Gdy umiera ktoś bliski... Jak przebrnąć przez żałobę?

08 Stycznia 2016

Śmierć bliskiej osoby w każdym wywołuje emocje, na które nie da się przygotować. Żałoba jest bardzo indywidualną kwestią i każdy przeżywa ją inaczej.

fazy żałoby

Zrozumieć siebie w rozpaczy

Utrata bliskiego to nie tylko szok, trudne decyzje związane z organizacją pogrzebu, ale przede wszystkim silne emocje. Żal, tęsknota, poczucie pustki. Każdy inaczej odczuwa stratę i trudno ją opisać drugiej osobie. Nie bez powodu mówi się, że żałoby nie zrozumie ten, który sam jej nie doświadczył na własnej skórze.

- Każdy przeżywa żałobę na swój, indywidualny sposób, który trudno ubrać w określone schematy. Z doświadczenia zawodowego wiem, że ludzie tęsknią po prostu za różnymi rzeczami związanymi ze zmarłym – rozmowami, spotkaniami, dotykiem, wspólnymi zwyczajami jak święta czy po prostu posiłkami – mówi Krzysztof Witwicki, pracownik z zakładu pogrzebowego we Wrocławiu.

Żal po stracie przeżywamy na różne sposoby ponieważ mamy różne predyspozycje. Chodzi nie tylko o płeć, wiek - nasz czy zmarłego – kim dla nas był, ale również o cechy naszej osobowości. Mimo to z psychologicznego punktu widzenia żałoba oznacza przebycie pewnej określonej drogi godzenia się z utratą zmarłego. Najczęściej przebywa się ją w trakcie pierwszego roku po śmierci bliskiego. Znajomość tej zasady pozwala zrozumieć co dzieje się w naszym życiu. Warto jednak pamiętać, że nie jest to uniwersalna zasada i nie każdy będzie przechodził przez żałobę w taki sam sposób i nie u każdego z łatwością rozpoznamy jej poszczególne etapy.

EXCLUSIVE: Spowiedź 24-letniej wdowy

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (15)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2016-11-26 18:59:47

Jestem w domu i pomału umiera mi mama na białaczkę. Staruszka 83 letnia. Niby mam się przygotować ale nie umiem. Wiem, że to tylko już parę, paręnaście dni. Mój problem to fakt, że od 50 lat cierpi na schizofremię . Od lat nie ma nawrotów, ale żyje tylko swoim życiem. My najbliżsi nauczyliśmy się jak sobie z tym radzić, ale wszelkie leczenie (bez uwłasnowolnienia) to męka. Mama nie ma świadomości o swojej chorobie. Nie odczuwa bólu - wszystkiego należy się domyślać i tłumaczyć lekarzom, że nic nie powie co jej dolega. Może to i lepiej dla niej? Gdyby nie wyniki krwi i hematolog nawet nie wiedziałabym, że jest aż tak źle. Nie wiedziałam nawet jak objawiają się symptomy powolnego odejścia ( białe małżowiny, skóra bieleje). Podjęliśmy (dzieci b. dorosłe) decyzję, że nie będziemy mamy męczyć. Nie ma lekarstwa - tak musi być. Przedłużenie życia na może m-c to nic nie da. Wiem, że konsekwencją życia jest śmierć. Jak jednak żyć z ciągłą myślą o śmierci (niestety wokoło mnie jest wiele osób z rakiem). Sama nawet nie chcę iść do lekarza - bo co mi da wiedza. Leczenie? dziękuję, już nie skorzystam.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
(Ocena: 5)
2016-01-10 17:20:35

re: Gdy umiera ktoś bliski... Jak przebrnąć przez żałobę?

czas nie leczy ran tylko przyzwyczaja do bólu ..

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Aga
(Ocena: 5)
2016-01-08 23:43:59

przed...

Dzisiaj dowiedziałam się, że mój ojciec ma przerzuty do mózgu. Niemal 3 lata temu, podczas operacji ratującej mu życie, okazało się, że ma raka jelita grubego. Wtedy to był dla nas OGROMNY szok. Zaraz chemia, którą świetnie zniósł. I nadzieja, że już po wszystkim. W zeszłym roku, pogorszenie samopoczucia i diagnoza - przerzuty do węzłów chłonnych. 2 chemia, która tym razem dała mu w kość. Mocno. Podłamał się, że jego ciało znowu było przeciwko niemu. I w tej chwili taka wiadomość. Jeszcze nie ma ostatecznej decyzji lekarza i konsylium, ale ojca czeka prawdopodobnie radioterapia. Od pół roku, przygotowuję swoją dziewięcioletnią córkę, na to, że możliwe, że dziadkowi nie zostało już sporo czasu. Kilka dni temu, dotarło do mnie, że i ja sama się przygotowałam. I że, bardziej niż śmierci ojca, boję się o swoją mamę. Oraz że, mam ten "komfort", że tata odchodzi powoli, a nie nagle w jakimś wypadku, bo mogę się pożegnać i uporządkować pewne sprawy między nami. Ale co przed nami, tego nie wiem...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
MMMM
(Ocena: 5)
2016-01-09 00:28:58

Współczuję Ci Twojej sytuacji, mam nadzieję, że radioterapia pomoże, a jeśli ciało Taty odmówi posłuszeństwa - życzę Tobie i Twojej rodzinie, żeby wszystko Wam się udało ułożyć, i by Twoja Mama sobie poradziła jak najlepiej potrafi. Rak to straszna choroba, ale trzymam kciuki, że to przetrwacie, siły dla Was, i zdrowia dla Taty życzę!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Aga
(Ocena: 5)
2016-01-09 10:46:53

Dziękuję Ci :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-01-09 12:01:49

Bardzo Ci wspolczuje, jakis czas temu zaczelam czytać o roznych hmm nie wiem jak to nazwac "domowych, naturalnych " sposobach leczenia raka i trafiłam na grupę na fb Nowotwory-terapie aternatywne oraz Zioła i leczenie ziołami. Na tych forach ludzie naprawdę się wspierają i często polecają np. jakie zioła jest dobrze pić itd. Zerknij sobie:)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
San
(Ocena: 5)
2016-01-08 23:29:21

re: Gdy umiera ktoś bliski... Jak przebrnąć przez żałobę?

Jestes za dobra dla tesciowej. Nie umie sobie poradzic ze strata i tak probuje sobie pomoc. Ja w niemocy tez czesto wyzywam sie na bliskich chociaz to chore. Wydaje mi sie tez, ze probuje syna miec tylko dla siebie, nacieszyc sie nim bo meza widziala pare razy w roku. Jest wystraszona i rozzalona. Badz cierpliwa.. mozesz tez z nia pogadac i postawic sprawe jasno ze wiesz, ze jest jej ciezko ale Ty nie jestes temu winna i ma nie niszczyc wszystkiego co kocha jej syn czyli realcjii pomiedzy najwazniejszymu osobami w jego zyciu. Pozdawiam i sorki za pisownie ale pisze z tel. Trzymaj sie cieplo i badz cierpliwa, w tesciowej zapalil sie instynkt i mechanizmy obronne. Rozmawiaj tez z narzeczonym. Szczerosc a nie litosc, pamietaj.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
MMMM
(Ocena: 5)
2016-01-09 00:24:25

San, domyślam się, że napisałaś to jako odp, na mój post. Dziękuję Ci za odpowiedź, miło, że się zainteresowałaś. Rozmawiałam z T., na spokojnie, ale wyrzuciła mnie z mieszkania, twierdząc, że powinnam się leczyć. Szczerość to akurat mój znak rozpoznawczy, ale staram się ją dawkować, tak, by ani nie owijać w bawełnę, ani nie uchodzić za "bezczelną". Coś pomiędzy. Litości nie odczuwam, to nie to uczucie. Po prostu jestem dość empatyczna, wyniosłam to z domu (tzn. z wychowania przez moją mamę), i staram się zawsze zrozumieć drugą osobę i wypracować kompromis, nie lubię kłótni, bo one nic nie wnoszą wartościowego do życia, poza tym, strasznie "wysysają" ze mnie energię, którą wolę spożytkować np. w wolontariacie. Z N. rozmawiam zawsze, gdy on albo ja odczujemy taką potrzebę (mówię tu o rozmowach dot. tej sytuacji z mojego postu), zawsze szczerze i na spokojnie. Nie uważam bym była "za dobra", po prostu staram się zrozumieć, co dzieje się wokół mnie, nie zwariować i nie ranić innych osób, szczególnie, jak dostały kopa w tyłek, za przeproszeniem, od życia. "Nie kopię leżącego", jak to zwykła mawiać moja mama. Chociaż, w sumie, z zewnątrz może to wyglądać, jakbym kładła uszy po sobie, ale w razie czego się stawiam i otwarcie mówię, że nie życzę sobie takiego traktowania, lub odzywek, bo są one zwyczajnie nie na miejscu i nieadekwatne do mojego zachowania. Przeraża mnie też małomiasteczkowe podejście T. pt. "co ludzie powiedzą". Potrafi wybiegać w przód z myślami np. o naszych dzieciach, których nie planujemy i zapobiegamy, by nie mieć ich np. w tych trudnych chwilach, tylko wtedy, gdy będziemy na to gotowi, i od razu nalega, że jej wnuki, mają być chrześcijanami. "Kurczę no, kobieto, jakie wnuki, mam "oponkę", bo mam nadwagę, ale jeśli ciąża, to raczej gastronomiczna w moim wypadku. O czym Ty do mnie mówisz?!" - mniej wiecej takie mam myśli, jak ona średnio raz na 2-3 miesiące z tematem wyjedzie, ni stąd, ni zowąd. :D Ogółem, czasami mam wrażenie, że jestem aktorką jakiejś tragi-komedii, z przewagą tragedii...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-01-08 09:56:02

re: Gdy umiera ktoś bliski... Jak przebrnąć przez żałobę?

Pamiętam jak zmarł tato mojego partnera na pogrzbeie i po trzymał się, nie dał nic po sobie poznać dopiero po 2 tygodniach rozryczał się jak dziecko, tak że nigdynie widziałam ze ktoś tak moze płakac

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Co zrobić?
(Ocena: 5)
2016-01-08 04:28:16

re: Gdy umiera ktoś bliski... Jak przebrnąć przez żałobę?

Słuchajcie, kobitki,czytam ten artykuł i mam pewien problem, może któraś coś takiego przeżywała i z tego wybrnęła. Mam narzeczonego (N.), zdążyłam poznać jego rodziców, on moją mamę także, wszystko było ok, żadnych wojen na linii (przyszła/y) teściowa-zięć, teściowa(T.)-synowa, teść - synowa itd. T. była w porządku, jego ojciec także. Mieszkam z N. w mieście, w którym on pracuje, a ja się uczę, jego "dom rodzinny" jest 25 km od nas, więc wizyty u T. co weekend. Niestety, teść nie doczekał naszego ślubu, zmarł przez chorobę, o której nie wiedział (bliscy również), - rak płuca. Zmarł za granicą, tam pracował. Był w kraju 4-5 razy w roku . Stało się to w lipcu. Rodzice N. bardzo się kochali, wiem, że T. jest ciężko (pod każdym względem, od emocji, do finansów ). Nagle zaczęła mnie nienawidzić (załatwiałam sprawy "pogrzebowe" za nią, ona jeździła ze mną tylko przez wzgląd, że nie mogłam np. wybrać dokumentów dot. jej męża, lub złożyć za nią podpisu, ale pilnowałam, by nie wpakowała się w kłopoty (np. niekorzystną umową o kredyt na transport ciała), dawałam się wygadać, ograniczałam kontakt "cielesny" mój i N. przy niej, tzn. bez buziaków, przytulania itd, by nie było jej przykro. Starałam się pomóc jej, tak samo jak N., by mogli wszystko "przetrawić", zostawiałam ich, by powspominali itd, łożyłam finansowo na to, by być u T. codziennie, pomimo, że ja ucierpiałam-nie mogłam jeździć do konia, w środku sezonu konkursowego. załatwiłam sobie koleżankę, by przejęła treningi konia i jeździłam z N. do T.) T. otwarcie nalega, by (po 1,5 roku mieszkania ze mną), nagle N. "wrócił do niej",w ich rozmowach, oskarża mnie np. że "odcięłam go od przyjaciół",(nieważne, że N. zdecydował, że kontakt ograniczy, bo "przyjaciele" są tylko, jak chcą np. na piwo... Jak przestał pić, to sami się wykruszyli, bo innych hobby nie mają... (Przy okazji, uświadomiłam, że ma z tym problem (2-3 piwa dziennie, w porywach do 5-6),na szczęście wysłuchał, i poradził sobie, bez spotkań AA itd.) o tym zapomniała, pomimo, że wcześniej wychwalała, że jej się nie udało, a ja go "uratowałam" itd.). Oskarża mnie o "błędy" N., twierdzi, że "się mnie słucha", tak jakby w ogóle nie przyjmowała do wiadomości, że jej 26 letni syn jest DOROSŁY i decyduje SAM (fakt, wpływ mam, raczej dobry - nie piję, nie szlajam, uprawiam sport, mam zasady, oczywiście wady także, - palę, nie jestem "miss świata", ani Koziej Wólki, popełniam błędy, pochodzę z patologicznej rodziny - tzn. Mama =cudowna, a ojciec=kat. Wada wg. T. mój ateizm. Tematy dot. religii-mnie nie interesują, chyba, że jako ciekawostki kulturalno-etnograficzne. Nie uważam, bym miała "zły wpływ". Coś się zmieniło, ale od śmierci ojca N. Nie chcę by N. był między młotem, a kowadłem, (a tak się dzieje, bo z jednej strony szacunek do matki i chęć wsparcia jej po stracie, z drugiej - przyszła żona, szkalowana przez własną matkę), chciałabym tą sprawę rozwiązać ...polubownie(?). Proponowałam N., by poszli z T. na terapię, by łatwiej pogodzić się ze stratą, (tym bardziej, że T. jest wobec N. coraz bardziej toksyczna - wmawianie 26 letniemu "dziecku", "samo" sobie nie poradzi, jest głupie,sugerowanie samobójstwa, jeśli dziecko nie zrobi "tego, a tamtego" itp., zdrowe nie jest...co najmniej wg. mojej opinii,) a przy okazji zdiagnozować, gdzie leży problem na linii ja-T., żeby go rozwiązać, ale z T., wyszedł wręcz demon, (bluzgi, wyrzeknięcie się syna w nerwach, sugestia, by to mnie wysłano do psychiatry), gdy tylko N. jej to zaproponował, dodając, że o koszta się martwić nie musi. Szlag mnie trafia, bo dwoję się, by zaoszczędzić wszystkim nerwów. A wychodzi jak zwykle. Jeśli ktoś to doczytał, to podziwiam i dziękuję, a jak ktoś jeszcze coś mądrego doradzi, to już w ogóle będzie miło!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-01-08 10:58:30

Traktuje Cię jak wroga, bo "odebrałaś" jej ukochanego synka... Pewnie dlatego, że uważa, iż nikt inny jej nie został. Niewiele możesz zrobić w takim wypadku. Jeżeli każesz mu wybierać, będzie to wybór raczej oczywisty. Lepiej więc usunąć się w cień, zobaczyć jak sytuacja się rozwinie. Jeśli dłuższy czas nie mieszkał z T., to ponowne zamieszkanie w rodzinnym domu będzie raczej ciężkie. Sądzę, że N. sam zauważy, że nie było to dobre rozwiązanie. Mam nadzieje, że wszystko Wam się pomyślnie ułoży mimo wszystko...!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Karen
(Ocena: 5)
2016-01-08 11:32:24

Ty nic już nie możesz zrobić. To Twój facet musi dostrzec że to nie jest dobra decyzja. Jesli zgodzi się wrócić do mamy to ona go już nigdy nie wypuści z domu. Tak jak ktoś wyżej napisał, ona czuje że został jej już tylko ten jeden syn i chce go mieć blisko, niestety bardzo egoistycznie. Uważam ze wypady co tydzień do niej to i tak bardzo dużo. Ja się widzę z teściami raz na 2 miesiące np.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
NN
(Ocena: 5)
2016-01-08 12:07:56

Najprawdopodobniej to nie zła wola, a szok wywołany nagłą śmiercią teścia. Ja w ubiegłym roku straciłam obojga rodziców - jak tata zmarł, mama zaczęła do mnie wydzwaniać, wydziwiać, szczuć na mojego narzeczonego (że np. zabrał leki przeciwbólowe po tacie, co było absurdem bo osobiście zawiozłam je do hospicjum na prośbę mamy)... Potem trafiła do szpitala (bardzo źle się poczuła), gdzie dowiedziała się o zaawansowanym stadium raka i przerzutach. Zmarła 2 miesiące po tacie (diagnozę ukrywała przed wszystkimi, dowiedziałam się po jej śmierci). Potem dowiedziałam się od wujka (jej brata), że wydzwaniała do niego tak samo, miała jakieś pretensje. To zachowanie było po prostu mieszaniną szoku po śmierci męża i diagnozie oraz zmianami w mózgu, jakie zaszły wskutek choroby, o której nie wiedział nikt. Nie była sobą w ostatnim czasie swego życia - nikt nie ma oczywiście o to żalu, ani ja z narzeczonym, ani wujek. Do czego zmierzam - nie życzę wam absolutnie tego, ani nie przesądzam, że teściowa jest śmiertelnie chora. Może najpierw, zanim pojedziecie z grubej rury i zaproponujecie psychologa/psychiatrę/terapeutę, niech narzeczony wpadnie najpierw do niej np na kilka dni, by się uspokoiła i na spokojnie namówi ją do badań, ale nie psychiatrycznych, a takich ogólnych - może organizm wskutek stresu odmówił posłuszeństwa. Dopiero po wykluczeniu wszystkich tego typu opcji można działać z psychologiem. Sama wiem, jak przykro wysłuchiwać okropnych rzeczy na ukochaną osobę, ale zdawałam sobie sprawę, że mama nie jest sobą i jakoś to przebolałam nie mówiąc narzeczonemu nic o tym (nie ciągałam go wtedy do mamy żeby nie było spięć). Ale to już zadanie dla Twego narzeczonego. Życzę powodzenia i zdrowia (fizycznego i psychicznego) dla teściowej

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
MMMM
(Ocena: 5)
2016-01-09 00:09:40

NN: Też nie uważam, by była to zła wola, ale z tego, co wyłapałam z N. w rozmowach o jego dzieciństwie itd, jego matka traktowała go podobnie, lecz w łagodniejszym stopniu od zawsze. Nie pozwalała mu dorosnąć, w skrócie. Przy okazji, przyjmij wyrazy współczucia z powodu rodziców, i dziękuję Ci za szczerość. Karen: Mój facet wie, że to nie jest dobra decyzja, dlatego jej nie wziął nawet pod uwagę. Mieszkamy razem, i koniec, do matki nie wróci, bo sam stwierdził, że mama go co prawda kocha, ale w sposób egoistyczny i nie daje mu dorosnąć. Z drugiej strony jednak obawia się o jej zdrowie psychiczne (tu głównie temat samobójstwa)... Wypady co tydzień były, dopóki było między nami wszystkimi wszystko ok, teraz N. jeździ co 2 tygodnie, na godzinkę-dwie, bo m.in. ma potrzebę chodzenia na cmentarz do taty, stosunkowo często, widzę, że mu to pomaga, więc jeździ sam, czasami pojadę z nim, ale do domu T. nie wchodzę, bo nie mam takiej ochoty. Wolę pospacerować sobie w spokoju, akurat ta miejscowość ma ładną zabudowę, a lubię podziwiać dobrą architekturę, i okalającą ją dobrze utrzymaną zieleń. :) Taka estetka jestem :) Dzięki, że odpowiedziałaś na mój post :) Anonimie: Wybór jest oczywisty, bo już raz matka go postawiła w sytuacji "wybieraj". Wybrał mnie, a jej powiedział, żeby nie wchodziła między nas, bo serce go boli, jak jego matka każe wybierać mu między nią, a wybranką swojego życia. Właśnie wtedy, po raz pierwszy jej się tak naprawdę mocno postawił, wcześniej miał z tym problem, bo bał się zranić jej uczucia, ale w końcu doszedł do wniosku, że skoro ona go rani, to może potrzebuje "terapii szokowej" i powiedział, co myśli i czuje. Właśnie po tym zaczęły się naloty ciotek (w formie telefonicznej, korespondencyjnej oraz od czasu do czasu osobistej, jak są akurat w okolicy). Również dziękuję Ci za odpowiedź. :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-01-08 01:38:24

re: Gdy umiera ktoś bliski... Jak przebrnąć przez żałobę?

fajnie, że daliście taki artykuł. właśnie czegoś takiego szukałam. przyda się...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz