REPORTAŻ: „Nauczycielka uwzięła się na mnie”

14 Listopada 2016

Nawet w szkole trudno o sprawiedliwe traktowanie.

nauczycielka

Szkoła jest jednym z najmniej lubianych przez młodych ludzi miejsc. Obowiązują w niej konkretne, sztywne zasady. Na pierwszym planie jest oczywiście nauka, ale liczy się również stosunek do nauczycieli i całokształt zachowania. Wszystkie te czynniki sprawiają, że nikt nie myśli o placówce z przyjemnością. I nawet kontakt z rówieśnikami nie ma dużego wpływu na zmianę myślenia uczniów o szkole.

Chociaż sam obowiązek nauki większości osób wydaje się prawdziwą męką, czasami dochodzi do dużo gorszych rzeczy. Zdarza się, że nauczyciel zaczyna źle traktować jednego z uczniów. Mówimy wtedy, że uwziął się na kogoś. Powodem może być  zwykła ludzka niechęć, przepracowanie i znużenie pracą, która wiąże się z powtarzaniem cały czas tego samego materiału; przewinienie ucznia, a także chęć  znalezienia sobie kozła ofiarnego, żeby odreagować. Niektórzy znoszą podobne traktowanie na chłodno i z godnością, ale są też osoby, które bardzo przeżywają sytuację.

- Przed każdymi zajęciami z fizyki dostawałam niestrawności, a w trakcie zajęć miałam kłopoty z koncentracją. Czasami zaczynałam się też jąkać, ale to u mojej nauczycielki było kolejnym powodem do drwin – wspomina licealistka Ula.

Rodzice oraz inni nauczyciele często nie zdają sobie sprawy, co przeżywają ich dzieci. Co do pozostałych uczniów, bywa różnie. Niektórzy milczą w obawie o własną osobę, a niektórych wręcz cieszy niepowodzenie kolegi czy koleżanki. Mogą się wtedy dowartościować  jego lub jej kosztem.

Zobacz także: „Zakochałam się w nauczycielu. Panie M. od geografii, mowa o panu!”

Strony

Komentarze (7)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2016-11-16 11:50:30

Chyba właśnie te polonistki są najgorsze i matematyczki - stare panny, w gim. miałam na prawdę super polonistę - on mnie potrafił zmotywować i tak kiedy w 1 gim byłam słaba z polskiego i ortografii tak w drugiej połowie 2 klasy i w 3 gim byłam jedną z najlepszych uczennic z polaka, niestety w LO trafiła nam się polonistka która faworyzowała chłopaków (w naszej kl. było ich tylko dwóch a ona była wychowawczynią najgłupszej klasy w szkole która składała się z samych chłopaków i 1 dziewczyna). Ona nie była polonistą z powołania, nie umiała uczyć mimo to miałam w 2 kl LO 5 na koniec ale kiedy w połowie 3 LO delikatnie ją poprosiliśmy jako klasa żeby nas lepiej zaczęła przygotowywać do matury (no bo zamiast się na tym skupić to ona nam puszczała w tv Rubika którym się jarała albo nagrania z programu telewizyjnego w którym kiedyś dawno z klasą brała udział itd. itp.) to ona widocznie poczuła się urażona i uwzięła się na całą klasę, nikt nie skończył szkoły w naszej klasie z więcej niż 3 z polaka mimo że na koniec 2 LO miał 5 czy 6 na świadectwie. Zrównała dziewczyny które olewały lekcje, wagarowały, pisały same poprawki i miały wszystko w dupie z dziewczynami które się starały, były zawsze obecne ale nie wychodziło im najlepiej, i jedne i drugie miały 2, reszta 3.... i gdzie tu sprawiedliwość? To była moja jedyna trója na świadectwie przez tą szmatę :/

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
AnkaA
(Ocena: 5)
2016-11-15 15:47:03

O matko, nie przypominajcie mi...w liceum miałam problemy z polonistką. Była niewiele od nas starsza, ale mężata i dzieciata i zazdrościła mnie i przyjaciółce szczupłej figury. Nie pytajcie o konsekwencje. Miałam przed maturą komis z polskiego na tym egzamie inny polonista zwrócił mojej nauczycielce uwagę, żę pyta o takie szczegóły z lektur, których on sam nie pamięta. Gdyby nie ten facet, nie mogłabym zdawać matury. A polski zdałam an 5+... masakra...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-11-15 09:42:00

Jestem osobą spokojną i cichą. Chodzę do ostatniej klasy technikum i mam problem z nauczycielem jednego z ogólnych przedmiotów. Od pierwszej lekcji miał do mnie jakieś obiekcje i tak przez cztery lata. Nie umiem mu odpowiedzieć taki mam charakter, no nie pyta mnie z przedmiotu tylko o różne dziwne rzeczy. Kiedyś stwierdził, że jestem podobna do bohaterki z Greya. Nw czy to była aluzja czy o co mu chodziło. Koleżanki pytają co mu zrobiłam, że tak się zachowuje w stosunku do mnie, a ja nw tak jest od pierwszej lekcji. Mało tego ost zmienili nam nauczyciela od języka i po kilku lekcjach zaczęły się dziwne teksty. Później tamten pan zapytał czy nowy nauczyciel mi czegoś nie sugerował. Obaj mają rodziny, dzieci, a zachowują się jakby byli w moim wieku. Tak się domyślam, że może dowiedzieli się że moja mama jest nauczycielką i stąd takie zachowanie. Mama uczy w innej skl i starałam się to trzymać w tajemnicy. Nw co robić bo to klasa maturalna, a ciężko mi przychodzić na jego lekcje.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Sonmi
(Ocena: 5)
2016-11-14 16:02:04

Polonistka wiedźma

Od kiedy tylko nauczyłam się czytać byłam zakochana w książkach. Potem pokochałam język polski, w podstawówce byłam laureatką konkursu wojewódzkiego. Kiedy zobaczyłam, że moją wychowawczynią w gimnazjum będzie polonistka skakałam ze szczęścia. A okazały się to najgorsze 3 lata szkoły w moim życiu! Wszyscy ją chwalili "wesoła babka, miła, lubi pożartować", a okazała się wieśniarą bez klasy. Już w pierwszym tygodniu zwróciłam jej uwagę na drobny błąd i horror się zaczął. Brała mnie do odpowiedzi do tablicy (na ocenę), a kiedy szybko robiłam rozbiór zdania wstawiała mi uwagę, że popisuję się przed klasą i uważam się za lepszą od nich. Kiedyś spytała mnie czy dużo czytam - przytaknęłam. Na wywiadówce pochwaliła mnie mojej mamie, a kolejnego dnia kazała mi odłożyć swoje książki na wakacje i zająć mi się czymś pożytecznym. Możecie sobie wyobrazić jej minę, kiedy KUL wydał moją pracę w jednej ze swoich publikacji. Oczywiście nie dostałam za to nawet marnej 5 "Bo robiłam to dla siebie, a nie dla ocen". Kiedy brałam udział w lekcji darła się na mnie, żeby się nie popisywać, jeśli się nie zgłaszałam wstawiała mi jedynki. Skończyłam gimnazjum z ledwo 3 z polskiego. 1 klasę liceum na profilu humanistycznym bez problemu skończyłam z 6 z polskiego, teraz jestem w 2 klasie i dalej trzymam tą 6, a nawet planuję filologię. Do tej pory babsko szczerzy na mnie kły na korytarzu i rzuca chamówą typu "Dlaczego cię nie było na półmetku? Cooo? Partnera nie znalazłaś?" - NO ŻENUA PO PROSTU, co więcej wjeżdżała nawet na to, że mieszkam na wsi, a mój tata pamięta jak 3 lata temu kosił kukurydzę na jej ulicy :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-11-14 16:32:51

mnie również prześladowała polonistka w LO. problem w tym że nigdy jej nie poprawiałam, nie krytykowałam i nie miała żadnego powodu aby mnie dręczyć a mimo to robiła to z nieukrywaną przyjemnością. wszystkie prace, wypracowania były oceniane nieuczciwie względem mnie. koleżanki miały bardzo podobne wnioski itp i one dostawały 4 i 5 a u mnie 1 lub 2 i zawsze musiałam pisać pracę poprawkową. któregoś razu przyjaciółka nie napisała pracy więc na przerwie napisałam za nią całe wypracowanie. dostała za nie 5 i została pochwalona przy całej klasie. a ja? jak zwykle 2. bezczelne babsko próbowało mnie nawet oblać na półrocze w klasie maturalnej! nie dałam się. uważam że tacy ludzie nie powinni uczyć, zwykłe chamy i tyle.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Marcelina
(Ocena: 5)
2016-11-14 05:18:11

Ja w liceum miałam spory problem z historyczką. Wcześniej uczyła mnie także w gimnazjum i było w miarę normalnie. W liceum zaczęłam być z najlepszym uczniem w szkole z historii i wosu, który był jej pupilkiem. To on mnie zmotywował do nauki i do konkursów. I tu zaczął się sajgon. Kobieta (stara panna), zaczęła zachowywać się jakby była zazdrosna o mojego chłopaka. Zrobiła się dla mnie opryskliwa, mówiła, że odciągam go od nauki. Kiedy on skończył szkołę, a ja jeszcze się uczyłam to nawet była na chwilę miła, ale to nie było chrześcijańskie miłosierdzie, tylko interesowne. Wystartowałam w jednej z olimpiad i udało mi się dojść do okręgowego etapu. Podczas przygotowań była tak milusia i pomocna, że można było cukrzycy od tego dostać. W mojej szkole, gdy nauczyciel doprowadził ucznia do wysokiego miejsca na olimpiadzie dostawał nagrodę dyrektora i premię. A więc kasa musiałą się zgadzać. Aleee, zabrakło mi punktu by dostać się do finału olimpiady. Uszanowanie ze strony dyrektora ulotniło się jak fatamorgana, a historyczka stwierdziła, że pora zakończyć miłe relacje ze mną. Zaczęły się szykany, odpytywanie co lekcję i skończyłam z 3 na świadectwie maturalnym, mimo iż wg statutu szkoły powinnam mieć 6. Pozdrawiam panią M.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
A.
(Ocena: 5)
2016-11-14 11:36:13

Właśnie takie są najgorsze. Są nauczyciele którzy są singlami i respektują pary pomiędzy uczniami ale są właśnie też tacy jak opisałaś. Nie przeszkadza im to ,że uczniowie mają swoje życie prywatne i partnerów ,ale jeśli proces 'zakochania i prarowania' rozgrywa się na ich oczach to dostają kociej furii i zazdrość żżera ich od środka. Nie lubię takich frustratek. I nie; nie mam faceta.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
  • Strona 1 z 1