniwersytetu Jagiellońskiego, etapy naszej biografii nigdy nie zostają ostatecznie zamknięte. Często nowe doświadczenie zmienia nasz sposób postrzegania wydarzenia wcześniejszego. Być może Michalina, nie radząc sobie z pieniędzmi w dorosłym życiu, wyszperała w pamięci konkretne wydarzenie z dzieciństwa, aby obarczyć je winą. Teraz zrobi wszystko, żeby jej synek nie przeżył niczego podobnego, podczas gdy dla niego mogłoby to nie mieć znaczenia.

Warto więc ostrożnie podchodzić do własnej ostrożności. Możliwe, że w przypadku wielu naszych "toksycznych" zachowań względem dzieci, jedynymi osobami, które przeżywają w ich obliczu traumę, jesteśmy my.

(Kasia Michalczak, edziecko.pl)

Strony

Komentarze (30)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2009-06-03 15:27:00

Ja miałam bardzo ciężkie dzieciństwo . Można nawet napisać książke o nim . Fakt mam dopiero jeszcze 14 lat ale jednak od kiedy ojciec z nami nie mieszka i mnie nie poniża jestem innym człowiekiem. Poprostu odnalazłam w sobie siłe i ciesze sie że już z nami nie mieszka bo wtedy już dawno by mnie chyba na tym świecie niebyło .

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-03-29 03:00:00

uwazam, ze jesli sie mialo ciezkie, pelne goryczy dziecinstwo, nigdy nie uda sie wyjsc poza to,. nigdy nie bedzie sie normalnym rodzicem i czlowiekiem. Naprawde nie jest mozliwe - nawet mimo szeroko rozwiniętej świadomosci wlasnego polozenia, przezyc itp. - nie powtarzanie bledow wlasnych rodzicow. Nie do konca, ale uwazam, ze momowolnie, w gniewie mozna uslyszec wlasnego ojca, ktory na nas krzyczal i ponizal, krzyczacego do naszego dziecka naszym wlasnym glosem Od tego nie da sie uciec. Wiec czy takie osoby powinny decydowac sie na dzieci? Ja pisze o sobie, nie wyjde z tego nigdy, ani ja, ani moja siostra

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-03-21 14:07:00

niedawno klucac sie z matka powiedzialam jej ze nie umiem rozmawiac bo nie rozmawiam z nia. poprostu nie chce jej mowic o swoich problemach przed strachem ze bedzie gadala ze jestem zla ze ze zlymi osobami sie trzymam. probowalam "rozmawiac" z moim chlopakiem. moze i zaczelo mi sie udawac. ale za kazdym razem przy klutni powtarzalam "to ja jestem ta zla, jestem idiotka ze to i tamto". mowie ze moje zycie juz nie mam sensu. ale zazwyczaj po ochlonieciu mysle ze i tak wkoncu bedzie dobrze. a w szkole? matka zawsze wrzeszczala ze mam zle oceny. ale jak sie postaralam i je poprawilam to bylo "ale z tego masz 2 a z tego 1" a zawsze liczylam na pochwale w stylu "ciesze sie ze poprawilas sie z tego przedmiotu". nie pamietam kiedy ostatnio mnie za cos pochwalila...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2008-12-23 20:54:00

moim największym problemem z dzieciństwa były wieczne koszmary ze ktoś mnie goni po schodach (non stop ten sam sen) i nie mogę uciec i strach przed ciemnością który mam aż do dziś!:( wiem ze nie jest to tak traumatyczne przeżycie co innych ze ich rodzice bija ale jednak mam wrażenie ze ma to wpływ na to jaka jestem teraz.. chociaż nie powiem żeby moje życie było usłane rożnami! Bo np moja mama kiedy nie rozumiałam czegoś ze szkoły bila mnie książkami raz nawet po twarzy i leciela mi krew z nosa i naprawdę nie pamiętam ile miałam wtedy lat 1 może 2 klasa... teraz wiadomo dlaczego nienawidzę szkoly :) heh ciagla presja ze nie mam prawa czegoś nie rozumieć... naprawdę nienawidzę dorosłych

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2008-12-19 17:01:00

[quote="ganzegal"][quote][b]Gosc[/b] z mojego dziecinnstwa pamietam obraz pijanej matki wrzeszczacej na mnie i moje rodzenstwo i ojca ktory robil na 3 zmiany ale ktory jest najwspanialszym czlowiekiem na swiecie. Jako nastolatka poszlam w slady matki i zaczelam duzo pic, chodzic na imprezy i nie pokazywalam sie w domu przez pare dni nie lubialam tam wracac i sluchac jak moja matka pjiana drze sie i wyzywa wszystkich wokolo. Moj kochany ojciec jak mialam 16 lat przeprowadzil ze mna powazna rozmowe czy chce tak skonczyc jak ona, nie moge codziennie chodzic pijana bo spadne na dno. Poruszyly mnie slowa ojca i postanowilam sie wziasc za siebie skonczylam liceum i zrobilam mature, ale zakochalam sie i zaszlam w ciaze w wieku 19 lat. Poslubilam ojca mojego dziecka, poltora roku pozniej zaszlam w ciaze z drugim dzieckiem bylam taka szczesliwa tak bardzo pragnelam miec parke i mi sie udalo mam sliczne i kochane dzieci, ktore sa dla mnie calym swiatem!! moja matka jak sie dowiedziala o 2 ciazy powiedziala mi, ze wstyd jej przynosze. Jeszcze zeby tego bylo malo moj maz zaczol pic i zaczely sie awantury w domu. najpierw pil w weekendy a poznej co drugi dzien a bywalo ze pil dzien w dzien. Probowalam mu pomoc ale nie bylo szans, pamietam jak pierwszy raz podniosl na mnie reke za to ze w nieodpowiednim tonie spytalam sie go co zrobic mu do jedzenia, pozniej juz dostawalam za byle pretekst. Zylam tak z nim przez 3 lata w atmosferze lejacego sie alkoholu, awantur i bicia. Dzieci nigdy nie skrywdzil przynajmiej tak mi sie wydawalo bo na nich nigdy nie podniosl reki ale bylam w wielkim bledzie. Pamietam do dzis slowa mojej wowczas 4letniej coreczki jak byla kolejna awantura w domu:"mamusiu chodz do mojego luzka ja Cie schowam pod koldra i tata Ci nic nie zrobi!!!"wtedy nagle oprzytomnialam i se powiedzialam boze co ja jeszcze z tym czlowiekiem tutaj robie sama mialam takie dziecinstwo a teraz skazuje na te same przezycia swoje dzieci, na drugi dzien poszlam do ojca i opowiedzialam mu o wszystkim kazal mi spakowac swoje rzeczy i dzieci i powiedzial ze mam mieszkac u niego. Od 2 miesiecy mam rozwod wynajelam mieszkanie i poszlam na studia mam dobrze platna prace i wszystko zaczelo mi sie ukladac. Jestem zadowolona ze swojego zycia. Dziecinstwo ma duzy wplyw na dorosle zycie ale ja sie nie poddalam nie moglam pozwolic by moje dzieci mialy takie samo dziecinstwo jak moje. Moj byly maz nawet nie pyta o nich nie chce sie z nimi spotykac a oni tez o niego nie pytaja. Damianek ma teraz prawie 8 lat a Natalka 6 i w trojke tworzymy wspaniala rodzine i widze ze moje dzieci sa szczesliwe jestem gotowa zrobic dla nich wszystko!! [/quote] Również wielkie brawa dla autorki tej wypowiedzi. Pokazałaś, że dramatyczne przeżycia nie muszą stać się usprawiedliwień dalszych życiowych niepowidzeń, tylko można wyciągnąć z nich naukę na przyszłość. Mogą wzmocnić, dać siłę, nauczyć walki o słuszne sprawy. Podziwiam Cię, bo naprawdę niewiele kobiet ma tyle odwagi i siły co Ty. [/quote] Brawa!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2008-12-19 16:57:00

[quote="Gosc"]Ja też nie miałam szczęśliwego dzieciństwa. Mieszkaliśmy u babci która mnie nienawidziła (byłam dzieckiem "przedślubnym" co dla niej było grzechem - ja byłam grzechem i szatańskim pomiotem). Znęcała się nade mną, często biła i krzyczała kiedy rodziców nie było w domu, a tata (straszny maminsynek) jak mu o tym mówiłam to tylko mnie ganił "żebym tylko nigdy nie próbowała się bronić bo ona jest starsza i powinnam mieć do niej szacunek". Wyjechałam z domu w wieku 15 lat (zaraz po podstawówce - uczyłam się jeszcze w starym systemie) i z tą kobietą nie chce mieć nic wspólnego (tata nie był w stanie zrozumieć czemu babuni na własny ślub nie zaprosiłam). Teraz jestem silna i zaradna, wiem że ode mnie zależy moje życie, że nie mogę biernie czekać na czyjąś pomoc. W przeciwieństwie do innych w liceum wiedziałam dokładnie co chce robić, nie balowałam na imprezach tylko już wtedy przyuczałam się do zawodu i w przeciwieństwie do koleżanek praktycznie nie miałam problemu ze znalezieniem pracy. Teraz buduje dom, fajny samochód, zarabiam całkiem ciekawe pieniądze, mam czas na przyjemności, na cotygodniowe wypady do kina, wakacje gdzie tylko mi się zamarzy - a to w wieku 23 lat ;) Jakoś brakiem wspomnień z sielankowego dzieciństwa raczej mnie specjalnie nie boli. Ważne jest to co jest przede mną bo tylko na to mogę mieć wpływ. Dlatego nigdy nie zrozumiem zwalania wszystkiego na dzieciństwo. Fakt że wtedy się kształtuje psychikę ale skoro już poznaliście przyczynę to czemu nie zaczniecie tego naprawiać? Chyba że "trauma" to tylko przykrywka na lenistwo? Jedyne moje postanowienie odnośnie "jak ja będę lepszym rodzicem" to to że nie będę mieszkała z rodzicami/teściami - ale o to raczej nie mam się co martwić bo od dawna mieszkam sama. [/quote] Gratuluję:) Nie zawsze osoy w podobnej sytuacji są takie zaradne, niektórzy by popadli w depresję i całe życie mieliby zepsute. A Ty wspaniale zbudowałaś własną pracą swoje szczęście:):)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2008-12-02 10:02:00

Ja też nie miałam szczęśliwego dzieciństwa. Mieszkaliśmy u babci która mnie nienawidziła (byłam dzieckiem "przedślubnym" co dla niej było grzechem - ja byłam grzechem i szatańskim pomiotem). Znęcała się nade mną, często biła i krzyczała kiedy rodziców nie było w domu, a tata (straszny maminsynek) jak mu o tym mówiłam to tylko mnie ganił "żebym tylko nigdy nie próbowała się bronić bo ona jest starsza i powinnam mieć do niej szacunek". Wyjechałam z domu w wieku 15 lat (zaraz po podstawówce - uczyłam się jeszcze w starym systemie) i z tą kobietą nie chce mieć nic wspólnego (tata nie był w stanie zrozumieć czemu babuni na własny ślub nie zaprosiłam). Teraz jestem silna i zaradna, wiem że ode mnie zależy moje życie, że nie mogę biernie czekać na czyjąś pomoc. W przeciwieństwie do innych w liceum wiedziałam dokładnie co chce robić, nie balowałam na imprezach tylko już wtedy przyuczałam się do zawodu i w przeciwieństwie do koleżanek praktycznie nie miałam problemu ze znalezieniem pracy. Teraz buduje dom, fajny samochód, zarabiam całkiem ciekawe pieniądze, mam czas na przyjemności, na cotygodniowe wypady do kina, wakacje gdzie tylko mi się zamarzy - a to w wieku 23 lat ;) Jakoś brakiem wspomnień z sielankowego dzieciństwa raczej mnie specjalnie nie boli. Ważne jest to co jest przede mną bo tylko na to mogę mieć wpływ. Dlatego nigdy nie zrozumiem zwalania wszystkiego na dzieciństwo. Fakt że wtedy się kształtuje psychikę ale skoro już poznaliście przyczynę to czemu nie zaczniecie tego naprawiać? Chyba że "trauma" to tylko przykrywka na lenistwo? Jedyne moje postanowienie odnośnie "jak ja będę lepszym rodzicem" to to że nie będę mieszkała z rodzicami/teściami - ale o to raczej nie mam się co martwić bo od dawna mieszkam sama.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2008-10-04 12:05:00

[quote="Gosc"]Mam 23 lata.Od kiedy tylko pamiętam mama zawsze trzymała mnie pod kloszem.Zabraniała wszystkiego,nie pozwalała mi niczego spróbować.Efekt?Wyręczam się innymi prosząc ich o pomoc.Dlaczego?bo boję się,ze z niczym sobie nie poradzę.Nigdy nie pracowałam,niczego nie osiągnęłam prócz matury no i studiów(jestem studentką psychologii).Zawsze było tak,że kiedy chciałam czegoś spróbować,mama od razu gasiła mój zapał twierdząc żebym lepiej dała sobie spokój bo i tak mi sie nie uda tylko przyniosę rodzicom wstyd.Teraz jestem zakompleksioną dziewczyną.Boje się ludzi,nie potrafie z nimi rozmawiać.Boję się,ze jako psycholog sobie też nie poradzę choć to mój wymarzony kierunek. :-([/quote] Sama skończyłam psychologię i szczerze mówiąc, przykro mi, że na ten kierunek dostają się osoby powielająca stereotyp "nie radzę sobie z samą sobą, to pójdę na psychologię". Takimi wypowiedziami tylko robisz naszej specjalizacji czarny PR! Studiując ten kierunek powinnaś doskonale wiedzieć, że autor artykułu ma rację, a obwinianie za wszystkie niepowodzenia rodziców to głupota. Twoja mama na pewno robiła wszystko żeby wychować Cię jak najlepiej i bardzo Cię kocha. Weź się w garść i zacznij zmieniać, a nie wyżalaj na forum na własną matkę. Mnie tez trzymali pod kloszem, ale świetnie sobie radzę, bo uważam, że nasze życie zależy przede wszystkim od nas samych.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2008-09-29 20:11:00

lol

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2008-09-27 22:53:00

Istnieją badania dowodzące, że ludzie, którzy doznali psychicznej lub fizycznej krzywdy ze strony matki czy ojca, po usamodzielnieniu się nie potrafią konstruktywnie rozwiązywać swoich problemów. dokładnie tak

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz