Nowy trend: życie w stylu slow

30 Grudnia 2016

Ciągle gdzieś pędzimy, ale może jednak warto czasem zwolnić? Na pewno wyjdzie nam to na zdrowie…

życie w stylu slow

Żyjemy w czasach nieustającego pośpiechu i pogoni, przede wszystkim za konsumpcyjnymi celami. Już od najmłodszych lat jesteśmy bowiem atakowani przekazem, który ma wywołać potrzebę gromadzenia dóbr. Dziecko poddane presji reklam i rówieśników marzy o kolejnych lalkach czy konsolach. Dorosły pragnie jak najczęściej wymieniać telefon, komputer czy samochód. Kupując mieszkanie, w tyle głowy ma już plan budowy domu. „Nasza kultura wmawia nam, że ciągle nie mamy wystarczająco dużo, żeby być szczęśliwymi. Stworzyliśmy świat obfitości, który sprawia, że ciągle chcemy więcej” – pisze John Naish w książce „Enough. Breaking Free From the World of Excess”.

„Jesteśmy zaprogramowani, żeby cały czas działać. Ja, kiedy mogę sobie na to pozwolić, po prostu leniuchuję” – opowiada Anna, bohaterka reportażu w „Focusie”, która zrezygnowała z etatu i została wolnym strzelcem. „Bywa tak, że pracuję po kilkanaście godzin dziennie. Bywa też, że nie mam pracy w ogóle, ale nie panikuję, tylko staram się z tego czasu korzystać. Wróciłam do robótek ręcznych, czytam, słucham muzyki, spędzam czas z rodziną. Sama decyduję, co i kiedy robię” – tłumaczy.

Anna żyje zgodnie z zasadami coraz popularniejszej na całym świecie idei slow life, którą najlepiej podsumował Carl Honore w bestsellerowej książce „Pochwała powolności”. Jego zdaniem powinniśmy dążyć do sprawowania kontroli nad rytmem swojej egzystencji i samodzielnie decydować o tym, jak szybko postępować w danej sytuacji. „Jeśli dziś chcę działać szybko, działam szybko; jeśli jutro zechcę być powolny, będę powolny. Celem naszej walki jest prawo do samodzielnego ustalania własnego tempa” – pisze szkocki autor.

Honore nie ukrywa, że taka zmiana wymaga sporo determinacji, ponieważ żyjemy w kulturze uzależnionej od prędkości, więc sami jesteśmy od niej uzależnieni. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo. Dlatego potrzebujemy nowego zdefiniowania sposobu postrzegania czasu, życiowych wartości czy też stylu życia. Warto jednak ponieść ten wysiłek, bo korzyści są niezaprzeczalne. Przede wszystkim możemy zacząć smakować życie i delektować się chwilami, których wcześniej nawet nie dostrzegaliśmy.

Strony

Komentarze (7)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Ewelina
(Ocena: 5)
2017-01-04 00:38:10

Szczerze mówiąc, fajny trend, ciekawy na pewno. Ja miałam ogromny problem z gonitwą, przepracowaniem, przepracowaniem. W końcu wylądowałam u psychologa, byłam już na wycieńczeniu. Takim osobom jak ja polecam zwolnić, a jeśli się nie udaje, to poprosić o pomoc kogoś bliskiego lub zwrócić się do specjalisty. Ja postawiłam na poradnię http://psycholog-ms.pl/poradnia/ i jestem zadowolona w 100.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonimka
(Ocena: 5)
2017-01-03 00:56:29

Kończę studia ekonomiczne i nie mam pomysłu na siebie... Chciałam być kosmetyczką, ale rodzice napierali na "normalne" studia. Teraz już za późno na szkołę, czuję presję, żeby jak najszybciej znaleźć w miarę dobrze płatną prace, wyprowadzić się i uwić wspólne gniazdko z partnerem. Doświadczenia w branży brak. Jestem załamana.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2017-01-03 19:38:52

Korpo. Z tą kosmetyką to nie jest tak różowo jakby się wydawało. Też miałam takie podejście jak Ty, z tym że ja zrobiłam tą kosmetykę w czasie studiów. Zawsze byłam zafascynowana, półprodukty, minerały, biochemia urody, paznokcie, przedłużanie rzęs, makijaż itd. Ale jak miałam okazję popracować w tym zawodzie - brrrrr! Nie życzę nikomu. Bardzo szybko okazało się, że po prostu czuję się jak służąca i to takiej najniższej kategorii. Panie głównie manicure i pedicure, niezadbane stopy, a pracowałam w obiekcie pięciogwiazdkowym. Nie, nie i jeszcze raz nie. Kosmetyka to moja pasja i hobby, ale tylko na własny użytek i najbliższej rodziny i niech tak zostanie :) Dla osoby ambitnej to może być po prostu gwóźdź do trumny jeśli chodzi o psychikę i poczucie własnej wartości.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-12-31 11:44:29

Ja potrzebowałam takiego czasu po studiach. Zawsze byłam pilną uczennicą, perfekcjonistką, jak robić kierunki to od razu trzy, wszystko na tip top, najszybciej, najlepiej... "odpoczynek" trwał półtorej roku w moim przypadku. Totalne zwolnienie tempa, tak bardzo zawsze o tym marzyłam :) ale kiedy już to miałam to dość szybko zaczęło mnie to uwierać. Za dużo wolnego czasu sprawia, że przychodzą różne refleksje, trzeba się zastanowić nad tematami, które się spychało zawsze gdzieś w odmęty podświadomości, bo nie było na nie czasu... Przemijanie, co zrobić ze swoim życiem, czego ja tak naprawdę chcę, czy o wszystko ma sens... No ale - do czego zmierzam: teraz wracam do bardziej intensywnego trybu życia i już nie marzę o slow life. Szybo przestałam ten wolny czas doceniać, teraz gdy mam wypełniony czas, wolne samotne chwile na nowo mnie cieszą. Uważam, że każdy powinien spróbować, ale też nic na siłę. Owszem, ma to swoje plusy, ale dla osoby, która zawsze miała wypełniony czas po pewnym czasie będzie zabijać.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-12-30 07:40:26

Żyję chyba właśnie w ten sposób. Nigdzie się nie spieszę, mam czas dla siebie, nie jestem niewolnikiem mody czy innych zbytków, które 'wszyscy' mają :) Minimalizm jednak nie jest dla mnie. Lubię otaczać się książkami, kurzołapami, zbieram lalki, pamiątki i inne duperele. Lubię też ostre kolory czerń/fiolet na ścianach - przy błękitach to bym dopiero nabawiła się 'depresji' :D Fajny tekst ogólnie, dzięki za niego :) Czasami mam wyrzuty, że nie zapieprzam jak popie....ona, że nie mam trzech magistrów, doktoratu, pracy za kilka tysięcy, 20 hobby, nie mówię w 5 językach i nie jeżdżę 10 razy w miesiącu zwiedzać odległe kraje :P Kocyk i herbatka z dobrym kinem to też fajna opcja, taka jak lubię :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-12-30 10:44:42

Bo najważniejsze przecież jest Twoje szczęście :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-12-31 11:57:30

Ja mam czarne ściany w pokoju i biały sufit :) miny znajomych kiedy o tym mówię - bezcenne :D ale kiedy już widzą jak to wszytko razem wygląda, to są pod wrażeniem :) też bym się nabawiła depresji w błękitach, masakra. Dla mnie czarne ściany są przytulne, jakkolwiek by to miało nie zabrzmieć :D i minimalizm to też nie moja bajka, u mnie rządzi styl królewski - złoto, kryształy, perły, biel, atłas i błysk - pomieszany z bardzo nowoczesnym - ledy, kominek w nowoczesnej formie, puzzle lamps :) zgodnie z wszystkimi ekspertami takie połączenia nie mają prawa bytu, a ja uwielbiam! przynajmniej dobrze się czuję w swoich wnętrzach, styl skandynawski by mnie chyba przyprawiał o ból głowy :) ważne żeby pozostać sobą, czy się to innym podoba - czy nie :D

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
  • Strona 1 z 1