5 związkowych błędów, które popełniasz (To one są przyczyną miłosnych zawodów!)

08 Listopada 2012

W twoim życiu uczuciowym ciągle coś się zaczyna i kończy – zaczynasz nawet myśleć, że nigdy nie trafisz na właściwego mężczyznę. Gdzie szukać przyczyny?

Nieszczęśliwie zakochana

„Ciągle trafiam na nieodpowiednich mężczyzn” – wyznaje Paulina. „Są niedojrzali emocjonalnie, nie są gotowi na związek, bujają w obłokach, mają pokręcony charakter. Nie jestem w stanie ułożyć sobie z nikim życia, bo mężczyźni, których dotąd spotkałam, byli dużymi dziećmi. Co robię nie tak?” – zastanawia się. Jeśli ty również masz wrażenie, że wciąż trafiasz na nieodpowiednich facetów, pora się zastanowić, dlaczego tak się dzieje. Może przyczyna tkwi w tobie?

Masz za wysokie wymagania

Lepiej zrobisz, jeśli zamiast użalać się nad mężczyznami, krytycznym okiem spojrzysz najpierw na siebie. Zbyt wysokie wymagania znalazły się na samym początku naszej listy, ponieważ wiele kobiet nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wysoko zawiesza poprzeczkę mężczyznom. Wymagają niemożliwego, zapominając, że nikt nie jest doskonały. Trudno się zatem dziwić, że każdy kolejny mężczyzna wydaje się nieodpowiedni. Zrobisz najlepiej, jeśli spędzisz trochę czasu sama ze sobą i zweryfikujesz swoje oczekiwania wobec mężczyzn. Zastanów się, co jest dla ciebie naprawdę ważne i właśnie tego wypatruj w potencjalnym partnerze. Szybko zdasz sobie sprawę, że otacza cię wielu wartościowych mężczyzn.

Strony

Komentarze (36)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2015-11-26 23:31:30

re: 5 związkowych błędów, które popełniasz (To one są przyczyną miłosnych zawodów!)

Byłam już zaręczona z facetem, który był moim ideałem – wrażliwy, czuły a zarazem zaradny. Planowaliśmy ślub i wspólne życie. Aż nagle on stwierdził że to jednak nie to…..tragedia. Wiedziałam że to facet mojego życia. Nie mogłam go wypuścić z rąk. Jako że zawsze wierzyłam w magię postanowiłam się odwołac do niej. Zamówiłam rytuał miłosny ze strony urok-milosny.pl – i on wrócił, mówiąc że nie wie jak mógł wcześniej ze mną zerwać. Znowu jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
CWANIACZKI KTORZY WYKORZYSTUJA KOBIETY
(Ocena: 5)
2012-12-20 06:00:46

Uzależnienie kobiety od mężczyzny, czyli syndrom "kochania za bardzo" Uzależnienie najczęściej kojarzy nam się z alkoholizmem i narkomanią. Powszechnie znane są zgubne konsekwencje tych nałogów, wiadomo, że prowadzą do destrukcji zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Życie alkoholików i narkomanów to równia pochyła nieuchronnie prowadząca do przedwczesnej śmierci. Dla osób, które uświadomiły sobie swoje uzależnienie i chcą z niego wyjść, oferta pomocy jest szeroka. Istnieje wiele poradni psychologicznych, specjalizujących się w problematyce alkoholizmu i narkomanii, a także książek i witryn internetowych poświęconych tym nałogom. Od jakiegoś czasu jednak tematyka uzależnień ujmowana jest w szerszym kontekście. Nałogiem może być nie tylko alkohol, czy narkotyki, ale także seks, hazard, Internet, czy gry komputerowe. Odkryto, że przyczyny i skutki, a także objawy uzależnienia we wszystkich przypadkach są bardzo podobne. Badania naukowe, stwierdzające podobne zaburzenia w funkcjonowaniu neuroprzekaźników u osób uzależnionych, tylko to potwierdziły. Mężczyzna jak narkotyk Dla kobiety czynnikiem uzależniającym może być mężczyzna. Literatura psychologiczna dotycząca tego problemu jest dość skąpa, nie dziwi więc, że bardzo wielu terapeutów nie zna jego istoty. Będąca w depresji kobieta, która cierpi, ponieważ jej życie z partnerem się nie układa, najczęściej leczona jest „objawowo” – wyciąga się ją z depresji terapią przewidzianą w takich przypadkach, zwykle wspomaganą farmakologią. Nie leczy się natomiast – tak jak u alkoholików, czy narkomanów – przyczyny. A bardzo często jest nią specyficzny rodzaj kobiecego uzależnienia – od mężczyzny. Na trop istnienia tego uzależnienia psychologowie wpadli stosunkowo niedawno. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku pojawił się termin „nałogu miłości” (love addiction). Ludzie dotknięci tym nałogiem traktują związek z partnerem jako ucieczkę od swoich problemów, antidotum na wewnętrzną pustkę. Związek taki nie stymuluje do rozwoju osobowości i samorealizacji. Bardzo często w takim związku partnerzy są od siebie uzależnieni wzajemnie, a przez to bardzo trudno go zerwać. Tak jak trudno jest zerwać z nałogiem. Przełomowym wydarzeniem, które rozpoczęło upowszechnianie wiedzy na temat uzależnienia kobiety od mężczyzny, było opublikowanie w połowie lat osiemdziesiątych przez amerykańską psychoterapeutkę Robin Norwood książki „Kobiety, które kochają za bardzo”. Pracując w poradni dla alkoholików i narkomanów często kontaktowała się z ich żonami lub przyjaciółkami i próbowała zrozumieć, co te kobiety przy ich uzależnionych partnerach trzyma. Dlaczego, pomimo że doznają od nich tyle bólu, nie odchodzą. Gdy odkryła mechanizmy takiego zachowania, doszła do wniosku, że podobny syndrom dotyka bardzo wiele kobiet, które nie są szczęśliwe w swoich związkach z mężczyznami, niekoniecznie nałogowcami. Nazwała go syndromem „kochania za bardzo”. Opisuje go w ten sposób: „Okrutny, obojętny lub przewrotny partner staje się (…) narkotykiem – kimś, kto pozwala oddalić się od własnego, niespokojnego wnętrza, kto przynosi chwile ulgi i oszołomienia, kimś, bez kogo coraz częściej nie sposób się obejść. Lecz jednocześnie ten sam człowiek jest źródłem innych męczarni, toteż uzależnienie się szybko przybiera postać nałogu. Zostać sama ze sobą to straszne! To dużo gorzej niż znosić od kogoś (…) upokorzenia! Bo zostać ze sobą to wydać się na pastwę jątrzącego bólu, na który składa się nie tylko przeszłość, ale i aktualny stan rzeczy.” Na określenie niezdrowych, dysfunkcyjnych relacji między partnerami w związkach używa się niekiedy słowa „toksyczne”. Toksyny, które wytwarza ten związek, powodują, że kobieta traci poczucie swojej wartości. Czuje się zraniona i upokorzona działaniami mężczyzny, ale jednocześnie nie ma siły, by go opuścić. Żyje w wiecznym stresie, często wpada w depresję. Niekiedy, próbując zagłuszyć swój ból, „leczy się” alkoholem, burzliwymi romansami, pracoholizmem. Jest sfrustrowana i swoją złość wyładowuje na innych. Nie jest zdolna do racjonalnej oceny życia, które prowadzi, a wszystkie jej działania są reakcją na zachowanie partnera. Za swoje nieudane życie obciąża jego. Wkłada wiele wysiłku, by go zmienić, bo wydaje się jej, że gdy tego dokona, wreszcie będzie szczęśliwa. Czasem to partner ją opuszcza – cierpi wtedy podwójnie i ma poczucie olbrzymiej niesprawiedliwości, bo przecież ona tak się dla niego poświęcała. Uzależnienie kobiety od mężczyzny, jak każdy nałóg, wpływa destrukcyjnie na jej życie. Jest chorobą - i to postępującą, która nie leczona ma ujemny wpływ na cały organizm. Robin Norwood w swojej książce określa to dosadnie: „Kochanie za bardzo może zabić”. Lęk przed samotnością Tak naprawdę dopóki kobieta, która cierpi z powodu mężczyzny, koncentruje się na analizowaniu zachowań, wad, czy nałogu swojego partnera i w tym szuka przyczyn swojego nieszczęścia, dopóty nie robi nic w kierunku wyzwolenia się z tych cierpień. Jedyną słuszną drogą prowadzącą do wyzdrowienia jest skupienie się wyłącznie na sobie. Nie chodzi tu o obwinianie siebie za kłopoty w związku, ale o wnikliwe poznanie swojej osobowości. To podstawa do dokonania zmian w swoim życiu. Powodem, dla którego „kochająca za bardzo” kobieta tworzy związek z mężczyzną, jest pozbycie się jej paraliżującego lęku przed samotnością. W dzieciństwie nie czuła się wystarczająco kochana, a zabiegając o miłość rodziców przyjmowała na siebie obowiązki nieadekwatne do jej wieku. Jej rodzice nie byli szczęśliwi i przenieśli na nią swój egzystencjonalny ból. Czasem jej trauma z dzieciństwa jest bardzo poważna - jako dziewczynka była bita, molestowana seksualnie, doświadczała upokorzeń, bądź też była całkowicie opuszczona przez rodziców. W swoim dorosłym życiu taka kobieta odczuwa olbrzymi głód miłości. Wydaje jej się, że zaspokoić go może jedynie związek z mężczyzną. Ale tylko taki, w którym czuje się bezpieczna, w którym odczuwa całkowite zespolenie z partnerem, a więzi między nimi są niezwykle silne. Wydaje jej się, że tylko wtedy ma pewność, że nie zostanie opuszczona. Całkowite zespolenie z partnerem oznacza rezygnację z samodzielności. Kobieta „kochająca za bardzo” składa tę ofiarę na ołtarzu miłości. Wymaga jej także od partnera. Ale im bardziej osoby pozostające w związku potrzebują siebie nawzajem, tym rośnie ich wzajemne uzależnienie. Uzależniona od mężczyzny kobieta staje się coraz słabsza, coraz mniej zdolna do samodzielnego życia, a przez to jej lęk przed samotnością się pogłębia. Mechanizm uzależnienia Szukając sposobów na zdobycie całkowitej pewności, że partner jej nie opuści, na możliwie silne związanie go ze sobą, kobieta, która „kocha za bardzo” najczęściej tworzy związek z mężczyzną słabym, niedojrzałym, życiowym nieudacznikiem, czy nałogowcem. Z kimś, komu trzeba pomagać. Uważa, że prawdziwa miłość polega na poświęceniu, dbaniu o dobro partnera i związku, a nie własne. Tak naprawdę jednak jej pomoc nie jest bezinteresowna, ale ma na celu przywiązanie do siebie mężczyzny w taki sposób, by nie mógł bez niej się obejść. Dominując w związku, przejmuje nad nim kontrolę. Staje się zaborcza i stara się tłumić w zarodku jakiekolwiek podejmowane przez partnera próby samodzielności. Przez osoby z zewnątrz kobieta taka uważana jest za niezwykle silną i pod pewnymi względami jest nią w istocie. Potrafi rozwiązywać najtrudniejsze problemy, nigdy się nie załamuje, a dzięki jej panowaniu nad sprawami materialnymi sytuacja finansowa związku nigdy nie jest zagrożona. Tak naprawdę jednak jej siła jest tylko pozorna. Kobieta, która „kocha za bardzo” jest bowiem zdolna do konstruktywnego działania tylko wtedy, jeśli ma przy sobie ukochanego mężczyznę. I biada jej, jeśli on to odkryje. Żaden mężczyzna nie lubi czuć się gorszy od swojej partnerki. Jej nieustanna pomoc rozwija w nim kompleks niższości, poczucie niedowartościowania i braku panowania nad swoim życiem. „Kochanie za bardzo” przez kobietę wywołuje skutki odmienne od oczekiwanych. Mężczyzna zaczyna się buntować, odczuwać do kobiety niechęć, coraz częściej ją krytykuje i obwinia za swoją słabość. Gdy ma skłonności psychopatyczne, dowartościowuje się poprzez skierowaną przeciwko kobiecie agresję fizyczną czy psychiczną. Często potwierdzenia swojej wartości szuka u innych kobiet. Kobieta zdrowa, której mężczyzna zadał ból, opuszcza go. Kobieta, która „kocha za bardzo” jest w stanie znosić wszelkie cierpienia. Tłumaczy się przed sobą, że robi to w imię miłości, walki o związek. Tak naprawdę robi to z lęku przed samotnością, bo nic dla niej nie jest tak straszne, jak wizja rozstania. Mężczyzna, który widzi, że jego partnerka dzielnie trwa u jego boku, wybacza mu agresję, czy zdrady, powtarza swoje zachowania. Zaczyna rozumieć, że jego kobieta, którą uważał za tak silną, tak naprawdę jest słaba i nie potrafi od niego odejść. Sam jednak wciąż jej potrzebuje, więc jej nie opuszcza, ale to on teraz zaczyna dyktować warunki. Toksyczny związek, oparty nie na dojrzałej miłości, a na wzajemnym uzależnieniu, trwa nadal… Miłość jako cierpienie Jest jeszcze jeden powód, dla którego kobieta, która „kocha za bardzo” wchodzi w toksyczne związki z trudnymi mężczyznami. Ci normalni nie dostarczają jej takich przeżyć i emocji, które są w stanie zagłuszyć jej egzystencjonalny ból, oddalić niewygodne pytania o sens życia. Trudny mężczyzna, któremu trzeba pomagać, który wymaga włożenia wysiłku, by go zmienić, staje się dla takiej kobiety owym sensem. Poświęcając mu się całkowicie zapomina o sobie i o własnym życiu. Ale o to jej właśnie chodzi! To, że kobieta, która „kocha za bardzo” nie dostrzega zgubnych skutków swojego zachowania, wynika też z faktu gloryfikacji w naszej kulturze cierpienia, jako nieodłącznego elementu wielkiej miłości. Uważa się, że kobieta, która myśli o sobie, o swoich przyjemnościach, jest egoistką. Ta, która w imię miłości zniesie wszystko, za swoją postawę będzie kiedyś nagrodzona. Jeśli nie tu, na ziemi, to w niebie. Miłość, niezwiązana z cierpieniem i emocjami nie jest interesująca dla scenarzystów, powieściopisarzy, czy autorów tekstów piosenek. Bombardowani obrazami toksycznych związków, przyjmujemy je za swojego rodzaju normę. A jeśli oglądamy szczęśliwą, zakochaną w sobie parę, to zapominamy, że stan zakochania z prawdziwą miłością nie ma nic wspólnego. „Kochanie za bardzo” powoduje, że kobieta traci poczucie własnej wartości Swoją wartość upatruje w cierpieniu. Czuje, że nie zasługuje na szczęście. Choć okrutny los sprawił, że stała się męczennicą miłości, to musi się z tym pogodzić. Podobnie jak lęk przed samotnością, to masochistyczne podejście do życia ma najczęściej swoje źródło w dzieciństwie. Powielanie schematów Toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku – odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem „kochania za bardzo” zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny „taniec”. Jest też inny scenariusz – kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie „kochać za bardzo” i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać. Wyjście z nałogu Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna – mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna. To, co kobieta, która "kocha za bardzo" przeżywa po rozstaniu z mężczyzną, to typowe cierpienia alkoholika po odstawieniu alkoholu. Cierpi, bo pozostał sam ze sobą, wszelkimi nieprzerobionymi traumami, bezskutecznym poszukiwaniem sensu życia, ze swoimi smutkami i wiecznym przygnębieniem. I jeśli wszedł już na drogę wyzdrowienia wie, ze musi sobie z tym poradzić, bo lekarstwo na swoje dolegliwości, jakiego dotąd używał, tak naprawdę jest trucizną. W chwilach słabości jednak, gdy ból jest nie do zniesienia, przypomina sobie, jak mu było dobrze, gdy alkohol krążył w żyłach i zadaje sobie pytanie - co zyskałem, odstawiając go? Gdy byłem alkoholikiem, miewałem przynajmniej chwile szczęścia, teraz nie mam nawet tego. I wielu alkoholików zawraca ze swojej drogi do wyzdrowienia - znów wpada w nałóg. Tak można wytłumaczyć u kobiety, która "kocha za bardzo" niezwykle silne chęci powrotu do partnera po rozstaniu. Gdy go nie ma, czuje się nieszczęśliwa, pusta, nic ją nie cieszy. I przypominając sobie te cudowne chwile, które spędzili razem, rodzi się w niej chęć przeżycia ich raz jeszcze. Jeśli jest jednak wystarczająco silna, zapala jej się lampka ostrzegawcza. Przypomina sobie, jaką cenę płaciła za te chwile szczęścia. I aby ze swojej drogi do wyzdrowienia nie zejść, wraca do swojej "pustki" i próbuje ja zapełnić. Stara się nie uciekać od problemów, zagłuszając je alkoholem, bujnym życiem towarzyskim, egzotycznymi podróżami, czy romansami. I choć nie czuje się w takim stanie szczęśliwa, wierzy, ze kluczem do jej szczęścia jest zapełnienie tej "pustki". Ma oczywiście momenty zawahania, gdy widzi osoby wyglądające na beztrosko cieszące się życiem. Ogarniają ją wątpliwości, czy będzie jeszcze kiedyś tak potrafiła? Osoby takie nie zastanawiają się nad sobą, swoim rozwojem wewnętrznym i traumami z dzieciństwa - one po prostu żyją. A jej się wydaje, że wegetuje. Ogarnia ją wtedy złość na siebie, na swoja słabość. I ta złość jest motorem jej dalszych działań. Idzie dalej. Przy wychodzeniu z każdego nałogu, także z nałogu "kochania za bardzo" najczęściej potrzebna jest pomoc, mało która kobieta sama daje sobie z tym radę. Tej pomocy trzeba poszukać – u psychoterapeuty, w grupach wsparcia, w lekturze książek. Całą swoją energię, którą do tej pory kobieta wkładała w związek i w swojego mężczyznę, powinna skoncentrować na swoim wyzdrowieniu. Zdrowiejąc, kobieta odzyskuje do siebie szacunek i wiarę w swoje możliwości. Nabiera poczucia, że ma prawo do szczęścia. Zaczyna cieszyć się życiem. Uczy się też miłości do mężczyzny, takiej która nie uzależnia, a daje satysfakcję i stymuluje do osobistego rozwoju każdego z partnerów. Wyzbywając się marzeń o wielkiej, romantycznej miłości, znajduje tą prawdziwą i dojrzałą. Taką, która co prawda nie zapewnia niebiańskich rozkoszy, ale za to uwalnia od piekielnych męczarni

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-09 00:40:03

Ja trafiam na Erotomanów i Kretynów :) Pozdrawiam Płeć Piękną

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-09 10:43:59

no i kurde wszyscy tacy sa! miałam przyjacielaa 8 lat. najlepszego. w te wakacje chciał sie ze mna przespac jak pijani spalismy u mnie po imprezie

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-09 00:29:24

Nie sądzę by któraś kobieta wymagała niemożliwego (trochę to przesadzone). Ja wręcz popieram wysokie wymogi wobec mężczyzn, takie powinnyśmy być, to określa wręcz naszą osobowość.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 23:12:18

Wymagam od faceta tyle, ile sama wnoszę do związku. Dla wielu moje wymagania są zbyt wysokie, ale nie będę obniżać poprzeczki i pakować się w związek, który z góry będzie skazany na niepowodzenie. Szukam swojego ideału, bo tylko z ideałem mam szansę stworzyć związek na teraz, na za pięć lat i za dwadzieścia pięć. Nie będę się rzucać na pierwszego "fajnego i dobrego", który się napatoczy. Mój poprzedni mężczyzna był prawie ideałem, więc myślę, że gdzieś na świecie musi być ten ideał dla mnie :) Potrzebuję faceta zaradnego, ambitnego, pracowitego, dobrze wychowanego, wykształconego, fizycznie atrakcyjnego(dla mnie, nie obchodzi mnie opinia innych), który będzie zwyczajnym, dobrym facetem a nie jakimś zakompleksionym czy pobudzonym bubkiem. Cenię sobie bardzo szczerość i uczciwość i taki też musi być mój mężczyzna, bez tego ani rusz. Nie wspominając już o podobnym spojrzeniu na ważne kwestie i sztuce kompromisów i rozwiązywania na bieżąco problemów. Myślę, że głównym problemem kobiet nie są zawyżone wymagania lecz ZANIŻONE. Bo w sumie jest dobry i fajny i nawet mi się podoba, to olać te wszystkie znaki sugerujące, że to nie jest facet dla mnie. Jestem sama i jest mi smutno a do niego się tak fajnie przytula. A później dziewuchy zostają w takich "przeciętnych" związkach i się wkurzają i płaczą i marzą żeby ich ukochany się zmienił. Ale on się nie zmienia, związek się nie zmienia, czasem jest fajnie, ale generalnie to strata czasu i energii. Ale o tym się przekonują dopiero po bolesnym rozstaniu. Dziewczyny, kobiety, bądźcie bardziej egoistkami, nie dajcie się swoim miękkim serduszkom i patrzcie realnie: odsuwając uczucia na bok przekalkulujcie sobie, jakie szanse macie na stworzenie szczęśliwego i stałego związku? Ja już wiem na co zwracać uwagę, co jest ważne, co sygnalizuje ewentualne problemy na przyszłość i na tej podstawie decyduje czy się w relację angażować czy nie. Jestem zmęczona rozczarowaniami.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 23:37:35

Mądrze "powiedziane" !

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 20:08:51

tak ja faktycznie mam za wysokie wymagania,ale nie dla psa kielbasa

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 17:23:05

a jak wyglada jak wiesniak i wieprz to przesadzam?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 23:03:46

hahahahaha

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 14:46:11

ja tak z innej beczki. kiedy bedzie jakis artykul o zębach droga redakcjo?:) mam bzika na ich punkcie i z checia bym poczytala kto jak o nie dba, jakich uzywa wybielajacych past czy co z nimi robi.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 12:47:41

Również mam pewne wymagania, których nie obejdę (np. palenie, picie alkoholu), więc wolę być sama niż męczyć się z kimś kto mnie irytuje swoim zachowaniem. Nie mam presji na ślub :) Mówi się trudno, wolę to niż żyć w związku i mieć pretensje, że nie jest taki jakiego bym chciała.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 14:54:53

I co? Jak kiedyś spotkasz wymarzonego faceta, który będzie palił, to albo rozkarzesz mu rzucić, albo sama go rzucisz? Nie rozumiem , jak można drugiemu - dorosłemu człowiekowi zabraniać palić. Ok, co innego alkohol czy narkotyki, bo po tym ludzie stają się całkiem inni, ale palenie? To taka dziecinada

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 15:56:27

Też mówiłam, że za nic w świecie nie będę z palaczem ale ostatnio w moim życiu pojawił się taki ktoś, który niestety pali. Jedno co jest w tym dobre to to, że powiedział, że dla mnie rzuci i kupił sobie e-papierosa. Widać koleś się stara i podziwiam go za to :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 18:11:37

Mój też sobie kupił e-papierosa, ale co chwile ktoś go na fajke wyciąga, bo mieszka na akademiku, no i czasem idzie -.-

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 23:00:11

To jest proste. Dla mnie fajki są tak obrzydliwe, że nie jestem w stanie całować się z palaczem, nawet przytulać, nic. Śmierdzi mi na 3 metry i jest mi niedobrze. Dlatego nie zniosłabym palącego faceta, szczególnie w mojej obecności. To zwyczajne buractwo palić w towarzystwie niepalących(jeżeli wiesz, że to im przeszkadza)-narażać ich na smród i wdychanie całego tego syfu. Mój poprzedni mężczyzna palił, ale szybko się oduczył(i teraz sam jest zagorzałym przeciwnikiem papierosów). W kwestii palenia nie ma dla mnie kompromisu-nie chcesz rzucić, w porządku, ale zapomnij o jakichkolwiek zbliżeniach. Równie dobrze mogłabym lizać muszlę klozetową.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 12:01:47

mam pewne warunki odnośnie faceta i nie zamierzam obniżyć poprzeczki , np. ma po sobie sprzątać bo nie będę jego służącą, od razu wyleci na zbity pysk, nie może palić fajek, sama nie palę, przeszkadza mi dym papierosowy, nie zamierzam patrzeć jak wydaje ogromne pieniądze na coś, co truje jego i otoczenie. sam powinien się ubrać jak człowiek, mieć choćby niewielkie pojęcie o tym,że nie łączy się pasków z kratką żebym się go nie wstydziła. jeżeli obniżyłabym poprzeczkę to czekałoby mnie życie ze śmierdzielem z piwnym brzuchem. pewne warunki trzeba stawiać, trzeba znać swoją wartość i szukać, szukać, jeszcze raz szukać. jeżeli nie znajdę kogoś pasującego mi pod tymi względami to mówi się trudno, ale próbowałam, robiłam, co mogłam i lepsze to niż życie z byle kim tylko dlatego,że obleciał mnie strach przed samotnością czy presja otoczenia. a tak z innej beczki: czemu kobieta nie może mieć żadnych wymagań co do swojego mężczyzny skoro płeć brzydka stawia nam ich czasami tysiące. oczekują od nas pięknego wyglądu, dbania o siebie , makijażu, szpilek, seksownych ubrań, wygolonej pipy, a sami dają od siebie,,, no wlaśnie, nic nie dają. dlatego może czas żeby panie zamiast obniżać podniosły progi wymagań dla ich własnego dobra i sprawiedliwości. jak oni nam, tak my im. pozdrawiam wszystkie miłe panie tutaj

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 12:11:22

dobrze powiedziane!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 12:12:00

Lepiej bym tego nie ujęła!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 12:31:23

Zgadzam się w 100 % !!!!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 13:22:02

Ja tez nie lubie dymu tytoniowego, ale poznalam wartosciowego mezczyzne z tym jednak nalogiem - palenie papierosow. Jednak na tyle mi sie podobal, ze poczatkowo 'przymruzylam' na to oko. Pozniej zaczelo mi to przeszkadzac, wiec rozmawialam z nim. Przy mnie wyrzucil caly tyton do zsypu. To byl pierwszy krok, pozniej bylo ich kilka. Pare razy przestawal palic by znow zaczac. Jednak pewnego dnia powiedzial sobie KONIEC i ten koniec trwa juz prawie 2 lata. Wreszcie moj mis nie smierdzi juz papierosami :) Nie skreslajcie faceta od razu. Dajcie mu troche czasu. Moze jak pozna Was blizej to postanowi zerwac z nalogiem, bo bedziecie wazniejsze. Pamietajcie - kawa - tez uzywka i tez wydajecie na nia spore pieniadze i niszczy Wasz organizm :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 13:39:22

zgadzam sie , ale z drugiej str nie skreslaj wszystkich tak od razu . ja oczywiscie tez oczekuje wielu rzeczy od mezczyzn , takze nie lubie papierosow , na szczescie moj chlopak nie pali , dba bardzo o siebie ma natomiast jedna wade- nie potrafi sie ubrac. potrafil wyskoczyc mi w sandalach do ktorych zalozyl skarpetki. jak to widzialam, myslalam, ze padne. mialam ochote kilka razy go skreslic, ale im dluzej jest ze mna tym lepiej sie ubiera. duzo rzeczy ja mu kupuje i wie ze sandalow ze skarpetkami sie nie laczy zrobil raz taka gafe i juz nigdy wiecej. oczywiscie chodzi jeszcze czasem w czyms co mi sie nie podoba, ale jest juz lepiej z charakteru jest takim jakiego sobie moglam wymarzyc i dzis sie ciesze, ze dalam mu jednak szanse .

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 13:49:10

jeb.nij się dobrze w łeb dziewczyno! ciekawe, czy ty jesteś taka idealna? moim zdaniem jesteś pusta i próżna i zginiesz na tym świecie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 14:04:28

do anonima 13.49-------> sama się jebinj w łeb jak chcesz , inni nie muszą tego robić tylko dlatego,ze mają odmienne zdanie na jakiś temat niż ty. nie chodzi o to czy ktoś jest idealny czy nie. ja np. potrafię zaakceptować czyjeś drobne wady albo np. krzywy nos czy male usta. ale są rzeczy , na które nigdy w życiu się nie zgodzę bo za kilkanaście lat będę miała na karku męża alkoholika i nałogowego palacza.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 14:11:15

Ale chyba nie skreślasz takich facetów od razu jako ludzi unikając kontaktów z nimi? No chyba, że im tylko jedno w głowie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 14:17:23

bo łączy spodnie w kratę z koszulą w paski? to już go trzeba skreślić? może tak otwórz swój ryj i powiedź "kochanie paski i krata nie pasują razem", a nie jakieś durne wymagania. większość facetów nie ma wyczucia co do mody. żal mi was dziewczyny. oby was tak pies z kulawa nogą nie chciał. paniusie zasrane.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 14:20:55

Ja nie wiem, co wy macie w tych głowach. Myślę, że przesadzacie. Jakby wszystkie kobiety na świecie takie były, to by ludzkość wymarła, bo nikt z nikim łączyć by się nie chciał.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 14:28:21

nie skreślam ich od razu, mogę z nimi gadać, wychodzić do kina ale jako koledzy, nigdy nie będę go brała pod uwagę jako partnera na życie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-08 20:34:45

masz calkowita racje.nie bede dla byle chlystka zmieniac zdania

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-09 01:17:29

Polac jej! :D

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-09 23:52:56

Polać!!! :-)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz