REPORTAŻ: Najdziwniejsza rozmowa kwalifikacyjna, na jakiej byłam

25 Lipca 2016

Głośna muzyka i dziwne okrzyki dobiegające z korytarza to tylko niektóre z dziwnych rzeczy, które spotkały Ewę podczas procesu rekrutacji.

rozmowa kwalifikacyjna

Zdobycie dobrej pracy na polskim rynku nie jest łatwe, zwłaszcza dla osób bez doświadczenia. Obecnie pracodawcy oczekują od potencjalnego pracownika wyższego wykształcenia, znajomości kilku języków obcych oraz doświadczenia w pracy na stanowisku podobnym do oferowanego. Pośród ogłoszeń solidnych firm o nieposzlakowanej opinii można napotkać oferty naciągaczy, a nawet korporacji podszywających się pod szyld innych. Zazwyczaj charakteryzują się tym, że ich przedstawiciele obiecują duże zarobki w krótkim czasie, mówią ogólnikowo i niewiele wspominają na temat konkretnych zarobków. Rozmowy na temat finansów odkładają w czasie. W takich firmach często można spotkać się z kilkustopniowym systemem rekruracyjnym. Trzeba przejść przez kilka etapów zanim dostanie się pracę.

Wejście w interakcję z firmami, które zwyczajnie naciągają ludzi, naraża na stratę cennego czasu i nerwów. W niektórych przypadkach nawet wysiłku, bo zdarza się, że po miesiącu pracy na konto nie przychodzi wyczekiwana wypłata.

Jak rozpoznać, czy firma, do której aplikujemy, jest wiarygodna? Zazwyczaj można to zrobić szybko. Wystarczy poczytać na jej temat na forach, a jeśli takich nie ma, obserwować i wyciągać wnioski podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Niektóre z nich są naprawdę dziwne... Na temat jednej z nich zgodziła się opowiedzieć Ewa. 20-latka szuka pracy na czas studiów.

Zobacz także: Czas rzucić to wszystko i założyć blog?!

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (14)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2016-07-30 09:23:56

Co za kretyni bawią się w te wszystkie powtarzanie haseł motywacyjnych i inne sekciarskie zabiegi. Nie spotkałam jeszcze nikogo kto to stosuje i zrobił dobry biznes. Poza tym jak towar czy usługę trzeba wciskać komuś kto nawet nie szuka podobnych towarów czy usług to znaczy że jest beznadziejny i powinien zniknąć z rynku. Dobry interes jest wtedy jak klienci sami przychodzą zainteresowani -wystarczy mieć dobre towary czy usługi i reklamę w internecie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Ona
(Ocena: 5)
2016-07-26 14:15:33

Mój Narzeczony miał dokładnie taką samą sytuację !

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-07-26 13:21:51

Skąd ja to znam. Już myślałam że jestem jedyna którą tak do dała nabrać. Moja historia w sumie nie różni się za bardzo od waszych opisanych wcześniej z jednym małym szczegolem. Otóż na poczatku czerwca w ogłoszeniu które znalazłam w Internecie była napisana fajna stawka finansowa - praca biurowa na wakacje czemu nie. Ubrana eleganco poszłam na rozmowę W tym samym dniu od razu pojechałam na dzień próbny w teren. Stanowisko to obsługa klienta. Najbardziej nie zmylilo to że ta firma byla pod nazwą którą już znałam jako przedstawiciel mediów telewizyjnych internetowych i telefonicznych. A tu dla odmiany przedstawiciel dostawcy energii. Ale jako spółka . Do końca na rozmowie nikt nic nie powiedział konkretnego. Pojechaliśmy pksem do konkretnej miejsowosci . Potem na osiedle domków jednorodzinnych. I się zaczęło chodzenie od domu do domu naciągane starszych osób. Na zmianę operatora. I tak przez 8h. Dzien skończył sie policją i wyzwiskami od strony poszkodowanych . Hmm bardzo mi sie to nie spodobalo . Ale oczarowana słowami ze to normalne i mam się nie przejmowac. No i duża stawka od podpisanej umowy a ze takich umów jest nie mneij niz 5 dziennie. Dalam sie nabrać. Ale coś mnie tknelo i stwierdziłam że może jeszcze oprócz tego poszukam czegoś na wakacje. Długo zwlekalam z zerwaniem z nimi umowy. Aż w końcu poszłam w te miejsce po 3 tygodniach, prace miałam zacząć od 1 lipca. A tam zero śladu po tej firmie. Po szyldzie został tylko klej. A w siedzibie całkiem inna działalność. Weszłam z ciekawości się spytać co się stało z moim niedoszlym pracodawca. Jak sie okazalo parę dni wcześniej szybko się zwinęli. I ślad po nich zaginął. Także wpakowalabym się w niezłe guwno. Dobrze że trochę zdrowego rozsądku mi zostalo. Uważajcie na siebie. Bo nigdy nic nie wiadomo...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-07-26 00:58:51

Heh. Pamiętam jak jakiś czas temu, ze 2-3 lata, szukałam pracy na własną rękę. Więc napisałam do jakiejś firmy, która dała swoje ogłoszenie na znanym portalu w moim mieście, gdzie najczęściej można coś złapać. Parę dni później ktoś do mnie zadzwonił i mówi, żebym przyszła we wskazane miejsce następnego dnia o 6 rano. (Trochę dziwne, ale cóż. Młoda i głupia to stwierdziłam: ok. pójdę, może coś z tego będzie. Po za tym, słyszałam o pracy na 3 zmiany więc w sumie nie było to takie dziwne). Następnego dnia, wg umowy przyszłam na wskazane miejsce. Patrzę: jakaś grupka ludzi na parkingu. Ok. Podchodzę, pytam się o co chodzi. Ktoś mi odpowiada: tu jest rekrutacja, proszę iść do tamtej pani. Podeszłam do kolejnej osoby, przywitałam się i dalej stoję jak słup soli. W pewnym momencie wszyscy wsiadają do dwóch samochodów, w tym pakując mnie tam też. Byłam dość mocno wystraszona, bo nikt mi nie powiedział, gdzie jedziemy, ani nawet ŻE GDZIEŚ JEDZIEMY. Po drodze okazało się, ze drugi samochód ma jakieś problemy i trzeba było szybciej zrobić przystanek. Zatrzymali się w małym miasteczku, niedaleko mojego miasta. Podzielili nas na grupy. Ja trafiłam na kobietę, prawie menagerkę, która ponoć pracowała tam już kilka lat. Jak się okazało, praca polegała na chodzeniu do różnych instytucji, typu banki, szpitale i namawianie ludzi na kupno biżuterii. Wróciłam wtedy do domu chyba ok. 18. Jeszcze jak tam chodziłam z tą kobietą, byłam pewna, że nie nadaję się do naciągania ludzi na badziew i na pewno nie podpiszę z nimi żadnej umowy. A wspomnę tylko, że jak wypytywałam o nazwę albo lokalizację firmy, to nazwa była inna niż podano mi najpierw przez telefon, a siedziba "sklepu" była w remoncie. Z racji, że miałam wtedy ok 20 lat, to moja rodzina mocno zbulwersowała się tą całą sytuacją. Kiedy mnie nie było w domu to siostra sprawdziła w necie parę rzeczy i dowiedziała się, że to jacyś szemrani oszuści. Co było śmieszne? Brali na taką dzienną "rekrutację", żeby pokazać na czym polega praca "przedstawiciela handlowego". W dodatku, żeby podpisać z nimi umowę trzeba było wpłacić im 500 czy 1000 zł zadatku, tzw. ubezpieczenia, w przypadku, gdyby pracownik np. został okradziony z, ponoć srebrnej i pozłacanej, biżuterii, albo gdyby zgubił. I co najdziwniejsze: Byli tam ludzie, którzy pracowali np. po 3 miesiące. Ale nikt, kto pracowałby tak długo jak ta manegerka i sam "szef". Trzeba uważać moim drodzy na to, gdzie się zgłaszamy do pracy...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-07-25 23:28:58

Byłam na rozmowie, gdzie szukali asystentki zarządu, a dokładniej braci, w jednej firmie. Praca 24h/7. przez 5 dni w tygodniu współpraca z zespołem, wykonywanie obowiązków w siedzibie firmy. Poza nią? Typowo matczyne zadania. Odbieranie prania szefa, wożenie go po całym mieście, "odrabianie jego lekcji", dbanie o jego dietę itp. Zrezygnowałam, bo mam męża, rodzinę i nie mam zamiaru zajmować się innymi facetami. Najgorsza rozmowa kwalifikacyjna w dziejach. Ciekawe czy kogoś znajdą na to miejsce... Szczerze w to wątpię.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-07-25 23:28:05

Ponad dziesięć lat temu tez miałam podobna sytuacje. Odpowiedziałam na ogłoszenie o pracy w agencji reklamowej.dosam, ze po raz pierwszy szukałam wtedy pracy, wiec sie bardzo ucieszyłam kiedy do mnie zadzwonili. Zostałam zaproszona na rozmowę, gdzie spotkałam spora grupę innych kandydatów. Po krótkiej rozmowie zabrali nas w teren kilkoma samochodami. Pojechaliśmy pod Warszawę. Wypuszczono nas w grupach na osiedle i mieliśmy chodzić od drzwi do drzwi i wciskać ludziom jakieś karnetu do teatru. Koszmar. Kiedy skończyliśmy, zabrali nas do Warszawy do firmy, gdzie mieliśmy spotkanie motywacyjne. Staliśmy w okręgu wykrzykując jakieś hasła motywujące, jak w jakiejś sekcie. Osoba, która sprzedała najwiecej, biegała z dużym dzwonkiem dookola nas. Chciałam sie z tamtąd jak najszybciej ulotnić. Następnie mieliśmy indywidualne spotkania z managerem, który oferował podpisanie kontraktu. Kiedy mu powiedziałam, ze to nie moja bajka i nie jestem zainteresowana, to sie oczywiście wściekł o zaczął krzyczeć, ze to jest uczciwa i pożarna praca itp, mimo ze nic nie wspomniałam o naciagactwoe i nieuczciwości. Także, od tamtego czasu byłam wyczulona na rożne cuda wianki oferowane przez formy krzaki.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
podobna praca
(Ocena: 5)
2016-07-25 23:11:54

ja dopiero po 3 miesiącach się obudziłam jak nie miałam za co żyć... czy to przypadkiem nie była "sprzedaż" gazu?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
ola
(Ocena: 5)
2016-07-25 22:08:33

KRD

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
jdjo
(Ocena: 5)
2016-07-25 22:08:31

mt marketing z łdz. to samo miałam taka sama sytuacja !

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-07-25 09:55:51

Kiedyś, świeżo po studiach w Poznaniu zaczęłam szukać pracy znalazłam ogłoszenie w internecie do pracy biurowej wysłałam CV i zaprosili mnie na rozmowę, niewiele starsza ode mnie dziewczyna która zajmowała się tam kadrami zaczęła mi zachwalać firmę i opowiadać że szybko można zarobić dużo hajsu i szybko awansować, nawet w ciągu kilka miesięcy . No super, spoko, podpisałam "wstępna umowę" ale miał być jeszcze drugi etap ale przed nim miałam się stawić na jakieś grupowe szkolenie, poszłam na to szkolenie było dużo ludzi w w sali, ktoś tam coś opowiadał o tym jak to można szybko awansować itp itd. Zmarnowałam 2 h na drugiem etapie rozmowy kwalifikacyjnej już z samym kierownikiem miałam wrażenie że trafiłam na rozmowę do zupełnie innej firmy, już nie było tak kolorowo,, miałabym założyć sobie specjalnie u nich jakąś lokatę czy coś jeśli chciałabym pracować a moje zadanie to głównie przyciąganie do nich na rozmowy takich naiwniaków jakim byłam ja, zarobki oczywiście tez niższe niż na 1-szej rozmowie. Oczywiście w ogłoszeniach nie podają swojej nazwy, raz jeszcze przez przypadek wysłałam do nich na inną ofertę dodaną przez inną osobę, inaczej napisaną CV ale jak di mnie zadzwonili i zapraszając mnie na rozmowę podali adres to już wiedziałam że to oni więc podziękowałam mówiąc że nie mam zamiaru pracować dla oszustów ...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz