To nie mój ojciec, to mój kochanek

12 Marca 2009

Sylwia, Julia, Jadwiga - trzy kobiety, trzy historie. Dlaczego za życiowych partnerów wybrały mężczyzn w wieku swoich ojców?

To nie mój ojciec, to mój kochanek

Dlaczego niektóre z nas za życiowych partnerów wybierają mężczyzn starszych od siebie o kilkadziesiąt lat? Jak to możliwe, że czują się dobrze w towarzystwie kogoś w wieku swoich ojców? Ile związków, tyle historii. U nas trzy - Sylwii, Julii i Jadwigi. Czy ich doświadczenie może nas czegoś nauczyć?

Każda chce marzyć o księciu z bajki

Sylwia od piętnastego roku życia dorabiała jako hostessa. Najpierw rozdając ulotki w centrach handlowych czy firmowe smycze na promocjach, później gdy osiągnęła pełnoletniość, bawiąc starszych panów na eleganckich imprezach. Na jednej z nich poznała Seweryna - dyrektora marketingu w jednej z dużych sieci telefonów komórkowych. Był szarmancki, miły i bardzo zadbany, a Sylwia, która wychowała się z ojcem alkoholikiem, zwracała na to uwagę. Nie chciała, aby i jej dzieci musiały oglądać brudnego, zapijaczonego ojca śpiącego pod domem.

Seweryn sprostał wszystkim jej wymaganiom, a potężna pensja i lśniący samochód były dodatkowymi atutami. Widziała w nim swoją lepszą przyszłość. Wymykając się na całonocne spotkania, oszukiwała matkę, mówiąc, że idzie spać do przyjaciółki. Wyznająca tradycyjne zasady kobieta nigdy by jej nie zrozumiała. Jak można umawiać się z czterdziestolatkiem, podczas gdy wokół tylu przystojnych rówieśników. Ale to nie z nimi Sylwia chciała spędzać czas, a z Sewerynem, z którym straciła dziewictwo. Bolało, ale było warto - dziś wspomina tamten wieczór bardzo ciepło, czuła, że zaczynają budzić się w niej głębokie uczucia. Nie przypuszczała, że dla niego może to być tylko przygoda.

Pierwsze symptomy nieuczciwości Seweryna pojawiły się pół roku później. Dlaczego spotykają się tylko we czwartki? Dlaczego nigdzie razem nie wyjadą? Czemu ona, jego ukochana, nie może do niego dzwonić o każdej porze dnia i nocy, gdy tylko zatęskni? Chciała wierzyć w jego tłumaczenia, chciała móc dalej marzyć o wspólnym życiu. Po setkach pięknych kłamstw, jakie usłyszała z jego ust, prawda bardzo bolała. Dziś nie chce rozpamiętywać przeszłości. Żona, kojarzone małżeństwo, co z tego, że jej nie kochał? Jak mógł sypiać z nimi dwiema jednocześnie? Mimo że minęło już wiele miesięcy, wciąż czuje niesmak na samo wspomnienie tamtej rozmowy. Kazała mu więcej do siebie nie dzwonić. Wiele nocy przepłakała, zanim zrozumiała, że żadne z jej marzeń nigdy się nie spełni. A już na pewno nie u boku Seweryna.

Prawdziwe uczucia przychodzą znienacka

Julia - artystyczna dusza. Od najmłodszych lat wiedziała, że zostanie malarką. Rodzice, nauczyciele, koleżanki ze szkoły wyśmiewali jej pomysł na życie. Każdy jej powtarzał, że z rysunków się nie utrzyma. Ona jednak z determinacją szła naprzód, mając jasno sprecyzowany cel - Akademia Sztuk Pięknych. Po maturze postanowiła zrobić sobie rok przerwy, udać się na kurs rysunku, żeby szturmem zdać egzaminy wstępne kilkanaście miesięcy później. Na początku było trudno - dramatyczne rozstanie z chłopakiem, który postanowił resztę życia spędzić w Irlandii, tragiczny wypadek najlepszej przyjaciółki, która do dziś leży pogrążona w śpiączce. Nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek znajdzie miłość. No chyba że miłość do sztuki - ta była w niej przecież od lat i nie zanosiło się na zmiany.

Z telefonem w ręku śledziła ogłoszenia internetowe o możliwych kursach dla kandydatów na ASP. Wreszcie trafiła pod skrzydła znanego w malarskim środowisku artysty. Słynął z niechlujstwa, licznych dziwactw i ogromnego talentu. Julia szła na pierwsze zajęcia z niepokojem w sercu, wyobrażała sobie, jak w ramach realizowania swoich artystycznych wizji każe jej skakać przez okno. Dziś, trzymając go za rękę, śmieje się z tamtych dramatycznych wizji…

Między adeptką sztuki malarskiej a mistrzem szybko nawiązała się nić porozumienia. Zafascynował ją kunsztem, rozmachem, z jakim pracował, i życiową mądrością. Ona także nie przeszła niezauważona - młoda, świeża, trochę nieśmiała - wymarzona kobieta dla Jerzego. Musiało minąć wiele miesięcy, zanim odważył się powiedzieć jej, co czuje. A działo się w jego duszy wiele - namiętność i strach, pragnienie oraz obawa - emocje walczyły między sobą, ale wreszcie strzała Amora ugodziła go w sam środek serca. Niepotrzebnie obawiał się odrzucenia, bo Julia przyjęła go z otwartymi ramionami. Od tamtego czasu minęło już siedem lat i oboje mogą pochwalić się tytułem magistra sztuki.

Artystyczne życie - to jest to. Nic ich nie goni, żyją sobie lekko i bezstresowo. To nie szkodzi, że czasami martwią się, z czego opłacić rachunki. Najważniejsze, że mają siebie. A wieczorami, leżąc w łóżku, lubią uciekać myślami od rzeczywistości. Czasem rozmawiają nawet do białego rana. Ostatnio najbardziej nurtuje ich pytanie, czy i ich córka będzie malarką. córka, która na świat przyjdzie już za trzy miesiące…

I ślubuję Ci miłość aż do śmierci…

Jadwiga pierwszy raz wyszła za mąż, mając zaledwie 20 lat. Takie były czasy - im wcześniej, tym lepiej. Zamieszkali w domu rodziców Mirka, dostali do swojej dyspozycji całe piętro. Spora przestrzeń i trzy pokoje nie wystarczyły jednak do zbudowania rodzinnego szczęścia - szybko okazało się, że teściowa za bardzo się wtrąca, a teść… był jej całkowicie podporządkowany. W takiej atmosferze nietrudno było o kłótnie. Sądziła, że pojawianie się na świecie dziecka złagodzi napięcie. Niestety, stresy młodej mamy, nocne kłótnie o opiekę nad płaczącym maluchem i (nie da się ukryć) popsuta ciążą sylwetka były jak oliwa dolana do ognia. Na domiar złego, Mirek zaczął nadużywać alkoholu, zdarzyło mu się nawet uderzyć kilkunastomiesięczne dziecko.

Po dwóch latach małżeństwa Jadwiga była pewna - chce rozwodu. Wywalczyła wyłączne prawa do opieki nad dzieckiem i wróciła do rodzinnego domu. Miała 22 lata i była kobietą po przejściach. Z rówieśniczkami, które powoli wkraczały w beztroskie studenckie życie, nie miała o czym rozmawiać. Dni mijały jeden za drugim, a ona czuła, że mimo młodego wieku jest stara duchowo. Dziś twierdzi, że gdyby nie Andrzej, stałaby się zgorzkniałą rozwódką i matką - frustratką.

Pojawił się znienacka - przyjaciel ojca z lat młodości. Na początku zafascynował ją swoją rozległą wiedzą, życiowym doświadczeniem i historiami o dalekich podróżach, które chętnie opowiadał wieczorami przy kieliszku czegoś mocniejszego. Był dla niej kwintesencją tego, czego sama nie zaznała - przygodą, radością, chwilami wolności. Wiele razy rozmyślała, jakby to było cudownie, gdyby był choć 10 lat młodszy… Ale Andrzej był starszy i to o 31 lat! Niestety, uczucia były silniejsze niż rozum czy siła rażenia krytyki jej rodziców.

Idąc pod rękę, wyglądali jak ojciec z córką. Jadwiga wspomina do dziś nieprzyjemną sytuację, która miała miejsce, gdy w teatrze spotkali jego dawną sąsiadkę. „Nie pamiętam, żebyś miał córkę” - powiedziała złośliwym tonem, skutecznie psując humor obojgu na cały wieczór. Postanowili, że wezmą cichy ślub i razem zamieszkają. Razem, to znaczy we trójkę - ona, on i trzyletni wówczas Tomek. Niestety, panowie nie przypadli sobie do gustu. Kiedy chłopak wszedł w okres buntu, z trudem się tolerowali. To jednak nie zniszczyło uczuć, jakimi obdarzyli się kilka lat temu.

Pierwsze schody zaczęły się, gdy Andrzejowi zaczęła dawać się we znaki starość. Gdy Tomek pojechał na studia do innego miasta, jego ojczym miał już 71 lat. Jadwiga nie kryje zażenowania, opowiadając o kłamstwach, jakimi Tomek raczył kolegów ze szkoły, mówiąc, że mama mieszka ze swoim ojcem, a jego dziadkiem. Rozumie go, wie, że plotki potrafią boleć. Lekarze szybko postawili diagnozę - rak prostaty. Niedługo później pojawiły się kolejne problemy - dolegliwości ze strony układu krążenia, choroba jelit, a później także początki demencji.

Przez dziewięć lat opiekowała się starym, schorowanym mężczyzną, który wkrótce nie był w stanie sam o siebie zadbać. Chwilami było jej naprawdę trudno. I znów straciła kontakt z koleżankami w swoim wieku. Podczas gdy one, już życiowo ustabilizowane, u boku swoich mężczyzn korzystały z życia, jej jedyną rozrywką było organizowanie lekarskich wizyt i wycieczki do apteki po nowe leki. Andrzej zmarł we śnie, na cztery dni przed swoimi osiemdziesiątymi urodzinami.

Jadwiga miała wtedy 49 lat. Dziś - osiem lat później - przyznaje, że czuje się bardzo samotna. Czy drugi raz postąpiłaby tak samo? Niekoniecznie. Wcześniej, wiele lat temu, nie myślała o starości, nie spodziewała się, że czas tak szybko płynie. A przecież za chwilę sama będzie potrzebowała pomocy i wsparcia. Cieszy się, że ma chociaż syna. Inaczej uznałaby, że życie bezowocnie przeciekło jej przez palce.

Strony

Komentarze (323)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Henio
(Ocena: 5)
2015-07-24 11:21:14

re: To nie mój ojciec, to mój kochanek

Ja poznałem swoją zonę jak miałem 18lat ona miała 39lat i corke jesteśmy szczęśliwi do dziś i mamy3 dzieci wiek niegra roli moi rodzice nie chcieli nas znać bo powiedzieli ze jesteśmy chorzy a my kochaliśmy sie i kochamy do dziś

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
maryś
(Ocena: 5)
2013-04-16 12:19:29

re: To nie mój ojciec, to mój kochanek

zdradzacie zony ,mezow i wy sie cioeszycie taka miloscia, GDZIE WASZA DUMA ,SLOWA PRZYSIEGI MALZENSKIEJ sprzedajecie swoje ciala , wyrzadzacie krzywde najblizszym i to wedlug was jest milosc -- wstyd

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-01-31 23:45:59

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-01-15 13:51:36

„Papilocie! Mam 22 lata, za rok wyznaczoną datę ślubu.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-12-03 21:22:57

Ja wychowałam się w idealnym domu, w cudownej rodzinnej atmosferze, mam wspaniałego ojca i matkę oraz rodzeństwo, zawsze mogę na nich liczyć. U starszego mężczyzny nie szukałam więc ojcowskiego wsparcia. Gdy poznałam mojego kochanego miałam 18 lat, on 19 lat starszy. Nie czuliśmy żadnej różnicy wieku, on o mnie zabiegał, czułam się bardzo kochana, zmienił swój charakter, zmienił swoje życie, walczył o mnie, byliśmy razem 5 lat, wiem że jest miłością mojego życia. Niestety w jego życie wkradły się problemy, przez które się załamał, odrzucał moją chęć pomocy, a stresy odbijał na mnie. Niestety od miesiąca nie jesteśmy razem, on już nie chciał, nawet do końca nie wiem co takiego się wydarzyło. Nie wiem, może jeszcze nam się uda. Dziś w każdym bądź razie na swoim przykładzie wiem że jest wiele zalet i wad bycia ze starszym mężczyzną. Zalety moim zdaniem: ustawiony życiowo, ma już swoją pozycję, jest ustatkowany pod względem materialnym, prawdopodobnie zdążył się wyszaleć, więc nie będzie szukał przygód, raczej nie zostawi cię dla innej (przynajmniej w moim przypadku czuję tą pewność, bo jestem dla niego najpiękniejsza, mam cudowne ciało, z tego co mówił przeżywa przy mnie drugą młodość i czuje przypływ energii), taki mężczyzna swoje przeszedł, wie czego chce (ale uwaga! nie zawsze), daje nadzwyczajne poczucie bezpieczeństwa, wie jak zadbać o kobietę, wie czego kobieta potzrebuje, potrafi zaspokoić każdą potrzebę kobiety, zwykle bardzo się stara, jest gentelmenem i czujesz się przy nim jak królowa. A to wady: ma już za sobą związki, często małżeństwa, dzieci, ma zobowiązania, naleciałości po starych nie udanych związkach, będzie wymagał żebyś potrafiła się zająć nim domem i ewentualnymi przyszłymi dzieciątkami, w młodym wieku możesz zostać mamusią i będziesz zmuszona porzucić swawolne życie studentki czy młodego pracownika (no bo skoro chcesz z nim zostać, macie być rodziną to nastąpi to szybko, bo on zapewne chce doczekać jak jego dziecko dorośnie), on się zestarzeje szybciej, więc część życia poświęcisz opieką nad nim (ale jak się bardzo kocha to to jest nie ważne) no i spore ryzyko że ty na starość zostaniesz bez partnera z którym pójdziesz do parku nakarmić kaczuszki:-) OCZYWIŚCIE TO SĄ MOJE SUBIEKTYWNE ODCZUCIA, TYLKO MOJE ZDANIE. Uważam jednak, że jeśli spotka się mężczyznę do którego poczuje się to coś, przy którego boku czujesz się wspaniała i wyjątkowa, jeśli czujesz że ten mężczyzna chce ci świat do stóp rzucić, to nie powinno patrzeć się na to czy ten ktoś jest młodszy czy starszy o 5, 10 czy 20 lat. W życiu piękne są tylko chwile. Chyba lepiej przeżyć kilkanaście lat w wielkim szczęściu, w poczuciu wyjątkowości, w cieple rodzinnym, w miłości, niż przeżyć kilkadziesiąt lat u boku mężczyzny z którym żyje się nijako z dnia na dzień czekając na starość

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-12-21 17:21:00

Przepraszam, ze tak stwierdzę, ale może on jest chory na coś lub ma bardzo poważne problemy, którymi nie chce Tobie utrudniać życia i chce Cie przed nimi chronić...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-09 15:02:57

Dlaczego mówię, że „naturalnym” jest model, w którym 17-latka wychodzi za 25-latka? Z doświadczenie – nie tylko historycznego, ale i osobistego. Uczęszczałem do szkoły męskiej – im. Tadeusza Reytana – i błyskawicznie się dowiedziałem, że dziewczęta z zaprzyjaźnionych szkół żeńskich (głównie: im. Narcyzy Żmichowskiej) z klas maturalnych i przedmaturalnych w ogóle nie są nami zainteresowane. One myślą o studentach... Przecież nikt im tego nie narzucał? Naturalnym jest bowiem związek który dobrze ujmuje formuła anglo-saska: „Właściwa partnerka ma połowę wieku mężczyzny – plus 7 lat”. Dla 20-latka jest to 17-latka, dla 50-latka: 32-latka. źródło: http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Obiecalem-ze-jeszcze-bedzie-o-,2,ID367180750,n Odwracając to: dla 20-latki najlepszy jest mężczyzna 26-letni, a dla 25-latki – 36-letni.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-27 11:35:30

bardzo mądra wypowiedz! zgadzam sie w 100% z wlasnego doswiadczenia!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-07 14:47:29

wiek to stan umysłu także każdy powinien być z tym z kim mu dobrze, z kim czuje się dowartościowany. jedni się dopasują i stworzą udany związek, a inni odkryją, że "to nie to".

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-01 21:53:28

Czy wszystkie zwiazki maja jakis sens?? jestem feministka i dobrze mi z tym;) a czy wg. Ciebie miłosć ma sens?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-01 23:26:20

hm, moim zdaniem miłośc nie ma sensu bo predzej czy później i tak bd. z tego pomodu cierpieć.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-01 21:50:57

Ja powiem tak, miałam faceta starszego o 11 lat, ale myliłam się co do Niego, niby też mnie kochał itd, ale pomyslcie sobie jaki bagaz niosą za sobą wasi starsi faceci, młoda dziewczyna ma inne potrzeby niż starszy facet. Młode dziewczyny potrzebują ciepła, czułości, przytulania, a starszy facet ostrego seksu, kobiety trzezwo myslącej, ktora bedzie jego towarzyszką, ktora bedzie mu gotowała, sprzatała, ktora zajmie sie domem, a co taki facet ma od nastolatki? hmmm same marudzenia, strate czasu, reszty szuka poza związkiem. Myslę, ze 99% starszych facetów mydli oczy nastolatkom i je zdradza. no widzisz miałaś,faceta który sie zabawił twoimi uczuciami i od razu uważasz że inni tak też tak postępują...no tak starszy facet ma swoje przyzwyczajenia...noi kłopotem może byc też mamuśka ale nie zawsze...mam faceta starszego o 8lat jakoś nie narzekam widoczne jest tym jednym procentem z 99 który nie zdradza;)być może trafiłaś na tego niewłaściwego typa który wykorzystał twoje uczucia w perfidny sposób...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-07-01 16:18:07

łączy nas namietnośc , przjazn, wscpólne cele i poglady na zycie:) choc nie jest tm z którym chciała bym byc , bo nigdy juz nie bede, i dlatego postanowiłam soebbie iułozyc zycie z kims kto sie mna zaopiekuje:)***

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
tatuś
(Ocena: 5)
2014-11-24 23:40:48

czyli tatuś

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz