Exclusive: Próbowałam się zabić...

15 Lutego 2014

Klaudia ma za sobą dwie próby samobójcze.

krew

Zawód miłosny, problemy rodzinne, choroba, stany lękowe, depresja, poważne zaburzenia psychiczne – powodów, które skłaniają do targnięcia się na swoje życie jest tak wiele, jak osób podejmujących taką próbę. Poczucie bezradności i odrzucenia bywa tak silne, że wydaje nam się to jedynym słusznym rozwiązaniem. Nie chcemy dłużej walczyć i cierpieć, a śmierć ma umożliwić zaznanie spokoju. Dlaczego niektórzy się na to decydują? Czy każda nieudana próba to efekt przypadku, czy może jednak zamierzony cel? Na co powinniśmy zwrócić uwagę, by dostrzec poważne problemy osób w najbliższym otoczeniu?

Każdego roku na swoje życie targa się kilka tysięcy Polaków, z których ok. 4 tysięcy robi to skutecznie. Zdecydowaną większość stanowią mężczyźni. Kobiet w tej grupie jest ok. 600 rocznie, w tym najwięcej w przedziale wiekowym 15-19 lat. W najmłodszej grupie wskaźnik nieudanych prób samobójczych to ok. 15-krotność prób zakończonych śmiercią. Z czego to wynika? Czy nastolatki tak naprawdę nie chcą doprowadzić do najgorszego, a jedynie zwrócić uwagę na swoje problemy? Jeśli ktoś jest w stanie odpowiedzieć na te wszystkie trudne pytania, to Klaudia wydaje się najwłaściwszą rozmówczynią.

Dzisiaj ma 22 lata, studiuje wymarzony kierunek, ma chłopaka i ogromny apetyt na życie. Jeszcze kilka lat temu wydawało jej się, że jest nikim. Niczego nie osiągnie, nikt jej nie pokocha, nic dobrego nie spotka. Podjęła dwie próby samobójcze. Jedna z nich wydaje się jedynie ostrzeżeniem i wołaniem o pomoc, druga miała przynieść ostateczny, tragiczny efekt. Co ją do tego skłoniło? Jak zareagowali najbliżsi? Oto jej historia.

Strony

Komentarze (74)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2015-11-08 16:07:32

re: Exclusive: Próbowałam się zabić...

Miałam już poczatki depresji. Potrafiłam jeszcze zwlec się z łóżka i pozałatwiać najważniejsze sprawy, ale poza tym cały czas chodziłam zdołowana a me życie było egzystencją. W ostateczności zdecydowałam się na rytuał oczyszczenia energetycznego na stronie moc-energii.pl. Był to strzał w dziesiątkę. Wszystko powoli zaczęło się poprawiać, a ja już nie boję się życia. Wiem że czeka mnie jeszcze wiele pozytywnych rzeczy.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-05-09 22:14:06

re: Exclusive: Próbowałam się zabić...

czuje sie tak jak bym sama napisala te historie. TYle tylko ze nie zatrulam sie az tak ze trzeba bylo wzywac karetke. Teraz mam 28 lat, meza, prace i zaluje ze w ogole probowalam sie zabic. Dobrze ze nic z tego nie wyszlo. Kocham swoje zycie chociaz nie jest uslane rozami:). POza tym zawsze w chwilach zwatpienia przypominam sobie piosenke" nie poddaj sie bierz zycie jakim jest i pomysl, ze na drugie nie masz szans" i tego sie trzymam:)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-03-21 15:50:19

re: Exclusive: Próbowałam się zabić...

ODBIERZ KOLEJNE BILETY DO MULTIKINA! Multikino dalej rozdaje bilety do wykorzystania w dowolnym czasie. Zapisz się po odbiór darmowych wejściówek już teraz: odbieramy-bony.pl/multikino/ad556

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
smutna
(Ocena: 5)
2014-02-25 22:47:54

re: Exclusive: Próbowałam się zabić...

ja też czuję, jakbym czytała o sobie tyle że ja mam prawie 26 lat. I jestem teraz na rozstaju dróg, czuję tą cholerną bezradność i znowu kłębią mi się w głowie te chore mysli żeby ze sobą skończyć i przerwać ten dramat, który inni nazywają życiem :( zdradziła mnie moja miłość, kochałam jak szalona a do tej pory się zastanawiam kim dla niego byłam, bo nie dość że po 3 rocznicy bycia razem dowiedziałam się że stworzył sobie nowy "związek" z kolezanka z pracy, to wisienką na torcie był fakt, że od roku był mężem, a od paru miesięcy ojcem...dziecko ma na imię tak jak mialo mieć nasze...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
anonim
(Ocena: 5)
2014-02-17 21:49:43

re: Exclusive: Próbowałam się zabić...

trochę jakbym czytała o sobie. ja w wieku 16 lat również pewnego dnia czujac bezsens i niechec do zycia (mialam problemy z policja za kradziez ubran, bylo mi wstyd przed rodzicami, straszne wyrzuty sumienia - sluszne). pewnego dnia zamiast pojsc do szkoly poszlam wzdluz torow i planowalam jak rzuce sie pod pociag jednak zabraklo mi odwagi i jedynie zatrzymalam pociag. wrocilam zazenowana do domu, pamietam, ze napisalam juz list pozegnalny, puscilam jakas psychodeliczna muzyke i probowalam podciac sobie zyly. narobilam jedynie ran wiec wzielam chyab wszystkie tabletki jakie byly w domu. ale nic oprocz mdlosci sie nie stalo. rodzice zauwazyli i musieli sie tlumaczyc, ale wtedy okazali mu zrozumienie, ja zrozumialam swoje bledy i stalam sie innym czlowiekiem. dzis mam lekko widoczne blizny na nadgarstkach, jednak przypominaja mi zeby nigdy sie nie poddawac. dopiero w momencie gdy czulam, ze moge umrzec czulam ze jednak nie chce tego, ze jednak jest sens. dzisiaj mam 20 lat i bylo to jedne z cenniejszych doswiadczen w moim zyciu. od tej pory nigdy w zyciu niczego bym nie ukradla, nie targnelabym sie na swoje zycie. jestem w klasie maturalnej, switny kontakt z rodzicami, mam najcudowniejszego mezczyzne pod sloncem u mego boku, widze z nim swoja radosna przyszlosc i ciesze sie kazdym dniem mimo przeciwnosci losu. warto zyc, bo na koncu zawsze jest dobrze.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-17 21:57:39

musialam sie tlumaczyc *

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-16 18:48:13

re: Exclusive: Próbowałam się zabić...

Każdy z nas potrzebuje uwagi. Mam wrażenie, że nigdy jej nie uzyskam, bo cały czas siedzą we mnie kompleksy. Jestem już dorosła, a wciąż zniewolona do granic możliwości. Podstawówka, gimnazjum - to znęcanie się nade mną, bo lepiej się uczyłam niż inni, kilka razy skończyło się bójkami i wizytami w szpitalu. W domu alkoholizm, przemoc fizyczna i psychiczna. Autokratyczne rządy pod znakiem pieniądza i dobrego prania mózgu, że bez nich nic nie osiągnę, nie jestem inteligentna. I daję się temu. Nie mam pasji i zainteresowań, nie wiem co chcę robić dalej w życiu i bez przerwy się tym zadręczam. Tkwię w tej patologii i nie umiem z niej uciec. Szukam celu w życiu, ale nic mnie nie zatrzymuje na dłużej - brakuje mi pasji. Ludzi dookoła uważam tylko za znajomych, kiedyś chciałam się zwierzać, ale wszyscy to zbagatelizowali. I tak w sobie to kumuluję, aż wybuchnę. Mam zaburzenia lękowe i wiele somatycznych zaburzeń. Chodziłam do psychologa, który nic mi nie pomógł - usłyszałam od niego, że wiele osób ma taki sam problem jak ja i co z tego. Naprawdę chcę z tego wyjść, ale jak? Mam wrażenie, że nie ważne co zrobię to i tak skończy się to fiaskiem.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-16 18:51:31

Zmień psychologa, a jeśli trzeba będzie zmień jeszcze raz.. aż trafisz na takiego, który Ci pomoże. Moja kuzynka miała również problemy ze sobą i trafiła na kogoś właściwego za 4 razem. Nie zniechęcaj się.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-17 09:15:31

Tu by się przydała psychoanaliza, niestety sesje u psychoanalityka są bardzo drogie. Jeśli chcesz się pozbyć szybko objawów to idź do takiego psychologa, który pracuje w obszarze terapii poznawczo-behawioralnej. Zacząć możesz sama, kiedy pojawi się to "złe" myślenie zamień je na dobre. To trudne ale z biegiem czasu daje efekty. Zainteresowania, pasje są bardzo ważne w życiu, spróbuj coś znaleźć (jest też taka możliwość, że nie potrafisz, bo nie masz zaspokojonych niższych potrzeb). Możesz też spróbować terapii grupowej, ona daje większe wsparcie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Miss Lynch
(Ocena: 5)
2014-02-16 15:10:55

re: Exclusive: Próbowałam się zabić...

Tak to już się dziwnie układa, że najbardziej narażone na depresję i problemy z psychiką są nastolatki. Musimy zdawać sobie sprawę, że może to zaważyć na całym życiu młodego człowieka. W związku z tym, że wiele nastolatków przechodzi przez ciężki okres- problemy z samoakceptacją, z kontaktami z rówieśnikami, z buzującymi hormonami, bywa, że problemy te są bagatelizowane. Człowiek taki jest bardzo wrażliwy i na tyle niedoświadczony, że nie wie jak sobie poradzić z tymi uczuciami. Nigdy wcześniej nie przechodził przez coś takiego. W obliczu braku innych doświadczeń jego problemy wydają mu się najważniejsze i najcięższe na świecie. Nie posiada tego dystansu, który posiadają dorośli ludzie. Nie zahartował jeszcze swojej psychiki. Niektórzy mają to szczęście, że albo mają silne charaktery albo gigantyczne wsparcie rodziny albo na tyle mało pomyślunku, że nie zwracają uwagi na takie rzeczy. Dorośli muszą pamiętać, żeby nie bagatelizować tych problemów, nawet jak wydają im się idiotyczne. Dla młodego człowieka takie nie są i z ich powodu może on zrobić coś głupiego, albo przez brak zrozumienia ze strony otoczenia, może coraz bardziej brnąć w problemy psychiczne. Jako dorośli musimy wykazać się dużą dozą wyrozumiałości i mądrości. Współczuję dziewczynom komentującym poniżej- tym które uważają nastolatki z problemami za rozpuszczone gówniary. Mam nadzieję, że Wasze dzieci nie będą miały żadnych problemów. W przeciwnym razie natkną się na lekceważenie ze najbliższych sobie osób. A to może być bardzo groźne w skutkach.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
(Ocena: 5)
2014-02-15 22:41:59

moja przyjaciółka miała próbę samobójczą. To był jeden z najgorszych momentów w moim życiu..

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-15 17:22:51

re: Exclusive: Próbowałam się zabić...

Lisica, naprawdę warto zżyć, pamiętaj, że jesteś wolną osobą i ani matka, ani nit inny nie może zabrać Ci szczęścia. Teraz być może potrzebujesz jakiejś profesjonalnej pomocy. Zgłoś się do psychiatry bądź psychologa. On Ci na pewno pomoże wyjść na prostą i poczuć prawdziwą pewność siebie .

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Lisica
(Ocena: 5)
2014-02-15 17:08:53

re: Exclusive: Próbowałam się zabić...

Nie wiem, co się ze mną dzieje. Czuje się jak ta szesnastoletnia wtedy Klaudia, choć jestem o kilka lat starsza. Wiem jedynie, że w dużym stopniu odpowiada za to sposób wychowywania mojej matki: nadopiekuńczy, podejrzliwy. Wiecznie wytyka mi wszelkie błędy, jakie popełniłam, kpi ze mnie i z mojego chłopaka, choć jest on naprawdę miłym i życzliwym człowiekiem. Jako nastolatka nie wiedziałam, co to imprezy, koncerty, na studia też nie mogłam się ruszyć ze swojego miasta. Potrafi mi powiedzieć w twarz, że jej nie kocham i ona doskonale o tym wie. Czasami bywa tak, że siadam samotnie w pokoju i po prostu płaczę, bo nie radzę sobie z wiecznymi kłodami pod nogi. Jestem już tak wycieńczona, że napływają mi łzy w tak absurdalnych momentach, jak np. niemożność załatwienia jakiejś sprawy natury urzędowej czy innych dupereli. Wiem, że brzmię jak wariatka, staram się dystansować do swoich uczuć i patrzeć na nie z punktu widzenia osoby obcej. Wtedy tylko czuję ogromny wstyd, że jestem tak słaba i przewrażliwiona. Ale nikt nie wie, co tak naprawdę we mnie siedzi, widzą wieczny uśmiech na twarzy i wyuczoną przebojowość. Tonę w swoim rozchwianiu emocjonalnym i jedyne, co jeszcze mnie tu trzyma to mój chłopak, którego kocham bardziej niż pragnienie ucieczki z tego świata. Jestem żałosna.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-15 20:22:45

lisica ja tez tak mam, na co dzień nosze maskę, wszyscy wokoło myślą jaka to ja jestem miła, uśmiechnięta a w środku aż się we mnie gotuje. W moim przypadku nie mam nadopiekuńczej mamy, wychowałam się w typowym, cieplym domu, nie było za bogato ani za biednie, wsam raz. Ale pomimo tego, kończenia dobrych studiów, wianuszka przyjaciół jest mi żle..Nie chce być zhejtowana ,ze wydziwiam, inni mają gorzej, szukam dziury w całym etc. Czy miałyście podobnie?cały czas szukam szczęścia,a ono robi mnie w bambuko/why?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-15 22:50:25

mam podobnie jak ty najgorsze że powiedziałam to mamie i siostrze. Cała rodzina i reszta myśli że jestem wariatka niedoceniająca życia chyba pójde do psychologa

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
vv
(Ocena: 5)
2014-02-16 03:05:44

Dziewczyny nie przejmujcie się. Nawet nie wierzę,ze tu piszę, ale mam tak samo. Płaczę już z byle powodu, jest mi tak źle. Jestem na studiach, mam znajomych ale nie przyjaciół. Każdy jest miły, a jednoczesnie tak obcy. Gdy byłam w wieku tej dziewczyny z artykułu, tez mialam mysli samobojcze, plany zabicia sie, nie mialam tylko babci (stety bądź niestety), ktorej mozna podkraść tabletki. Najgorsze, ze jakis miesiąc temu znow mialam taki dzien, znow wszystko zaplanowalam. Moze dobrze,ze tak panicznie boję się śmierci, gdyby nie to, nie byłoby mne tu już od jakichś 5 lat. Trzymajcie się i szukajcie szczęścia w waszym życiu. Współczuję Ci nadopiekunczej matki, ktora kładzie Ci kłody pod nogi. Moja zawsze zachowywala sie dla mne jak obca osoba, taka zimna, znieczulona, zycie tego ją nauczylo. Nie mam w niej oparcia.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Sanchez
(Ocena: 5)
2014-02-16 15:01:20

Kochane, piszę żeby Was pocieszyć. Też cierpiałam, bardzo... Nie do opisania. Myślałam o śmierci ale nie próbowałam... Od dziecka miałam problemy natury somatycznej, bóle brzucha, migreny... Dodtałam nerwicy, stanów lękowych, depresji, zaburzeń odżywiania... Byłam spanikowana, nie wiedziałam co się dzieje! Nie miałam racjonalnych powodów by się tak czuć. Poszłam na psychoterapię. Powoli zaczeły wychodzić pewne rzeczy... Dzieciństwo... Rozwód rodziców... Za mało poświęcanej mi uwagi... Poczucie odrzucenia... Teraz po 2 latach terapi jestem szczęśliwa! Cały czas uczę się pewności siebie, patrzenia na świat w pozytywny sposób! Myśłałam że to nie możliwe, a jednak! Poza psychoterapią biorę leki wspomagające, one też na pewno pomogły mi przez to przejść. Wiem że ten problem nie jest całkowicie za mną, pewnie gdzieś będzie się to ujawniało do końca życia, ale zaczynam sobie radzić... Cieszę się każdym dniem! Kocham! Delektuję się pracą! Uwierzcie mi że warto walczyć o swoje życie!!! Polecam psychoterapię bo wiem że nie zawsze można sobie pomóc samemu... Ja zupełnie nie wiedziałam jak. Całuję i trzymam kciuki! :*

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-16 15:48:18

Nie każdego stać na to żeby isć do psychoterapeuty, a co dopiero chodzić tam 2 lata..

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-17 09:17:55

Wiele psychoterapii jest refundowanych, zresztą dobry psycholog też może pomóc.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-17 09:27:02

O dziwo mnie też nie stać.... Ale doszło do momemntu kiedy stwierdziłam że MUSZĘ sobie pomóc w ten sposób bo inaczej stoczę się w czarną dziurę depresji i samodestrukcji. Jakoś udaje mi się znaleźć na to pieniądze. Sama nie wiem jak... Tak jak mówi moja poprzedniczka, są terapie refundowane ale niestety ciężko jest się na taką dostać. I pozostaje wybór terapeuty. Zamiast na psychoterapię możecie też wybrać się do psychiatry DOBREGO- SPRAWDZONEGO na fundusz NFZ. On tak samo może pomóc, ale spotkania z nim są rzadsze.... Cokolwiek postanowicie, WALCZCIE! Warto! :*

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-02-17 10:51:34

Psychiatra raczej nie pomoże w taki sposób jak psycholog. Lekarz jest przede wszystkim od tego by dobierać dobre leki, oczywiście jak pacjent potrzebuje to może z nim porozmawiać, ale psychiatrzy nie są uczeni jak pomagać w sferze czysto duchowo-psychicznej. Psychiatra ma pomóc organizmowi, leczyć od środka farmakologicznie. Oczywiście psychiatra jest bardzo potrzebny, ale to nie jest ktoś, kto będzie pracował z pacjentem i go rozwijał, pomagał w funkcjonowaniu codziennym.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz